Jak "korzystałem" z prawa łaski
Jak "korzystałem" z prawa łaski
Chyba w 2000 roku z stojącego na parkingu samochodu Seat Ibiza, skradziono mi kołpaki, oryginalne, warte wg cennika serwisu 300 zł. Złodziei (student III roku Politechniki Koszaliśkiej + 2 nieletnich złapano i osądzono, Chłopaczki poszli do poprwczaka, student dostał 2 lata w zawiasach + obowiązek zwrotu szkód (to towarzycho, jednego dnia, w piątek, czyli dzień przed giełdą, obrobiło łącznie ok. 30 samochodów, dokładnej liczby nie pamiętam.
Oczywiście kasy mi pan student nie zwrócił, kurator sądowy dzwonił do mnie chyba z trzy razy o to dopytując.
Jakiś rok później dzwoni telefon - "tu Kancelaria Prezydenta, Ryszard Kalisz przy telefonie". O mało co nie spadłem z krzesła. Z dalszej rozmowy wynikało, że ów student zwrócił się do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie, bo, jak wyjaśnił pan Kalisz, kończy studia, będzie szukał pracy i nie chce mieć zapisu o karalności w papierach. Pan minister pytał tylko o jedno - czy dostałem te 300 złotych. Jak usłyszał, że nie, to powiedział, że jak zna życie to za kilka dni dostanę. No i dostałem - mamusia przysłała. Po kilku dniach pan minister zadzwonił raz jeszcze, umówiliśmy się, że przyślę SMS-a z potwierdzeniem zwrotu tej kasyy, co uczyniłem.
Czy go ułaskawiono - nie wiem. Pewnie tak.
Oczywiście kasy mi pan student nie zwrócił, kurator sądowy dzwonił do mnie chyba z trzy razy o to dopytując.
Jakiś rok później dzwoni telefon - "tu Kancelaria Prezydenta, Ryszard Kalisz przy telefonie". O mało co nie spadłem z krzesła. Z dalszej rozmowy wynikało, że ów student zwrócił się do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie, bo, jak wyjaśnił pan Kalisz, kończy studia, będzie szukał pracy i nie chce mieć zapisu o karalności w papierach. Pan minister pytał tylko o jedno - czy dostałem te 300 złotych. Jak usłyszał, że nie, to powiedział, że jak zna życie to za kilka dni dostanę. No i dostałem - mamusia przysłała. Po kilku dniach pan minister zadzwonił raz jeszcze, umówiliśmy się, że przyślę SMS-a z potwierdzeniem zwrotu tej kasyy, co uczyniłem.
Czy go ułaskawiono - nie wiem. Pewnie tak.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ale z rozmowy z panem Kaliszem wynikało, że ma akta i je przeczytał (skąd by wiedział, że chodzi akurat o 300 zł?). A pan prezydent nawet o akta nie poprosił - tak poinformował prezes Sądu Okręgowego, który miał rozpatrywać apelację Kamińskiego.mefistofeles pisze:Zasadniczo gros ulaskawien to wlasnie taki duperelnik jest
Dodatkowo z słów prezydenta wynika, że dla dobra sprawy ją umorzył a do tego nie ma prawa.
Tak nawiasem - czy ktoś nie mógłby doradzić prezydentowi aby nie kończył wystąpień miną a la Duce Mussolini, podobnie zresztą jak Krzaklewski - też się z tego śmiano.
Jestem gorszego sortu...
Re: Jak "korzystałem" z prawa łaski
Dlaczego nie przytoczyłeś tej opowieści zakładając wątek we wtorek, wypadło Ci to z głowy, Janku ?Janek pisze:Chyba w 2000 roku z stojącego na parkingu samochodu Seat Ibiza, skradziono mi kołpaki, oryginalne, warte wg cennika serwisu 300 zł. Złodziei (student III roku Politechniki Koszaliśkiej + 2 nieletnich złapano i osądzono, Chłopaczki poszli do poprwczaka, student dostał 2 lata w zawiasach + obowiązek zwrotu szkód (to towarzycho, jednego dnia, w piątek, czyli dzień przed giełdą, obrobiło łącznie ok. 30 samochodów, dokładnej liczby nie pamiętam.
Oczywiście kasy mi pan student nie zwrócił, kurator sądowy dzwonił do mnie chyba z trzy razy o to dopytując.
