FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Bałkany Po Łebkach
Autor Wiadomość
sponsor


Dołączył: 22 Cze 2008
Skąd: Koło
Wysłany: Wto 09 Sie, 2016   

Ale parawan służy do ochrony od wiatru i piasku a nie oddzielenia się od rodaków ;)
Szczyt lata na plaży bałtyckiej to często +25 i chłodny wiatr, stąd parawany są dosyć logiczne. Tylko powinny być stawiane od dowietrznej a nie od każdej :D

Piaszczyste plaże to rzeczywiście coś fajnego, czego na górzysto-skalistym południu wiele nie ma. Momentami nasze wybrzeże jest naprawdę atrakcyjne. Szkoda tylko że takie monotonne a miejscowości wzdłuż z reguły brzydkie.
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Wto 09 Sie, 2016   

Dzień Dziewiąty - Meteory


W końcu, po 5 dniach trzeba było się pożegnać z naszą nadmorską kwaterą i ruszyć w dalszą drogę. 350km w stronę Meteorów mieliśmy pokonać głównie drogami szybkiego ruchu. Okazało się jednak, że Krzysztof Hołowczyc uznał, iż nie możemy wyjeżdżać nie zwiedziwszy Salonik i zamiast na obwodnicę pokierował nas w zatłoczone centrum tego dwumilionowego miasta. W moment zostaliśmi otoczeni prawdziwą ławicą skuterów i motocykli sami poruszając się ślimaczym tempem i podziwiając zabytki przez okna samochodu (o zaparkowaniu nie było nawet co marzyć).




Po 3 kwadransach wróciliśmy jednak na autostradę i pędziliśmy już na zachód zatrzymując się tylko co jakiś czas celem uiszczenia opłaty (zwykle 2,40 Euro). Za Werią krajobraz się zmienił na prawie pustynny, ponurego nastrju dodawały też potęzne elektrownie węglowe zbudowane przy niedalekiej odkrywce i zamknięte stacje benzynowe przy których hulał wiatr (tu uwaga - na greckich autostradach stacji prawie nie ma - trzeba zjechać)









Za Greveną zjechaliśmy na wąską krętą drogę w stronę Kalampaki. Po kilkudziesieciu zakrętach zaczał nam się wyłąniać słynny skalny las, na któym kilkaset lat temu pobudowali swoje klasztory prawosławni mnisi. Im bliżej byliśmy tym bardzij było widać ogrom skalnych ostańców. Ogrom, którego żadne zdjęcia, nawet te w National Geographic nie potrfią oddać. W turystycznej wiosce Kastraki droga skierowała się mocno w górę wijąc się pomiędzy skałami i klasztorami. W ten sposób dojechaliśmy na parking na zapleczu Wielkiego Meteoronu, czyli klasztoru Przemienienia Pańskiego, największego z podniebnych monastyrów.















By wejść do klasztoru trzeba zejść kilkadziesiąt metrów w dół a potem wspiąć się po wykutych w skale schodach. Przy furcie płaci się 3 Euro opłaty a nieskromnie ubrani dostają przydziałowe okrycia (np spódnice, bo kobietom niew wolno wchodzić w spodniach). Zwiedzić można dziedziniec, piętrowe muzeum z eskpozycją starych szat liturgicznych i manuskryptów a także greckich mundurów, część dawnych pomieszczeń gospodarczych oraz oczywiście położony w sercu klasztoru nieduży ale bajcznie ozdobiony katholikon, czyli kościół. Z otwartych przestrzeni można też podziwiać zapierajace dech w piersaich widoki.

















Po zwiedzeniu Wielkiego Meteorornu objechaliśmy jeszcze drogą pozostałe 5 klasztorów poprzestając na oglądaniu ich z zewnątrz po czym zjechaliśmy na dół do Kalampaki. Była jescze pora sjesty więc wybór w restautracji był ograniczony, ale udało nam się cos zjeść. Po obiedzie ruszyliśmy dalej.









