FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Bałkany Po Łebkach
Autor Wiadomość
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Sob 30 Lip, 2016   Bałkany Po Łebkach

Autostradowa Wschodnia Obwodnica Łodzi miała być gotowa na Euro 2012. Tymczasem w dniu finału Euro 2016, choć była już otwarta, nadal trwały na niej prace wykończeniowe. Wyjechaliśmy o 4 nad ranem, by przebyć blisko tysiąc kilometrów. Tankowanie w Białce Tatrzańskiej, zdjęcie na granicy i szybko do Popradu w stronę słowackiej autostrady. Trzeba przyznać, że widokowo to jedna z najlepszych autostrad jakie znam - przebiega pod Tatrami, u stóp Spiskiego Hradu a masyw Braniska pokonuje efktownym pięciokilometrowym tunelem.



Krótką przerwę ma koło Preszowa, by dalej poprowadzić nas do Koszyc. Jako, że drugie co do wielkości miasto Słowacji jest podobno ładne, postanawiliśmy się zatrzymać.
A miało być delikatnie. Wakacje gdzieś nad włoskim wybrzeżem Adriatyku. Zimą gdy trzeba było się zabrać za konkretne planowanie Asia stwierdziła, że w sumie to nie chce do Włoch.
- A gdzie? - spytałem
- Bo ja to bym chciała do Grecji...
- OK. Niech będzie. Ale samochodem.
- Niech będzie!
Tak właśnie wymysliliśmy naszą eskapadę, choć marzenie o niej tliło się w nas oddawna, podsycane przez reportaże z Bałkanów naszej Rudej znajomej. Jako, że głośno wtedy było jeszcze o problemach z uchodźcami na macedońskiej granicy, wymyśliliśmy trasę przez Rumunię i Bułgarię. Potem problemy ucichły, ale trasa i tak wydała nam się ciekawsza od jazdy serbskimi autostradami, mimo że wymagała dodatkowego, trzeciego dnia. Mieliśmy też pewien pomysł na powrót, ale konkrety chcieliśmy dopinać dopiero na miejscu. Skoro Ruda dała radę Kią Picanto to my mamy nie dać Astrą? Przecież, że damy.









I w ten oto sposób znaleźliśy się w niedzielne wczesne popołudnie na głównym placu Koszyc. Trochę fotek pod Katedrą, Rafał wyskakał się w fontannie, lody i niestety trzeba było jechać dalej.
Jeszcze fota na granicy z Węgrami i koniec autostrady - na Węgry postanowiliśmy nie kupować winietki, czego jednak Krzysztof Hołowczyc nie potrafił zrozumieć i mimo odznaczenia opcji dróg płatnych uparcie chciał nas prowadzić autostradą. Mimo to udało się jakoś zmusić go do współpracy i, mijając po drodzę bocianią aleję, trafiliśmy do Debreczyna - drugiego największego miasta Węgier, 10krotnie mniejszego od Budapesztu.







Obiad, ciastko i krótki spacer urozmaicony widokiem przelatującego nisko nad nami balonu. Godzina późna a do Rumunii jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Ruszamy.
Pierwszy raz od dawna widziałem kontrolę graniczną. Rumunia jest w Unii, ale nie jest w Schengen, wiec papiery trzeba było pokazać. Za terminalem widok o jaki na unijnych granicach już trudno - setki kantorów, sklepów i pań nieciężkich obyczajów. Zrobiliśmy sobie tylko zdjęcie pod tablicą i ruszyliśmy pod nasz hotel. Ten okazał się malutki, ale przytulny. Zmęczeni kilkunastoma godzinami w samochodzie udaliśmy się na zasłużony spoczynek. Portugalia w tym czasie została zaś mistrzem Europy.

cdn
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Ostatnio zmieniony przez mefistofeles Pon 01 Sie, 2016, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Nie 31 Lip, 2016   

Dzień Drugi - Rumunia

Samochodu, wbrew temu czym nas straszyła rodzina, nikt nam nie ukradł. Zapakowaliśmy się więc, zjedliśmy śniadanie i w drogę. Z żalem zrezygnowaliśmy ze zwiedzania Oradei, bo Google pokazywał nam, że droga zajmie nam dużo czasu. Podejrzanie dużo - dodajmy.

