- wylatujemy w czwórkę z Gdańska 9-go maja - przesiadka w Berlinie...
- wracamy także przez Berlin do Gdańska 14-go maja.
Wszystko załatwiamy sami:
- Krzyś załatwia noclegi, kupuje bilety lotnicze, i wstępy na wszelkie uzgodnione wspólnie imprezy.
Bilety lotnicze, i wstęp na kolację z programem flamenco już kupił...
- mnie przypadło załatwienie przewodników i map - oczywiście już je mam. Potem, już na miejscu to moją będzie sprawą, byśmy zawsze wiedzieli jak i czym się poruszać po 5-cio milionowej aglomeracji?
- dziewczyny aktualnie załatwiają... inspiracje, a na miejscu to i tak one będą rządziły wszystkim.
Wspólnie gdzieś koło lutego, marca uzgodnimy wstępnie: co i którego dnia byśmy chcieli obejrzeć...?
No i fajnie!
8.05.2014
Dojechałem do Tczewa - też kawałek jazdy - 305 kilometrów, ale wreszcie cały czas autostradą. Z Łodzi docieram w czasie 2:32... Kurcze, całkiem niedawno w takim czasie dojeżdżałem ledwie do Torunia...
9.05.2014
W deszczowe rano o 8:30 ładujemy się do zaprzyjaźnionego samochodu, który wiezie nas na gdańskie Rębiechowo, a tam pierwsza przygoda naszej podróży: dwa dni wcześniej miałem badanie scyntygraficzne i już pierwsza lotniskowa bramka zawyła na mnie i to zdecydowanie. Zbiegli się ochroniarze. Każdy z jakimś czujnikiem. Wszystkie alarmowały! Trochę się tego spodziewałem, ale na współtowarzyszy padł blady strach, że być może nie polecę... Ochrona lotniska w kilka minut od moich wyjaśnień ustaliła, że mówię prawdę, a nawet powiedzieli mi, jakiż to izotop użyty był jako kontrast do badań. Dalej już było zwyczajnie, z tym że lotniskowe sklepy okazały się wyjątkowo drogie, czego się zresztą spodziewaliśmy... Trudno.
Wsiadamy do samolotu, którym okazał się Bombardier... śmigłowy.

Wąsko jak w autobusie i te dwa śmigła tuż za oknami...
Niecała godzina i jesteśmy na berlińskim Tegel. Lotniska niemieckie lubię, bo mój marny niemiecki jest i tak lepszy od mojego incydentalnego angielskiego... pożal się Boże. Krótka przerwa i już lecimy porządnym Boeningiem 737. Za oknami z każdym kwadransem ładniejsza pogoda. To znaczy... i tak lecimy w przeraźliwym słońcu ponad chmurami, ale przynajmniej coś pomiędzy nimi widać w dół. Miało być ponad trzy godziny lotu, a było sporo poniżej trzech... Nie żałujemy.
Lądujemy porządnym samolotem na wielkim lotnisku, ale coś tak jakby na... kartoflisku... Albo pas nierówny, albo pilot... taki sobie.
Żaden z naszych bagaży nie zaginął, więc szybko decydujemy się na taksówkę, bo wprawdzie można od razu z lotniska metrem, ale szkoda nam zbliżającego się szybko wieczoru. Jest po prostu ciepło i chcemy jak najszybciej odświeżyć się, przebrać i zjeść wreszcie coś porządnego i to nie na chybcika w przygodnym barze, a na stole z obrusem.
Stację mera mamy dosłownie 50 metrów od skromnej, ale zupełnie wystarczającej nam kwatery.
Kupowanie pierwszych biletów do metra w każdym mieście odbywa się inaczej, ale zawsze z drobnymi przygodami. Tak jest i teraz, ale na szczęście miejscowi są bardzo życzliwi i pomagają.
Wysiadamy z metra na stacji Opera i nieśpiesznie zmierzamy calle peatonal - ulica zamieniona w deptak. Oczywiście kierujemy się w stronę Plaza del Sol...

