Kolejne wypadki w Tatrach
Przeżyłem trochę burz w Tatrach, kilka na ostrych graniach i na szczytach. Na pewno taka burza jest czymś innym, niż na skałkach, czy w dolinach. To nie jest tak, że człowieka paraliżuje - wprost przeciwnie, "przybywa" mu zmysłów i pewności ruchów, adrenalina krąży, ale strach jest jak jasna cholera. Trzasku pioruna walącego o metry, kiedy tkwi się w tej samej, co i on - chmurze, bez widoczności, z włosami na całym ciele stojącymi na baczność i świecącym szpejem nie zapomnę na pewno bardzo, bardzo długo.
I nic wtedy od człowieka nie zależy - to jest chyba najgorsze.
I nic wtedy od człowieka nie zależy - to jest chyba najgorsze.
luknij na moje panoramy i galerie
To jasne. Nigdy mnie nie sparaliżowało na tyle żeby nic nie robić, a spieprzać czy cokolwiek.dagomar pisze:Przeżyłem trochę burz w Tatrach, kilka na ostrych graniach i na szczytach. Na pewno taka burza jest czymś innym, niż na skałkach, czy w dolinach.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
A w ścianie ? miał może Kolega przyjemność ? Doprawdy, niezwykle interesujące doświadczenie.dagomar pisze:Przeżyłem trochę burz w Tatrach, kilka na ostrych graniach i na szczytach
Stoi Kolega dajmy na to, na na półce, kilkaset metrów nad ziemią, ściana zmienia się w kaskadę wodospadów, woda przelewa się przez całe ciało, zaczyna padać grad, zimno jak cholera. Każdy grzmot wywraca wnętrzności, w głowie, kłębią się tysiące ponurych myśli Chciało by się uciekać, ale jak ? Do podstawy ściany, kilka zjazdów, w ulewie nie da rady. Można tylko stać i czekać co będzie ...
Pozdrawiam
Jan
Wiem że pytanie nie do mnie ale akurat ja miałam przyjemność w zeszłym roku. Opisałam tutaj:janek754 pisze:A w ścianie ? miał może Kolega przyjemność ?
viewtopic.php?p=163629#163629
janek754 pisze: Każdy grzmot wywraca wnętrzności, w głowie, kłębią się tysiące ponurych myśli
Była to pierwsza burza którą przeżyłam podczas wspinania i ciekawe że w trakcie wydarzeń w ogóle nie odczuwałam strachu a grzmoty odbierałam bardziej jak trzask łamanego drzewa. Pamiętam że całą moją koncentrację poświęciłam zjazdom, żeby nie popełnić jakiegoś błędu.
ale faktem jest że jak zjechałam pod ścianę to mi ulżyło
Pozdrawiam
uszba
Szczęście to chyba miałam naprawdę. Kiedy o tym myślę to jakoś odruchowo unoszę wzrok gdzieś tam w błękit i wiadomo komu dziękuję.
Nie wiem ile burz przeżył Dagomar ale jedną przeżyliśmy wspólnie. Tuż po zejściu z Lodowego, jeszcze przed Koniem. Cwałowanie w tej sytuacji też miało coś powiedziałabym... niepokojącego...w sobie. Ja to jeszcze miałam jakiś kawałek sznurka podanego przez uczynnego człowieka ale Dagomar o ile pamiętam, to nic...o przepraszam, kijek miał, ale też się nim długo nie nacieszył ( wiem Dagomarze, serce, serce
)
Pozdrawiam
uszba
Nie wiem ile burz przeżył Dagomar ale jedną przeżyliśmy wspólnie. Tuż po zejściu z Lodowego, jeszcze przed Koniem. Cwałowanie w tej sytuacji też miało coś powiedziałabym... niepokojącego...w sobie. Ja to jeszcze miałam jakiś kawałek sznurka podanego przez uczynnego człowieka ale Dagomar o ile pamiętam, to nic...o przepraszam, kijek miał, ale też się nim długo nie nacieszył ( wiem Dagomarze, serce, serce
Pozdrawiam
uszba
Mi także zdarzyło się kilkakrotnie, nie mniej jednak, gdy można choć by uciekać sytuacja jest nieco inna, człowiek skupia się nad ratowaniem dupy i nie myśli, za to w ścianie, gdy nie można się schować, czy zjechać, pozostaje tylko bezsilnie czekanie na to co się wydarzy, próbując powstrzymać czarne myśli, licząc minuty i modląc się do Boga, by choć na chwilę przycichło.uszba pisze:Cwałowanie w tej sytuacji też miało coś powiedziałabym... niepokojącego...w sobie.
