Mam pytanie.
Idąc od Czerwonego Stawu na Krzyżne pod przełęczą jest kawałek skałki gdzie trzeba użyć rąk.
Moje pytanie to czy trudności owej skałki są porównywalne na przykład z łańcuchem w Żlebie Kobylarzowym?
pozdrawiam
lukka
Krzyżne
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Na Krzyżnym byliśmy dwa razy. Z pierwszego zapamiętałam jeden moment, którego się bałam tzn. szlak nad niezbyt wysokim, ale z ostrymi kamulcami zboczem żlebu.
Trzeba było zrobić tam dosłownie cztery kroki wąziutkim na dwa buty szlakiem pod pochyloną skałą, gładką jak stół, gdzie nie było ani jednej możliwości złapania się czegokolwiek wystającego. Oczywiście z plecakiem wypakowanym odpowiednio.
Wracająca z Krzyżnego zakonnica też się tam zaklinowała i jakiś litościwiec jej pomagał. Przeszłam wkładając paznokieć w jakąś szparkę.
Pamiętam to do dziś.
Idąc drugi raz, kombinowałam w myślach obejście tego momentu , choć nie za bardzo było gdzie - ale o dziwo nie było go na szlaku
.
Nie mam pojęcia jak to się mogło stać, bo z pewnością nie umknął by mojej uwadze ten króciutki, ale stresujący dla mnie odcinek.
Poza tym żadnych trudności z tego szlaku nie pamiętam, więc dla Was - górskich harpaganów - to będzie bułka z masłem.
Jedynie co, to fakt że jest to wycieczka długa, kawał drogi do przejścia, podejście pod przełęcz dość ostre, zejście żlebem do Piątki również - no i ma sens w naprawdę dobrą wyżową pogodę , bo widoki stamtąd niesamowite . Wymęczyć się i nic nie zobaczyć to byłby jeden wielki żal....
Ale przecież wiecie że góry swojej urody tanim kosztem nie pokażą
.
Powodzenia i wstaw jaką relację ze zdjęciami po powrocie.
Trzeba było zrobić tam dosłownie cztery kroki wąziutkim na dwa buty szlakiem pod pochyloną skałą, gładką jak stół, gdzie nie było ani jednej możliwości złapania się czegokolwiek wystającego. Oczywiście z plecakiem wypakowanym odpowiednio.
Wracająca z Krzyżnego zakonnica też się tam zaklinowała i jakiś litościwiec jej pomagał. Przeszłam wkładając paznokieć w jakąś szparkę.
Pamiętam to do dziś.
Idąc drugi raz, kombinowałam w myślach obejście tego momentu , choć nie za bardzo było gdzie - ale o dziwo nie było go na szlaku
Nie mam pojęcia jak to się mogło stać, bo z pewnością nie umknął by mojej uwadze ten króciutki, ale stresujący dla mnie odcinek.
Poza tym żadnych trudności z tego szlaku nie pamiętam, więc dla Was - górskich harpaganów - to będzie bułka z masłem.
Jedynie co, to fakt że jest to wycieczka długa, kawał drogi do przejścia, podejście pod przełęcz dość ostre, zejście żlebem do Piątki również - no i ma sens w naprawdę dobrą wyżową pogodę , bo widoki stamtąd niesamowite . Wymęczyć się i nic nie zobaczyć to byłby jeden wielki żal....
Ale przecież wiecie że góry swojej urody tanim kosztem nie pokażą
Powodzenia i wstaw jaką relację ze zdjęciami po powrocie.
Zakochani w Tatrach
Podobnie jak Zakochani, ja też nie przypominam sobie takiego miejsca.lukka pisze: Idąc od Czerwonego Stawu na Krzyżne pod przełęczą jest kawałek skałki gdzie trzeba użyć rąk.
Moje pytanie to czy trudności owej skałki są porównywalne na przykład z łańcuchem w Żlebie Kobylarzowym?
A schodząc z Krzyżnego ostatnim razem (2016 r.), z pełnym plecakiem (po kilku dniach w Moku), jestem niemalże pewny, że ani razu nie wypuściłem z rąk kijków trekkingowych. Więc chyba nie może być tak trudno.
A dużo czasu minęło między pierwszym a drugim przejściem? Przebieg szlaku czy ścieżki może być czasem korygowany, może coś tam "poprawili"?Zakochani w Tatrach pisze:Na Krzyżnym byliśmy dwa razy. Z pierwszego zapamiętałam jeden moment, którego się bałam tzn. szlak nad niezbyt wysokim, ale z ostrymi kamulcami zboczem żlebu.
(...)
Idąc drugi raz, kombinowałam w myślach obejście tego momentu , choć nie za bardzo było gdzie - ale o dziwo nie było go na szlaku.
Nie mam pojęcia jak to się mogło stać, bo z pewnością nie umknął by mojej uwadze ten króciutki, ale stresujący dla mnie odcinek.
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