Na zdjęciu jesteśmy wszyscy! Krzyś od tyłu w środku kadru w kraciastej koszuli i krótkich portkach, Ewa i Asia... wiadomo... rozchchane, a ja prezentuję tu jedynie swój... cień.
W bliskim od Sol zaułku zachęciła nas nazwa... muzeum...?

Pierwsza kolacja, to moja nieco spóźniona imieninowa...

Foto Ewa
To w tle to są szynki! W bardzo róznych asortymentach. Najwyższą cenę widzieliśmy 1 500 € za kilogram. Nie próbowaliśmy takiej...
W dobrych nastrojach zmierzamy do Plazza Major, gdzie zawsze jest coś do zobaczenia, a i posmakować tego i owego warto...

Życie na Plaza Major nie zamiera chyba nawet bladym świtem...

10.05.2014
Rano idę z Krzysztofem po zakupy prowiantowe.
Przy tej ulicy mieszkaliśmy i tu robiliśmy codzienne zakupy.

Foto Ewa
Calle del General Ricardos się nazywa. "Nasz" market, to ten niebieski po prawej na dole...
W krajach południa Europy zanim o 10-tej otworzą markety, wszędzie można wypić porządną espresso, z czego oczywiście obydwaj skwapliwie korzystamy.
Zabrałem z kraju puszkę Nescafe Espresso, ale kudy temu do oryginału!
Stosownie objuczeni - dobrze że na kwaterze był mały plecaczek! - wracamy i szybko jemy śniadanie - oczywiście na przestronnym tarasie.
Trochę jest głośno, bo mieszkamy tuż przy mocno obciążonym wylocie w kierunku Toledo...
Chyba wszyscy byliśmy solidnie głodni, bo aparaty fotograficzne wyciągnęliśmy dopiero po śniadaniu. Krzyś "ćwiczył" tablet...


foto Asia
Hiszpańskie wina z rejonu Rioja smakowały nam od dawna, ale w Madrycie szczególnie te dwa:

Campo Viejo po hiszpańsku znaczy... Stare Pole, co mieszkańcom Pomorza Gdańskiego, a zwłaszcza cukrownikom się... kojarzy.
No i... w miasto!

Sklepy, są wszędzie...

Merto, to je ono!

Widać, że lubimy ten środek lokomocji miejskiej...

Znów wysiadamy na Opera, ale tym razem kierujemy się w inną stronę ruchliwymi ulicami o imponująco zadbanej i, co tu ukrywać... bogatej zabudowie...
Domy przeważnie w odcieniach bieli, ale i cegła się czasem trafi. W każdym oknie żaluzja i... tak powinno tam być.

Foto Ewa



Foto Krzyś
No i bardzo dobrze, że architektura tu piękna, bo przynajmniej co jakiś czas udaje się oderwać wzrok naszych Pań od... witryn...


Foto Krzyś
Sangria in statu nascendi, to naprawdę jest coś zupełnie innego niż ta butelkowana berbelucha sprzedawana w naszych marketach...


Foto Krzyś
Krzyś z Asią mają wykupione bilety na turniej tenisowy i postanawiają pojechać wcześniej na korty, bo jest szansa zobaczyć samego Rafaela Nadala w meczu półfinałowym...

Foto Krzyś

Foto Krzyś
...a my realizujemy nasze wcześniej wybrane cele. Podążamy w kierunku Plaza de España, bo jak tu... być w Madrycie, a nie odwiedzić Cervantesa, Don Kichota i Sancho Pansy...?


Foto Ewa
To w kierunku tej fontanny jadą obydwaj serwantesowi rycerze...

Foto Ewa
Wśród drzew także mocno leciwe i rozrośnięte oliwki...

Foto Ewa
Ale też rododendrony, pinie, a i czasem cyprys się trafi...

Foto Ewa
Znów na Sol...

Foto Ewa

Foto Ewa
Urzędowo dostojną San Jeronimo docieramy spacerem do bulwarowego Passeo del Prado.
Bez barierek by ta fontanna wyglądała stanowczo lepiej...

Foto Ewa
Cóż za urokliwa elewacja!