Policz klasztory





Droga do autostrady była jeszcze bardziej kręta niż ta, którą przyjechaliśmy, a i sama autostrada przecinała góry licznymi i długimi tunelami oraz wiaduktami. W ten sposób omijając stację narciarską Metsovo oraz uniwersytecką Joaninę pod wieczór dojechaliśmy do portowego miasta Igumenitsa nad Morzem Jońskim. Dalej wąską lokalną drogą wzdłuż wybrzeża, podziwiając widok na zachodzące Słońce i wyspę Korfu trafiliśmy na granicę z Albanią. Krótka kontrola dokumentów najpierw po greckiej a potem po albańskiej stronie, zdjecie, tankowanie (w Grecji paliwo jest cholernie drogie, w Albanii ceny są podobne jak w Polsce) i jedziemy dalej bo robi się ciemno. Znowu Krzysztof Hołowczyc ma swoją koncpecję i próbuje nas prowadzić drogą gruntową, my jednak konsekwentnie trzymamy się nowej asfaltowej drogi SH97 usiłąc znaleźć sens w ciagłych ograniczenaich prędkości. Gdy docieramy do Sarandy jest już zupełnie ciemno zaś na ulicach tego kurortu ruchem musi kierować policja. Przejeżdżamy bulwarem kilka kilometrów by w końcu dotrzeć do naszego hotelu, który okazuje się lepszy niż sobie wyobrażaliśmy, choć kosztował śmieszne pienądze.






Gang Albanii

image url
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

sponsor napisał/a:
powinny być stawiane od dowietrznej a nie od każdej :D


W zasadzie od nawietrzej. ;-)

Po prostu kochani rodacy zabezpieczają się przed odkrętkami, czyli nagłymi zmianami kierunku wiatru 8)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

mefistofeles napisał/a:

nieskromnie ubrani dostają przydziałowe okrycia (np spódnice, bo kobietom nie wolno wchodzić w spodniach)


Ale na fotce widać np. kobiety w szortach. To jeszcze poza terenem, czy po prostu tak ściśle nie pilnują?
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

andy67 napisał/a:
Ale na fotce widać np. kobiety w szortach. To jeszcze poza terenem, czy po prostu tak ściśle nie pilnują?

Na furcie (u góry) nieskromnie ubrane panie dostają przydziałowe spódnice, o ile oczywiście wystarczy, co w przypadku pory wycieczek zorganizowanych moze być problemem. Ponoć dla panów są przydziałowe pantalony w paski, ale tego akurat nie widziałem.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

Dzień dziesiąty - Albania

Zacznijmy od tego co nam odbiło by pojechać do Albanii, choć to kompletnie nie po drodze. Otóż trzeba tu zwalić winę na rudych. A konkretnie na jedną rudą. A właściwie Rudą, bo takiej ksywki używa nasza dobra koleżanka Olka Zagórska-Chabros, znana dziś blogerka (znacie www.balkanyrudej.pl ? Jak nie znacie to czym prędzej nadróbcie tę zaległość!) a jeszcze niedawno aktywna forumowiczka tatry.prv.pl. Otóż rzeczona Ruda jest wielką piewczynią Bałkanów ze szczególnym uwzględnieniem Albanii. I to za sprawą jej pasji i relacji z wypraw postanowiliśmy sami na własne oczy zobaczyć w czym rzecz.

Jak już wspominałem Saranada to kurort. Ogromny, z tych gdzie hotele ciągną się kilometrami wzdłuż plaży. Nowe ciągle się budują a turyści walą drzwiami i oknami, szczególnie odkąd popularne dotąd kierunki w Turcji czy Egipcie zrobiły się ciut niebezpieczne. Dlatego rano, po śniadaniu, zrobiliśmy tylko zakupy i ruszyliśmy dalej na północ - wzdłuż słynnej albańskiej riwiery.


taki mieliśmy widok z balkonu 3* hotelu, a wszystko w cenie najpodlejszej kwatery w Jastarni

