
Trasa:
Malaga • Mijas • Ronda • Gibraltar • Kadyks • Sewilla • Kordoba • Úbeda • Baeza • Granada • Lanjarón • Nerja • Malaga
Do przejechania autobusem - 1 400 kilometrów.
A w szczegółach realizacji wyglądało to tak:
1-szy dzień - 14-ty września
Zbiórka uczestników na lotnisku Okęcie tuż przed 14-tą.
Ekrany wyświetlają nasze stanowisko odprawy bagażu. Odprawa. Bramka bezpieczeństwa. Bezcłowe... Coś na ciepło jemy w barze...
Szukamy naszej "gate"...

Airbus 320... właśnie skończyli ładować nasze bagaże. Za chwilę zacznie się boarding...

Trochę skrzypiał w czasie kołowania. No i miał chyba z zewnątrz mocno brudne okna...
Przelot do Malagi.

Cztery godziny patrzyłem na ten obrazek, bo za oknem praktycznie same chmury, rzucały nami turbulencje i dopiero nad samą Hiszpanią nieco się poprzejaśniało, ale i tak widoki były marne, bo przed ósmą zaczęło szybko zmierzchać. Praktycznie wszystkie zdjęcia zrobione z okna samolotu wywaliłem tego samego dnia...
Transfer do hotelu. Nocleg mamy tuż obok Malagi w Torremolinos na Costa dek Sol. Hotel nazywa się "Kristal" i jest całkiem znośny wewnątrz, choć dojście ma wręcz... zaułkowe i późnym wieczorem dość ryzykowne. Wybredni smakowo nie jesteśmy, więc i z tym nie ma problemów. Będziemy tu jeszcze spali ostatniej nocy przed powrotem do kraju...
Zakwaterowanie - szybkie i sprawne. Nadal działa zasada: im wcześniej się rezerwowało wycieczkę, tym wcześniej się dostaje klucz do pokoju. Niby drobiazg, ale na objazdach to jest codzienna procedura. Pewno tak też będzie z wybieraniem miejsc w autokarze.
Kolacja - szwedzki stół: smaczny i obfity.
Nocleg - nie wiem jaki, bo spałem.
2-gi dzień - 15-ty września
Śniadanie. Wykwaterowanie.

Czas w Maladze jest taki sam jak w Polsce, więc po ósmej rano jest tam praktycznie dopiero... świt.
Wczesnoporanne światło bardzo ociepla widoki... Czekamy na nasz autobus i pilotkę.

Pod palmami to zawsze jest fajnie!
Przejazd do MALAGI, jednego z najstarszych miast portowych w basenie Morza Śródziemnego.

Gorzkie pomarańcze będą nam towarzyszyły cały czas...

A kwiecia wszelakiego... zatrzęsienie!

Przydał by się jakiś nieźle kumaty botanik...
Spacer eleganckimi uliczkami pełnymi tradycyjnych barów tapas i kawiarni do XVI-wiecznej katedry...

Budowla okazała, ale tak jakoś ciasno wokół niej i nie ma jak się tym zachwycić...

Za to pałac biskupi pasuje rozmiarami do tego placu, więc się prezentuje co najmniej równie okazale...
Inna sprawa, że różowej barwy jest tam tak wiele, iż wszystkim to na fotkach powyłaziło w cieniach.

Pod samą katedrą przy bocznym wejściu spotkaliśmy takiego cudaka. Jak się okazało... Polak i wcale nie taki znów pomnikowo milczący!
...do domu narodzin Pabla Picassa


Bardzo blisko mistrza oraz tuż jego rodzinnego domu, to może się i coś z talentu... podłapie.
Do pobliskiego muzeum Picassa na wszelki wypadek nie wchodziliśmy. Zwiedzane kilka lat wcześniej w Barcelonie nie zwalało z nóg...
Olbrzymia arabskiej fortecy Alcazaba, siedziba mauretańskich władców z IX w.

foto Ewa
Faktycznie... kawał budowli!

Wejście z bliska też robi wrażenie. Budowali, jak widać, z tego co wcześniej po rzymianach i wizygotach zrujnowali: ciosany kamień i rzymska cegła widoczne z daleka. Górne, późniejsze zwieńczenia murów wyraźnie z innego budulca.

A i teatr rzymski całkiem sporych rozmiarów...
Pojawia się nam spory problem: jeśli na fotce ma być ze szczegółami coś leżące w cieniu, to nie ma mowy o detalach w światłach... Za duży kontrast!
Oczy to widzą dzięki akomodacji, ale matryca aparatu... za cholerę nie chce zarejestrować. Okazuje się, że także posiadacze bardzo wypasionych lustrzanek mają ten sam problem...

Trzeba mieć ogromną wiedzę, ale także dużo odwagi, by pod takim zabytkiem wydrążyć tunel...

Co chwila pod nogami pojawiają się ciekawe obrazki układane z kolorowych kamieni. W Grecji to się nazywa chochlaki...

foto Ewa
Tak robiłem poprzednie zdjęcie.
Przejazd do MIJAS, malowniczego miasteczka typu pueblo blanco, zwanego klejnotem Costa del Sol.