Droga E79 miała nas w teorii sprawnie dowieźć w okolice naszej głównej dzisiejszej atrakcji - Transalpiny. Po krókim czasie od wyjazdu z miasta trafiliśmy na wahadełko. Pierwsze, drugie, trzecie. Po 10 przestaliśmy liczyć. Odwrotu już nie było, przesuwaliśmy się w ślimaczym tempie. Ech, czemu nie pojechaliśmy przez Kluż-Napokę?! Tymczasem droga opuściła dolinę, a wahadełka ustąpiły miejsca kilkusetmetrowym odcinkom bez asfaltu po górskich serpentynach. W końcu po kilku godzinach i ledwie 100 ujechanych kilometrach pojawił się zupełnie nowy asfalt i efekt przeprowadzonych wcześniej prac - nowa ładna droga. Dojechaliśmy nią nawet do autostrady, którą jednak trzeba było szybko opuścić, by dotrzeć do położonych w górach Petroszan, skąd drogą 7A mieliśmy dostać się do Transalpiny. I to był drugi błąd, choć początki były obiecujące. Mimo, że drogowskazy uprzedzały o nieprzejezdnosci jednej z dróg w okolicy Petroszan, to z racji dość dużego zagmatwania nie udało nam się zrozumieć o którą drogę chodzi. Jak się okazało - chodziło o naszą. Mimo to, póki co jechaliśmy sprawnie. Droga wiła się tarasem w wąskim kanionie rzeki otoczonym wysokimi skałami. Co jakiś czas tylko trafialiśmy na zerwany asfalt. Z czasem przerwy w nawierzchni robiły się coraz dłuższe, by finalnie droga zamieniła się w regularną (acz szeroką) szutrówkę, akurat w momencie gdy droga zaczęła się wspinać serpentynami do góry. Jedynie jadące z przeciwka zwykłe osobowe auta dawały nam nadzieję, że jednak dalej coś jest. Ostrożnie, uważając na dziury i leżące kamienie wspinaliśmy się do góry. W końcu znowu zobaczyliśmy asfalt i drogowskaz z napisem "Transalpina"












Czym jest ta Transalpina, że warto było się dla niej tak męczyć? Wyobraźcie sobie drogę poprowadzoną na Czerwone Wierchy. Ale nie po prostu na przełęcz i w dół, ale grzbietem. Tym własnie jest droga DN67C, czyli Transalpina. Droga będąca w cieniu swej młodszej siostry - Autostrady Transfogarskiej po pełnym wyasfaltowaniu kilka lat temu (gdybyśmy pojechali przez Kluż-Napokę i Alba Julię, to byśmy szutrów uniknęli) jest najwyżej położoną, dostępną dla samochodów osobowych drogą w tej części Europy. Wspina się bardzo widowiskowymi serpentynami na liczącą 2145 metrów nad poziomem morza przełęcz Urdele. A na niej - targowisko z pamiątkami i lokalnymi produktami. Cóż - Rumunia ma swoją specyfikę. Napawając się krajobrazem gór Parang, tak bardzo przypominającym nasze Tatry Zachodnie, zapomnieliśmy o wszystkich nerwach i stresach jakie mieliśmy do tej pory.

Droga z przęłczy wiedzie przez jakiś czas dość wąskim grzbietem, w szczytowym momencie zwężając się do jednego pasa ruchu otoczonego przepaściami z obu stron, potem zjazd i stromy podjazd, za którym ukazuje się Rancza - położona 1500m n.p.m. osada turystyczna, która od czasu wyasfaltowania Transalpiny staje się popularnym góskim kurortem a zimą ośrodkiem sportów (uwaga - zimą przez przełęcz Urdele przejazdu NIE MA). W niej zjedliśmy obiad i rozpoczęliśmy zjazd w stronę doliny Dunaju.