Piękna nowa droga szybko wyprowadziła nas z miasta i wprowadziła nad samo morze. Zakręty, morze w dole i góry - jakże by inaczej - w górze. Małe wioseczki i powstające kurorty. Stawaliśmy co chwilę by podziwiać widoki, robić zdjecia czy rozmawiać z innymi urzeczonymi krajobrazami turystami. Wyspa Korfu cały czas majaczyła na horyzoncie a bliżej straszyły nas bunkry.










poradziecka baza okrętów podwodnych. W 1961 Hodża kazał Ruskim wypier...lać. A ci potulnie wzięli manatki i w jeden dzień się zwinęli zostwiajac nawet kilka okrętów. Cóż, wiedzieli, że Hodża ma Mao przyjaciół...



W końcu widząc zakosy przełęczy Lloghara zjechaliśmy nad samo morze nad jedną z dzikich do niedawna plaż, gdzie teraz prowadzi asfaltowa droga i powoli powstaja hotele. Ale ludzi nadal nie ma. Piasku tu nie ma, raczej delikatny wapienny żwirek nadajacy wodzie lazurowy kolor. A za nami niebosięzne góry. Za kilka lat będą tu tłumy turystów bijących się o wolny leżak nad samym morzem, ale póki co jest tylko kilkoro plażowiczów.











W tak błogiej scenerii Palase Beach spedziliśmy jakąś godzinę i zaczęlismy mozolną wspinaczkę na przełęcz. 1000 metrów różnicy poziomów pokonywalismy powoli rozkoszując się widokami i żegnajac się z Morzem Jońskim. W końcu na samej przełęczy powitał nas zapach sosen oraz pysznego jedzenia. Uznaliśmy, że za wczesnie jeszcze na obiad i nie daliśmy się skusić licząc, że zjemy gdzieś dalej.

To był błąd.













Zjazd z przęłęczy nie był tak widowiskowy jak wjazd, choć górska droga obfitowała w atrakcje w postaci np stojących na jej środku krów. Albania. W końcu zjechaliśmy znów nad morze (tym razem Adriatyckie) i zaczęlismy zblizać się do Wlory. Tu plaże były już piaszczyste, ale morze sprawiało wrażenie brudnego. Nie przeszkadzało to jednak licznym plażowiczom oraz developerom masowo budującym hotele w tej częsci wybrzeża.







Za Vlorą wjechalismy na autostradę. Tak. W Albanii są autostrady. Co prawda co jakiś czas stały na niej ogrnaiczenia do 30 km/h, ale nauczylismy sie je ignorować i obserwować miejscowych. Niestety autostrada szybko się skońćzyła i dalej jechalismy przez wioski i miasteczka, musimy przyznać - coraz bardziej zadbane.

Im bliżej bylismy Durres tym lepsza była droga, zmieniajac sie w dwujezdniową quasi-autostradę - ominęlismy nią Durres i Tiranę i kierowalismy się w stronę Szkodry. Niestety przydrożne knajpy wyglądały na wymarłe, a nawet tam gdzie byli ludzie, nie było popołudniową porą co zjesć. W końcu ratuje nas pizzeria (nie tego chcieliśmy, ale nie ma co wybrzydzać) w Lezhë. Przy okazji zaklepujemy sobie nocleg w Czarnogórze (co kosztowało mnie 100złotych za pakiet danych, potem okazało się, że było tam miejskie, darmowe wifi...). Po jedzeniu gnamy dalej. Tym razem musieliśmy uważać, bo pojawiło się dużo policji i nawet miejscowi zwalniali na ograniczeniach. Tankowanie w Szkodrze (ech, brak czasu by skoczyć nad Jezioro Szkoderskie - moze następnym razem?) pamiątki na granicy, pół godziny czekania (tu pogranicznicy poważnie traktowali kontrole, samochody obwąchiwał też piesek, na szczęscie bagaży nam nie sprawdzali, bo trwałoby to wieki) i jesteśmy w Czarnogórze. Późna godzina dobrze oddaje nazwę tego kraju - góry po zachodzie słońca w istocie są czarne. Wąska droga wąwozem i wykutymi w skale tunelami nie dawała takiej radości jak za dnia. W dodatku w Ulcinj pomylili coś z naszą rezerwacją i dostalismy pokój bez łazienki. Ale zmęczenie było takie, że nie mieliśmy już sił się wykłócać.

