Tym razem do Violi, która nareszcie była w domu, ale tylko przez tydzień. Potem musiała wyjechać do “Rakuska” czyli do Austrii . Dobre i to, bo pogoda i tak by nie pozwoliła na dłużej.
Ogromnie lubię Violę i bardzo dawno tam nie byłam, więc ten tydzień sprawił mi wiele radości – choć i smutku nie zabrakło ….
W katastrofie śmigłowca ratunkowego zginął mąż serdecznej przyjaciółki mojej gospodyni .
Trwały badania DNA , nie wiadomo było nic .
http://24tp.pl/n/34763
Ponieważ mam przyjemność znać i lubić (
W związku z tym i innymi jeszcze sprawami rodzinnymi Viola musiała z wielkim żalem zrezygnować z pójścia ze mną na “turu” .
Poszłam sama....
Pierwsza wycieczka Skalnate Pleso – Rakuska Przełęcz.

Pogoda jak na zamówienie, ale do dziwnego wniosku doszłam wędrując tym szlakiem.
Kiedyś wydawał mi się łatwy i poukładany, a teraz - za wyjątkiem kilku odcinków - kamienne rumory i sporo ruchomych kamulców .
Dobrze że dość często są zaznaczone znaki szlaku, bo można poleźć nie tam gdzie należy - zwłaszcza w drodze powrotnej.
Nie wiem czy moja pamięć jest zawodna, czy to może inne odczucie ze względu na upływające lata ….
A może dlatego że szłam sama i czujność miałam wyostrzoną ? ...



Mimo tego trochę zaskakującego wniosku doszłam bezproblemowo.
Warto, bo widoki z przełęczy przednie.



Na Świstówkę stamtąd parę kroków i również jest na co popatrzeć .



Miałam chęć schodzić do Kieżmarskiej, ale po rozliczeniu czasu wyszło mi ryzyko wracania po ćmoku do autka na parking pod Łomnicą - przez Start , a to już by miłe nie było .
.Nieraz wracaliśmy z mężem po ciemku, mamy dobre czołówki … hm .. ale sama … nie ma takiej opcji .
Młynicką też odwiedziłam, a nawet poszłam na lekki spacer nad Wodospad.
Pogoda przez te dni była taka : do południa pięknie, słonecznie, bezchmurnie lub z obłoczkami do ozdoby nieba, które potem robiły się coraz większe i po południu około 16-17 spychały błękit w stronę lądu. Wprawdzie burz nie zapowiadano, ale ja jestem wzrokowiec i chodzenie bez widoków mnie niespecjalnie cieszy . Tym bardziej że jak chodzę sama , robię to tak jak lubię najbardziej - czyli lezę w dosłownym tego słowa znaczeniu .


Wodospad Skok zawsze zachwyca swoją firaną wody...
???

Pogapiłam się dłużej i zauważyłam ciekawe ułożenie i wybarwienie skał....






Wszystko ma jednak swoje dobre i złe strony.
Przy takim chodzeniu i bałamuceniu zbyt daleko się nie dojdzie - to ta gorsza.
A dobra ? …. cała przyjemność w samym pobycie w tak pięknym otoczeniu … w moich najbardziej ukochanych górach.
Jeśli się nie nastawię na konkretny cel – to jest mi absolutnie wszystko jedno gdzie pójdę i dokąd dojdę.
Jestem w Tatrach i to mi wystarcza do szczęścia.
Tym razem się właśnie nie nastawiałam - wykorzystując okazję, że nikt mnie nie będzie poganiał






Na deser oczywiście spacer nad Szczyrbskim Plesem.
Może w następnym roku popłyniemy sobie łódką po jeziorze ...a sama ...hm … pływać nie umiem, wody się boję , siły do wiosłowania nie mam
Popatrzyłam jak pływają inni i poszłam do autka.


W kolejnym dniu wybrałam się do Doliny Mięguszowieckiej i nad Żabie Plesa .
Tu na dzień dobry niemiła niespodzianka – opłata za parking już 7 euro . Pewnie dlatego przy Cescie Svobody obok zjazdu na Popradzkie Pleso całe zatoczki i pobocza zastawione autami.
Chytry dwa razy traci.
Mnie się nie uśmiechało drałować taki kawał po szosie , więc wysupłałam tą siódemkę .
Trudno... zaoszczędzę w domu
Dalej kolorowo... jarzębinowo, no i dość ludno jak na Słowackie. Czas pustych Tatr u sąsiadów już minął...
Nie ma porównania do naszych stron, ale jeszcze niedawno na tamtejszych szlakach było dużo, dużo mniej turystów .



Połaziłam koło stawu i schroniska ….

