Zwykle o tej porze nie dają żyć na szlakach,a tu spokój....
Ponieważ znów oczywiście zapowiedzieli burze poszliśmy na spokojną wycieczkę - Dolina Pięciu Stawów, Kołowa Czuba.
Jak na upalny i burzowy ponoć dzień - wystarczy.
Oczywiście szlakiem przy Siklawie - tam trochę chłodku a wodospad o tej porze roku obficie w płyn zaopatrzony
1.

2.

3.

4.

Koło południa jak zwykle trochę chmury od strony Zawratu straszyły - reszta okolicy była pogodna.
5. 505

Widoki z Kołowej są piękne, posiedzieliśmy tam dość chwilę a ja dostałam amoku fotograficznego i uwieczniłam krajobraz widoczny z każdej strony szczytowej skały.
6.

7.

8.

9.

10.

Małżonka poniosło jeszcze do Dolinki Pustej.
11.

12.

13.

14.

Ponieważ komarów też nie było, więc ciepłe wieczory spędzaliśmy z gaździną na tarasie naszego pokoju – do późnych godzin, na pogawędkach przy małym co nieco
15.

No i nadszedł dzień w którym trzeba było wracać.
Dociągnęłam porę powrotu do przysłowiowej ostatniej minuty, ponieważ mieli przyjechać do Zakopanego – prosto z urlopu spędzanego w Świnoujściu - nasi górscy przyjaciele z Warszawy Włodek z Teresą i córką.
Spakowałam rano manatki, część ich zostało zaniesione do samochodu, ale ponieważ dzień był piękny, więc wiadomo - należało to wykorzystać na pożegnanie z Tatrami w jakimś urokliwym ,a niezbyt dalekim zakątku......
Hala Stoły się do tego idealnie nadaje.
16.

17.

Tam dotarli później W i T, gdzie spędziliśmy sympatycznie i wesoło dwie godziny, które jak zwykle zbyt szybko minęły. Musieliśmy wracać, dopakować resztę rzeczy i ruszać do domu.
18.

A w drodze powrotnej niespodzianka - mąż otrzymał telefoniczną wiadomość ze szpitala że na Oddziale Chirurgii Urazowej wszystkie zabiegi są odwołane - między innymi jego operacja łokcia wyznaczona na 19 czerwca też.
Już dawno nie widziałam tak szczęśliwej miny małżonka jak po tej rozmowie z sekretarką medyczną, która go o tym powiadomiła.
Od razu kilka spraw nam się pięknie wyprostowało.
Kto by pomyślał, że beznadziejnie kiepska sytuacja służby zdrowia może kiedyś sprawić pacjentowi i jego przyjaciołom tyle radości
Ucieszyło się na miejscu całe nasze towarzystwo, bo stało się jasne że zostajemy jeszcze kilka dni, no i ogromnie uradowała nasza gaździna jak jej tą nowinę oznajmiliśmy.
Bagaże zostały wniesione z powrotem do chałupy i wypakowane do szafy z niesłychanie wielką uciechą .
Zrobił się miły luzik, a wieczorem już na spokojnie spotkanie przy zimnym piwku na tarasie w „Rysiu”, gdzie mieszkali nasi przyjaciele.
19.

Na drugi dzień wspólna wycieczka nad Czarny Staw pod Rysami.
Zarządziłam wyjazd wcześnie rano, dzięki czemu asfalcik był prawie pusty. Tak samo koło schroniska i nad Morskim Okiem.
Na werandzie nowa tablica którą upamiętniono wizytę w tym miejscu Sir Edmunda Hillarego.
20.

21.

22.

23.

Jak co dzień gorąco i około południa trochę niegroźnych chmur nad szczytami Rysów i Mięguszy.
24.

25.

26.