O ile na szczycie temperatura wynosiła 15 stopni Celsjusza, to im byliśmy niżej, tym bardziej wskazania termometru zbliżały się do 30. Do rutynowej kontroli dokumentów zatrzymała nas policja (wszak w Rumunii za przekroczenie o 20km/h nikt mandatów nie wystawia skoro wszyscy przekraczają o 40) i już po chwili jechaliśmy dalej do Krajowej. Tam chwila przerwy, internet i szukanie noclegu. Plan dotarcia do Bułgarii spalił ostatecznie na panewce, ale ratowaliśmy co się dało - znaleźliśmy ładny pensjonat w Perisorze, jakieś 50 km od granicy, gdzie dotarliśmy już po ciemku i zmęczeni poszliśmy spać.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Ostatnio zmieniony przez mefistofeles Pon 01 Sie, 2016, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Janek



Dołączył: 26 Kwi 2005
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Fajnie się czyta tylko gorzej z oglądaniem - dlaczego te zdjęcia takie rozmydlone (Spiski Hrad bije tu rekordy ;-) ). Zupelnie jak w dawnych czasach zbyt wcześnie wyciągnąć papier z wywoływacza,
_________________
Jestem gorszego sortu...
 
 
sponsor


Dołączył: 22 Cze 2008
Skąd: Koło
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Styl narracji przypomina mi relacje z magazynu NPM :)

Podziwiam i zazdroszczę ludziom, którzy jeżdżą na eurotripy własnym autem. Sam bym się na razie nie odważył, z wiadomych przyczyn - strach przed awariami. No i z innych przyczyn, takich jak małe auto z silnikiem 75 km.

p.s. też się kąpałem w fontannie w Koszycach. Kiedy o 22.00 jest ponad 25 stopni a w głowie szumi jeszcze 14 lampek tokaja z degustacji + to co rozlali nam do plastikowych butelek "na drogę" to taka kąpiel jest wyjątkowo zwyczajnym stanem rzeczy :D

p.s. 2. zdjęcie przydłyby się większe, tak z 1024px bo tych się nie da oglądać :(
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Janek napisał/a:
Fajnie się czyta tylko gorzej z oglądaniem - dlaczego te zdjęcia takie rozmydlone (Spiski Hrad bije tu rekordy

Wiele robionych przez szybę w czasie jazdy, pewnie dlatego automatyka głupiała.

sponsor napisał/a:
Sam bym się na razie nie odważył, z wiadomych przyczyn - strach przed awariami. No i z innych przyczyn, takich jak małe auto z silnikiem 75 km.

Moja Astra zaliczyła całą serię awarii w ciągu miesiąca przed wyjazdem - wymieniłęm cewki zapłonowe, sprężyny, a na 3 dni przed wyruszeniem urwała się aluminiowa osłona wydechu i zaczeła hałąsować. Po tych naprawach stwierdziłęm, że to już musi być wszystko - i faktycznie było :)
Co do mocy - tu jest 115 koni, ale w cięzkiej budzie, w dodatku mieliśmy pełno bagaży. Momentami troche zamulał, szczególnie brak mocy było czuć na autostradach w górskim terenie.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
sponsor


Dołączył: 22 Cze 2008
Skąd: Koło
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

mefistofeles napisał/a:


Co do mocy - tu jest 115 koni, ale w cięzkiej budzie, w dodatku mieliśmy pełno bagaży. Momentami troche zamulał, szczególnie brak mocy było czuć na autostradach w górskim terenie.


Każdy ma ciężkie bagaże jak się jedzie tak daleko ;)

115 koni to już przyzwoicie, w sensie da się jechać. Z tą masą to też nie jest tak, że kombi jest jakieś specjalnie cięższe, bo np. Twoja astra z tego widzę w danych technicznych jest tylko o 50 kg cięższa od 5-drzwiowego hatchback'a. Zasadniczą masę stanowią flaki pod maską, a samo opakowanie to jak spodnie i bluza narzucona na człowieka.
Moi rodzice mają megankę kombi 105 KM, ja mam ibizę 75 KM. Kiedy po paromiesięcznej przerwie od jeżdżenia meganką znowu do niej wsiadłem to było jak strzała. Fakt, że obładowana, na piątce a jeszcze delikatnie pod górkę będzie łykać TIR-a na prawym pasie z temperamentem Andrzeja Poniedzielskiego, ale przynajmniej będzie :)
 
 
 
Janek



Dołączył: 26 Kwi 2005
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

mefistofeles napisał/a:
Wiele robionych przez szybę w czasie jazdy, pewnie dlatego automatyka głupiała.


