„Nie wolno pani:
- przebywać na słońcu....
- jeździć na rowerze
- pić żadnych alkoholi
- dopuścić do „owiania”
- przemęczać się
- przebywać w miejscach o różnym ciśnieniu, w związku z powyższym o Tatrach w tym roku musi pani zapomnieć.”
…..ZAPOMNIEĆ O TATRACH.....
…..za-pom-nieć o Ta-trach....
…..z - a - p -o - m - n - i - e - ć - o - T - a - t - r - a -c - h …...
Ten warunek jest nie do spełnienia....z góry wiem, że to niemożliwe.
Pierwsze trzy dawki szczepionki w odstępach trzydniowych, ale.....między trzecią a czwartą tydzień przerwy, więc spakowałam nanatki bo pogoda miała być nie najgorsza, a ja na trzymiesięcznym głodzie.
W poniedziałek rano – jak na skrzydłach... choć trochę podciętych przez panią doktor – w drogę znaną i kochaną. .
W Olkuszu – po drodze - zjazd do szpitala na zastrzyk i przypomnienie lekarki gdzie mi wolno (na Krupówki
Postaram się........bardzo się postaram.......
Na pierwszą wycieczkę – delikatnie – spacer po Kościeliskiej. Mój Anioł Stróż Górski znów czuwał, w górach wiał halny, więc przynajmniej na razie pozostały niższe szlaki.
Przypomnieliśmy sobie Jaskinię Mroźną, w której bardzo dawno nie byliśmy, jednak po poznaniu takich cudeniek jak Belianska i Svobody – ta już nie zrobiła na nas takiego wrażenia jak kiedyś.
1.

Z ulgą wyleźliśmy na słoneczko z tej wilgotnej i mokrej dziury, upaprani co nieco przy przeciskaniu się przez wąskie odcinki.
2.

3.

Zaglądnęliśmy też do Wąwozu Kraków - ten zawsze robi wrażenie. Nieco psują je tylko patyki i kije, którymi turyści „podpierają” skały.
4.

5.

Przy schronisku Ornak ludzi sporo, wycieczki szkolne.
Ciepło, ale nad Tatrami chmury halnego. Nie wiało mocno, więc posiedzieliśmy przed schroniskiem.
Fajny spokojny spacer.
Ponieważ halny nie odpuszczał, w następnym dniu kolejny spacer – Stanikowy Żleb od Nędzówki, Przysłop Miętusi, Mała Łąka, Grzybowiec, powrót kolorową Strążyską i pod Reglami do chałupy.
Niespodziewanie w Nędzówce trafiliśmy na fermę reniferów.....sympatyczne zwierzaki, szkoda, że nie miałam skórek chleba do poczęstowania.
6.

7.

8.

9.

Bardzo mi się chciało w słowackie....
Jesienne Rohackie Stawy to wprost obowiązkowa moja wycieczka.
Niestety...... choć w dolinie piękne słońce, wiatr niezbyt silny – to Wołowiec w chmurach, Rohacze w chmurach, a potem i na Stawy nalazły chmury. Tam ponoć wiało konkretnie, o czym poinformowały nas dwie panie, które zawróciły spod Rakonia.
10.

11.

W tej sytuacji - nici z wycieczki.
Posiedzieliśmy przy Tatliakowej Chacie, pocieszyliśmy się huśtawką przy skróciku na parking
12.

i wymyśliłam, żeby pojechać na Przełęcz Huty, zobaczyć jak się idzie na Siwy Wierch i czy szlak jest otwarty.
A tam widoki
13.

14.

15.

Oczywiście przejechaliśmy przełęcz i znaleźliśmy się na serpentynach, ale nie było czego żałować.....
16.

17.

18.

19.

Powrót z Zuberca też dostarcza niezłych doznań ...
20.

W następnym dniu halny się wreszcie uspokoił, więc
20 minut stania w kolejce do kolejki i następny dzień radości mojej wielkiej
Z wysoka widać jak kolorowo w dolnych partiach Cichej. Jaka szkoda, że nie udało się zajrzeć tam tej jesieni....
21.

Na stokach Beskidu prawie zawsze można zobaczyć małe stadko kozic, o tej porze z młodymi.
22.

Ranek bezchmurny, ale koło południa lekki wiatr zaczął nawiewać trochę chmur ze Słowacji.
23.

co dawało fajne efekty światło – cień,
24.

25.

26.

...oraz inne nie mniej piękne pokazy
27.

