FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Niedokończona relacja
Autor Wiadomość
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015   Niedokończona relacja




Nie wiem od czego zacząć...ale właściwie nihil novi sub sole - byłam w górach.


Po dwóch latach borykania się z różnymi kontuzjami wreszcie dorwałam się do ferrat i różnych takich.



Na rozgrzewką Torre di Toblin, naprzeciw Tre Cime.



Mam niekłamaną frajdę, znowu móc panować nad własnym ciałem.







Na szczycie rządzę się jak szara gęś i wypinam dumnie pierś.








"Bazę" zakładamy w Cortinie na kempingu Dolomiti. Kiedyś bywałyśmy na Olimpii ale ja jakoś nigdy tego miejsca nie lubiłam. Ciemno i mokro. Na Dolomiti o wiele przestrzenniej, widoki na Tofany i Sorapis, nawet Antelao jest widoczny.
Nie do pogardzenia są również zawsze puste i czyste łazienki z gorącą wodą no i najważniejsze - cały rząd pralek. Nie trzeba nawet żetonów. A więc żegnajcie przepierki w rękach. No cóż, w pewnym wieku ma się potrzebę komfortu. Jedynym mankamentem jest brak restauracji w pobliżu, mam mianowicie słabość do włoskiej kuchni.
Ponieważ Cortinę lubię oglądać tylko z góry to na kolacje jeździmy czasami do San Vito.




Oczywiście to nie wszystko ale mam problem ze stroną na którą ładuję fotki. Jak tylko ją otworzę to parą minut później znika obraz i komputer się sam wyłącza po czym sam włącza. Nie mam zdrowia. Jak wróci mój mąż z wakacji to mi zapłaci za ImageShake i dokończę relację.
Na razie pozdrawiam

uszba
 
 
 
andy67



Dołączył: 20 Maj 2006
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015   Re: Niedokończona relacja

uszba napisał/a:


Mam niekłamaną frajdę, znowu móc panować nad własnym ciałem.

(...)


Oczywiście to nie wszystko ale mam problem ze stroną na którą ładuję fotki. Jak tylko ją otworzę to parą minut później znika obraz i komputer się sam wyłącza po czym sam włącza. Nie mam zdrowia. Jak wróci mój mąż z wakacji to mi zapłaci za ImageShake i dokończę relację.
Na razie pozdrawiam

uszba


Narobiłaś apetytu i teraz nie tylko Ty będziesz czekać na powrót twojego męża :D

Co do panowania nad własnym ciałem to już dość dobrze znam ten ból (dosłownie i w przenośni), po raz drugi w życiu mozolnie wracam do pełnej sprawności. Ciągle jest nadzieja że jeszcze tej jesieni w Tatry zawitam i gdzieś wejdę, a nawet zejdę samodzielnie ;-)
_________________
Każdemu jego Everest...
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015   

Spróbuj tym http://tinypic.com/ , bo relacja jak zwykle fajna - a nie wiadomo kiedy mąż wróci z tych wakacji :) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015   

Zakochani w Tatrach napisał/a:
a nie wiadomo kiedy mąż wróci z tych wakacji


Mąż wróci w środę. Jest na Biennale sztuki współczesnej w Wenecji. On to wie jak spędzać wolny czas, w przeciwieństwie do mnie :-)
 
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015   

uszba napisał/a:
On to wie jak spędzać wolny czas, w przeciwieństwie do mnie

No właśnie, ode mnie z rodziny też jeżdżą po Chinach, Meksykach - a ja klapy na oczy i w koło Macieju jeżdżę sponiewierać biedne stare kości w Tatrach :)) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Czw 10 Wrz, 2015   

No to jedziemy dalej.

Generalnie nie przepadam za Cortiną ale w tym roku jakoś poczułam sentyment do niej. Kiedyś spędziłam tam wspaniałe wakacje więc może te wspomnienia tak na mnie wpłynęły.
Pogodę niestety mamy fatalną, codziennie pada deszcz i musimy wykorzystywać okienka pogodowe żeby w ogóle coś zrobić.

Czasami zdarza się ładny poranek więc od razu próbujemy ferratę wejść na Tofanę di mezzo ale udaje się nam tylko dojść do Punta Anna, kiedy zaczyna lać deszcz.


Basia na trawersie w kierunku Punta Anna






W tle Tofana di Rozes





Filar wyprowadzający na Punta Anna






Następnego dnia wychodzimy na Tofana di dentro ale też pogoda nas nie rozpieszcza.






Wieczorem przyjeżdża do nas Markus i wspólnie zmieniamy góry i państwo. Wyjeżdżamy do Austrii, do Vent.