Skądś to znam. W autokarze jeszcze gorzej bo bliki z innych okien i potem mniej lub bardziej udane próby ich usuwania. Ale przydałby się PS lub choćby Picasa i funkcja "poziomy" lub inna.

Sponsor:
Oczywiście im samochód większy tym łatwiej. Ale przypominam sobie trasy do Bułgarii z lat minionych gdy co drugie auto to Fiat126 lub Trabant i jakoś ludzie jechali.

Ja w pierwszą taką jazdę jechałem Skodą S100, też nie największą, I takie wydarzenie z Rumunii - jadę i nagle samochód "zdycha", tak jakby paliwa zabrakło w zbiorniku a przecież jest. Siedzę i deliberuje co tu zrobić - "wybawienie" przyszło za kilka minut - podjechał rodak też Skodą i zatrzymał się a potem pokazał na taki "hebelek" przy pompie paliwowej, kilka razy nacisnął i było ok. Facet powiedział - paliwo rumuńskie jest dobre (mieli 98 w Polsce niespotykaną), ale brudne, paproch zablokował pompkę. Identyczna przygoda zdarzyła mi się przy jeździe przez Rumunię jeszcze trzy razy.

Na koniec - wtedy można było zaobserwować solidarność między rodakami, wystarczyło, że ktoś zatrzymał się w nietypowym miejscu a w dodatku podniósł klapę nad przedziałem silnikowym i zaraz zatrzymywały się inne polskie auta, zwłaszcza tej samej marki.
_________________
Jestem gorszego sortu...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Janek napisał/a:

Na koniec - wtedy można było zaobserwować solidarność między rodakami, wystarczyło, że ktoś zatrzymał się w nietypowym miejscu a w dodatku podniósł klapę nad przedziałem silnikowym i zaraz zatrzymywały się inne polskie auta, zwłaszcza tej samej marki.

JAk zmieniałem koło w Czarnogórze (dojdziemy do tego) to też się Polacy (i nie tylko) zatrzymywali i pytali czy nie pomóc.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
Basia Z.



Dołączył: 11 Lis 2006
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

mefistofeles napisał/a:
Janek napisał/a:

Na koniec - wtedy można było zaobserwować solidarność między rodakami, wystarczyło, że ktoś zatrzymał się w nietypowym miejscu a w dodatku podniósł klapę nad przedziałem silnikowym i zaraz zatrzymywały się inne polskie auta, zwłaszcza tej samej marki.

JAk zmieniałem koło w Czarnogórze (dojdziemy do tego) to też się Polacy (i nie tylko) zatrzymywali i pytali czy nie pomóc.


Mojemu synowi w Norwegii, gdzie remonty samochodów są koszmarnie drogie pomogli Litwini. Nie dość, że za darmo pomogli usunąć awarię to jeszcze ich kilka dni gościli.
_________________
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Dołączam się do próśb o większe fotki, nie każdy przegląda forum na ekraniku smartfonika ;)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 01 Sie, 2016   

Dzień Trzeci - Bułgaria

Rano mogliśmy na spokojnie obejrzeć gdzie jesteśmy. Gospodarz po rumuńsku zaprosił nas (a właściwie młodego), by pokazać kucyki, w tym małego źrebaczka, nie większego od psa. Po chwili byliśmy jednak w dalszej drodze. Szybko dotarliśmy do granicy z Bułgarią, przeszliśmy kontrolę i zapłaciliśmy myto (6 Euro) za przejazd nowym mostem nad Dunajem koło Widynia.