Mijas pełne jest urokliwych zakątków

foto Ewa
Sanktuarium maryjne w grocie. Sporo dobudowano, bo wyraźnie była za mała. Dla Maryi była zbyt ciasna, czy za mało okazała dla... ludzi?

Andaluzja jest głównie biała...

Widoki piękne i bardzo rozległe...

foto Ewa
Skały białe, a roślinność... pustynna wręcz.
...a rolę taksówek odgrywają tu osiołki.


Fajne są te mozaiki z kamyków...

Te pamiątki nie wyglądają na made in China i... nie są!

foto Ewa
Mnóstwo ludzi się na tym osiołku fotografuje. Trochę to śmieszne, bo on stoi głową dokładnie na północ, więc w południe to raczej na twarzach jeźdźców wyłącznie... cień.
Ciekawe jest jednak to, że ten pomnik ma schodki, by każdemu wsiadało się wygodniej, a niemal identyczny osiołek niedaleko pomnika Kopernika na rynku w Toruniu, żadnych ułatwień nie ma, a na grzbiecie przylutowano mu na sztorc kawał wąskiej blachy, by ewentualnych wsiadających... uwierał i to bardzo.

Nasz autokar...
Po południu przejazd do położonej wśród dziewiczych wzgórz RONDY, jednego z najstarszych miasteczek Hiszpanii.
Zwiedzanie Plaza de Toros, jednej z najstarszych aren corridy.


foto Ewa
To z tych boksów wypuszczane są rozdrażnione byki wprost na arenę...
Ewy aparat miał niestety zabrudzony obiektyw, czego nie sprawdziłem. Oczywiście... moja wina!

foto Ewa
Kilka razy w życiu się zastanawiałem, czy chciałbym obejrzeć corridę? Po tej wizycie już wiem, że... nigdy.

Tutaj torreadorom stawia się pomniki. Co prawda nie tylko, ale... głównie.
Ten pierwszy to El Niño de la Palma, a drugi Antonio Ordonez - tak przynajmniej twierdziła Magda.

A to pomnik twórcy zasad współczesnej corridy Pedro Romero. Legenda głosi, że własnoręcznie zabił na arenach ponad trzy i pół tysięca byków... Chyba jakaś bujda.
Spacer po mauretańskiej starówce: widowiskowy XVIII-wieczny Nowy Most, z którego rozpościera się imponujący widok na 130-metrową przepaść wąwozu Tag rzeki Guadalevín,

Pomieszczenie widoczne w środkowym przęśle, to było miejskie więzienie. Podobno ze względu na zbyt małą jego pojemność od samego początku była do niego duża kolejka do "odsiadek". Niektórzy ponoć aż do śmierci... czekali.

Owocujące opuncje...
Plaza Duquesa de Parcent – najbardziej malowniczy plac miasta z ratuszem:
Ani plac ani ratusz nie inspirowały do robienia zdjęć... Ciekawe, czym się zachwycał pomieszkujący tu Ernest Hemingway? W książkach pisał, że corridą, ale znamiennie przestrzegał: jeśli nadal chcesz być macho dla swojej kobiety, nie idź z nią nigdy na corridę...!!
Casa de San Juan Bosco:

Wspomniany dom świętego Jana Bosco, założyciela zgromadzenia salezjanów to nie ten w centrum, stosunkowo w tym miejscu ładny, a obydwa białe, niepozorne domy po bokach zdjęcia, które pierwotnie były połączonym budynkiem, a po podziale określonym w testamencie właściciela ten z lewej przypadł salezjanom, pod warunkiem, że będą w nim mieszkali, o co od mnóstwa lat toczą się kolejne procesy majątkowe. Cóż... w Rondzie taka willa i to ze sporym ogrodem warta jest ponad milion euro... Z zewnątrz to tej wartości nijak nie można dostrzec... Historia okazała się może niezbyt dla nas ciekawa, ale... intrygująca z pewnością.
XIV-wieczny pałac Mondragón, znany także jako pałac markiza Villasierra.


Taki... sobie...

I jeszcze sangria na koniec intensywnego zwiedzania...
Przejazd do hotelu, zakwaterowanie...

A tuż przed hotelem bardzo nowoczesna arena corridy - z rozsuwanym mechanicznie przeszklonym dachem. Widać, że jest to tu nadal powszechna rozrywka...
Kolacja, nocleg.
3-ci dzień - 16-ty września
Śniadanie. Wykwaterowanie. Przejazd do GIBRALTARU, enklawy brytyjskiej na Półwyspie Iberyjskim, półwyspu o długości zaledwie 6 km.

Znamienny widok: profil tej skały jest dość znany...

Trudno się oprzeć, gdy się zobaczy taki symbol brytyjski...
Uwzględniając dość szczególne poczucie humoru Brytyjczyków, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że... nie żartują i da się stamtąd... zadzwonić.

Nie ma co... to jest południowy skraj Europy...

Przez gibraltarski pas startowy przejeżdżamy bez zwracania zbytniej uwagi na tę ongiś słynną atrakcję turystyczną...
Naprawdę znam ludzi, którzy z pobytu w Gibraltarze przywozili jedno jedyne zdjęcie - właśnie zrobione im na tym pasie.