Vent leży w Alpach oetztalskich. Dziwne to góry. Zupełnie inne niż Dolomity. Właściwie nie góry a kamieniołom trzymany do kupy lodem. Nie wiem dlaczego ale mam jakąś słabość do tego krajobrazu. Jego surowość wpływa na mnie nostalgicznie ale zarazem kojąco. Fantastyczna przestrzenność daje poczucie wolności . Tego brakuje mi w Dolomitach.


Najpierw drałujemy 12 km do Martin Busch Huette, gdzie udajemy się na zasłużony odpoczynek.

Następnego dnia wita nas deszcz i czekamy do południa aż przestanie lać. Prognozy mówią że jeszcze wieczorem się rozjaśni.
W końcu startujemy, z całym bagażem, bo obraliśmy sobie za cel przejście alp Oetztalskich w ciągu 6 dni.

Przechodzimy koło miejsca, w którym znaleziono Oetzi, tego słynnego umarlaka sprzed 5000 lat. Postawiono tam taki obelisk z kamieni.




po czym wychodzimy na Finailspitze ( 3514 m)





Jak widać, pogoda nas nadal nie rozpieszcza.

Z Finailspitze schodzimy nieco niżej, na około 3000 m, do schroniska Similaun.

No, ale następny poranek to sen jakiś....hurra, wreszcie widza kaj jo je :)) )


Schronisko Similaun






Droga na szczyt o tej samej nazwie - Similaun ( 3597)













Czy ktoś wie co to za piękne, ośnieżone szczyty na horyzoncie? dla ułatwienie dodam, że na obydwu byłam dwa lata temu :))






Jeszcze kilka refleksji ze szczytu

























Na szczycie wywołujemy małe zamieszanie ponieważ wszyscy schodzą tą samą drogą, do schroniska, tylko my w przeciwnym kierunku, na przepał, do tej małej, zielonej plamki. Tam mianowicie znajduje się następne schronisko, w którym zanocujemy. Trochę nisko, musimy dużo schodzić, w terenie, w którym nie ma żadnej drogi. Inaczej jednak nie dało by się zrealizować naszych planów.








cdn
 
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Czw 10 Wrz, 2015   

Szybko uporaliśmy się z lodowcem, podczas upalnych dni śnieg się wytopił i ukazał prawie wszystkie szczeliny.






Szukamy jakiegoś w miarą bezpiecznego zejścia.





A nie mówiłam że to kamieniołom?






Zielone plamki coraz bliżej ale...jednak jeszcze daleko dla zmęczonych nóg, sponiewieranych w nieprzyjaznym dla nich terenie.







Jednakowoż uroda tych gór wynagradza wszelki trud.






Jeszcze chwilka i lądujemy w gościnnych ramionach tej wręcz kiczowato pięknej doliny.











Jeszcze kilkaset metrów, ta zielona plamka widziana ze szczytu Similauna znajduje się teraz po naszej prawej stronie.







Jesteśmy na miejscu.






Sery, wędliny pochodzą z własnego wyrobu. Chleb wypiekają właściciele schroniska również sami.





Myślę. że na te trochę luksusu zasłużyliśmy sobie :)





cdn
 
 
 
camzik



Dołączył: 12 Kwi 2008
Skąd: Świdnik
Wysłany: Pią 11 Wrz, 2015   

Piękne krajobrazy. Dolomity podobają mi się bardziej, może dlatego, że przywołują miłe wspomnienia :-)
 
 
 
Angie84



Dołączył: 07 Mar 2012
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Sob 12 Wrz, 2015   

Uszba jakie ciekawe i urokliwe miejsca tam macie :)
Ekscytująco to wszystko się prezentuje. A szczególnie małość człowieka w majestatycznym górskim królestwie

uszba napisał/a:
ta zielona plamka widziana ze szczytu Similauna znajduje się teraz po naszej prawej stronie.


Tylko te wąskie ścieżynki. Dobre, że są via ferraty i można podziwiać i odkrywać takie miejsca i widoki (no chyb że jet mgła ub przyklei się chmura)

Uczta dla słusznie zmęczonych wędrowców :-)

uszba napisał/a:
Sery, wędliny pochodzą z własnego wyrobu. Chleb wypiekają właściciele schroniska również sami.


uszba napisał/a:
Przechodzimy koło miejsca, w którym znaleziono Oetzi, tego słynnego umarlaka sprzed 5000 lat. Postawiono tam taki obelisk z kamieni.