Zdecydowanie - Albania zasługuje na więcej niż jedniodniowy przelot na złamanie karku.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
sponsor


Dołączył: 22 Cze 2008
Skąd: Koło
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

Ale pustynia ;-)
 
 
 
Angie84



Dołączył: 07 Mar 2012
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Sob 13 Sie, 2016   

no nie wiem co pisać, bo brakuje mi słów w słowniku , żeby ubrać zachwyt w ramy :)
_________________
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Nie 14 Sie, 2016   

Dzień Jedenasty - Czarnogóra

Ulcinj to specyficzne miasto. Wąski kawałek plaży (za miastem jest dużo większa piaszczysta plaża), twierdza i tysiące pensjonatów, budowanych w sposób jaki przywodzi na myśl góralską pomysłowość w planowaniu przestrzeni i omijaniu przepisów. Mimo to stare miasto robi wrażenie, dopiero tu zaczyna być czuć klimat adriatyckiego wybrzeża.






Z Ulcinj udaliśmy się do Baru a właściwie Starego Baru - zabytkowych ruin w górach na wschód od dzisiejszego portu w Barze. Dobrze zachowane tureckie podgrodzie, pełne kafejek i sklepików z pamiątkami wprowadza nas do bram Starego Miasta. Wokół stoi kilka czynnych meczetów. Więcej niż widzielismy przez cały przejazd przez Albanię, która choć w teorii jest muzułmańska to widać w niej tylko kościoły.







Samo miasto to po prostu ruiny. Bardzo urokliwe, ale ożywione tylko atrakcjami dla turystów. Z murów górującej nad miasteczkiem twierdzy widać stary akwedukt, który zaopatrywał miasto w wodę. Wśród zwiedzających dominują Polacy.






Ze Starego Baru pojechaliśmy w stronę Budvy. Wrażenie robi na nas szczególnie Sveti Stefan - położone na małej wyspece miasteczko dziś zamienione w hotel i połączone z lądem wąską groblą. Następny cel - Boka Kotorska.








Choć dzis można ściąć dojazd do Kotoru tunelem my wybraliśmy drogę przez góry, z której odbiliśmy w wąską drogą do Njegusi, gdzie spodziewalismy się zobaczyć panoramę całego "fjordu". Niestety - już na samym początku na jednej z mijanek złapałem gumę. Bagaże na ziemię, podnośnik i po pół godzinie koło było wymienione. Centymetrowej grubości kołek nie dał szans oponie, całe szczęście, że w starych samochodach pełnowymiarowy zapas był standardem.




Droga do góry faktycznie była wąska, często trzeba było się cofać gdy zza zakrętu wyłaniał się potężny autokar. Po ponad 30 nawrotkach ukazał nam się szeroki plac ze straganem z miejscowymi wyrobami oraz obłędnym widokiem na leżącą blisko kilometr niżej zatokę i otaczajace ją góry. Zdjęcia i nie mniej emocjonujący zjazd do Kotoru.









Sam Kotor to urokliwe miasteczko bardzo przypominające Dubrownik. Wysokie kamienne mury, nad miastem góry (tylko bliżej i jakby na wyciągniecie ręki), ulice wyłożne kafelkami i zabytki na każdym kroku. Aż miło się zgubić w nim. A także szczególnie hołubione koty. Koty Kotoru mają nawet swoje muzeum.

























