FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Relacyjka :)
Autor Wiadomość
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Wto 19 Lip, 2016   Relacyjka :)

Zapraszam na krótką relacyjkę z ostatniego weekendu. Nie byłam już od 6 tygodni w górach ( cholerna robota )więc objawy odwyku dość silne. Dla wewnętrznego spokoju sporo trenowałam ostatnio bo po przeczytaniu pewnej relacji doszłam do wniosku że kondycja może się przydać. A więc biegałam po okolicznym lesie, pod górkę i z górki a oczyma wyobraźni widziałam jak dziarsko zasuwam na ten trzytysięcznik, który sobie jako cel obrałam, i oczywiście wyprzedzam wszystkich spotkanych po drodze, np. takiego andy to wyprzedziłam już na pierwszym zakręcie a jeszcze było płasko, krzymul trzymał się nieco dłużej ale i on wkrótce zobaczył tylko moje plecy. O dziwo Zakochani walczyli długo i szli łeb w łeb ale w końcu Ala stwierdziła na grani że ma lęk wysokości i nie idzie dalej. Zakochanemu nie pozostało nic innego jak zacisnąć zęby i towarzyszyć małżonce choć pokusa na zdobycie szczytu była wielka. Tak więc na szczyt wbiegłam tylko ja i manfred, on oczywiście jako drugi i ze sporą zadyszką. Och, ponura rzeczywistości....wracaj na ziemię uszbo...:)))


A wszystko przez to że czytam Panoramę, takie czasopismo DAV, na kiblu. A tam na pierszej stronie : seven summit w Alpach Stubai. Myślę sobie że to niedaleko, jakieś 360 km, to można na weekend skoczyć i zobaczyć jak te summity wyglądają. Wybrałam sobie najpierw Habicht, jakieś 3277m a ponieważ nie lubię sypiać w schroniskach to obliczyłam że musiałabym 2000 m w górę i w dół. Wprawdzie trenowałam ale moja górka za domem to może jakie 50 m ma jak nie mniej...No dobra, to Rinnenspitze. Równe 3000 m, niektóre źródła podają 3003, to taka wysokość jak w sam raz dla mnie.

A więc ładuję się do mojego nowego Kangura...





...i jadę do Stubai Tal. jak zwykle, wyszukuję kemping w internecie, i następnego dnia jadę wraz z moim towarzyszem do Oberbergtal. To bardzo długa dolina, ze 6 kilosów i aż do końca można dojechać samochodem ale ja zatrzymuję sie trzy km przed parkingiem, jestem hojna, w końcu trenowałam a nie mam nic innego do roboty jak przebierać nogami. dziarsko zasuwam w obranym kierunku, czyli na Rinnenspitze...





Idziemy , idziemy, dolina długa jak.... nie powiem co, minąliśmy już wszystkie zabudowania...




minęliśmy schronisko...






wznosimy się i wznosimy a góry jak nie ma tak nie ma...






Mijamy jakieś bajora i tu nachodzą mnie pierwsze wątpliwości. Jestem zmęczona, jesteśmy już ze cztery godziny w drodze, na mapie wygląda jakby to miało być tuż, tuż. Wydaje mi się że już musimy być wysoko bo idziemy już tak długo tylko pod górę ale która to może być z tych nas otaczających? żadna z nich mi nie pasuję bo....są jeszcze tak daleko i tak wysoko..... Spotykamy jakichś ludzi i pytamy , gdzie ta Rinnespitze. Kobitka pokazuje mi jakiegoś potwora na horyzoncie, oddalonego o lata świetlne ode mnie i to ma być ta góra???
Nie mam nawet zdjęcia z tego miejsca bo już tak miałam dość. Mój towarzysz wyciąga jakiś batonik i nieśmiało zachęca mnie...doda ci sił.
Mielę to świństwo w wysuszonej wysiłkiem jamie ustnej i nadrabiam miną - nie poddam się będę walczyć, jak już tu wylazłam to przecież się nie wrócę...itp. podobne okrzyki bojowe.