Foto Ewa
...a dalej do Królewskiego Ogrodu Botanicznego...

Foto Ewa

Rzeczywiście jest królewski, bo nawet zwykłe warzywa i zboża można tu obejrzeć...


Że o mnóstwie bajecznie kolorowych kwiatów nie wspomnę...



Foto Ewa


Foto Ewa


Foto Ewa
Jest też bardzo ciekawa wystawa ni to rzeźb ni to instalacji z płatów kory, szyszek i... patyków...



Nie chce się nam wracać do metra tą samą drogą, więc zupełnie bocznymi, wcale już nie tak ładnymi i bogatymi, nawet miejscami mocno zaśmieconymi, bocznymi, za to nad wyraz klimatycznymi uliczkami, zawadzając o urokliwą kafejkę docieramy do metra La Latina i dalej już w kilka zaledwie minut wracamy mocno "uchodzeni" do kwatery. Nie wszystko nam się tego dnia udało, ale najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło, a w dodatku bez żadnych strat... Każdy rodzaj turystyki, to wieczne wystawianie się na nieprzewidywalne w domowym fotelu niespodzianki, więc nie narzekamy.
Z kolacją tego dnia nam trochę... zeszło... Za to i tej nocy nie przeszkadzał nam uliczny gwar.
11.05.2014
W niedziele w rejonie La Latina odbywa się madrycki Pchli Targ, a my na to... jak na lato! Lubimy szwendać się pomiędzy zaskakująco różnymi straganami mieszając się różnokolorowym tłumem... Klimaty... Tam się nikt nie przejmuje jakimiś barierami językowymi. Ktoś ma towar i chce go sprzedać, a ktoś ma pieniądze i chce coś kupić. Zawsze się dogadają! Co najwyżej się trochę potargują. To zawsze i wszędzie jest w dobrym tonie i... zawsze trochę mniej kosztują zakupy!
Podobnie jak na naszym Jarmarku Dominikańskim... Pchli Targ, to teraz głównie chińszczyzna, ale wcale nie koniecznie badziewiasta. No... różnie z tym bywa... Zazwyczaj trzeba tylko długo poszperać w straganach. Jeśli się to lubi i akurat ma się ochotę. Mieliśmy...

Foto Ewa
Trafiłem i ja na fajną koszulkę, którą natychmiast ubrałem, bo... mi się podobała. A co...? Może nieładna...?

Foto Ewa
Udany zakup trzeba uczcić... taki zwyczaj i to wcale nie tylko miejscowy.

Ta kobieta robiła martini z lodem... palce lizać!

Ale też fotografowała bardzo chętnie...

Imienia autorki tej fotki nie znamy...
Krzysztof wszędzie, gdzie byliśmy, potrafi wynaleźć jakąś regionalną ciekawostkę kulinarną...

Foto Ewa
Cała ulica się bawiła...

Foto Ewa
A my z nią...

Foto - Krzyś

Foto - Krzyś
Te dwie Chinki też miały ochotę na wspólny taniec...

Foto - Krzyś
Wystarczy poprosić choćby tylko gestem, a zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi fotkę...

Wieczór, więc kolacja z flamenco... no tego nie mogliśmy sobie odmówić. Dość skomplikowaną drogą z dwoma przesiadkami metrem...

Stacja metro La Latina ma charakterystyczny, pomarańczowo zielony szlaczek na wszystkich ścianach. Zaczynamy to rozpoznawać...
...docieramy pod wskazany na biletach adres.
To jest wieczór urodzinowy Asi i ona wszystko załatwia z obsługą, a Hiszpanie z angielskim są raczej... na bakier. Oczywiście dała radę i to świetnie!
W każdym razie... mnie smakowało.

Foto Asia
Było na ostro i z przytupem... nie jednym!

No i wirowało, że... hej!