Rejestracje gibraltarskie to GBZ... Great Britain Zone - widać na normalne GB... nie zasługują.
Wjazd na punkt widokowy Punta de Europa, skąd rozciąga się wspaniały widok na Cieśninę Gibraltarską i góry Atlas na kontynencie afrykańskim...

Atlas widać - do Afryki stąd jest całkiem blisko...
Przejazd przez rezerwat przyrody z 600 gatunkami flory do Groty św. Michała.

Bo przecież normalne, białe światło to jest zbyt mało atrakcyjne...

"Poprawiacze" przyrody są wszędzie!
...wjazd na Skałę Gibraltarską, gdzie można zobaczyć małpki bezogonowe, które według legendy są gwarancją angielskiego panowania nad skałą.

foto Ewa
Emocjonalnie to jednak jest zupełnie inaczej niż w ogrodzie zoologicznym...

Jest blisko... - BARDZO...!!

foto Ewa
Do zrobienia poprzedniego zdjęcia wziąłem "na odwagę", ale zbyt pewnie to ja się wtedy nie czułem. Wiedziałem, że nie wolno mi dotknąć tego malucha, ale czy on wiedział, że nie powinien dotykać mnie? A przecież miałem w kieszeni kilka cukierków i pewnie on czuł ten zapach...

I... kto tu ogląda... kogo? Jak widać, we dwójkę z tym malcem podobaliśmy się wszystkim.
Przejazd do miejsca upamiętniającego tragiczną śmierć generała Władysława Sikorskiego.

Ten pomnik ponoć był kiedyś w innym miejscu. Też zresztą nie w miejscu katastrofy, co oczywiste.

Znamienne ślady, czym muzułmańska Afryka w tę, a chrześcijańska Europa w tamtą stronę... sięgały.

foto Ewa
Brytyjskie pomniki są tak patetyczne, że jedyna na nie lekarstwo, by nie zgłupieć, to je... małpować.

Pomnik Gibraltarczyka podążającego do pracy w strefie brytyjskiej stoi oczywiście po hiszpańskiej stronie granicy.
Czas wolny na zakupy (na Gibraltarze obowiązuje strefa wolnocłowa). PO wejściu do Unii to już dla nas żadna atrakcja poza bardzo nielicznymi wyjątkami.
Przejazd do KADYKSU, niemal ze wszystkich stron otoczonego wodami zatoki, uchodzącego za najstarsze miasto w tej części Europy (ponad 3 tys. lat).

Starówka pełna wąskich, krętych uliczek.

Domy są tam budowane z kamiennych bloków o takiej fakturze. Widać, że to skały osadowe...
A swoją drogą... pewnie gdzieś tu na plażach można nadal znaleźć takie muszelki.
Plaza de España:

Pomnik Konstytucji Kortezów z 1812 roku duży jest z pewnością, ale chyba przez nadmierne odnośniki "klasycystyczne" nazbyt ciężki...

Plaza de san Antonio - Dom bankiera... wtedy też to oni zarabiali najwięcej...
Ponoć z tego tarasu na najwyższej kondygnacji widać wejście do portu, gdzie po wielkich rejsach handlowych zawijały statki miejscowej elity finansowej.
Pańskie oko konia tuczy...!
Parque Genovés:


Bardzo dobrze znany nam fikus, tyle że... poraża wielkością. I było ich tam kilka!

Ktoś z wycieczki dla żartu nazwał platana drzewem "moro". Coś w tym jest...

U nas strelicje to tylko w kwiaciarniach...

foto Ewa
"Poprawiacze" przyrody są i tam.

Hibiscus...

Araukaria...

Drzewo smocze...
Spacer po mieście: stary port, piękna promenada Alameda Apodoca z nabrzeżnymi fortyfikacjami:

foto Ewa
Czort z pozostałościami fortyfikacji - jesteśmy dokładnie na poziomie korony murów obronnych, ale plaże to oni mają wspaniałe. I to już jest Atlantyk!
Wzmiankowanych muszelek nie spotkałem...
Kościół Nuestra Señora del Carmen

foto Ewa
Niebrzydki, ale nie wchodzimy...

Ten przepiękny, miesiąc temu otwarty most w Kadyksie mogliśmy podziwiać tylko zza szyb autokaru.
To most La Pepa. Długość nieomal 5 kilometrów. Przęsło środkowe ma rozpiętość 540 metrów. Imponujące...!

Podobnie jak ogromne saliny pod miastem...
Przejazd przez obrzeża Jerez de la Frontera. Miasto jest stolicą sherry, hiszpańskiej brandy, i tańczących koni. Przejazd do hotelu, zakwaterowanie, kolacja, nocleg.
W połowie przejazdu złapał nas jedyny deszczyk na całej trasie - zdjęć w związku z tym już nie robiliśmy. Gdy wysiadaliśmy spadały ostatnie dosłownie krople deszczu...
4-ty dzień - 17-ty września
Śniadanie. Wykwaterowanie.
Całodzienne zwiedzanie stolicy Andaluzji – SEWILLI, miasta Carmen, Don Juana i Figara. Sewilla, największe miasto hiszpańskiego południa, to jedno z najpiękniejszych miast Hiszpanii, którego zabytkowy zespół jest wpisany na listę UNESCO. Panoramiczny objazd miasta.
Zza zielonych szyb autokaru widzimy Guadalkiwir i port handlowy, w którym przeładowuje się pełnomorskie statki - 90 kilometrów od ujścia rzeki...!
Bazylika Macarena, gdzie znajduje się figura Madonny płaczącej diamentam:

Jakoś nie trafiliśmy na... płacz.