Zarzucam plecak i ruszam dalej....





...już po pierwszych krokach znowu czują tę obezwładniającą słabość w udach, wysuszone usta, żal do całego świata i do tego jeszcze mdli mnie po batoniku.





Spotykamy jedynych ludzi, którzy zmierzają w kierunku potwora. Trzech chłopców i dziewczyna. Uzbrojeni po zęby, uprzęże, lonże, cuda niewidy. A my? Ja mam jeszcze jednego batonika. Mijamy ich. Czuję się jeszcze gorzej, bo oni na pewno szybko pójdą i zaraz nas dogonią. Budzi się we mnie jakaś chęć żeby im pokazać...o , a guzik, nie bądziecie pierwsi na szczycie. Ale ta słabość w udach i mdłości...






Nie wiem jak to się stało ale nagle stanęłam na grani. zerkam za młodymi ale oni jeszcze nisko i wcale mnie nie wyprzedzili. Czuję jak mi się pierś sama wypina...





Na dodatek znikają chmury i pojawia się błękitne niebo...można mieć tyle szczęścia?







Ledwie wyłażę na grań i dostaję okropnego skurczu mięśni uda. Pierwszy raz w życiu. Czasami za dziecka miewałam skurcze łydki ale uda??? Znajduję się na eksponowanej grani i masują sobie nogę...niech to szlag trafi. Już widać szczyt, jakieś 10 minut jeszcze.

Obiecuję sobie i siłom niebieskim że jak tylko wrócę do auta to łykam podwójną dawkę magnezu, bylem tylko wylazła na tę górę. Po kilku minutach skurcze popuściły i zasuwam dalej.
W końcu mam ten mój trzytysięcznik.










Kiedy zaczynamy schodzić, na szczyt docierają młodzi ale bez dziewczyny. Okazało się że się boi a oni też się boją więc nie mogli jej pomóc. Została na przełęczy pod granią. Hmmm...Zamieniamy kilka słów i schodzimy dalej. w połowie grani spotykamy dziewczynę, która próbuje sama wejść na szczyt. Mój towarzysz zawraca się i idzie z nią jeszcze raz na szczyt. Szkoda nam było dziewczyny, taka mordęga i zostać po szczytem? A ci młodzieńcy?...
Ech, nie ma dziś już prawdziwych facetów, no i za kogo moja córka ma wyjść za mąż?


Slońce stoi już nisko kiedy zaczynamy schodzić. Nie spieszymy się, jest pięknie i daleko od "normalnego" świata.
























Dobranoc, moje najmilsze







Następnego ranka a było to w niedzielę, realizuję że zdobyłam jeden z seven summit w Stubai. wprawdzie wszystko mnie boli i niesmak batonika wciąż jeszcze mnie prześladuje, postanawiam wejść na następny. Tym razem niziutki 2505 ale jako rekompensatę przechodzę całą jego kilometrową grań . Prowadzi przez nią ładna i nie całkiem łatwa ferrata. trochę trzeba się pogimnastykować.

O 17.00 zakończyliśmy nasz weekend przejściem grani Elferkofel w Alpach Stubai.

Oto kilka fotek.























































Postanowiłam w tym roku zrobić wszystkie seven summit, dwa już mam...może ktoś z was mi potowarzyszy?


Pozdrawiam
uszba
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Śro 20 Lip, 2016   

:-) O, widzę że jesteś w znakomitej formie, tak na starcie wszystkich zostawić z tyłu ;-) Choć w sumie mnie to w tym roku nawet te nienajmłodsze zakonnice wyprzedzały, więc nie było to jakieś trudne zadanie.

Lubię (co tam lubię, uwielbiam wręcz) relacje w których słowo dzielnie walczy o pierwszeństwo z obrazem :-) A tu ma z kim walczyć bo jak zwykle w twoich relacjach jest na czym oko zawiesić.