Jakiś rok później dzwoni telefon - "tu Kancelaria Prezydenta, Ryszard Kalisz przy telefonie". O mało co nie spadłem z krzesła. Z dalszej rozmowy wynikało, że ów student zwrócił się do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie, bo, jak wyjaśnił pan Kalisz, kończy studia, będzie szukał pracy i nie chce mieć zapisu o karalności w papierach. Pan minister pytał tylko o jedno - czy dostałem te 300 złotych. Jak usłyszał, że nie, to powiedział, że jak zna życie to za kilka dni dostanę. No i dostałem - mamusia przysłała. Po kilku dniach pan minister zadzwonił raz jeszcze, umówiliśmy się, że przyślę SMS-a z potwierdzeniem zwrotu tej kasyy, co uczyniłem.
Czy go ułaskawiono - nie wiem. Pewnie tak.
Pokazałem akt 1, pora na akt 2.
Jak już napisałem, kasa przyszła, pewnie bez tej prośby o ułaskawienie nigdy bym jej nie dostał, czyli wyszedłem na swoje. Niezupełnie... Jakieś kilka tygodni później zaparkowałem przed Sądem Okręgowym (chodziłem tam wtedy do stołówki na obiad - każdy mógł, były dobre i niedrogie). Wchodząc minąłem się w wejściu do budynku Sądu z tym "panem studentem" - spojrzał na mnie wilkiem...
Po obiedzie i powrocie do samochodu zastałem go wprawdzie całego, ale z długą rysą w lakierze, od lamp przednich do tylnych. Nie zgłosiłem tego na policji, bo byłoby to bezskuteczne. Oczywiście nie mam pewności, że to dzieło "pana studenta" choć poszlaka dość oczywista.
Lakiernik skasował 700 zł, czyli w sumie straciłem 400 zł.
Jak już napisałem, kasa przyszła, pewnie bez tej prośby o ułaskawienie nigdy bym jej nie dostał, czyli wyszedłem na swoje. Niezupełnie... Jakieś kilka tygodni później zaparkowałem przed Sądem Okręgowym (chodziłem tam wtedy do stołówki na obiad - każdy mógł, były dobre i niedrogie). Wchodząc minąłem się w wejściu do budynku Sądu z tym "panem studentem" - spojrzał na mnie wilkiem...
Po obiedzie i powrocie do samochodu zastałem go wprawdzie całego, ale z długą rysą w lakierze, od lamp przednich do tylnych. Nie zgłosiłem tego na policji, bo byłoby to bezskuteczne. Oczywiście nie mam pewności, że to dzieło "pana studenta" choć poszlaka dość oczywista.
Lakiernik skasował 700 zł, czyli w sumie straciłem 400 zł.
Jestem gorszego sortu...
Pokazałem akt 1, pora na akt 2.
Jak już napisałem, kasa przyszła, pewnie bez tej prośby o ułaskawienie nigdy bym jej nie dostał, czyli wyszedłem na swoje. Niezupełnie... Jakieś kilka tygodni później zaparkowałem przed Sądem Okręgowym (chodziłem tam wtedy do stołówki na obiad - każdy mógł, były dobre i niedrogie). Wchodząc minąłem się w wejściu do budynku Sądu z tym "panem studentem" - spojrzał na mnie wilkiem...
Po obiedzie i powrocie do samochodu zastałem go wprawdzie całego, ale z długą rysą w lakierze, od lamp przednich do tylnych. Nie zgłosiłem tego na policji, bo byłoby to bezskuteczne. Oczywiście nie mam pewności, że to dzieło "pana studenta" choć poszlaka dość oczywista.
Lakiernik skasował 700 zł, czyli w sumie straciłem 400 zł.
Jak już napisałem, kasa przyszła, pewnie bez tej prośby o ułaskawienie nigdy bym jej nie dostał, czyli wyszedłem na swoje. Niezupełnie... Jakieś kilka tygodni później zaparkowałem przed Sądem Okręgowym (chodziłem tam wtedy do stołówki na obiad - każdy mógł, były dobre i niedrogie). Wchodząc minąłem się w wejściu do budynku Sądu z tym "panem studentem" - spojrzał na mnie wilkiem...
Po obiedzie i powrocie do samochodu zastałem go wprawdzie całego, ale z długą rysą w lakierze, od lamp przednich do tylnych. Nie zgłosiłem tego na policji, bo byłoby to bezskuteczne. Oczywiście nie mam pewności, że to dzieło "pana studenta" choć poszlaka dość oczywista.
Lakiernik skasował 700 zł, czyli w sumie straciłem 400 zł.
Jestem gorszego sortu...