Za to zobaczyliśmy, jak kościelny radzi sobie z dzwonami bez chmary ministrantów...

foto Ewa
Informacje wejściowe...

Zobaczyliśmy i... wystarczyło.
Łez nie zauważyliśmy i nie mieliśmy czasu czekać... a po poprzednim płaczu diamenty już były zebrane.

W teleobiektywie się okazało, że te łzy są doprawione i wcale nie... diamentowe.

Polski akcent w bocznym ołtarzu...

Liść palmy z Niedzieli Palmowej. Będzie tak wisiał, aż się zacznie sypać, a wtedy zostanie spalony na popiół potrzebny w Środę Popielcową.
W wielu miejscach widzieliśmy to potem...
Zwiedzanie XV-wiecznego Domu Piłata, będącego przykładem pałacu andaluzyjskiego:

Z zewnątrz niebrzydkie, ale wcale nie za okazałe...
Zaczynamy poznawać styl architektoniczny o nazwie mudéjar - styl w hiszpańskiej architekturze i sztuce, który rozwinął się z połączenia elementów mauretańskich i europejskich: romańskich i gotyckich.

Z tym Piłatem to raczej zdecydowanie... nie ten, o którym słyszeliśmy... tutejszy żył później o jakieś... półtora tysiąca lat.


Brakuje komentarzy... szczęka opadła i tylko rejestrujemy obrazy... Magda coś ciągle mówi, ale jest tego za dużo, by choćby próbować zapamiętać...




Sufity także były zdobione...

Wnętrze wykuszu...

Zdobień nie ma tylko na współczesnych krzesłach...

Kolejny strop...

Patio...

foto Ewa
I tu też... gdzie nie spojrzysz, tam chcesz innym pokazać...

Dom rodzinny Don Juana... w XVI wieku żył taki sewilski uwodziciel i pyszałek. Historycy są tego pewni.
Pierwszy Tirso de Molina w roku 1630-tym, po 35-ciu latach Molier, 120-cia potem Mozart, a po kolejnych 35-ciu latach Byron zrobili z niego bodaj pierwszego na świecie celebrytę formatu międzynarodowego. Taka popularność w literaturze i muzyce oraz wybujała jak wiemy fantazja twórców tych dzieł musiały się skończyć sławą.
Spacer starą żydowską dzielnicą Santa Cruz, pełną malowniczych zaułków.


Dużo tu takich ołtarzyków na zewnętrznych ścianach domów...

Ten uliczny grajek na szczęście nie śpiewał...
Wizyta w Alkazarze, dawnym pałacu królewskim, który jest doskonałym przykładem architektury w stylu mudéjar z pięknymi ogrodami, bogato zdobionymi salami i oryginalnymi ornamentami.

W okolicach bramy Alkazaru porządku i spokoju pilnuje policja konna.
Wchodzimy do Alkazaru, bo akurat król Filip, który ma tu swą letnią rezydencję, podróżuje po Stanach Zjednoczonych... Gdyby tu był, to oczywiście ze zwiedzania były by... nici.

foto Ewa
Fronton rezydencji królewskiej.

Z planu zabudowy wynika, że małe to to nie jest...

I wielokrotnie przebudowywane, a zapewne i... burzone.

Patio ze zbiornikiem wodnym, to tutaj najwyraźniej była norma.

I wszędzie podcienia...




Sklepienie...





Zwiedzanie wzniesionej na miejscu dawnego meczetu XV-wiecznej katedry Najświętszej Marii Panny – największego i jednego z najwspanialszych gotyckich kościołów na świecie, w którym znajduje się m.in. kaplica z grobowcem Krzysztofa Kolumba.

Wręcz piękne...!

Ołtarz główny...

Stalle...

Transept...



Grobowiec Krzysztofa Kolumba...
Wejście na wieżę Giralda, przebudowaną pozostałość po minarecie meczetu, skąd rozpościera się zachwycająca panorama miasta.
Tam się wchodzi nadal jak w minarecie: po 34-ech pochylniach, co jest zaskakująco wygodne. Schody i to bardzo krótkie są tylko na samym końcu wspinaczki.

Wnętrze dzwonnicy...
W chwilę potem jeden z mniejszych dzwonów oddzwonił kwadrans po 14-tej. Te duże uruchamiają chyba tylko wtedy, gdy nie ma wierzy zwiedzających.






Fronton katedry sewilskiej...

Widok boczny, ale chyba najbardziej znany. Robiliśmy poprzednie zdjęcia stojąc pod widocznymi na wieży dzwonami...

foto Ewa

Ewa odnalazła bodegę, w której dobrze zjadła wiele lat temu...