Ech, zazdroszczę tym wszystkim co mają tak blisko w góry, a do tego jeszcze gór tych ogromny wręcz wybór. Ale nie ma co marudzić, też z roku na rok mam bliżej, teraz np. można już Łódź minąć autostradą, co daje kolejne przynajmniej pół godziny, a może i godzinę oszczędności. I gdyby nie konieczność przestrzegania przepisów (choć bez przesady) mógłbym (oczywiście przy braku korków) spod bloku pod Pióro w jakieś 5 godzin zajechać. Mój dotychczasowy rekord to 7,5. Może we wrześniu go pobiję.
W czerwcu również zresztą pobiłem rekord, ale w drugą stronę, 11 godzin jazdy w korkach, upale itp. atrakcjach. Nawet klimatyzacja nie dawała rady, gdy samochód stał, a słońce waliło wprost w przednią szybę i nagrzewało plastik pod nią tak że grzał jak piec kaflowy u mojej babci podczas zimy stulecia.
Dobra, czas iść spać, a przedtem jeszcze trzeba utłuc parę złośliwych owadów. Jakaś plaga latoś u mnie tego tałatajstwa. Nie dość że w Tatrach końskie muchy mnie pożarły to we własnej sypialni komarzyce atakują stadami.

"Jak żyć, panie premierze?" chciałoby się zapytać ... 8)

ps - skurcze nigdy mi nie dokuczały, ale ja potrafię wciągnąć 200-gramową czekoladę w ... nawet nie wiem kiedy :)) Np. takie fajne duże "Kafee und sahne" firmy Chateau.

http://chocoloco24.com/us...1ccf06f72c1.jpg

Zresztą chyba wszystkie modele z tej firmy mi podchodzą, niczym wolne numery Młynarskiemu:

https://www.youtube.com/watch?v=3GK6tjHazq8


:-) :-)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Śro 20 Lip, 2016   

andy67 napisał/a:
Mój dotychczasowy rekord to 7,5. Może we wrześniu go pobiję.


Muszę ci powiedzieć że ja te 350 kim jechałam 6 godz. W okolicach Monachium jest wieczna budowa i stałam w korkach lub posuwałam się żółwim tempem. cały ruch na południe, przez Brenner przebiega tą drogą. Koszmar jakiś. gdyby nie to to byłabym częściej w górach ale to stanie w korkach mnie zniechęca a jak wyjadę w nocy to stracę następny dzień bo będą nieprzytomna. Mówię oczywiście o wyjazdach weekendowych bo na dłuższe wyjazdy nie gra to żadnej roli.



andy67 napisał/a:
skurcze nigdy mi nie dokuczały, ale ja potrafię wciągnąć 200-gramową czekoladę w ... nawet nie wiem kiedy



Niestety, reaguję na czekoladę nie tylko nowymi oponkami na brzuchu ale także migreną i to trzydniową conajmniej. A więc żadne dolce vita :-)
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 23 Lip, 2016   

uszba napisał/a:

Niestety, reaguję na czekoladę (...) migreną i to trzydniową conajmniej. A więc żadne dolce vita :-)


Wyrazy współczucia ;-)

Kojarzysz ten widoczek?

_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Nie 24 Lip, 2016   

:D jasne, pokoik nr 10.
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 24 Lip, 2016   

uszba napisał/a:
:D jasne, pokoik nr 10.


Kiedy dokładnie będziesz Pod Piórem?
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Nie 24 Lip, 2016   

Wygląda na to że w ogóle nie będę :think:

12 08 mam przyjechać na Słowację i planujemy grań Wideł ale to jeszcze nie jest pewne bo wydaje mi się że ta grań za trudna dla mnie.

Na pewno będę od 15 08 do 25 08 rezydowała w Popradskim Plesie. Zapraszam, udostępnię podłogę w moim pokoju :-) gdyby nie było noclegu.
 