Tym razem nie udało nam się zrobić wspólnego zdjęcia na granicy, jako że granicą jest most. Na stacji zatankowaliśmy i kupiliśmy winietkę niezbędną do porusznaia się po bułgarskich drogach. Potem zjechaliśmy w boczną, dość widokową acz dziurawą i obleganą przez tiry drogę wzdłuż Dunaju. Mieliśmy zwiedzać Biełogradczik, ale postanowiliśy go odpuścić (ech, jakże często na tym wyjezdzie będziemy jeszcze to robić...) i przez obwodnicę Montany skierowaliśmy się w stronę Sofii. Droga wspinała się w liściastym lesie na przełęcz by zjechać już w odmiennym, bardziej śródziemnomorskim krajobrazie. W dolinie widać było zabudowania Sofii, my jednak skierowaliśmy się na autostradę, która stolicę omija.




zjazd na Dupnicę ;)



Krajobraz wokół jest prawie pustynny, jedynie majaczące na horyznocie blisko trzytysięczne góry Riła są porośniete pięknym zielonym lasem. Autostrada wije się doliną co jakiś czas przecinajac góry tunelami. Kończy się dopiero w Błagojewgradzie zmieniając się w zwykłą drogę prowadzącą wąskim kanionem rzecznym.

Okolica po drugiej stronie kanionu zaczęła się robić turystyczna. To zdaje się baza wypadkowa w góry Piryn. Zatrzymaliśmy się nawet w sklepie ozdobionym wielkim białym orłem, którego obsługa mówi świetnie po polsku. Kawałek dalej odbiliśmy w bok do Mełnika.









Mełnik to stare miasteczko wciśniete w górski kanion, otoczone piaskowcowymi piramidami przywodzącymi na myśl Kapadocję. Kiedyś liczyło tysiące mieszkańców, dziś zostało ich około 200. W domach są hotele i restauracje serwujące miejscową kuchnie za całkiem niewygórowane pieniądze. Jest więc ładnie, niedrogo i... bardzo gorąco.

W Mełniku spędziliśy półtorej godziny i po 20 minutach jazdy jesteśmy byliśmy już na granicyz Grecją. Ostatnie tankowanie przed strefą Euro, kontrola, wspólne zdjęcie i już wita nas Grecja. Zapłaciliśmy półtora Euro za autostradę i pojechaliśmy dalej. Do celu, miasteczka Ormos Panagias, na przylądku Sithonia półwyspu Chalcydzkiego mamy jeszcze 200km autostrady i ekspresówki, które jednak zleciały nam wyjątkowo szybko...

_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Śro 03 Sie, 2016   

Święta Góra Athos

Ormos Panagias to mała rybacka wioska u nasady Sithonii. Nie jest zbyt popularna wśród turystów, nie ma w niej dużych hoteli, stragan z pamiątkami jest jeden a codziennie w porcie śmierdzi rybą. Jednak kilka minut spacerem od portu zaczyna się blisko dwukilometrowa piaszczysta plaża, a na jej zapleczu można znaleźć trochę obiektów noclegowych. Dość powiedzieć, że nawet w południe nie ma tam problemu by rozłożyć się kocem przy samej wodzie. Jakiż to szok gdy pamięta się obrazki z bałtyckich kurortów...





Ormos Panagias słynie też z jeszcze jednej rzeczy - to z tutejsego portu codziennie rano wyruszają statki w stronę sąsiedniejgo półwyspu - Świętej Góry Athos. A jest to miejsce wyjątkowe. Ten najbardziej górzysty z palców półwyspu Chalcydzkiego zamieszkują wyłącznie prawosławni mnisi. Utworzyli oni tam autonomiczną Teokratyczną Republikę Mnichów, wstępu chroni granica z zasiekami a pozwolenia jej przekroczenia może otrzymać tylko 100 pielgrzymów dziennie (w tym najwyżej 10 obcokrajowców). Od ponad tysiąca lat nie mają tam też wstępu kobiety, zakaz ten szanowali zarówno sułtan Imperium Osmańskiego, niemiecki okupant jak i Unia Europejska (choć ta ostatnia z wielkim trudem, usiłowała bowiem uzależnić pomoc finansową w odbudowie zabytków od równouprawnienia).