Się biedak naczekał na odnalezienie, swoją drogą pięknie i naturalne "zakonserwowany"

Ciekawa opowieść okraszona pięknymi zdjęciami. Dzięki Uszba :-)
_________________
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Sob 12 Wrz, 2015   

Piękne, piękne, piękne...... można tylko pozazdrościć, oraz podziwiać Wasz hart ducha i kondycję :) .



A ja jutro jadę o 5 rano do Zakopanego, zostawiam nierozpakowane manatki w pokoju, zaraz idę w Tatry i też się baaaaardzo cieszę :D :)) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
krzymul



Dołączył: 08 Lis 2008
Skąd: Pipidówa
Wysłany: Nie 13 Wrz, 2015   

Uszba w dobrej formie. Gratulacje. :D
_________________
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
 
 
kael



Dołączył: 22 Kwi 2009
Skąd: Ziemia Chełmińska
Wysłany: Nie 13 Wrz, 2015   

Jest na czym oko zawiesić. Pozdrowienia z nizin :)
_________________
"....The world is changed. I feel it in the water. I feel it in the earth. I smell it in the air. ..."
 
 
 
krzymul



Dołączył: 08 Lis 2008
Skąd: Pipidówa
Wysłany: Nie 13 Wrz, 2015   

kael napisał/a:
Jest na czym oko zawiesić

... ano jest... ślinka leci.. nie tylko oko zawiesić, ale i ząb, też jest w czym zatopić... :D
uszba napisał/a:
Sery, wędliny

http://imagizer.imageshac.../538/3j6XSV.jpg
_________________
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Pon 14 Wrz, 2015   

Dzięki, dzięki, fajnie że się podoba. tylko że ja jeszcze nie skończyłam bo musiałam w piątek wyjechać, oczywiście w góry.

W najbliższym czasie dokończę.
 
 
 
manfred



Wiek: 47
Dołączył: 22 Sie 2007
Skąd: nie wiem
Wysłany: Pią 18 Wrz, 2015   

Kiedyś tam byłem na Tofanach ale gdzie nie pamiętam strasznie stary byłem.
_________________
Po drugiej stronie szkła Góralem jestem i nikt kto ma wódkę nie jest mi obcy Hejjj
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Sob 19 Wrz, 2015   

Czas na ciąg dalszy.

Następnego dnia budzę się w tej pięknej dolinie i jakoś dziwnie się czuję. Normalnie to cieszę się na kolejne przygody i nowe widoki bo przecież znowu idziemy do innego schroniska.
Ale ja jestem jakaś zmatowiała, nos zatkany, wszystko mnie boli i nie mam apetytu. Wyboru jednak nie mam. Wciskam w siebie to niedobre, włoskie śniadanie, przeważnie słodkie a ja lubię tak sobie szyneczkę na śniadanko.
Zarzucam plecak i idziemy. po paru minutach zapominam o dolegliwościach bo tak ładnie wokół jest.




Po drodze zazdroszczę trochę tym kozom bo też najchętniej to bym kości tu wyłożyła, tak jak one.




Dość szybko docieramy do Stettiner Huette a właściwie do tego co po niej pozostało. W zimie zeszła lawina z Hohe Wilde ( dzika wysoka) i zabrała schronisko ze sobą. Na doraźne potrzeby wybudowano taki barak w którym można przenocować i coś zjeść. To coś to przeważnie kartofle z jajkami w różnych kompozycjach. aha i krupnik też jest w karcie. Narodowa tyrolska potrawa.





Zostawiamy rzeczy w przechowalni i idziemy zdobywać kolejny, trzeci szczyt w tej wędrówce. Hohe Weisse ( wysoka biała) 3260m. Fajnie się idzie bez obciążenia i bardzo szybko osiągamy cel.






Dobrze widać nasz jutrzejszy cel, Hohe Wilde i resztki schroniska poniżej.





Czasami z chmur wyłania się sąsiedni szczyt, Lodner




A tu nasze schronisko w którym nocowałyśmy , przy słynnej zielonej plamce. No i całą naszą drogę widać z Similauna ( piramidka na horyzoncie) do zielonej plamki.





No i widoczki ...różne...albo też ich brak













Wieczorem, po kolacji zaczyna mnie trząść, zwalam na koszmarne zimno w schronisku, w nocy przychodzą wymioty i już wiem że nigdzie więcej w najbliższym czasie nie pójdziemy.


Rano nie mogę wstać z łóżka, mam wysoką gorączkę i rzygam. Baśka chce wzywać helikopter. grożę że ją zabiję.