Tu trochę wcześniej zaczęły się zbierać chmury, ale było bardzo dynamicznie - i jak szybko napływały tak szybko gdzieś znikały. Jedynie koło południa czarny kołtun na dłużej zatrzymał się nad Granią Baszt, zakrył szczyty i trochę mnie straszył . W stronę Rysów jak zwykle ciągnęły pielgrzymki, choć pogoda była lekko niepewna.







Nad Żabimi i Rysami akurat pogoda była cały czas ładna … niestety potem zaczęło się mulić .
Po krótkim odpoczynku - patrząc z obawą na wlewające się od Mięguszowieckich chmury, oraz czarną zasłaniającą szczyty Grani Baszt– postanowiłam wracać.
Przy szlakowskazie znów było dużo błękitu i nawet ta z nad Grani Baszt gdzieś się rozmyła , więc jeszcze posiedziałam nad mostkiem.
Głupia pogoda – nie lubię takiej... nie wiadomo czego się można spodziewać ...




Na Rysach jak zwykle - a jeszcze sporo ludzi szło , choć było dość późno jak na taki szlak.

Miałam nadzieję szybko tu wrócić z małżonkiem i też może na Rysy się wyskrobać - ale niestety, przyszła zima ...
Czwartek - 15 września …. moje urodziny .
Aż strach się przyznać które
Sześćdziesiąte siódme .
Spędziłam je w Dolinie Staroleśnej , przepięknie udekorowanej jarzębinami .
Nic mi więcej do szczęścia w tym dniu nie było potrzebne.
Ja i Tatry ….
Wprawdzie nie sam na sam, bo ludzi było dość sporo.
Nic to i tak było cudnie, a ja w siódmym - e tam siódmym ... w sześćdziesiątym siódmym niebie






Szlak przecięty przez ogromną lawinę kamieni spod Sławkowskiego. Wygląda na “świeżą “ .
Zdjęcie nie oddaje jej wielkości, ale robi wrażenie.














Jak zwykle około godziny piętnastej zaczęły się wlewać do górnej części doliny chmury od strony Sławkowskiego.
Druga strona pozostawała w ładnej pogodzie.
Po moim powrocie Viola powiedziała, że martwiła się o mnie, bo ponoć nad Tatrami zrobiło się czarno o tej właśnie porze.
Nie mogła wprost uwierzyć jak jej pokazałam fotki
W drodze powrotnej poszłam jeszcze nad Wodospady Studennego Potoka a potem połaziłam po Hrebienioku .
Już bez błękitu, ale spokojnie .




Na Hrebienioku zrobiono zakątek z drewnianymi niedźwiedziami i leżakami jak na Skalnatym Plesie.
Z pewnością lepsze to niż budy z pamiątkami na Gubałówce ciągnące się wzdłuż drogi – ale czy ładne ?
Hm … rzecz gustu.


W wyremontowanych budynkach wystawa “ Chaty Tatier” w miniaturze …. dopiero co otwarta . Jeszcze nie wszystkie ekspozycje skończone – na razie wstęp darmowy.
Hm … chaty jak chaty - ale ozdobione gałgankowymi turystami i wspinaczami na linach z wielkimi nosami



Wspaniały urodzinowy prezent sobie zrobiłam
W piątek przed wyjazdem lekka wycieczka na Solisko .
Hm … lekko się wjechało wyciągiem … bez wysiłku i z pięknymi widokami na Dolinę Młynicką .

Potem już tak lekko nie było – godzinę “schodami do nieba “ czyli mocno do góry .

Ale warto się trochę pomęczyć żeby zobaczyć coś takiego:



Na Przednim Solisku kilka lat temu postawiono krzyż pod którym tłumnie fotografują się turyści.


A takie cudo rosło sobie na zboczu Soliska.

Z Novej Lesnej do Wrbowa tylko 17 kilometrów, więc grzechem by było nie wykorzystać kilka razy tego faktu – tym bardziej , ze widoki z drogi na Tatry są obłędne.

Liczyłam na to że październikowa aura pozwoli jeszcze na radość z wędrówek po jesiennych tatrzańskich i pienińskich szlakach …
Tyle miałam planów – wyjazd na kilka dni z małżonkiem na Słowację ... Rysy...Hińczowe Stawy...Batyżowiecka, może ponowna próba na Polski Grzebień...
No i cudna jesień w Pieninach, Gorcach...
A Stołowe ? , a Bieszczady ?
Niestety wygląda na to, że nic z tego w tym roku nie będzie.
Nie był dobry - poza wrześniem - jeśli chodzi o pogodę w górach i nad morzem.
Trzeba mieć nadzieję że przyszły będzie lepszy.... no bo cóż innego pozostało
Pozdrawiam - jak zwykle - nieuśpionych
Ala