Nawet barman był ten sam, choć trochę się w latach... posunął.

Na wszelki wypadek wzięliśmy adres oraz telefon...

Katedra sewilska imponuje wyglądem także od tyłu...

foto Ewa
W poziomie, a nie w pionie...!

Fronton Sewilskiej Szkoły Morskiej...
Postój przy Placu Hiszpańskim – kompleksie pałacowo-ogrodowym z ceramicznymi dekoracjami, będącym wizytówką miasta.

To jest pawilon z sewilskiej wystawy ibero-amerykańskiej.

foto Ewa
Faktycznie... ceramika zdobi tu wszystko.

Według słów Magdy to jest owoc magnolii amerykańskiej... a ja wcześniej sądziłem, że to fikus...

Ach te chochlaki...!

Hiszpania ceramiką stoi. Każdy kolejny dzień utwierdza, że bardzo dobrze i od stuleci... stała.
Czas wolny w ogrodach. Przejazd do hotelu, zakwaterowanie, kolacja, nocleg.

Kilka razy przejeżdżaliśmy obok tego mostu i widzieliśmy go z daleka z dzwonnicy katedry...
Miejscowi nazywają go ponoć... Viagra. Coś w tym jest...
5-ty dzień - 18-ty września
Śniadanie.

Śniadania jadaliśmy, gdy na dworze dopiero wstawał świt...
Wykwaterowanie.

To jest reklama brandy firmy Osborne. Sporo tego stoi przy drogach. Nic tam nigdzie nie jest napisane, a i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi...
Przejazd do KORDOBY, której zabytkowy zespół został wpisany na listę UNESCO.

Puente Romano nad Gwadalkiwirem. Tutaj rzeka jest już nieporównanie mniejsza niż w Sewilli...
Spacer po starówce, wąskich uliczkach żydowskiej dzielnicy Juderia

Mnóstwo wzorów widzieliśmy...
Alcazar de los Reyes Cristianos – letnia rezydencja rodziny królewskiej, wzniesionej nad rzeką Gwadalkiwir.

Skrzynia...

Sarkofag...
Mnóstwo mozajek podłogowych eksponowanych na... ścianach:




Tutejsze mozaiki wykonane są z płytek ceramicznych ciętych na kawałeczki wielkości mniej więcej jednego centymetra kwadratowego... Gigantyczna praca, ale skoro przetrwała tyle wieków, to była tego warta.



Zachowało się sporo mebli...
A na zewnątrz oczywiście wspaniałe ogrody...

foto Ewa

Dobrze nam znany papirus...

A tej odmiany papirusa u nas w kraju nie spotkałem...

foto Ewa
To oczywiście pomarańcze...

Wspaniałe...!




Sposób układania tamtejszych dachówek okazuje się bardzo prostym...
Jedna z trzech zachowanych w Hiszpanii synagog z XIV w.


Religia religią, ale architektura z wyraźnymi wpływami mauretańskimi...

Ibn Muhammad Ibn Qassoum Aslam Al-Arab Gafequi, zwany w historii Muhammadem Gafequi - okulista, urodzony w Belalcazar w XII wieku i zmarł w Kordobie w 1165 roku.
Ponoć jako pierwszy dokonał udanej operacji zaćmy...
Był ekspertem w chirurgii zaćmy, chorób oczu i tęczówki. Autor traktatu o okulistyce, o nazwie "Przewodnik Eye lekarza", którego oryginalny rękopis przechowywany jest w bibliotece klasztoru Escorial.
Pomnik Majmonidesa

Majmonides, rabin, filozof kontynuujący myślenie Arystotelesa, ale także lekarz...
Ponoć warto pomyśleć życzenie i potrzymać go za lewy but...

Wolałem za prawą rękę...
Kwiatowa Uliczka:


Budowany od VIII w. Wielki Meczet zwany przez Hiszpanów La Mezquita – największy na Półwyspie Iberyjskim, w czasach kalifatu największe centrum duchowe, dziś zachwycający architekturą i połączeniem z chrześcijańską katedrą.

Właśnie podchodzimy pod zabytek, o którego zwiedzeniu marzyłem od... pół wieku. Z opisów wiem, że jest ogromny, ale z tej strony raczej wielkością nie powala...

Bilet mam już w ręce...

Przeszklenie w posadzce pozwala zobaczyć podziemia...

Wreszcie jest ten słynny "las" ponad 850-ciu granitowych, porfirowych, jaspisowych i marmurowych kolumn z charakterystycznymi, podwójnymi łukami. Naw jest 19-cie...
Większość z kolumn pochodzi ze świątyń rzymskich i wizygockich. Ponoć cała powierzchnia La Mezquita to prawie 2,5 hektara...








foto Ewa
No niestety... lepszego zdjęcia z tego miejsca nie mam.

Z części meczetowej przechodzimy wprost do katedry...

Ołtarz główny...

Transept...

Sklepienie nawy głównej...

Stalle...

Stroje organowe...

Część katedralna z meczetową łączą się bezpośrednio bez jakiegokolwiek oddzielenia, a graniczne elementy architektoniczne są wręcz "zlepione" z elementów obydwu pochodzeń.