Dla przecietnego turysty, szczególnie płci pięknej, jedyną wiec szansą by zobaczyć Górę Athos i jej klasztory z bliska jest rejs statkiem i podziwianie ich z przepisowych pięciuset metrów od brzegu. Bilety na rejs wahają się od 25 do 30 Euro od osoby (dzieci za darmo). My wybraliśmy rejs największym ze statków, ucharakteryzowanym na galeon Menia Maria II.









W miarę przybliżania się do wyrastajacego z morza dwutysięcznika widać było coraz więcej klasztorów. W końcu statek zrobił zwrot i mogliśmy przyjrzeć im się z bliska. Szczególne wrażenie robi Simonos Petra na pionowej skale 330 metrów nad morzem. A także monastyr św Pantalejmona, zwany rosyjskim, który w ostatnich latach został całkowicie odbudowany i jest chyba najliczniej zaludnionym z wszystkich (co wynika ze ścisłego związku rosyjskiej Cerkwii i włądz Federacji Rosyjskiej - wszak mnisi góry Athos to jeden z największych autorytetów świata prawosławnego, któego Rosja mieni się obrońcą - tyle dygresji).



Simonos Petra


św Pantelejmon
Większość rejsów zawija do Ouranopolis, ostatniej ogólnodostępnej osady przed granicą z Republiką Mnichów, tego jednak dnia wyjątkowo zawinęliśmy na Amoulani, największej z tzw oślich wysp. Podobno są tam piękne plaże, ale w godzinę trudno to sprawdzić - zjedliśmy więc dość drogi obiad i kupiliśmy nieco pamiątek.



W drodze powrotnej mogliśmy podziwiać pokaz tradycyjnych greckich tańćów i posłuchać na żywo greckiej muzyki. Niby szopka dla turystów, ale miło popatrzeć. O 17 z groszami przybliśmy do portu. Nad Bałtykiem byłby to koniec dnia, ale w ciepłym Morzu Egejskim można się kąpać nawet nocą.

_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 07 Sie, 2016   

Aż kusi żeby ruszyć waszym śladem, bo nie ukrywam że Grecja jest priorytetem jeśli idzie o jakiś zagraniczny wypad. W sumie nie myślałem o wycieczce własnym autem, ale widzę że nie jest to wcale taki głupi pomysł ;)
A jeszcze gdy weźmie się pod uwagę to co można zobaczyć po drodze :) Szczególnie ta Transalpina kusząco wygląda.
Tyle że póki co wszystko przegrywa z Tatrami :)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
Angie84



Dołączył: 07 Mar 2012
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 07 Sie, 2016   

Przyznam ,że twoja relacja Mefi ratowała mnie w bardzo męczący dzień, a raczej popołudnie w pracy. Na chwilę można było się przenieść gdzieś indziej. A tuż po urlopie syndrom "ja nie chcę do pracy" jest dosyć uciążliwy . A z tymi obrazami jakoś lżej :-) :)

Cudowna ta trasa grzbietami musi być, a te budynki w zakątku Zakonników no małe pałace.... Czekam na dalszy ciąg, bo chyba coś jeszcze będzie ;-)
_________________
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 08 Sie, 2016   

od dzis bede pisał dalej, bo w weekend nie mialem czasu wklejac
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 08 Sie, 2016   

Dziś zabiorę Was w podróż po innych miejscach Półwyspu Chalcydzkiego.

Antyczna Stagira

Grecja to przede wszystkim ruiny. Jakoś w maju przeczytałem, że naukowcy odnaleźli grób Arystotelesa. Miał się on znajdować w Stagirze, czyli mieście skąd wielki filozof pochodził i gdzie, jak głosiły podania, które okazały się prawdziwe jego ciało przeniesiono po jego śmierci w Chalkis. Jako, że Stagira leżała jakieś 70km od naszej bazy, obok kurortu Olympiada, postanowiliśmy się tam udać.

Nie są to typowe antyczne ruiny, bo sporą cześć wzgórza zabudowano w VI wieku po Chrystusie poteżną twierdzą, ale dzięki temu jest tam wyjątkowo malowniczo. O ile oczywiście nie przeszkadza komuś potworny skwar. Za to w okolicy jest kilka uroczych plaż. Na jednej z nich zrobiliśmy sobie 2 godziny przerwy, choć niestety okraszonej taneczną muzyką z plażowego baru.