A że Hiszpanie o kolacji myślą dopiero około 20-tej, to znów noc była... krótka.
W dodatku się okazało, że Rafael Nadal wygrał cały madrycki turniej... Que viva España!
12.05.2014
Poniedziałkowy ranek obudził nas rykiem samochodów i jakichś maszyn budowlanych za oknami. To nasz pierwszy dzień nie weekendowy w Madrycie.
Nasze codzienne poranne zakupy w doraźnym plecaczku są coraz... cięższe. No cóż... śniadanie to energetyczna podstawa każdego intensywnie spędzanego tu dnia...
Tylko pieczywo mają tu prawie tak samo bez smaku jak we Włoszech czy Grecji...
Dość stromo opadającą ulicą spod naszej kwatery schodzimy...

Foto Ewa
...wprost na Puente de Toledo - Most Toledański...

Foto - Ewa

Foto Ewa
...mostu na małej i płytkiej, ale za to stołecznej Mantanares.
Z kształtu, wysokości obmurowań koryta widać oraz wysokości filarów mostowych, że potrafi być znacznie bardziej okazała...

W tle wielka szklana ściana stadionu Atletico Madryt.
Sam średniowieczny, oczywiście kamienny most, teraz już tylko promenada okazał się bardzo malowniczy...

Foto - Krzyś


Foto Ewa
Wszyscy tam fotografowali...




A biegnący po obydwu stronach rzeki nowo zbudowany, a właściwie nadal rozbudowywany bulwar wręcz zachwycający...

Foto Ewa

Foto Ewa
Upał był dotkliwy...

Foto Ewa
Po drugiej stronie rzeki ulica też była stroma, tym razem pod górę...

...ale do Puerta de Toledo - bramy toledańskiej postanowiliśmy dojść...

Foto Ewa
Było warto...

I znów wysiedliśmy na Opera...

Foto Ewa
Tym razem poszliśmy w kierunku Mercado San Miguel...

Foto Ewa
...bo przecież trzeba powąchać klimatów, co jakiś czas coś... zjeść...


A i popić takie kulinarne warto... ekscesy...

Brak prostokątnej siatki ulic w wielkich miastach zawsze się kończy takimi... "żyletami"...

I znów pod przepięknym łukiem...

przez Plaza Major...

Bez pospiechu, powolutku...


Foto - Krzyś
W takim upale nie można nic na szybko...

Foto Ewa

Foto Ewa
...i czasem dobrze jest schować się na chwilę w cień...

Foto Ewa
W umówionym miejscu, pod madryckim niedźwiadkiem na Sol...

...spotykamy naszą polską przewodniczkę - Agnieszkę, z którą mamy spędzić całe popołudnie aż do wieczora...

Foto - Krzyś

Połaziliśmy z nią trochę... sporo, a i nasłuchaliśmy się grubo poza granice percepcji laików w sprawach historii sztuki...

Jak ta dziewczyna wytrzymywała w taki upał w rajstopach?


Foto Ewa
To był strzał w sam środek dziesiątki! Bez tej dziewczyny byśmy po prostu ominęli, albo przechodząc tuż obok nie zauważyli mnóstwa ciekawych i ważnych miejsc...


Foto - Krzyś

Foto Ewa

Foto Ewa

Foto Ewa

Foto Ewa
Trzeba przyznać, że znała się dziewczyna nie tylko na architekturze i sztuce. Dała nam nawet odpocząć... chwilkę.

Dotarliśmy do Prado - od 18-tej wstęp wolny!

Foto Ewa
...gdzie oczywiście żadnych zdjęć nie robiliśmy...

...ale oczy się napasły... co nie miara, uczy nasłuchały jeszcze więcej, a nogi... lepiej tego nie wspominać...
Jeszcze Park Wertykalny, do którego nas wysłała już samodzielnie, a który poprzedniego dnia ominęliśmy zaledwie o jedną, bardzo bliską przecznicę...

Dworca Atocha nie zwiedzaliśmy...

