Większość ludzisków oczekuje wiosny a my odwrotnie, nie chcemy zimie pozwolić odejść. Bo zima w górach jest...ładna.
zapraszam do obejrzenia kilku fotek z mocno zimowych Dolomitów Seksteńskich, które odwiedziłam w tym roku już drugi raz. Czy to już jest choroba? Potrzebny będzie lekarz?
Tym razem towarzyszy mi moja córka, która wyjątkowo znalazła czas by wybrać się ze starą matką i trochę powłóczyłyśmy się po tych skąd inąd niebrzydkich pagórach.
Zamieszkałyśmy ponad dachami pobożnej wioski Sexten.

Jak tu nie być pobożnym kiedy mieszka się tak blisko nieba?


A tak przy okazji, to widok ten nazywa się Seksteńskim Zegarem Słonecznym. szczyty nazywają się Dziewiątka, Jedenastka, Dwunastka i Jedynka i w czasie zimowym naprawdę pokazują te godziny. W lecie przesuwa się wszystko o godzinę.
Mieszkamy na zboczu grzebienia Alp Karnickich ale widok mamy na Dolomity Sexteńskie. To jest luksus, nie?

Tak jak zwykle fotografuję krajobraz, to tym razem często pojawia się córcia. No cóż, nie wiem czy druga taka okazja mi się trafi
Dokument minionych czasów ...

Ta skałka w tle to jedna z Tre Cime di Lavaredo, Cima Ovest.

Od lewej: czubki szpic Cadini, w środku Marmarole, po prawej kawałek Sorapisu

Dürenstein widziany z płaskiego wierzchołka Monte Piana

Hohe Gaisl ( Croda Rossa)

A tu znowu Cadini, Marmarole i Sorapis

Monte Cristallo było bohaterem tej wycieczki. pokazało się z najpiękniejszej strony






Na koniec wlazłyśmy na jeden ze szczytów karnickiego grzebienia, bo już nam się Dolomity przejadły:)


Pozdrawiam
uszba



