Jak przepierdalamy unijną kasę
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Jak przepierdalamy unijną kasę
Tekst z wyborczej, ale mocny i prawdziwy. Mieszkam w takim miescie gdzie wladza buduje ulice do nikąd a 2/3 moich kolegow ze szkoły siedzi za granicą
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,18019268.html
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,18019268.html
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Mefi - czytałem.
Zgadzam się że innowacyjność jest najlepsza.
Ale....my nie jesteśmy narodem innowatorów.
Ten podział się dokonał będzie 1000 lat temu.
W Europie tworzą: Niemcy, Włosi, Francuzi, Anglicy. Tyle.
W głębokiej starożytności tworzyli Grecy. I już.
Hiszpanie to epigoni Greków, południowych Francuzów i Włochów, Portugalczycy to epigoni Hiszpanów, Skandynawowie to uproszczeni Niemcy z dodatkiem brytyjczyków....
W sztuce, technice, filozofii, ogólnie - w idei, od wymyślania są Niemcy.
Bywało że gonili ich Anglicy. Francuzi z Włochami dzielili się w sztuce, zależy od okresu.
Cała reszta łącznie z Polską była w nich wpatrzona i małpowała bo nic innego nie pozostawało.
Teraz doszły do tego Stany, przez stworzenie warunków (i dlatego innowacyjni tam są Hindusi, no bo zdolni, a z miliarda wybitnych też się paru znajdzie, Koreańczycy, bo wściekle pracowici, pojedynczy Polacy, no bo mają talent improwizacyjny którego im się tam nie zabrania itp).
Oczywiście że wymyślenie nowego typu skrzyni biegów i to takiego który zawojuje rynek jest lepsze od budowania chodników i autostrad, ale śmiem zauważyć, że kraje które wymyślają nowe typy skrzyni biegów - mają autostrady. Pewna baza jest niezbędna.
Rozumiem tezę, że są miejsca w Polsce w których te drogi są trochę na siłę, i rozumiem też że są dowody na to że pogląd iż te drogi "aktywizują" lokalną gospodarkę- jest mitem.
Ale też: chyba niewiele nam pozostaje.
Polak - co do reguły - jest wykonawcą pomysłów Niemca, jest epigonem muzyki i architektury Włocha i tak dalej.
Tu nie będzie ani drugiej Florencji, ani drugiej Doliny Krzemowej.
Lubię walkę z wiatrakami, ale....
To że tak jest z czegoś wynika.
Nie zasługujemy. Jednostki, tak. Ale reszta rozkradnie, rozda, a to co nawet zostanie - nie trafi na wystarczającą ilość chętnych.
Profesor pisze o nowych placówkach badawczych z pustymi salami pełnymi świetnego sprzętu.
Zakazują do nich wchodzić? Nie sądzę.
Zgadzam się że innowacyjność jest najlepsza.
Ale....my nie jesteśmy narodem innowatorów.
Ten podział się dokonał będzie 1000 lat temu.
W Europie tworzą: Niemcy, Włosi, Francuzi, Anglicy. Tyle.
W głębokiej starożytności tworzyli Grecy. I już.
Hiszpanie to epigoni Greków, południowych Francuzów i Włochów, Portugalczycy to epigoni Hiszpanów, Skandynawowie to uproszczeni Niemcy z dodatkiem brytyjczyków....
W sztuce, technice, filozofii, ogólnie - w idei, od wymyślania są Niemcy.
Bywało że gonili ich Anglicy. Francuzi z Włochami dzielili się w sztuce, zależy od okresu.
Cała reszta łącznie z Polską była w nich wpatrzona i małpowała bo nic innego nie pozostawało.
Teraz doszły do tego Stany, przez stworzenie warunków (i dlatego innowacyjni tam są Hindusi, no bo zdolni, a z miliarda wybitnych też się paru znajdzie, Koreańczycy, bo wściekle pracowici, pojedynczy Polacy, no bo mają talent improwizacyjny którego im się tam nie zabrania itp).
Oczywiście że wymyślenie nowego typu skrzyni biegów i to takiego który zawojuje rynek jest lepsze od budowania chodników i autostrad, ale śmiem zauważyć, że kraje które wymyślają nowe typy skrzyni biegów - mają autostrady. Pewna baza jest niezbędna.
Rozumiem tezę, że są miejsca w Polsce w których te drogi są trochę na siłę, i rozumiem też że są dowody na to że pogląd iż te drogi "aktywizują" lokalną gospodarkę- jest mitem.
Ale też: chyba niewiele nam pozostaje.