Wyjście dla zwiedzających jest znów przez część meczetową...

Idziemy w kierunku rzeki. Na wprost w oślepiającym słońcu statua św. Rafała, patrona Kordoby

Hiszpanie mają chyba obsesję tworzenia ceramicznych kafelków do... wszystkiego.
Tak oznaczają toalety męskie...

A takim kafelkiem damskie...

Gałązka granatów...

Wchodzimy na Puente Romano (Most Rzymski). W tle od lewej Triunfo de Sam Rafael (obelisk św. Rafała), Puerta del Puente (Brama Mostowa) i La Mezquita (Wielki Meczet).

Poza obiektami zwiedzanymi, gdzie jedynym głosem dozwolonym były pełne ważnych informacji tyrady pilotki, można sobie wreszcie... pogadać.

foto Ewa
Już na drugim brzegu Guadalkiwiru.
Przejazd do ÚBEDY – miasteczka położonego na granicy z Kastylią.


Plaza Vázquez de Molina z XVI-wiecznym kościołem El Salvador i Palacio de las Cadenas, pełniącym funkcję ratusza.


foto Ewa

Widok na jedną z wielu tu ogromnych plantacji drzew oliwnych.
Ten ciemny tunel pośrodku to pozostałość po zlikwidowanej linii kolejowej.
Tutejszą specjalnością pamiątkarską są talerze, także ażurowe:



Przejazd do BAEZY – perły architektury renesansowej.

Plaza del Pópulo, otoczony z trzech stron renesansową zabudową.

W tle stara rzeźnia...

Detal łańcucha z poprzedniego zdjęcia.

Fronton pałacu Jabalquuito, obecnie Uniwersytet


Fontanna Lwów i boczna elewacja Palacio de Jabalquinto.
Miasta Úbeda i Baeza figurują na liście UNESCO.
Przejazd do hotelu, zakwaterowanie, kolacja. Fakultatywnie (za dodatkową opłatą na miejscu): udział w wieczorze tańca flamenco. Powrót do hotelu, nocleg.
Ponieważ już taki pokaz flamenco widzieliśmy, tym razem sobie odpuszczamy... Nawarstwia się już zmęczenie psychiczne od bardzo intensywnego natłoku wrażeń. Dopiero napisanie tej relacji pomoże w ogarnięciu wszystkiego. Takie przynajmniej mam dotychczasowe doświadczenia...
6-ty dzień - 19-ty września
Śniadanie.
Zwiedzanie GRANADY, perły Andaluzji, położonej u podnóża pasma Sierra Nevada, miasta znanego jako ostatni bastion Maurów. Zwiedzanie ogromnego, romantycznego zespołu pałacowo-ogrodowego Alhambry, jednego z najwspanialszych zabytków Hiszpanii, pomnika architektury arabskiej w Europie Zachodniej, przywodzącego na myśl baśnie tysiąca i jednej nocy.





foto Ewa
To atrium znane jest z potężnej akustyki. Podpuścili mnie, więc zaśpiewałem tam początek Arii z kurantem... Mało nie ogłuchłem, bo dźwięk "wracał" dokładnie z każdej strony.

Ładnie robią te bilety...



Podejrzewam, że tam gdzie gładka ściana, też były jakieś zdobienia na przykład płytki ceramiczne...

Na przykład...

Sklepienie...

Fontann jest tak mnóstwo, ale większość nie tryska wodą, a... ciurka.

Stropy i ściany są zdobione w każdym kawałeczku... Posadzki na pewno wymieniono i to pewnie kilkakrotnie od pierwotnego stanu. Gdzie zatem są zapewne ceramiczne pokrycia "lamperii" oraz meble i inne wyposażenie?
Zapytałem Magdę i usłyszałem: Rozkradziono...
Skąd my to znamy...?

Detal zdobienia ściany.

foto Ewa

Ta woda cały czas płynie...!

Sklepienie...

Ściana od nadproży w górę...

Detale... Ponoć powstawały ze zmielonej masy dolomitowej zmieszanej z jajkiem i bardzo szybko ręcznie rzeźbionej, w późniejszych czasach wylewanej w drewniane formy. Potem takie płytki wklejano w ściany...

To ponoć duża ilość takich arabskich tekstów na ścianach jak te nad i pod otworami wentylacyjnymi spowodowała, że późniejsi władcy katoliccy nie chcieli zamieszkiwać w Alkazarze...




foto osoba przygodna

Tego się nie da zapamiętać w czasie zwiedzanie i dlatego wszyscy tam chodzą z aparatami fotograficznymi przy... zębach.


Te stalowe ściągi, to zapewne dzieło konserwatorów. Cóż... teren sejsmiczny.

Słów... brak!

A wokół tylko... chrzęst migawek...

Gdzie nie spojrzeć, wszędzie dowody genialnej pracy artystów... Na zewnątrz także!


Miasto Zbrojne... po naszemu Twierdza lub Koszary.

Pozostały w zasadzie tylko zarysy budynków...

Jeśli jest prawdą, że podczas wielkiego oblężenia Granady (1491-92) Alhambry broniła trzytysięczna armia, to na pewno się w tych koszarach nie pomieścili...

