W prognozach piękny weekend i jeszcze parę dalszych dni się zapowiada.... a tu jak na złość – znów termin szczepienia. Ostatni na szczęście, ale do dyspozycji wyjazdowej tylko sobota i niedziela, w poniedziałek raniutko trzeba wyjeżdżać.
Mój Niespokojny Duch kusił i drążył..... “jedź z powrotem, szkoda takiej pogody... na krótko też się opłaci...co ci zależy.... będziesz żałować jak nie pojedziesz.... na pewno będziesz żałować !!! ”.....
W końcu uległam tym namowom, zadzwoniłam do Małgosi z nieśmiałym pytaniem czy już uprała naszą pościel – i z nadzieją, że jeszcze nie.
Nic z tego – uprała, ale zaprasza jeśli tylko mamy chęć.
No pewnie, że mamy – zwłaszcza ja mam …. nieustającą wprost
Wymyśliłam plan następujący: pojedziemy rano prosto z domu na baseny do Vrbova na skróty przez Jurgów, Velką Łomnicę – a wrócimy przez piękną Magurę Spiską i Niedzicę do Krościenka.
Po drodze napatrzę się na Tatry.
Cała zadowolona z tego planu spakowałam z powrotem samochód ....
Wszystko szło zgodnie z założeniami, poza jednym – mgłami na drodze, o których nawet nie pomyślałam...
Na szczęście w kilku momentach litościwie się odsłoniły i choć trochę się nacieszyłam takimi widokami.
1.

Po stronie słowackiej zaś niskie chmury, ale znów miłosiernie pozwoliły choć przez chwilę popatrzeć na Tatry z Vrbova....
2. Vrbov

3.

Polubiłam bardzo te baseny. Obiecałam sobie, że będziemy tu zaglądać częściej, za każdym pobytem w tych stronach. Można sobie wykupić dłuższy pobyt – 4,5 godzinny za 6,5 euro i w spokoju, bez pośpiechu skorzystać poza kąpielą z leżaków na powietrzu, lub w oszklonej hali na piętrze, skąd widać Tatry.
Powrót już bez mgieł, ale za to nad górami unosił się - jak mawiają Słowacy – “opar”, no i widoki były dalekie od moich oczekiwań....
Trudno – innym razem....... mam nadzieję
Takie muszą mi wystarczyć na dziś .
4.

5.

6.

Po drodze kilka przystanków na fotki, posiłek, i późnym popołudniem dojechaliśmy do Krościenka - prosto na pyszny obiad oczywiście....
Nie pomogły tłumaczenia, że jedliśmy, nie jesteśmy głodni....
Kochani, gościnni ludzie ci Górale.
Jako optymistka życiowa, w każdej sprawie i sytuacji staram się znaleść jakieś dobre strony.
Dni teraz krótkie, trzeba wcześniej wracać do domu – ale za to jest więcej czasu żeby wszystko na spokojnie zrobić, odpocząć i przygotować się do jutrzejszych wycieczek.
Ponieważ mieliśmy tylko dwa dni do dyspozycji, trzeba je było wykorzystać maksymalnie - więc rano na Sokolicę przez Czertezik, powrót Krasem do Krościenka., przesiadka na samochód i do Jaworek pod wyciąg na Bukowinkę.
Rano wyruszyliśmy ostro do góry mokrym i gliniastym skrócikiem ogrodowym – ścieżką wydeptaną przez dziki, ze świeżymi odciskami raciczek . Jak zwykle we mgle – po pachnących jesienią rdzawych dywanach z liści....
Wolę sto razy takie, niż np. czerwone dywany próżności w Cannes, na które jeżdżą niektórzy ludzie snobujący się na światowców....
A polskich cudnych okolic nie znają....
7.

8.

Nie martwiło mnie to jednak, bo prognozy były optymistyczne wielce - więc jest nadzieja na słońce z kołderką chmur poniżej.
I faktycznie - trochę wyżej słońce się pokazało, wyczarowując swoimi promieniami wspaniałe efekty świetlne pomiędzy drzewami.
9.

10.

11.

No i kołderka z chmur – jak malowana......
12.

Ale na Czerteziku dopiero się cudeńka pokazały....
Natychmiast postanowiłam, że zamiast na Sokolicy - tu zrobimy postój .
Cisza, spokój - tam będzie pewnie tłoczno, bo niedziela, w dodatku piękna , a zanim doczłapiemy chmury się rozejdą.
Nie mogłam wprost oczu oderwać od cudnej panoramy z Tatrami w tle .....och...ach...
13.

14.

15.

Malutkie zakazane piwko smakowało w takich okolicznościach jak mało kiedy
Wiadomo... zakazany owoc
Chwilo trwaj ....
16.

No niestety, chmurki dość szybko ulatywały w niebyt, odsłaniając krajobraz czysty i nieskalany.
17.

18.

19.

Na Sokolicy chwilowo może dziesięć osób, a widoki hm ….
20.

Po kilkunastu minutach, gdy zaczęliśmy schodzenie, do góry ciągnęła jakaś wycieczka oazowa dzieciaków z gimnazjum na widok której dostałam lekkiego szoku – chyba z pięćdziesiąt osób
Mam nadzieję, że wszyscy naraz się tam nie pchali.
Godzina drogi przez Kras i nawet nie wchodziliśmy do domu, bo szkoda czasu, tylko w autko i do Jaworek.
Początkowo planowaliśmy wjechać na górę, a zejść przez Homole, ale po chwili namysłu stwierdziliśmy, że na odcinku do polanki utaplamy się w błocie, a potem pójdziemy ciemnym o tej porze wąwozem, gdy tymczasem na Bukowince piękne słońce i widoki.
Zmiana planu – skorzystamy z wyciągu w obie strony, a czas na zejście przeznaczymy na połażenie po okolicy gdzie jeszcze nie byliśmy..
Tu też niespodzianka ..... w porównaniu do Palenicy - dość miła tym razem .
Cena biletu tam i z powrotem - 10 zł normalny, 8 zł dla seniora.
Brama do wyciągu na Bukowinkę....
21.

Wjazd tą kolejką to czysta przyjemność, ale zjazd - to już pełen odlot - ze względu na panoramę jaka się przed nami rozpościera.
Górna stacja...
22.

…...i schody na punkt widokowy, na którym odkryliśmy kamerę, z której pokazywane jest w internecie szerokie ujęcie przepięknej okolicy..
23.

Teraz mogliśmy ją podziwiać na żywo. Jesienną cudowna, ale moja wyobraźnia zobaczyła ją zimą, w białym puchu...
Koniecznie musimy tu zajrzeć zimową porą, tym bardziej, że wyciągiem można wjechać bez nart..
24.

25.

26.

Nieszczęsne Zaskale
27.

Szałasy bacówki.
28.

Marzenie …...
29.

Pokręciliśmy się trochę po okolicy ...
30.

31.

32.

33.

Przy szałasie Bukowinki raj dla dzieci ….… i zdziecinniałych staruszków
34.

Szkoda że dni takie krótkie .... ale i tak fajnie, że udało się trochę połazić i zobaczyć w tym jednym dniu.
Dobrze, że posłuchałam mojego Niespokojnego Ducha, który mnie skusił, żeby jechać na ten weekend...
Moja radość z tego faktu była nie do wyobrażenia.
Krótki, ale piękny i udany wyjazd
Ala
panoramki