Powrót już tradycyjny - przy schronisku tłumy, na „plaży” koło Morskiego Oka tłumy, kolejne ciągnęły w obie strony po asfalciku....
Masakra.
Dobrze że choć w jedną stronę mieliśmy pełen komfort tej wycieczki, urozmaicony przez łanie pasące się i wypoczywające - tuż przy szlaku.
W kolejnym dniu znowu burze.....
Tym razem stojące powietrze i zaduch mogły być ich zwiastunem, choć do południa nic na to nie wskazywało.
Rano wybraliśmy się do Małej Łąki którą bardzo lubię, na Przysłop Miętusi i do Kobylarzowego Żlebu.
Dalsza wędrówka – w zależności od sytuacji, ale ponieważ „pachniało burzą” więc raczej na Kobylarzu należało się spodziewać skończenia sprawy.
Kobylarzowy Zleb to bardzo ładny zakątek Tatr.
Dość wysoko położony, a wyjście na Czerwony Grzbiet i potem na Małołączniak potrafi dać w kość.... zwłaszcza w upale.
Warto jednak się wysilić i zajrzeć tam od czasu do czasu.
27.

28.

29.

30.

31.

32.

33.

34.

35.

Kwitnące jarzębiny rosnące wzdłuż szlaku słodko pachniały i uprzyjemniały wędrówkę dość mocno w górę poprowadzonym szlakiem.
36.

Pod skałami można było się natknąć na resztki zimy zalegające jeszcze obok całych połaci kwitnących żółtych prymulek, na które miło popatrzeć w tym skalistym terenie.
37.

38.

39.

40.

41.

Tym razem prognozy okazały się trafne, gdzieś z okolicy Nowego Targu nadeszły chmury i lekko poburczało....na szczęście burza poszła bokiem i tylko trochę popadało przed samym dojściem do Gronika, gdzie mieliśmy samochód na parkingu.
Zanim dotarliśmy do Zakopanego rozpogodziło się pięknie nad Tatrami, ale w stronę Nowego Targu strach było popatrzeć.....czarna noc...
Wieczór znów był ciepły i bezchmurny - a burza jedyna w ciągu dziesięciu dni.
Na sobotę musieliśmy być w domu, ponieważ były 6 urodziny młodszego wnuczka i gdyby nas nie było – z pewnością przepłakałby całe popołudnie (jak mi powiedział przez telefon).
No trudno....skoro dziadkowie są tak ważni dla dziecka – na ma innego wyjścia …..10 dni musi wystarczyć...
To i tak dużo więcej i piękniej niż się spodziewałam
Nie był to zły pomysł.
Drogi puste, tiry nie jeżdżą, chłodno, słońce z tyłu...... sam luksus...
W połowie tygodnia nadeszły okropne upały i piątek był chyba najgorszy.
Zaplanowałam wycieczkę nad Zamarzły Staw i okolice, ale o godzinie 7 rano już tak grzało, że nie wyobrażenia było co będzie w południe
Zmieniłam niestety ten plan i wybraliśmy się na Polanę Olczyską, Kopieniec i powrót przez Jaszczurówkę ….
Tam prawie cała droga przez las, bliżej, a na Kopieńcu, gdzie posiedzieliśmy sami w ciszy i spokoju , w lekkim cieniu za skałami, było trochę wiatru dającego choć małą ulgę w tym ukropie.
42.

Tam też było ładnie, spokojnie i wypoczynkowo.....
43.

44.

45.

46.

Najgorszy był powrót z Jaszczurówki - trzeba było przechodzić co chwilę przez ulicę w poszukiwaniu choćby kawałka cienia . Słońce dosłownie parzyło.
Niezadowolony z tych zmian małżonek potem przyznał rację moim argumentom.
Pewnie że też wolałabym do Zmarzłego Stawu, ale ja potrafię - mimo wszystko - trochę przytomniej ocenić sytuację.... nie jestem taka wyrywna i przeważnie dobrze na tym wychodzę
47.

Po takiej porcji tatrzańskich widoków za kilka dni mogłam spakować w miarę spokojnie torby podróżne i wyruszyć nad Bałtyk.
Morze też nie jest pozbawione uroku i swoistego piękna.....zwłaszcza zachody słońca z których żadnego nie opuszczam..... ale gdzie mu tam do Tatr...........
Pozdrawiam ciepło.
Ala