Sytuacja jest trochę skomplikowana bo samochód stoi w Vent, w Austrii, dwa dni drogi od nas.
Kombinujemy co zrobić i wszyscy zgodnie przyjmują moją propozycję.

Wezmę tabletkę na gorączkę, jak mi trochę spadnie to zacznę schodzić do Pfelders, jakieś 4 godziny. W tym czasie Markus zejdzie szybciej do Pfelders i pojedzie autobusem do Vent. Przypuszczam że będę dłużej niż 4 godz. schodzić więc powinien zdążyć zajechać do Vent i z powrotem samochodem do Pfelders.
Tak też robimy. Schodzę 7 godz. Kiedy gorączka wzrasta, biorę tabletkę i kładą się na trawie i czekam aż przejdzie. i idą dalej. Baśka klnie - czemu nie wezwałam helikoptera? Odczep się, sama se leć helikopterem. Dam radę, nie jestem miękkim robiona.
No i dałam.


Następne dni oglądam góry z okna mojego samochodu, w którym mieszkam i się kuruję.


Rano





i wieczorem





cdn
 
 
 
uszba


Dołączył: 08 Maj 2005
Skąd: Niemcy
Wysłany: Sob 19 Wrz, 2015   

Po dwóch dniach czuję się na tyle dobrze że możemy coś znowu spróbować. W przewodniku jest opisany "spacer" na trzeciej półce czyli Terzia Cengia. Wzięłam to dosłownie ale nie zauważyłam że trzeba tam dobrych paręset metrów w górę zapieprzać. O mało nie wyzionęłam ducha. Bardzo byłam jeszcze osłabiona. Ale Cengię przeszłyśmy.





Była mapa...









Następnego dnia czuję się o wiele lepiej i idziemy na Ettore Bovero. Nigdy mnie na tą ferratę nie ciągnęło. Ale myślę sobie, kiedyś trzeba to zrobić...a teraz wiem że przeczucie mnie nie myliło. Sama ferrata bardzo ładna i nie najprostsza ale ma coś w sobie z kiepskiego seksu. Bardzo długa gra wstępna i krótka przyjemność. Kto tam był to wie o czym mówię :)) )

Pstryknęłam mojej kumpeli parę fotek

















Tego wieczora źle czują się Basia i Markus i tym razem oni pozostają dwa dni w "łóżku".


Nie pozostaje mi nic innego jak trochę samej pochodzić.


Wyjeżdżam kolejką na Falorię i tak się wałęsam bez sensu.


Oglądam sobie miejsce, w którym były kręcone sceny do jakiegoś filmu z Sylvestrem Stallone














Na tym zdjęciu dobrze widać Terzia Cengia















Zwiedzam sobie również rejony Cadore, gdzie wygląda trochę w stylu Fin de siecle













Nie odmawiam sobie również kolacji w San Vito gdzie płonące góry włażą mi talerza.





cdn
 
 
 
manfred



Wiek: 47
Dołączył: 22 Sie 2007
Skąd: nie wiem
Wysłany: Sob 19 Wrz, 2015   

Bajeczny teren.
_________________
Po drugiej stronie szkła Góralem jestem i nikt kto ma wódkę nie jest mi obcy Hejjj
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Nie 20 Wrz, 2015   

Napiszę krótko i mało elegancko .... po prostu szczęka opada.
Czekam na resztę - oby jak najdłuższą :) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
Angie84



Dołączył: 07 Mar 2012
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 20 Wrz, 2015   

uszba napisał/a:
tylko że ja jeszcze nie skończyłam
OHO!

uszba napisał/a:
zazdroszczę trochę tym kozom bo też najchętniej to bym kości tu wyłożyła, tak jak one.


A jakie one zadowolone to pewnie i mnie by się tam dobrze leżakowało w takich okolicznościach :))

uszba napisał/a:
Hohe Weisse ( wysoka biała) 3260m. Fajnie się idzie bez obciążenia


No proszę jak kobietkom służą góry , szczęście maluje się na Twojej twarzy :-)

uszba napisał/a:
Czasami z chmur wyłania się sąsiedni szczyt, Lodner


To wypłaszczenie pod szczytem daje wrażenie na tj fotografii , że to jakiś wygasły wulkan

Współczuję tej choroby , która Ciebie i później Twoich towarzyszy dopadła.

uszba napisał/a:
Dam radę, nie jestem miękkim robiona.
No i dałam.

Ale gdyby w górach było takich więcej... TOPR, GOPR, HZS czy inne nie mały by tyle pracy co teraz

uszba napisał/a:
płonące góry włażą mi talerza.

O mamo jaki widok :O


Czekam na C.D. :))
_________________
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group