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Nie 24 Lip, 2016   

Cytat:
Postanowiłam w tym roku zrobić wszystkie seven summit, dwa już mam...może ktoś z was mi potowarzyszy?



Nie ma chętnych? :D


W Stubai jest naprawdę pięknie, tani camping, ciepła woda osobno, zimna osobno...i jest co robić. Starczy na całe wakacje.
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 24 Lip, 2016   

uszba napisał/a:
Cytat:
Postanowiłam w tym roku zrobić wszystkie seven summit, dwa już mam...może ktoś z was mi potowarzyszy?



Nie ma chętnych? :D


W Stubai jest naprawdę pięknie, tani camping, ciepła woda osobno, zimna osobno...i jest co robić. Starczy na całe wakacje.


"zimna woda osobno, ciepła woda osobno" - chamstwo i drobnomieszczaństwo ( akurat parę dni temu słuchałem płyty z ostatnim programem Dudka) wyłazi :D

Kto by nie chciał tam pojechać, ale chcieć to czasem za mało.

Wychodzi na to że chyba się miniemy o włos w Tatrach bo ja najwcześniej mogę pojechać 26-go po pracy, czyli Pod Piórem byłbym wieczorem. Ale to jeszcze nic pewnego, być może jednak wyjazd nastąpi dopiero 11 września. Trzeba pogodzić parę spraw.
Wyjazd czerwcowo-lipcowy był zaplanowany wcześniej, ten będzie na lekkim spontanie.

Szkoda że nie zajrzysz Pod Pióro, pokoje odświeżone a nawet ozdobione jakimiś motywami tu i ówdzie ;)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
Basia Z.



Dołączył: 11 Lis 2006
Wysłany: Pon 25 Lip, 2016   Re: Relacyjka :)

uszba napisał/a:


Kiedy zaczynamy schodzić, na szczyt docierają młodzi ale bez dziewczyny. Okazało się że się boi a oni też się boją więc nie mogli jej pomóc. Została na przełęczy pod granią. Hmmm...Zamieniamy kilka słów i schodzimy dalej. w połowie grani spotykamy dziewczynę, która próbuje sama wejść na szczyt. Mój towarzysz zawraca się i idzie z nią jeszcze raz na szczyt. Szkoda nam było dziewczyny, taka mordęga i zostać po szczytem? A ci młodzieńcy?...
Ech, nie ma dziś już prawdziwych facetów, no i za kogo moja córka ma wyjść za mąż?


Nie dalej jak wczoraj rozmawiałam z młodą dziewczyną, która choruje na cukrzycę i w związku z tym ma pewne ograniczenia w uprawianiu turystyki (musi częściej odpoczywać, na odpoczynku zjeść coś słodkiego, robić sobie co jakiś czas badania poziomu cukru), a jednocześnie uwielbia chodzenie po górach.
Otóż chodziła ze swoimi znajomymi po Beskidach, kiedy mieszkała w Bielsku Białej, a potem przeprowadziła się do Wrocławia i tam nie miała towarzystwa do łażenia. Umówiła się na wędrówkę z pewnym facetem poznanym przez internet, uprzedzając go o swojej chorobie i związanych z nią ograniczeniach. No i poszli razem w góry a potem facet zostawił ją na szlaku.

Nie wiem, może ja jestem staromodna ale dla mnie to jest skandal a gostkowi bym po prostu wrąbała. Na szczęście nic złego się nie stało.

No to myśmy ją zapewniły, ze my absolutnie nikogo nie zostawimy na trasie, bo cała akcja "Razem na Szczyty" jest po to aby chodzili pełnosprawni i niepełnosprawni razem.
Zresztą w sobotę trasę około 3-godzinną (tam i z powrotem) na Kłodzką Górę szliśmy około 7 godz., ze względu na dziewczyny idące o kulach, ale było za to niesamowicie wesoło.
_________________
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pon 25 Lip, 2016   

uszba napisał/a:
Na pewno będę od 15 08 do 25 08 rezydowała w Popradskim Plesie.