Athos i Ammoulani z drogi do Olympiady


Na jednym z punktów widokowych































Sarti

Sarti leży blisko godzinę krętą drogą od Ormos Panagias. I jest dużo bardziej gwarne, co jest zaletą gdy chce się zjeść coś smacznego. My skoczyliśmy tam własnie na obiad. I było warto. Sałatka grecka i moussaka kosztowały niewiele a smakowały wyśmienicie w tawernie przy samej plaży. Zaskoczyły też nas ceny typowej pamiątkowej tandety - niższe niż podobnych rzeczy nad Bałtykiem. Plaża z widokiem na górę Athos nie była jednak tak fajna jak "nasza" w Ormos, ale nie można mieć wszystkiego...








Neos Marmaras

Kurort po drugiej stronie półwyspu, gdzie skoczyliśmy na obiad i zachód słońca. Samo położone na wzgórzach nad wodą miasteczko jest dość gwarne, ma duży port i wąskie, strome uliczki, na których nawet na pierwszym biegu samochód wyraźnie się męczył. Kilometr na południe ciągnie się długa, piaszczysta plaża z widokiem na sąsiendni półwysep Kassandra oraz majaczący w oddali masyw Olimpu.







Nikiti

Też duży kurort z zagospodarowaną knajpami promenadą i wąską piaszcyztą plażą rozdzieloną falochronami, nie bez powodu zresztą bo fale bywają okrutne.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 08 Sie, 2016   

A jak temperatura wody?

Bo w Bałtyku wiadomo, 20 stopni to już hoho ;) I dlatego od lat marzy mi się takie co najmniej 25 :)
Swoją drogą ciekawe ilu z tych którzy w tym sezonie wybrali nasze kapryśne pogodowo wybrzeże zamiast różnych Egiptów, Grecji czy innych Turcji jest tak naprawdę zadowolonych ze swej bohaterskiej decyzji :D
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 08 Sie, 2016   

Cytat:

A jak temperatura wody?

W Egejskim ciepła, nawet bardzo - 27-28 stopni. W Jońskim i Adraityku (do tego dojdziemy) jakieś 25, ale i tak ciepła.
andy67 napisał/a:
Swoją drogą ciekawe ilu z tych którzy w tym sezonie wybrali nasze kapryśne pogodowo wybrzeże zamiast różnych Egiptów, Grecji czy innych Turcji jest tak naprawdę zadowolonych ze swej bohaterskiej decyzji

Ja po kilku urlopach nad Bałtykiem stwierdziłem, że jednak nie. Plaże mamy może najpięknijsze na świecie, ale woda ciut za zimna.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pon 08 Sie, 2016   

mefistofeles napisał/a:
Cytat:

A jak temperatura wody?

W Egejskim ciepła, nawet bardzo - 27-28 stopni. W Jońskim i Adraityku (do tego dojdziemy) jakieś 25, ale i tak ciepła.


28 stopni? Nawet sobie tego nie potrafię wyobrazić :) :)

mefistofeles napisał/a:

Ja po kilku urlopach nad Bałtykiem stwierdziłem, że jednak nie. Plaże mamy może najpięknijsze na świecie, ale woda ciut za zimna.


A teraz do zimnej wody dochodzi jeszcze nowy polski sport narodowy, czyli parawaning. :))
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Wto 09 Sie, 2016   

andy67 napisał/a:
A teraz do zimnej wody dochodzi jeszcze nowy polski sport narodowy, czyli parawaning

Jako dzieciaty będe parawaningu bronił. W Grecji nie było potrzeby bo na plaży mieliśmy totalny luz i nikt nikomu w droge nie wchodził, ale w Jastarni lepiej sie czulem jak młody miał swoje wydzielone podwórko i nie szalał po calej plaży, co wkurzało też innych.

Nu, ale w Jastarni to w sumie tez na plaży jest luz, do Władka czy innych Kołobrzegów po prostu się latem nie pchaliśmy :)
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group