Mury zewnętrzne... Poziom co najmniej naszego Malborka. No i jak Malbork... nigdy nikt tej twierdzy nie zdobył orężem...

Widok na Grenadę. Po lewej dachy miejscowej katedry...
Spacer po ogrodach Generalife i zabudowaniach Alhambry – galeriach pałacowych i słynnych dziedzińcach.


Widok na część owocowo warzywną tych zamkowych ogrodów.

foto Ewa

Są także fontanny tryskające wodą.

Dobrze nam znana szałwia błyszcząca, ale tutejsza sięga nam do... pasa.










Spacer po Albaicín, najstarszej dzielnicy miasta i największej mauretańskiej dzielnicy Hiszpanii, pełnej wąskich uliczek, które zachowały orientalny charakter.

Ten uliczny grajek zachwycał, a jego instrument pasował do otoczenia... nad wyraz. To hang drum (ręczny bęben?) - tak się nazywa, a wydaje tylko 8 dźwięków. Brzmi bardzo... orientalnie, choć instrument jest się całkiem niedawno wynaleziony - dokładnie w roku 2000-nym w Szwajcarii. Słyszeliśmy już grę na tym instrumencie cztery tat temu w Barcelonie w Parku Güell.
P.S.: Znalazłem sporo kawałków granych na hang drum - https://www.youtube.com/watch?v=xk3BvNLeNgw i jeszcze tu - https://www.youtube.com/watch?v=Sp5dgy8UDKs - mnie to kręci...

Zwiedzanie renesansowej katedry Santa María de la Encarnación i przylegającej do niej Capilla Real – późnogotyckiej kaplicy grobowej Królów Katolickich.

Obraz upamiętniającą kluczowy moment historii Granady: w roku 1491 Ferdynand II Aragończyk wraz z charyzmatyczną małżonką Izabelą Kastylijską na czele 10 000 ludzi obległ Grenadę, potężnie ufortyfikowaną i bronioną przez 3000 ludzi twierdzę. Kastylijczycy otoczyli miasto szczelnym kordonem, odpierając groźne wypady obrońców. Po trwającym rok oblężeniu głód zmusił w końcu obrońców do rokowań. Dnia 2 stycznia 1492 r. Kastylijczycy wkroczyli do Grenady, kończąc tym samym rekonkwistę.

Brewiarz królowej Izabeli Kastylijskiej eksponowany w kaplicy królewskiej.
W samej kaplicy zdjęć robić nie wolno...

Katedra przystająca do królewskiej kaplicy, choć bezpośredniego przejścia nie ma.

Ołtarz katedry otoczony jest wielkimi łukami. Tu widok przez drugi łuk z prawej od nawy głównej.

Ołtarz boczny z dość fantastycznym wizerunkiem świętego Jakuba...

Tuż po wyjściu z katedry uderzył nas w nosy ciężki i trudny do zidentyfikowania zapach. Okazało się, że to z wielkich straganów z wielkim asortymentem przypraw.

A tuż obok potężny asortyment różnych herbat...

Wreszcie Magda prowadzi nas bardzo przyjemnymi ulicami z długimi podcieniami...

Cień można znaleźć też w wąskich uliczkach... zwłaszcza po południu.

Detal ceramiczny w wykuszu wejściowym.

Mozaika uliczna...


Te wąziuteńkie balkony służą wyłącznie umieszczaniu na nich donic z zielenią.

Ładne ma być... Wszystko...!
Czas wolny w punkcie widokowym, skąd rozpościera się malownicza panorama warownej Alhambry.


Historyczna i nadal działająca uliczna cysterna z wodą pitną...


Tu wszystko jest głównie... białe!
Alhambra, ogrody Generalife oraz dzielnica Albaicín zostały wpisane na listę UNESCO.
Powrót do hotelu, kolacja, nocleg.
7-my dzień - 20-ty września
Śniadanie.
Wykwaterowanie. Przejazd malowniczą trasą przez pasmo górskie Sierra Nevada. Objazd najbardziej urokliwych miasteczek w górskim rejonie Alpujarry.
Na trasie wycieczki m.in. LANJARÓN, malownicze uzdrowisko z ruinami zamku, słynące z wód mineralnych.


Jakoś nikt z nas się do tych ruin nie wybierał...

Zoomem obiektywu... i owszem.

Oliwki są w Andaluzji bardzo poważnym towarem handlowym i tak przy drodze rosną niezwykle rzadko...

Palmy także umierają... stojąc.
Wizyta w miejscu, gdzie dojrzewa najlepsza regionalna szynka – jamón ibérico – i degustacja specjalności regionu.

Facet w granatowe paski, to właśnie właściciel tego interesu.
A pod sufitem wiszą te jego sławetne szynki.

Jest co degustować!

Można też kupić...

Kupujemy sporo, więc i sam szef zabrał się do obsługi klientów...

foto Ewa
Się okazało, czego nie zauważyliśmy wchodząc, że oni tu witają także... flagami!

A to już dowód szczególnego uznania... najwyraźniej za wielkość zakupów: sam szef robi nam pokaz posługiwania się mauretańskim bukłakiem.
Chodzi o to, by robić to bez dotykania ustami naczynia i jednocześnie przełykać. Spróbowałem tego i... udało mi się.