Powłóczyliśmy się trochę po mieście i murach, zjedliśmy coś i ruszyliśmy dalej - museliśmy objechać jeszcze całą Bokę, zatrzymać się by obejrzeć wysepki z kościołami za Perastem czy po prostu podziwiać widoki tej niesamowitej zatoki, której skojarzenie z norweskimi fjordami nasuwa się samo (choć genezę ma inną, bo lodowca tam nie było).









W końcu przekraczyliśmy granicę z Chorwacją i pojechaliśmy w stronę Dubrownika. Mieliśmy niesmowite szczęscie. Akurat gdy stanęliśmy w widokowej zatoczce nad miastem zaczęło zachodzić Słońce. Po półgodzinie trzeba jednak jechać dalej - nocleg mmieliśmy zaklepany w Neum, czyli wąskim pasku Bośni nad Adriatykiem a to jeszcze 40 kilometrów krętą Jadranką. Gdy dotarliśmy na miejsce młody smacznie spał i nie obudził sie nawet gdy przenosiliśmy go do łóżka...


_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 14 Sie, 2016   

"fjord" rzeczywiście obłędny nawet na zdjęciach, na żywo pewnie całkiem szczęka opada.

Co do "kapcia" - to mnie właśnie drażni w nowych samochodach, mam teraz czwarte autko, wszystkie kupowałem nowe i tylko w pierwszym był pełnowymiarowy zapas, w drugim już tylko dojazdówka, w trzecim i czwartym oczywiście "zestawy naprawcze".
Ciekawostka że o ile zapasu i dojazdówki zdarzyło mi się użyć, to zestawów nie musiałem sprawdzać w praniu... tfu, tfu, odpukać ;)
Na pewno na taki wyjazd jak wasz chciałbym mieć normalną zapasówkę.
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Nie 14 Sie, 2016   

5 razy miałem kapcia w ciągu ostatnich 120kkm. I tylko raz zestaw naprawczy by się na coś przydał (ale wtedy też schodziło powoli i akurat dojechałem do warsztatu). 2 razy miałem oponę rozciętą o ostrą krawędź, raz uszkodzony wentyl a teraz centrymetrowej średnicy drewniny kołek czy gałązka. Zestawy to zło, dojazdówka ostatecznie może być, ale najlepiej mieć pełnowymiarowy zapas.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
camzik



Dołączył: 12 Kwi 2008
Skąd: Świdnik
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Fajny kawałek świata zwiedziliście. No i podziw dla Młodego :-) , myślę, że niejeden dorosły byłby zmęczony taką wyprawą.
 
 
 
Janek



Dołączył: 26 Kwi 2005
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Wszystko fajnie Tomku, ale jak z jednego zdjęcia wynika, to "oponka" (ale nie ta samochodowa) prawie już wyhodowana. Za wcześnie, za wcześnie...

Rewelacyjna dieta - MŻ.
_________________
Jestem gorszego sortu...
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Janek napisał/a:
Wszystko fajnie Tomku, ale jak z jednego zdjęcia wynika, to "oponka" (ale nie ta samochodowa) prawie już wyhodowana. Za wcześnie, za wcześnie...

Rewelacyjna dieta - MŻ.


W relacji pińcet ciekawych zdjęć, a ten tu z oponką wyjeżdża 8)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Dzień Dwunasty - Chorwacja

Poranek w Neum był bardzo ładny, gwarne wieczorem miasteczko budziło się do życia. Spakowaliśmy graty i ruszyliśmy dalej. Na granicy z Chorwacją nadrobilismy zaległe graniczne zdjęcie z wczoraj i skierowaliśmy się w stronę ujścia Neretvy, w okolice campingu Rio, którego historię można przeczytać tu.





Plaża zrobiła na nas pozytywne wrażenie. Piasek to rzecz w Chorwacji prawie niespotykania, szczególnie tak drobny jak tu. Ciągnące się na kilkadziesiąt metrów płycizny to raj dla dzieciaków, wiec nie dziwi, że młody bardzo niechętnie chciał się z plaży zbierać. Ale nie ma zmiłuj - trzeba jechać. Przed Ploce trafiliśmy na warsztat gdzie wymieniłem przepaloną żarówkę oraz kupiłem nową oponę w miejsce przebitej poprzedniego dnia. O dziwo, wszystko za bardzo rozsądne pieniądze.











