Wędrowką a czasami wspinaczką jest życie człowieka

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Wędrowką a czasami wspinaczką jest życie człowieka

Post autor: uszba »

Oberreintal. Ta nazwa będzie już zawsze wywoływać u mnie takie dziwne, trudne do zdefiniowania uczucie chłodu w okolicy serca. Gdybym musiała je określić, napisałabym że to uczucie tęsknoty. Oberreintal to piękno w czystej postaci. W samym sercu Wettersteingebirge, trudno dostępne miejsce, z dala od komercji Garmisch. Ogromny amfiteatr skał, szczytów pietrzących się jak mur wokół tej niezwykłej sceny. W dolince schronisko, a właściwie chata tylko dla wspinaczy. Turyści tu nie zaglądają, pięć godzin drogi w nieatrakcyjnym terenie i brak dróg turystycznych nie zachęcają łazików. Wyżywienie trzeba wynieść na własnych plecach, w środku do dyspozycji kuchnia gdzie na płycie pieca paruje świeża, pachnąca kawa. Mój partner wyznał mi później, że przy podchodzeniu, obładowany szpejem, zapasami żywności, miał jedno marzenie: aby stało się coś takiego, żebyśmy musieli zawrócić. Ale wtedy nie wiedział jeszcze nic o pięknie tego miejsca.

Podchodzimy pięć godzin, morena, kurtyna się podnosi, w osłupieniu patrzymy. O Jezu, wyrywa mi się.
Kawa, godzina odpoczynku i idziemy pod ścianę.

Nie wystarczy mieć przy sobie, czasami trzeba zaglądnąć…

Wspinamy się na pięknym klasycznym kancie, 10 wyciągów, skała lita, czysta przyjemność. I do tego w takiej scenerii. Teatr a my aktorzy. Stoimy pod kluczowym wyciągiem. Cztery metry nad stanowiskiem, w pionowej skale hak. No… to chyba tam trzeba dalej. Ale tu gładko a droga ma wycenę 5-. Patrzę w lewo, w prawo i…nic. To chyba jednak tam. Jest przecież hak. Widzę że nie idzie mu lekko. Czy to na pewno tu? 5-? Przeszedł. Teraz ja. Jak to jest 5- to ja kurwa jestem ksiądz. 6+ jak amen w pacierzu. Przechodzę a raczej zostaję przeciągnięta. Dochodzę do partnera. Oglądamy z góry jeszcze raz to miejsce. Dyszę jak lokomotywa. Co to było za miejsce? Diabelstwo.Trudne to 5 -….

Dalej już tylko efektowna graniówka, z widokami na lewo i prawo. Jest godzina 19.00 kiedy zaczynamy zjazdy „ zjazdostradą”.

Docieram pierwsza pod ścianę i tak sobie oglądam topo. Noż kurna…droga prowadzi na prawo, za kant i to jest to 5- a my na wprost i to nie było 5- tylki jakiś wariant.

Nie wystarczy mieć przy sobie, czasami trzeba zaglądnąć…

Następnego poranka wykombinowaliśmy sobie że powspinamy się w innej części amfiteatru. Nie całą drogę, pięć wyciągów do zjazdostrady i wystarczy na dziś. Na podejściu spotykamy Roberta. Polski instruktor szkolący grupę DAV. Cenne uwagi. „Pamiętajcie o prognozie pogody. Postarajcie się do pierwszej skończyć. Przyjdzie załamanie”. A „zjazdostrada to wąska rynna. „ Kiedyś zjeżdżałem tam podczas deszczu i musiałem głową wystawiać nad potoki wody bo ta rynna podczas deszczu zamienia się w wodospad. Woda ciągnie ze sobą kamienie. Niefajne miejsce”. Pamiętamy i zaczynamy.
Jesteśmy na przedostatnim wyciągu kiedy spadają pierwsze krople deszczu. Za chwilę pierwszy błysk i grzmot. Na sąsiedniej drodze inny zespół. Nieco poniżej naszego stanowiska, dzieli nas głęboki uskok. Zaczyna się ulewa deszczu ze śniegiem. Nie chcę iść dalej, do zjazdostrady bo się boję rynny. Oni też nie chcą. Pioruny uderzają w grań nad nami. „ chodźcie do nas” wołają, „ będziemy zjeżdżać naszą drogą, jest łatwiej”. Zjeżdżamy do ich stanowiska, nad uskokiem, nieco na ukos. Daję dziewczynie kurtkę, którą mam w plecaku, wziełam zapasową. Ale i tak jesteśmy mokrzy na wylot. Ze żlebów leje się woda. Chcę ściągnąć naszą line…ale nie da się. Ciągniemy wszyscy a ona nic. Niech to szlag trafi, myślę ale szybko spluwam przez lewe ramię. Pierwszy raz mnie dorwała zaraza. I to pod samą granią.
Zostawiamy linę i zaczynamy zjazdy na linie naszych nowych znajomych. Ze 200 m zjazdu przy takiej orkiestrze. Na dole, w workach biwakowych przeczekuje burzę zespół Roberta. Później mówią – trzymaliśmy za was kciuki! Dobrze że jesteście cali i zdrowi.

W schronisku ciepło, przytulnie. Chciałoby się rozebrać z tych mokrych ciuchów i położyć do śpiwora. Ale my musimy wracać. Burza zdecydowała się zrobić to samo. „ Burza w południe lubi się wrócić” mówi Robert. Schodzimy kilka godzin na parking pod słynną skocznią w Garmisch. Nie mam czołówki ale za to jest burza…

Tydzień później Robert ściągnął naszą line i mieliśmy znowu okazję się spotkać, na kawce w Garmisch.


Taki nam się marzył podczas podejścia

Obrazek


Katedra

Obrazek

Podejścia pod ściany też nie łatwe

Obrazek


Ekologiczny kibelek

Obrazek

Hiszpański zespół skończył drogę

Obrazek

Ciekawe cza ktoś wypatrzy element w skale który do skały nie należy

Obrazek

Przepraszam za niewielką ilość i jakość zdjęć ale nie miałam czasu aby skoncentrować się na fotografowanie. Następnym razem postaram się pokazać to miejscd tak, jak na to zasłużyło.


Uszba
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Już nawet z tych kilku zdjęć popartych Twoim opisem widać że to wyjątkowe miejsce. :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Jak zwykle świetnie się czyta :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

a ja się przeprowadzam do Uszby bo widzę, że z tam gdzie Ona mieszka to wszędzie blisko.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
ODPOWIEDZ