W Tatrach i Pieninach prawie wszystkie ścieżki dostępne dla turystów “szlakowych” mamy przedeptane – i to nie jeden raz, mimo to z największą przyjemnością lubię tam wracać.
Kocham te cudne miejsca bezgranicznie.
Moje gaździny zresztą też.
Podsumowanie jednak wprawiło mnie w spore zdziwienie, bo okazało się że w tym roku więcej czasu spędziłam nad morzem niż w górach.
No, no...coś podobnego....
Wprawdzie nad morzem byłam niejako “służbowo” a górskie wyjazdy ograniczała pogoda , bo w przeciwnym razie do czegoś takiego na pewno by nie doszło
Nazbierało się tego 124 dni .
w tym:
Góry - 58 dni
Morze – 66 dni
Styczeń był paskudny, bury i ponury, ale udało mi się trafić szóstkę w totolotka pogodowego i wyśledzić 5 dni pięknej aury.
Pojechaliśmy w Pieniny bo w zakopiańskiej chałupie nie było wolnych pokoi.
Ponieważ ja mam zwyczaj dzwonić dzisiaj że przyjedziemy jutro - czasem są takie tego skutki.



Relacje:
Zamiast Tatr , zimowe Pieniny
viewtopic.php?t=8447
Trzy Korony w śnieżnej oprawie
viewtopic.php?t=8450
Po równie burym i nieciekawym kolejnym miesiącu, na przełomie lutego i marca wybraliśmy się na 7 dni w Tatry. Tu też trafiliśmy bezbłędnie w piękne pogodowe okienko



Relacje:
Moje spełnione marzenie.
viewtopic.php?t=8494
Kwiecień wiadomo.....krokusy
Pogoda była łaskawa przez 7 dni.


Relacje:
Krokusowo...filoletowo
viewtopic.php?t=8574
Krokusowy falstart
viewtopic.php?t=8575
Maj, październik - to już tradycyjnie Pieniny. Teraz siedem dni dzięki dobroci aury.


Relacja.
I znów w Pieninach maj
viewtopic.php?t=8605
Pieniński maj CZ II
viewtopic.php?t=8614
Na czerwcowym wyjeździe w Tatry zależało mi szczególnie, ponieważ wybieraliśmy się nad morze i wiadomo było że mój Tatrzański Głód będzie mnie gnębił okrutnie, a jak jeszcze w czerwcu nie dostanie nic na swój “ zachłanny ząb” to mi już żyć nie da.
I znów musiałam pożebrać u mojego Anioła Stróża Górskiego o kilka dni ładnej pogody bo czerwiec nie rozpieszczał słoneczkiem....
Zlitował się ….dostałam całe 10 dni




Relacje:
Tatrzańska czerwcowa przyroda.
viewtopic.php?t=8644
Słońce z niebiańskiego dozownika
viewtopic.php?t=8650
Niebiański dozownik cz II
viewtopic.php?t=8660
Z dedykacją dla myszoza i andy
viewtopic.php?t=8668
Nad morzem mieliśmy być początkowo jeden miesiąc – lipiec, potem trzeba było zostać jeszcze na połowę sierpnia.
W końcu skończyło się na całych dwóch miesiącach z lekką nawiązką.
Ponieważ lato (a druga połowa sierpnia zwłaszcza) było ładniejsze pogodowo nad morzem niż w górach – nie było czego żałować.
Cała rodzina pobujała się na ciepłych w tym roku falach Bałtyku na takim urządzeniu, a ja - ponieważ się wody boję panicznie - tylko po włosku, czyli “na piosku”

A poza tym czas miło płynął....
wycieczkowo …..

spacerowo.....

rowerowo....

Do tego trzeba dodać cudne zachody słońca ….i nie ma co narzekać. Było super.
Tu coś na ten temat:
Wschody i inne nizinne obrazki
viewtopic.php?t=8725
Zachody
viewtopic.php?t=8676
Ogrody
viewtopic.php?t=8671
Po powrocie – natychmiast, albo jeszcze szybciej pojechałam w Tatry.... tym bardziej że miało być tydzień pięknej pogody.
Oczywiście było – siedem dni spędzonych w towarzystwie moich górskich przyjaciół, bo małżonek niestety nie mógł....





Relacje:
Tatry z perspektywy seniora
viewtopic.php?t=8746
Kraina Łagodności w jesiennym wydaniu
viewtopic.php?t=8750
Po takim wspaniałym pobycie i tak mój Tatrzański Głód mnie męczył i dręczył …. tym razem o Słowację.
Nie pozwoliłam się długo gnębić...kilka dni znośnej pogody i znów wyjazd tylko we dwoje - z moim poczciwym Puntusiem.
Jak na skrzydłach w tamte strony.... na trzy, cztery dni...
Skończyło się na sześciu w Novej Lesnej, siedmiu w Pieninach i trzech w Zakopanem … razem 16 dni. ….To dopiero była wspaniała niespodzianka i prezent od Losu








Relacje:
Wyjazdowe niespodzianki
viewtopic.php?t=8775
Nova Lesna - widok z okna
viewtopic.php?t=8771
Pieniny, sympatycznie i poza planem.
viewtopic.php?t=8791
Opowieść o „Pienińskim Giewoncie”
viewtopic.php?t=9295
Piękny w tym roku listopad trochę mi umknął ze względu na dość dogłębnie rozgrzebany remont w domu, ale natychmiast po jego szczęśliwym zakończeniu w grudniu – prędasem w Tatry moje cudne....na ….hm … dokąd pogoda pozwoli.
Znów sama bo mąż sobie tym remontem jeszcze pogorszył swoje nieszczęsne dolegliwości
Wprawdzie nieciekawy splot okoliczności sprawił że musiałam wcześniej – po pięciu dniach - wrócić mimo pięknej pogody (co mnie do dzisiaj gnębi ) , ale i tak mogę być zadowolona, bo takie widoki w tą dziwną tegoroczną zimę – to rzecz bezcenna.


Relacja:
Świątecznie....bajecznie...
viewtopic.php?t=9314
W sumie nie było najgorzej, choć mogło być jeszcze lepiej....
Jeśli chodzi o Tatry to nigdy nie mam i - nie zanosi się żebym kiedyś miała dość.
Ech... tak się znarkotyzować na stare lata …......
Pozdrawiam. Ala