28.
Na kolejny wspaniały dzień zaplanowałam sobie wycieczkę, za którą pewnie pani doktor wyrzuciłaby mnie z gabinetu z wielkim hukiem.
Kółeczko: Bela Voda, Matlary,Plesnivec,Polana Rakuska, Białe Plesa, Kieżmarska, Bela Voda.
Pogoda jak marzenie, ciepło, cudna jesień, widoki..... coś takiego nie może mi zaszkodzić, nawet jak się wytyram ponad dozwoloną miarę
29.

30.

31.

32.

Taka refleksja - gdzie się podziały te czasy, że w słowackich Tatrach było pustawo ?
Parking w B.V zapchany do granic, postawiona nowa budka i koniec luksusu pod tytułem „za darmo”. Samochody poustawiane wzdłuż szosy, kilka autokarów.
Nawet tam – chyba nie do końca legalnie – zbierano opłatę za parkowanie.
Trochę mniej wprawdzie jak się ktoś upomniał.
Ja – jako stary chytrus – oczywiście się upomniałam
Szok, bo godzina dość wczesna. Wszyscy gnali do Kieżmarskiej, a my sami jedni przez Matlary do Plesnivca.
Tam niestety koniec sielanki, przy schronisku ludzi od groma.
Udało się jakoś kupić cesnakovą i znaleźć w środku miejsce do jej posmakowania.
Na piwko (też zakazane
33.

34.

Na szlaku sporo ludzi, ale tam się towarzystwo trochę „porozciągało” i nie było źle.
Polaków niewielu, przeważnie Słowacy - mili jak zwykle... poczęstowali nawet kielkonkiem wyjątkowo dobrej śliwowicy
Tatry Bielskie są bardzo urokliwe. Dla takich widoków i spotkań warto znieść wszelkie niedogodności.
35.

36.

37.

38.

39.

40.

41.

42.

Nad Spiszem i od zachodu stał front chmur - bardzo się obawiałam, żeby się nie nasunął na Bielskie.
Niepotrzebnie....
43.

44.

45.

W Dolinie Kieżmarskiej już cień. Nic dziwnego, dochodziła szesnasta.
Dotychczas niezbyt przejmowaliśmy się zegarkiem, ale teraz – chcąc w miarę za widoku wrócić do chałupy – trzeba było trochę przyspieszyć..
Jeszcze tylko spojrzenie na Jatki pięknie oświetlone...
46.

Szlak - dotychczas wystarczająco kamienisty - został dodatkowo wysypany skalnym gruzowiskiem, w związku z czym przejście niektórych odcinków – to prawdziwa męka i udręka – zwłaszcza jak się komuś spieszy.
Zimą to tam jest fajna aleja spacerowa, ale teraz dał mi się we znaki przy dość szybkim schodzeniu.
Po powrocie byłam bardzo mocno zdziwiona, gdy nasi sąsiedzi z chałupy, którzy wybierali się w tym dniu na Kościelec, poinformowali nas, że zrezygnowali z tej wycieczki, ponieważ u nas wiało, że trudno się było w pionie utrzymać, a nad Tatrami stały chmury.
Nie mogłam wprost uwierzyć... w Bielskich i w Kieżmarskiej delikatny wiaterek, błękitnie i ani śladu halnego....
Mój Anioł Stróż Górski czuwał na swoim posterunku
W ostatnim dniu pobytu planowałam Rakoń, ale Rozsądek zapukał do mnie dość mocno i musiałam się z nim niechętnie przywitać.
Poszliśmy na spacer do Kondratowej, posiedzieli spokojnie na kamieniach pod szlakiem na Kondracką Przełęcz, bo przy schronisku oczywiście tłumy.
47.

Na Kalatówkach ludzi już mniej, wszyscy już zdążyli skończyć swoje wycieczki, a nam się nie spieszyło.
48.

W Kuźnicach zeszło przy oglądaniu wystawy starych zdjęć o Tatrach.
Ja je wprawdzie już widziałam, ale małżonek też chciał popatrzeć.
49.

W poniedziałek raniutko powrót do domu, po drodze załatwiając obowiązkową, wyznaczoną na ten dzień wizytę w P.CH.Z w Olkuszu.
Na pytanie pani doktor jak się czuję, odpowiedziałam zgodnie z prawdą – nigdy nie czuję się tak wspaniale, jak po pobycie w Tatrach.
Na szczęście lekarka też okazała się miłośniczką Tatr, posiadaczką uprawnień przewodnickich - wprawdzie obecnie „nieczynną” - ale przynajmniej tyle z tego dobrego, że była w stanie zrozumieć moją „chorobę górską”.
Na szczęście moje nieposłuszeństwo nie skończyło się powikłaniami....
Co jak co - ale Tatry nie mogą mi zaszkodzić - czuję to gdzieś głęboko w sercu
Ala




