A ja żyję w większym biegu, niż wtedy gdy pracowałam - i o nudzie nie ma mowy.
Wprawdzie jest to bieg innego rodzaju, taki na luzie i zupełnie bez stresu, że z czymś nie zdążę lub coś się zawali.
Jedyny minus – to właśnie ten, że czas mi zbyt szybko ucieka.
I znów kolejny rok przeleciał nie wiadomo kiedy.....
Pogodowo trudny a nawet dziwny.... zimy nie było, lata nie było, w jesieni wiatry szalały po graniach.... trzeba było polować na dość rzadkie okienka pogodowe.
Z tego powodu znów nie wyszły mi moje plany tatrzańskie i “tylko” 50 dni spędziłam w górach, za to 60 dni nad morzem – ze względów wiadomych .
Styczeń nie dał szans na wyjazd w góry, pogoda była beznadziejna.
Za to w lutym udało mi się wyrwać na pięć dni. Wprawdzie zamiast uciechy doznałam niezłego szoku na widok zniszczeń po grudniowym halnym, ale na pociechę poznałam nową fajną koleżankę i towarzyszkę do tatrzańskich wędrówek



Relacje:
Armagedon
viewtopic.php?t=9337
Trochę radości w smutku
viewtopic.php?t=9341
W marcu wypatrzyłam cały tydzień słoneczka....co za radość – tym większa, że na wycieczkach towarzyszyła mi Hania.



Relacje:
Marcowe błękity
viewtopic.php?t=9354
W kwietniu na krokusy mogłam się wyrwać tylko na 4 dni i to jeszcze w określonym terminie.
Wyprosiłam na ten czas pogodę u mojego Anioła Stróża Górskiego
I znów tylko z Haneczką przemierzałyśmy tatrzańskie szlaki.




Relacje:
Krokusy bez ludzi
viewtopic.php?t=9365
Wiosna.. cieplejszy wieje wiatr...
viewtopic.php?t=9370
W maju wybierałam się w Pieniny, ale ulewne deszcze całkiem to uniemożliwiły, szlaki były zmknięte.
Wobec tego z powrotem w Tatry - choć na dwa dni...


Relacje:
Zamiast podopionych Pienin dwa majowe dni w Tatrach
viewtopic.php?t=9400
Gdzieś tam jeszcze w maju przewinął się tydzień w Poznaniu..

…. i trzeba było szykować się nad morze.
Ale jak tu jechać bez pożegnania z Tatrami ???
Nie do pomyślenia.
Czerwiec brzydki i znów żebranina o kilka ładnych dni u mojego ASG ….
Zlitował się - dał mi całe 7 dni



Relacje:
Słoneczne pożegnanie z Tatrami
viewtopic.php?t=9410
Lipiec i sierpień – morze... całe 60 dni..
W tym roku nawet bardzo chętnie tam pojechałam, a tęsknotę za Tatrami utuliła piękna pogoda, podczas gdy w górach prawie dwa miesiące lało.
Dla mnie morze, to wieczorne spacery po plaży i przede wszystkim zjawiskowe zachody słońca.


Nie dało się również pominąć odwiedzin pięknych Ogrodów w Dobrzycy, przy okazji poznając nowo otwartą część – Labirynt....

połazić po cudnych, pachnących, kolorowych alejkach starej części ogrodu....


...a nawet odpocząć na leżaku wśród kwiatów

Relacje:
w Labiryncie
viewtopic.php?t=9417
Labirynt po raz drugi a nawet trzeci
viewtopic.php?t=9442
Galeria sztuki plażowej
viewtopic.php?t=9449
Trochę słonecznych opowieści
viewtopic.php?t=9450
Po powrocie z nad morza jedynym moim marzeniem było jak najszybciej jechać w Tatry, a tu pogoda - jak zwykle
No to może chociaż w inne góry, gdzie lepsze prognozy....
Padło na Góry Stołowe – siedem dni.
Nawet się nie spodziewałam, że tam takie cudeńka zobaczymy....




Z pewnością tam jeszcze wrócimy, bo pewne psisko skomplikowało nam trochę pobyt i – niestety - kolejne wyjazdy w Tatry i Pieniny.
Relacje:
Mój plan chytry cz I
viewtopic.php?t=9460
Mój plan chytry cz II
viewtopic.php?t=9464
W Tatry udało się pojechać dopiero na początku października.... i to jeszcze z wielką biedą - na siedem dni.



Relacje:
Zakazane Tatry
viewtopic.php?t=9479
Październik i nie zajrzeć w kolorowe, jesienne przepiękne Pieniny ? Toż to nie do pomyślenia. Jak tylko pogoda i inne sprawy pozwoliły – rowery na bagażnik samochodu i w drogę do Krościenka. Na cztery dni. Tylko.
Ale w mojej sytuacji dobre i to.

Ponieważ miałam wielki niedosyt – to za trzy dni z powrotem, już bez rowerów, bo tylko na dwa dni.

Relacje:
Pienińska jesień z łapanki
viewtopic.php?t=9483
Mglisto, słonecznie, niezwykle bajecznie
viewtopic.php?t=9495
Nie zaspokoiło to jednak moich pragnień i tęsknoty za Tatrami, więc przy najbliższym okienku pogodowym – niezbyt fortunnym, bo obejmującym Święto Zmarłych – bez chwili wahania, spakowałam bagaże i pojechaliśmy do Zakopanego na sześć dni.
Właściwie na więcej, ale halny nam trochę pokrzyżował plany.


Relacje:
Tatry z bliska
viewtopic.php?t=9499
Listopadowe opowieści
viewtopic.php?t=9501
Ogromnie, ogromnie, ogromnie żałuję że nie udało mi się pojechać do Violi do Novej Lesnej.
Nie znaczy to, że tam nie zajrzałam - nie ma takiej opcji.
Uwielbiam tamte okolice i mam nadzieję nadrobić to w tym roku z nawiązką.
Koniec grudnia w całkiem bezśnieżnym Poznaniu – 7 dni.


W tak zwanym międzyczasie dalszych wyjazdów , włóczyliśmy się trochę po Jurze
Blisko i też ładnie.
Tu coś na ten temat.
Dyngus na Jurze
viewtopic.php?t=9375
Dyngus na Jurze cz II Góra Zborów
viewtopic.php?t=9376
Kilka zdjęć z Jury
viewtopic.php?t=9470
Kilka zdjęć z Jury cz. II
viewtopic.php?t=9472
Jura z nad wody
viewtopic.php?t=9482
Niedzielny spacer pod zamkiem
viewtopic.php?t=9496
No i kiedy tu się nudzić na emeryturze
Pozdrawiam wszystkich cierpliwych, których nie zamęczyłam na amen i przebrnęli jakoś przez tą moją pisaninę.
Dość dużo jej było

Ala