Za Ploce zaczyna się słynna Makarska Riviera. Po prawej góry Biokovo, po lewej lazurowy Adriatyk. A pomiędzy małe i nieco większe miasteczka z cenami z kosmosu. Na chwilę zatrzymaliśmy się w samej Makarskiej by po niedługim czasie gnać już 5kilometrowym tunelem pod Świętym Jerzym - najwyższym szczytem Biokova. Opłata za tunel (ok 10 złotych) i po chwili druga bramka z bilecikem na autostradę.








Sama autostrada dalmatyńska specalne ciekawa nie jest, więc postój zrobiliśmy w jedynym wartym uwagi miejscu - na parkingu Krka koło wioski Skradin z widokiem na kanion rzeki Krka, miasteczko nad jeziorem i ogromny autostradowy most. Dalsza część autostrady jest trochę ciekawsza - Zalew Novigradzki, góry Velebit, wyjątkowo długi tunel św Rocha (i dłuższy o 30 metrów tunel Mala Kapela, ale to już sporo dalej).











Za górami Velebit drastycznie zmienił się krajobraz. Typowo śródziemnomorskie zarośla zastąpiły łąki i lasy. Im bliżej byliśmy Zagrzebia tym bardziej wyglądało to swojsko. W końcu dotarliśmy do stolicy. Nasz apartament był blisko rekreacyjnych terenów nad rzeką Sawą, ale my po ogarnięciu się pognaliśmy autem do centrum.




Tu spotkaliśmy się z wyjątkową mieszanką - typowej środkowoeuropejskiej architektury przywodzącej na myśl Budapeszt (szczególnie kojarzy się z nim kolejka linowo-terenowa pozwalająca wjechać do Górnego Miasta) czy Koszyce i południowej mentalności nakazującej oblegać knajpki do późnej nocy. Zagrzeb liczy 800 000 mieszkańców i wydawało się, że wszyscy wieczorem poszli w miasto. Włóczyliśmy się dobrą godzinę znaim udało sie znaleźć wolny stolik w kawiarni, która miałą jeszcze ciepłe napoje - miejscowi woleli raczej jeść obiady lub pić piwo przez co część kawiarni nie serwowała już nic ciepłego (!).



W końcu zmęczeni wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy na nocleg.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
sponsor


Dołączył: 22 Cze 2008
Skąd: Koło
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Janek napisał/a:
Wszystko fajnie Tomku, ale jak z jednego zdjęcia wynika, to "oponka" (ale nie ta samochodowa) prawie już wyhodowana. Za wcześnie, za wcześnie...

Rewelacyjna dieta - MŻ.


Przypomniało mi się z ogłoszeń kabaretu OT.TO.
Rewelacyjna dieta cud. Chcesz zeszczupleć? Nie żryj tyle!

Tylko jak tu nie jeść w takim klimacie :-(
 
 
 
Janek



Dołączył: 26 Kwi 2005
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Też o oponach, tylko tych prawdziwych - co to znaczy zestaw naprawczy? Wykaz telefonów serwisów oponiarskich?
_________________
Jestem gorszego sortu...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 15 Sie, 2016   

Janek napisał/a:
co to znaczy zestaw naprawczy?

Uszczelniacz i kompresor. Naprawisz przebicie od kolca czy gwoździa i pojedziesz dalej. Przy większej dziurze - laweta. Efekt uboczny mody na duże koła (nowy Scenic będzie miał 20calowe!)
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Wto 30 Sie, 2016   

Jakiś ciąg dalszy będzie?
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Śro 31 Sie, 2016   

andy67 napisał/a:
Jakiś ciąg dalszy będzie?

Ożesz, została jedna czesc i bonus. Zapomniałem!
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group