Postanowiłyśmy z moją starszą koleżanką iść na delikatny spacerek Ścieżką pod Reglami do Małej Łąki, zajrzeć na Przysłop Miętusi, do Kościeliskiej – a potem zobaczymy na co pogoda pozwoli.
Niestety, przy wejściu do Doliny Małej Łąki spotkałyśmy wychodzących stamtąd turystów okutanych w peleryny, którzy odradzili nam dalszą wędrówkę ze względu na marną pogodę wyżej.
P. Zosia miała jakieś pilne zakupy odzieżowe na Krupówkach, więc tam się nasz spacer zakończył.
Późnym wieczorem się rozpadało i aż się nie chciało wierzyć że jutro ma być pięknie, z lekkim wiaterkiem i dużą ilością słońca...
Ustaliłyśmy, że jeśli prognozy się sprawdzą – to wybierzemy się Doliną Starorobociańską na Siwą Przełęcz, Ornak z zejściem na Przełęcz Iwaniacką i do Chochołowskiej, do autka na Siwej Polanie.
Mnie marzyła się ta wycieczka bo dość dawno na Ornaku nie byłam. Choć kilka razy była w planie – zawsze coś stawało na przeszkodzie.
Tym razem się udało … a w nagrodę za długie czekanie Tatry pokazały mi całą swoją jesienną gamę kolorów ….było cudnie.
Mnóstwo jarzębin z dorodnymi koralami, czerwono-zółto-zielone pledy na zboczach Ornaku, a wszystko to na tle błękitnego nieba z dodatkiem białych chmur do dekoracji.



Jeszcze do pokonania ten wąski, dość długi, ostro do góry poprowadzony szlak w żlebiku który tylko na zdjęciu wygląda łagodnie i wygodnie – w rzeczywistości trzeba się tam zdrowo sterać przy podejściu.


Na Siwej Przełęczy – zasłużona wielce - dłuższa chwila odpoczynku.
Kilkoro turystów którzy za chwilę poszli dalej i spokój jaki uwielbiam w górach.
P. Zosia szukała dogodnego miejsca do siedzenia, a ja poszalałam z aparatem i dopiero po uchwyceniu tych pięknych chwil dołączyłam do niej.
Ech...życie jest piękne .....
Trochę narzekała na bolący palec stopy, zrobiła sobie opatrunek i po solidnej dawce pożywienia dla ciała, a jeszcze solidniejszej porcji dla ducha – poszłyśmy powoli w stronę Siwych Skał.
Jak dobrze że mnie nikt nie poganiał.....mój Tatrzański Głód - wiecznie nienasycony - żarł pełną paszczą, zachłannie, łapczywie....a ja się nie spieszyłam i lazłam....lazłam....lazłam.... nawet za P. Zosią
Niech się nażre do woli.... nie wiadomo kiedy będzie następna okazja do wyjazdu i kolejnego obżarstwa …..
Może mnie jakiś czas nie będzie gnębił....
No, akurat




12. 594



Znów trochę skrobaniny przez Siwe Skały, ale bez problemu.
Przywykłam - i mój Lęk Wysokości nie protestował, a P. Zosia szła jak burza .... pomalutku aż do skutku






Kolorowy zawrót głowy ….













Kominiarski Wierch – bardzo fotogeniczny z Polany Chochołowskiej .... i z tej strony również....



Tomanowemu też nic nie brakuje.... przystojniak

Wlokłam się za moją starszą koleżanką, a na te widoki w duszy wszystkie chóry anielskie śpiewały mi znane stare piosenki (nowe kompletnie nie nadają się do nucenia w tak wspaniałych okolicznościach ) .
Piękna, melodyjna, nostalgiczna piosenka o jarzębinie ..... ta jest wprost idealna....starsi Forumowicze na pewno ją pamiętają :
Zapadł cichy wieczór już ucichł wiatru wiew
Gdzieś w oddali słychać harmonii tęskny śpiew
Biegnę wąską dróżką co pośród gór się pnie
Bo pod jarzębiną dwóch chłopców czeka mnie
Jarzębino czerwona któremu serce dać
Jarzębino czerwona biednemu sercu radź
Mimo że takie rozterki sercowe już dawno mam za sobą, śpiewałam sobie głośno tą piosenkę przez całą powrotną drogę z Ornaku.
Od tej pory - ona zawsze mi się będzie kojarzyć z tą cudowną jesienną wycieczką


Po krótkim odpoczynku na Przełęczy Iwaniackiej zeszłyśmy do Chochołowskiej.
Przy leśniczówce – niespodzianka ….Szanowna Pani Od Rowerów jeszcze wydaje te wspaniałe pojazdy !!!
Po krótkiej rozmowie bezapelacyjnie i stanowczo kazała mi wziąć rower i obiecała że na Siwej Polanie będzie wkrótce – a może jeszcze wcześniej niż ja.
Przekonywała mnie argumentem,iż do tej pory chodziła po górach sama, jest zachwycona że tym razem może chodzić ze mną (wiedziała coś na mój temat – a jakże – z wieczornych pogaduch z naszą gaździną ) i zupełnie da sobie radę.
Ponieważ też znałam ją z opowieści i z tych kilku dni razem spędzonych na szlakach - z dość mocnymi oporami - posłuchałam.
Powiedziałam że będę czekać w samochodzie i – nie bez wyrzutów sumienia – wsiadłam na rower.
Trudno sobie wyobrazić moją radość kiedy ją zobaczyłam na parkingu w chwili gdy po oddaniu roweru pakowałam plecak do bagażnika.
Okazało się że zatrzymała samochód jadący na Siwą, młody człowiek bardzo chętnie zabrał starszą osobę – i tym sposobem obie skorzystałyśmy, a nasze nogi dostały wielką ulgę...
Hm...niegłupio pomyślane....
Moje jak moje , ale jak – już w domu – pokazała mi ten bolący palec żeby jej poradzić co z tym zrobić to dostałam szoku .
Mój podziw dla niej sięgnął nieba....jak ona z czymś takim pokonała tak długą i niezbyt łatwą przecież trasę
Poradziłam jej zgłoszenie się jutro rano natychmiast do lekarza.
Nazajutrz wczesnym rankiem wyjechałam do domu, ale potem telefonicznie powiedziała mi że miała zabieg oczyszczenia rany z ropy, dostała antybiotyk i jakieś maści do smarowania.
Ot – wytrzymałość starszych miłośników Tatr ….
Przepiękny tydzień spędzony tym razem z moimi górskimi przyjaciółmi ….
Bardzo się cieszę że mimo wszystko się na ten wyjazd zdecydowałam.
Beznadziejna obecnie pogoda nie pozwala na wędrówki po cudownych, jesiennych tatrzańskich szlakach.
Póki co zastępują mi je moje zdjęcia robione w w 3D …..
Głębia i plastyczność obrazu dają - o wiele większe niż zwykłe – odczucie obecności w tej cudnej krainie.....brak tylko zapachu i powiewu górskiego wiatru....
Cuda techniki …..
Jaka szkoda że nie mogę przekazać Wam takiego widoku Tatr
Ponieważ żadne choćby najlepsze zdjęcie, nawet w 3D – nie zastąpi rzeczywistości, znów pilnie “siedzę w pogodzie” i czekam na babie lato.
Wierzę mocno że się doczekam
Dziękuję Włodkowi, Tereńce i obu Paniom Zofiom za towarzystwo w tych wspaniałych wycieczkach, oraz przemiłe chwile spędzone razem na tatrzańskich szlakach
Ala
I jeszcze – jak zwykle – panoramki