Polak - co do reguły - jest wykonawcą pomysłów Niemca, jest epigonem muzyki i architektury Włocha i tak dalej.
Tu nie będzie ani drugiej Florencji, ani drugiej Doliny Krzemowej.
Lubię walkę z wiatrakami, ale....
To że tak jest z czegoś wynika.
Nie zasługujemy. Jednostki, tak. Ale reszta rozkradnie, rozda, a to co nawet zostanie - nie trafi na wystarczającą ilość chętnych.
Profesor pisze o nowych placówkach badawczych z pustymi salami pełnymi świetnego sprzętu.
Zakazują do nich wchodzić? Nie sądzę.
Re: Jak przepierdalamy unijną kasę
A ja znam przykład pozytywny.mefistofeles pisze:Tekst z wyborczej, ale mocny i prawdziwy. Mieszkam w takim miescie gdzie wladza buduje ulice do nikąd a 2/3 moich kolegow ze szkoły siedzi za granicą
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,18019268.html
Przyjaciel mojego syna po kilku latach na bezrobociu i pracy w tym czasie w Norwegii założył własną firmę o bardzo specyficznym profilu (budownictwo ekologiczne), wziął z Urzędu Pracy "unijną" pożyczkę, którą zresztą ja mu żyrowałam. Musiał napisać na prawdę porządny biznes-plan, przeczytałam go skoro miałam żyrować i nic nie można mu było zarzucić. Firma funkcjonuje już ponad rok, więc weksel jest już nieważny.
No i firma mu funkcjonuje, rozwija się, robotę ma cały czas i "kolejkę" chętnych na kilka miesięcy. Do Norwegii już w tym roku się nie wybiera.
Inna sprawa, że to czego się tam nauczył to mu się przydaje tutaj. Na razie robi głównie tynki i piece z gliny, ale jak np. u nas staną się modne te trawiaste dachy to już umie to robić.
A poza tym to on się tym pasjonuje, o tych piecach z gliny to może gadać bez przerwy.
Ostatnio zmieniony sob 30 maja, 2015 przez Basia Z., łącznie zmieniany 1 raz.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Komorfil - potega inzynieryjna nigdy nie bylismy, ale to skutek zawirowan historii, ze postep nas omijał. Ale w branzy IT, szczegolnie w tych nowszych jej działach Polacy daja rade. Wiec kompleksow nie ma co na sile hodowac.
Co do budowania zas to rozwiazaniem jest ograniczenie do dwoch kadencji rzadow wlodarzy miast. Z obserwacji znanych miprzypadkow to trzecia kadencja zaczyna przypominac gre w SimCity
Co do budowania zas to rozwiazaniem jest ograniczenie do dwoch kadencji rzadow wlodarzy miast. Z obserwacji znanych miprzypadkow to trzecia kadencja zaczyna przypominac gre w SimCity
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Też to zauważam, a pracuję "w środku".mefistofeles pisze: Co do budowania zas to rozwiazaniem jest ograniczenie do dwoch kadencji rzadow wlodarzy miast. Z obserwacji znanych miprzypadkow to trzecia kadencja zaczyna przypominac gre w SimCity
Chociaż w sumie - ani razu nie grałam w SimCity, więc nie wiem na czym to polega.
Jednak decydenci na szczeblu miejski, gminnym, powiatowym chwalą się właśnie takimi inwestycjami. Tych "małych" rzeczy, że kilkadziesiąt ludzi zostało przeszkolonych i dzięki temu znalazło pracę tu na miejscu to nie widać.
Właśnie nie dawno wpadło mi w ręce takie wydawnictwo wydane przez moje miasto, były tam zdjęcia z około 70 inwestycji wykonanych w czasie ostatniej kadencji, w tym place zabaw, ulice, remonty, teraz się robi centrum przesiadkowe. Owszem - to jest bardzo korzystne dla wygody mieszkańców, sama korzystam. Ale fakt, że to nie ma żadnego wpływu na dalszy rozwój miasta.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Mieszkam w miescie uzdrowiskowym. Piękny park, oczko w głowie prezydenta. Ale miasto sie wyludnia. Zresztą nawet jak skonfrontowac szumne zapowiedzi ile to pensjonatów czy prywatnych sanatoriów miało sie pobudować z rzecdzywistocią to wypada to słabo...
Ale miasto to nie tylko uzdrowisko, wszak Inowrocław to nie Ciechocinek, ma 75 000 mieszkańców (wg ewidencji, ile naprawdę cholera wie). A miejsca pracy, inwestycje - ni huhu. 4 lata temu miasto wyznaczyło 3 strefy ekonomiczne. Doprowadzono drogi, uzbrojono teren. Od tego czasu zainstalowała się w nich JEDNA firma.