Pozdrawiam
Jan
Mnie na szczęście burza jeszcze w trudnym terenie nie zastała , ,widocznie za mało w górach bywam , ale załamanie pogody i owszem się zdarzyło , dobrze ,że człek jest w stanie się wycofać czy zawrócić 
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
złe stwierdzenie bo nie o to w moim poście chodziło, co zresztą zauważyła Uszba.myszoz pisze: Dobre pytanie, czy raczej stwierdzenie.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
o ile pamiętasz sam z tym kawałkiem sznura przecwałowałem jako pierwszy, by założyć poręczówkę, tak więc go właściwie miałem, a przynajmniej jeden jego koniec w dłoni.uszba pisze:a to jeszcze miałam jakiś kawałek sznurka podanego przez uczynnego człowieka ale Dagomar o ile pamiętam, to nic
Co do Lodowego, jeśli już poruszyłaś sprawę, to nie zejście było najgorsze, bo z każdym metrem wracała nadzieja na szczęśliwy koniec, a początkowe fragmenty burzy na Sobkowej Grani, gdzie w perspektywie było wejście na szczyt, by potem, w przypadku przeżycia, dopiero zacząć schodzić.
Zdaje się, że ktoś się tam nawet utopił w ścianie w takiej sytuacji i potem było kupę niezręczności na pogrzebie z chichoczącymi "kolegami"janek754 pisze:pozostaje tylko bezsilnie czekanie na to co się wydarzy
luknij na moje panoramy i galerie
Fakt, zaczęliśmy schodzić Sobkową ale musieliśmy zmienić plany i wrócić na szczyt a potem cwałować. Nie pamiętam kto zakładał poręczówkę bo miałam czarno przed oczamidagomar pisze:Co do Lodowego, jeśli już poruszyłaś sprawę, to nie zejście było najgorsze, bo z każdym metrem wracała nadzieja na szczęśliwy koniec, a początkowe fragmenty burzy na Sobkowej Grani, gdzie w perspektywie było wejście na szczyt, by potem, w przypadku przeżycia, dopiero zacząć schodzić.
Nie wiem czy mówimy (piszemy) o tym samym.dagomar pisze:Zdaje się, że ktoś się tam nawet utopił w ścianie w takiej sytuacji i potem było kupę niezręczności na pogrzebie z chichoczącymi "kolegami"
W 1964 na drodze Studniczki, na Galerii Gankowej, wyciąg przed końcem drogi, rozpętała się ulewa, w wyniku której, najprawdopodobniej poprzez utopienie zginęła dwójka polskich taterników. Innych przypadków nie znam, choć nie wykluczam że były.
Pozdrawiam
Jan
chyba tak, czytałem wspomnienia któregoś z uczestników pogrzebu Horaka bodajże (naprawdę nie pamiętam dobrze), w każdym razie ksiądz powiedział coś w tym stylu, że nawet najlepsza znajomość wody nie uchroniła itd ,a ludzie nie znający przyczyny śmierci byli przekonani, że ksiądz pomylił Zakopane z Ustką.
luknij na moje panoramy i galerie
-
Gość
tragiczna śmierć..
Niedawno (w tatrach również) zginął chłopak z mojego miasta. W góry szedł z dziewczyną, tuż za nimi kroczył ksiądz. Chłopak zbliżał się do krzyża, gdy nagle poraził go piorun.. tragiczna śmierć i dziwne okoliczności..
dziwne by było, gdyby piorun prosto z Krzyża go poraził, dziwne by również było, gdyby tuż za nimi szedł nurek głębinowy w pancerzu a tak, to tylko zwykły zbieg okoliczności 
luknij na moje panoramy i galerie
Re: tragiczna śmierć..
Piorun poraża nagle, taki już jest.magdalena91 pisze:gdy nagle poraził go piorun
Ps - chcesz nam coś sprzedać ?
Każdemu jego Everest...
nie ma w tym nic dziwnego, dziwny jest Twój odnośnik do tej strony...
"pioruny" czasami trafiają w ludzi, chcesz zasugerować, że trafił w niego, a nie w księdza ?
...ot zwykły przypadek podczas zwyczajnej burzy w zwyczajnym dniu. 
i to co chcesz przekazać.magdalena91 pisze:tragiczna śmierć
"pioruny" czasami trafiają w ludzi, chcesz zasugerować, że trafił w niego, a nie w księdza ?
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.