Jak mi nie uwalą urlopu to chce zajrzeć w Tatry od 17 do 21 sierpnia, ale co będziemy z żoną działać? Ni chuchu nie wiemy. Póki co ogarniamy się po Bałkanach.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Wto 26 Lip, 2016   

uszba napisał/a:
O dziwo Zakochani walczyli długo

Ale nas dowartościowałaś :)) :)) :)) .

Zakochanego bolą wszystkie gnaty i ostatnio sama jeździłam w góry, ale o wejściu na trzytysięcznik nawet nie śmiałabym pomarzyć :)) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Wto 26 Lip, 2016   

andy67 napisał/a:
Kto by nie chciał tam pojechać, ale chcieć to czasem za mało.



A to takie proste :-)

W piątek mój kumpel ze Szczecina pojedzie autobusem do Berlina, stamtąd samolotem do Monachium gdzie odbiorę go na lotnisku a potem to już rzut beretem do Innsbrucka und Stubaital.



Basia Z. napisał/a:
Nie wiem, może ja jestem staromodna ale dla mnie to jest skandal a gostkowi bym po prostu wrąbała. Na szczęście nic złego się nie stało.



Byłam zdziwiona gdzie dziewczyna, zapytałam ich i walnęłam im małą mówkę , bronili się że decyzję podjęli wszyscy razem, zgodnie.


mefistofeles napisał/a:
Jak mi nie uwalą urlopu to chce zajrzeć w Tatry od 17 do 21 sierpnia, ale co będziemy z żoną działać? Ni chuchu nie wiemy



No to już wiecie , Popradskie pleso :-)


Cytat:
Zakochanego bolą wszystkie gnaty




Ojej, pozdrowienia dla obolałego :-)
 
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

1


2


3


4


5


6


7


8
9


10


11


12


13


14




15


16


Korzystam z chwili odpoczynku i przesyłam kilka fotek z zeszłego tygodnia, z doliny Stubai, gdzie uparcie staram się zdobyć 7 szczytów zaliczanych do najciekawszych w tej okolicy. Chwilowo mam cztery w kajeciku. Piąty strząsnął mnie ulewą ale będę jeszcze raz próbować. Tym razem towarzyszyła mi rodzinka, której również udało sią zdobyć dwa z Stubai seven summit .
Na razie przerwałam bo muszę przeprać rzeczy i jadę na Słowację ale jak wrócę, spróbuję wejść na pozostałe trzy. Jak mi się uda, napiszę, jak mi się nie uda, to...też napiszę. Pozdrawiam.uszba
 
 
 
mefistofeles



Dołączył: 25 Cze 2004
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

uszba, wyslij mi w pw swój telefon pod jakim bedziesz na Słowacji. Nie wiemy jeszcze jak nam sie wyjad poukłada, ale w razie co chce miec numer.

Chyba, że ten z koncówką 488 nadal aktualny.
_________________
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
 
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

Poszło.
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

Lubię te Twoje alpejskie obrazki :)
W końcu się przecież tam wybiorę. Przynajmniej taką mam nadzieję.
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

andy67 napisał/a:
W końcu się przecież tam wybiorę. Przynajmniej taką mam nadzieję.


Mam też taką nadzieję i że weźmiesz mnie za przewodnika :-)
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 12 Sie, 2016   

uszba napisał/a:
andy67 napisał/a:
W końcu się przecież tam wybiorę. Przynajmniej taką mam nadzieję.


Mam też taką nadzieję i że weźmiesz mnie za przewodnika :-)


O nikim innym nawet nie myślę :-)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
Angie84



Dołączył: 07 Mar 2012
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Sob 13 Sie, 2016   

I znów zapierające dech ujęcia, zjawiskowy wodospad.

Dziękuję, że w Twoich relacjach Uszbo mogę podziwiać i poznawać zakątki zupełnie nieznanych mi Alp :-)
_________________
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group