Burze, burze, burze i deszcze
Wybór był prosty.... mam do dyspozycji ostatnie 6 dni i albo zaryzykować że nie będzie tak źle, uda się gdzieś wybrać i coś zobaczyć , albo zrezygnować w wyjazdu.
Zrezygnować.... i nie zobaczyć Tatr przez dwa miesiące.........no nie....ta wersja odpada w przedbiegach.
Pozostało liczyć na dobre serce i sumienie mojego Anioła Stróża Górskiego, który i tym razem stanął na wysokości zadania, wysłuchał moich próśb, zlitował się i pozwolił nacieszyć się tatrzańskimi wędrówkami i widokami
Dzień po przyjeździe – to jedyny, na który burz nie przewidziano, a ponieważ marzyły mi się Tatry Zachodnie, wybraliśmy się na Wołowiec przez Grzesia i Rakoń.
Trasa bardzo widokowa i postanowiłam że również będziemy nią schodzić

Nad Tatrami koło południa przemulało się trochę chmur, ale , nie padało z nich nic, nie wiało, więc szłam spokojnie, ufna jak dziecko zapowiedzianej prognozie.



Tak mi się dobrze szło, że nawet nie zrobiliśmy sobie chwili odpoczynku na Rakoniu, tylko „ z marszu” wytargaliśmy na Wołowiec.
Tam czekały nas atrakcje w postaci brzydkiej ale bardzo miłej kozicy, która towarzyszyła nam przez cały czas pobytu, a na koniec odprowadziła kawałek w dół, ślicznego świstaka ale już nie takiego śmiałego oraz jak zwykle cudnych widoków spotęgowanych efektami „światło-cień” .
Zdjęcia zwierząt z Wołowca tu : viewtopic.php?t=8644


Cudne Rohackie Stawy.....popatrzyłam z góry i natychmiast mi się zachciało tam pojechać..... co też wkrótce zrobiłam







Nic dziwnego, że w tej sytuacji zbałamuciliśmy za długo, na rowery nie zdążyliśmy i trzeba było gnać z bucika na bolących nogach na Siwą Polanę do autka.
Nic to, warto było....

Na tzw. „pierwszy ogień” to dość długa wycieczka....trochę czuliśmy ją na drugi dzień w kościach.
W prognozach oczywiście burze, ale ranek błękitny....jak tu usiedzieć w domu.
Poszliśmy do Gąsienicowej przez Jaworzynkę, na Przełęcz Karb z zejściem do Czarnego Stawu i przez Skupniów Upłaz do chałupy.
Prawie co dzień koło południa trochę się chmurzyło, a popołudnia i wieczory znów były słoneczne.
Mnóstwo kaczeńców nad wodą , wyjątkowo dorodnych....pięknie się prezentowały odbite w lustrach wody.








Ale widoki – sama radocha …...
169

W kolejnym dniu znowu burze i to gwałtowne z gradem... w dodatku koło południa …..
W tej sytuacji wycieczka bliska - Doliną Białego potoku, na Sarnią Skałę, do Strążyskiej pod Silkawicę, i Pod Reglami do domku.


Na Sarniej Skale tłum niczym na Krupówkach....jeszcze tyle luda tam nie widziałam. Na szczęście dalsze i głębsze rejony były zupełnie puste, więc się tam zainstalowaliśmy.
Żeby mi wynagrodzić ten stres, mój ASG pokazał mi śliczną szarotkę rosnącą samotnie na jednej ze skałek. Na ten widok zapomniałam o gwarze dobiegającym ze skał głównego szczytu.



Ostatnio, gdy tu byliśmy Siklawica była wyschnięta, teraz duże ilości wody z hukiem spadały w dół. Niestety i tu było ludno, więc zebraliśmy się stąd dość szybko.

Te niższe i bliższe szlaki były dość mocno oblężone przez turystów.....jak zwykle zresztą.

Oczywiście żadnych burz nie było.
Na kolejny dzień znowu burze....już nie wiadomo czy słuchać tych prognoz, czy mieć to gdzieś...
W każdym razie na wszelki wypadek wychodziliśmy dość wcześnie, bo burze miały być po południu.....a ranki, jak ze snu – błękitne, ciepłe ….pięęękne.
Pojechaliśmy na Rohackie Stawy, które uwielbiam o każdej porze roku.
Rześki poranek dość szybko się skończył i ostre słońce dało nam mocno popalić na asfalciku – zwłaszcza w końcowym odcinku dość mocno prowadzącym pod górę.
Parking pusty, parkingowego nie było i 3 euro zostało w kieszeni.
Dobry początek.....może i później nie będzie źle....

Tatliakowa Chata pięknie odnowiona, nie straszy szarymi betonami.
Zimą o mało nie rozwaliła jej spora lawina, która wyjechała ze zboczy Rakonia i zatrzymała się na Chacie. Było trochę pracy, żeby ją odkopać.



W żlebach jeszcze trochę śniegu, który podkreślał urodę tego pięknego zakątka.

Nad stawami bajecznie....



…..a niżej całe pola kwiatowe wśród których można było wypatrzeć niezwykłej urody żabki (zdjęcie w linku powyżej) .....





W drodze powrotnej wstąpiliśmy odwiedzić wspaniały Rohacki Wodospad , do którego bryza nie pozwoliła podejść za blisko....chyba, że z parasolem

Jest ogromny i nie wchodzi w obiektyw w całości.


Osobita z drogi powrotnej z Zuberca prezentuje się wspaniale, nigdy nie mogę się oprzeć pokusie zatrzymania samochodu i zrobienia kilku zdjęć.

Ta wycieczka jest dla mnie zawsze wielką radością i przyjemnością.
Dalsze dni były równie piękne, upalne i przyniosły miłą niespodziankę, która sprawiła nam wiele radości.
Napiszę o tym później, bo najbliższe dni będę miała mocno zajęte - o co z pewnością postarają się moje wnuki, które w czwartek bladym świtem przyjeżdżają z rodzicami do chałupy w Gąskach....
Ala
Kilka panoramek :









