Nie lubię siedzenia w ogóle - a przy stole zwłaszcza
Szęśliwie dopisała i można było wyruszyć ….. samochodem niestety.
Plan był niezbyt ambitny - posiedzieć trochę na widokowych kamulkach Okiennika Wielkiego.
Blisko, bo tylko 11 km od domu.
Uwielbiam jechać tam na rowerze...ale nie tym razem.
Na Jurze nieśmiała dużo wcześniejsza w tym roku wiosna... kwitną tarniny i zioła, zielenieją trawy i młode listki na drzewach.
Choć Jura najpiękniejsza jest jesienią, to wiosną uroku też nie można jej odmówić.
1.

2.

3.

4.

5.

6.

Na skałkach spotkaliśmy dwóch miłośników gór, z którymi szybko znaleźliśmy wspólny temat - Tatry oczywiście - i tak nam .... hm... leniwie ale fajnie, w ciepłych promieniach słońca czas upłynął.
Potem zajrzeliśmy się na drugą stronę Okna, które jakaś hołota zeszpeciła napisami.
Że też im łapy nie uschną
7.

8.

Skały oblegane przez wspinaczy...nawet w wieku 8 lat.
“Dziura” z przodu....
9.

10.

11.

12.

…. i z tyłu.
13.

14.

15.

Okiennik Wielki to zespół skał niewielki - z jednej strony łagodny jak baranek, z drugiej za to dość potężny. Lubiany przez miłośników mocniejszych wrażeń.
16.

17.

18.

19.

20.

Jak zwykle złapaliśmy”cuga” i zamiast do domu pojechaliśmy do Podlesic - na Górę Zborów. Tam zmiany zaszły ogromne, sama byłam zaskoczona.
O tym w drugiej części, bo sporo zdjęć, więc mogą się długo otwierać.
Ala