Foto - Krzyś
Chyba już nigdy i nigdzie nie pojedziemy "wąchać klimaty dalekiego miasta" bez krótkiego choćby udziału profesjonalnego przewodnika.
O 21-szej na wielkim wyświetlaczu zobaczyliśmy temperaturę... 29 stopni Celsjusza! Niebo bezchmurne i zero wiatru! Życie jak... w Madrycie!
Byliśmy zmęczeni i głodni, wypatrzony wcześniej chiński bar sushi okazał się z bliska mocno podejrzany, ale nie chciało się nam szukać następnego, bo sił nie było. W takich sytuacjach umiejętności i talenty Krzysztofa są nieocenione. Sklep mięsny był tuż. Cztery solidne płaty wołowiny Krzyś na patelni szybko przerobił na beefsteaki... Do tego solidna micha sałaty z mojego dzieła winegret - inny by się chwalił! - i... żarcie po uszy!
13.05.2014
Przedpołudnie zakupowe, więc zaraz po śniadaniu... wcale nie tak znowu... rano... jedziemy na Sol, no bo.... gdzieżby indziej?
Pasaże, witryny... Zara, przekąska... Sol...

Pożegnanie z madryckim niedźwiadkiem...

...druga Zara...
Ostatnie spojrzenie na Sol...

Jakiś ciekawy kościół się trafił, ale trwała msza, więc tylko tak szybciutko, bokami i zaraz z powrotem do kruchty...

Znów kultura - Museo del Jamon...
Wracamy na kwaterę odpocząć...
Hard Rock odwiedzamy w każdym mieście, gdzie taki klub jest, więc... wiadomo.
Metro, Gran Via, Banca de España i dalej pieszo...
Piękne miasto i ciepło...!

I oni tu wszędzie ustawiają maszty z ogromnymi flagami. Pewnie są bardziej dumni ze swego państwa niż my...

Plaza de Colon: Pomnik Kolumba, a po prawej ogromny gmach Biblioteki Narodowej...
W zbliżeniu...

Foto - Krzyś
Ładnie, czysto i zadbanie...

Foto Krzyś
Fontanna nie musi być tylko samym wytryskiem wody w górę...

Znów nas wciągnął jakiś zarąbiście wielki market...
Humory nam dopisują...

Wreszcie jest... Hard Rock del Madrid!

To zdjęcie zrobiłem komórką i natychmiast rozesłałem do mnóstwa znajomych.
Ale w środku... tak sobie. Można powiedzieć, że jak na tego rodzaju klub, to nawet... drętwo...

Wychodzimy na bardzo już nocny, ale rozświetlony i nieprzerwanie tętniący życiem Madryt...

Foto - Krzyś

Długo w noc gadamy opróżniając przed podróżą... co tam jeszcze zostało...
14.05.2014
Wszystko się kiedyś musi skończyć...
Pakowanie, sprzątanie kwatery i... taksówka na lotnisko. Nie każda stacja madryckiego metra na schody ruchome i windy. Jak by tak ze wszystkimi bagażami...
Po ciężkich doświadczeniach na mediolańskim dworcu kolejowym wolimy tego unikać...
Tym razem już żadna bramka na mnie nie zawyła.
Madryt od północy otacza pasmo gór. Gdzieś tam jest... Saragossa.

Trzy godziny spokojnego lotu, potem duże koło wokół berlińskiej wieży telewizyjnej...

...i lądujemy gładko na Berlin Tegel. Od razu, w wyjściu z rękawa kontrola antynarkotykowa z użyciem potężnego policyjnego owczarka. To nie jest przyjemna... atrakcja.
Niemiecki mundur i pies, to się Polakom zdecydowanie nieładnie... kojarzy.
Kluczymy pomiędzy terminalami... Musimy wyjść na zewnątrz i potrzebna jest kolejna odprawa, ale idzie gładko. Coś tam w lotniskowym barze jemy i martwimy się, bo w Gdańsku podobno zimno i leje...
Znów ten śmigłowy Bombardier, ale tym razem coś głośne miał silniki... jak kukuruźnik!

No... rzeczywiście. Była u nas Costa... Tyle, że nie... Brava.
Cóż... taki klimat!
Ale pocieszmy się już poczynionymi planami na kolejny wspólny wyjazd.
P.S.: Jak zawsze - nie podpisane zdjęcia są mojego autorstwa.