Były także pożegnania bardziej... wylewne!

Nie w każdym miejscu można się zatrzymać...

Bywa, że trzeba się zadowolić fotką zza mocno zielonych szyb autokaru. Ten akwedukt zasilał w wodę pobliską, nie istniejącą już cukrownię.
Przejazd do pobliskich Cuevas de Nerja, zespołu jaskiń ze wspaniałymi stalaktytami, stalagmitami i malowidłami naskalnymi.

Wejście do jaskini...

Wnętrze poraża wielkością, ale ma chyba za mało światła. W każdym razie dość często się potykamy.

Robi wrażenie...!

Widać spore zniszczenia. Dużo stalaktytów jest poodłamywanych. Pewnie z tego właśnie powodu jest tu tak mało doświetlonych miejsc...

Wyschnięte koryta rzek to zawsze przygnębiający widok.

Przejazd do NERJI – jednej z piękniej położonych miejscowości wybrzeża Andaluzji.
Podziwianie widoków z otoczonego palmami punktu widokowego Balkon Europy, zawieszonego na cyplu nad Morzem Śródziemnym.

Detal ceramiczny wykuszu wejściowego.


Robi się ciekawie...

Z każdym krokiem widok staje się wspanialszy...

Po dojściu do balustrady...
To wielkie po prawej, to jest kwiat agawy!

Wchodzimy na piękny bulwar...

Ciekawa forma...

foto Ewa
Pomnik bardzo ważnego dla tego miejsca króla, ale taki już mocno... obściskany.

Daktylowiec...? Chyba tak...
Na tę plażę trzeba zejść choćby na chwilę!



Z bliska się okazuje, że te kamyki są czymś zlepione jak betonem. Pewno lawą wulkaniczną...

Trzeba wracać na górę...

foto Ewa

Oooo..!

Długo czekałem na ten moment... kwiat yuki...

Pitna woda to tu od zawsze jest rarytas...
Teraz jednak dość łatwo w wielu miejscach dostępny...

Jest niedziela i kwadrans wolnego czasu, więc kierujemy się do niewielkiego kościółka...

Wnętrze raczej skromne...

Za to kropielnica w kruchcie... wspaniała!

W wąskich uliczkach straganiki, sklepiki...

W nieco szerszych pod osłonami butiki...

Pojawia się trzeci kolor...

Detal ceramiki ściennej.

Hibiskus...
Przejazd do hotelu na wybrzeżu, zakwaterowanie. W miarę możliwości – czas wolny na wypoczynek na plaży. Powrót do hotelu, kolacja, nocleg.
Śpimy powtórnie w hotelu Kristal w Torremolinas...
8-my dzień - 21-szy września
Śniadanie. Transfer na lotnisko i wylot do Polski.
I tu była fajna niespodzianka. Ponieważ transfer na lotnisko mieliśmy dopiero o 18:25, cały dzień pozostawał do naszej dyspozycji. Do 12-tej musieliśmy opuścić pokoje, ale oczywiście był pokój depozytowy. Znaczy... bagaży pilnował Don Deposito de Sombrero...
Od razu wiedzieliśmy, że poza jakimiś zupełnie drobnymi zakupami większość tego dnia spędzimy na bulwarze i plaży...
Torremolinos - po polsku to znaczy: młyny wieżowe, albo mielące wieżowce...
Faktycznie, nieźle "mielą" klientelę te nastopiętrowe hotelowce - jakoś nie widziałem powodu, by je fotografować. Zwłaszcza, że w sieci zdjęć tej ściany hoteli jest od groma...

Walizkę udało się domknąć bez użycia kolana.
Tylko przed 10-tą rano, zanim otworzą setki tamtejszych sklepików i straganów można przejść słynną Cale San Miguel bez tłumów szwendających się wśród niezliczonej ilości straganów i sklepików z pamiątkami wszelakiego autoramentu... głównie chińskiej proweniencji.

Mniej oblegana droga na plażę oznaczona tabliczkami... oczywiście ceramicznymi.

Torremolinos leży na wysokim klifie...
Pogoda rano zbyt zachęcająca nie była.

Nadmorski bulwar La Carihuela - bananowce też lubimy...

Pierwszy raz w życiu stałem pod rosnącymi bananami. Widywałem kilka razy bananowce, nawet wielkie, ale nigdy nie widziałem owocujących.

No i wylazły instynkty... małpie!

Budowniczym tego zamku z piasku okazał się Polak.
Mimo namów nie chciał się dać sfotografować wraz z dziełem w przeciwieństwie do jego partnerki...

Kąpiel... była!

Czy mógłbym znaleźć, zebrać i przywieść stamtąd lepsze pamiątki...?
To przecież dokładnie takie muszelki, jakich odciski widzieliśmy w kamiennych murach Kadyksu...!

Jedno z nielicznych rond na bulwarze La Carihuela, a na środku tego ronda pomnik kobiet biegnących na plażę. Pod tym pomnikiem poczuliśmy, że zaczął się nasz powrót z Andaluzji.
Pół godziny po północy nasz Airbus 320 miękko wylądował