Co zaś do budowania ulic - inny przykład. Pare lat termu pozyskano srodki na budowe dwóch uic - łączników. Jeden szybko wybudowano, ale z drugim był problem bo zarządca przebiegajacej przez miasto drogi krajowej nie miał środków na przebudowę skrzyzowania. By nie musieć kasy oddawać wybudowano wiec na pół ślepą dwujezdniową ulicę do nikąd.
Ale miasto to nie tylko uzdrowisko, wszak Inowrocław to nie Ciechocinek, ma 75 000 mieszkańców (wg ewidencji, ile naprawdę cholera wie). A miejsca pracy, inwestycje - ni huhu. 4 lata temu miasto wyznaczyło 3 strefy ekonomiczne. Doprowadzono drogi, uzbrojono teren. Od tego czasu zainstalowała się w nich JEDNA firma.
Co zaś do budowania ulic - inny przykład. Pare lat termu pozyskano srodki na budowe dwóch uic - łączników. Jeden szybko wybudowano, ale z drugim był problem bo zarządca przebiegajacej przez miasto drogi krajowej nie miał środków na przebudowę skrzyzowania. By nie musieć kasy oddawać wybudowano wiec na pół ślepą dwujezdniową ulicę do nikąd.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Oj gb, jak ty nic nie eiesz.
Primo, zadne to zaplecze dla ciechocinka a realna konkurencja choc mniej znana.
Secundo - takie jak wszedzie indziej. Jestesmy zaglebiem poligraficznym, poza tym mamy duzego gracza w dziedzinie konstrukcji stalowych (alstal), oczywiscie sa zaklady sodowe. Ale sa tez np podwykonawcy bydgoskiej Pesy czy innych firm z regionu. Slowem - mozliwosci sa takie jak w kazdym miesicie rych rozmiarow. Reszta zalezy od checi i szczescia.
Primo, zadne to zaplecze dla ciechocinka a realna konkurencja choc mniej znana.
Secundo - takie jak wszedzie indziej. Jestesmy zaglebiem poligraficznym, poza tym mamy duzego gracza w dziedzinie konstrukcji stalowych (alstal), oczywiscie sa zaklady sodowe. Ale sa tez np podwykonawcy bydgoskiej Pesy czy innych firm z regionu. Slowem - mozliwosci sa takie jak w kazdym miesicie rych rozmiarow. Reszta zalezy od checi i szczescia.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
No, niebywałe, GW prawdę pisze? Co prawda już tydzień po wyborach, może już prezydent elekt niczym Lenin w Smolnym wysłał już komisarzy robotniczo-chłopsko-żołnierskich do wrażych redakcji aby michników i lisów, zatwardziałych wrogów ludu za pysk chwycili...mefistofeles pisze:Tekst z wyborczej, ale mocny i prawdziwy.
Błąd w sztuce, choć sporo lat temu popełniony, jak uzdrowisko to nie prawie stutysięczne miasto, jedno z drugim trudno pogodzić,mefistofeles pisze:Ale miasto to nie tylko uzdrowisko, wszak Inowrocław to nie Ciechocinek, ma 75 000 mieszkańców
Ale przechodząc do artykułu (dopiero teraz, bo przed tym nie zdążyłem przeczytać na "papierze" a tak długich tekstów na ekranie nie "trawię" - gubię wątek.
Pan profesor Kozak bardzo słusznie krytykuje, że ani władza centralna ani samorządowa nie zadbała o wykorzystanie unijnej kasy na rozwój czyli innowacyjność lecz beztrosko wydaje na chodniki i inne duperele. Obserwuje to też u siebie - np. bardzo szerokie chodniki wzdłuż obwodnicy, po których prawie nikt nie chodzi.
Jednak chciałbym przypomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno temu a może nawet i nadal królował pogląd, że im mniej państwa (a więc i samorządu, bo tak naprawdę to nie żaden samorząd tylko władza niższego szczebla) w gospodarce to tym lepiej - rynek wszystko sam załatwi, pobudzi innowacyjność, stworzy miejsca pracy itp - takie tam liberalne bajeczki i pobożne życzenia. Rzeczywistość to bezlitośnie skorygowała.
Z uporem wrócę do historii realizacji C.O.P., niestety nie ukończonej z powodu wybuchu wojny i przy okazji wrzucę kamyczek do ogródka pana profesora.
Otóż jak wiadomo, projekt COP był przygotowywany i realizowany (realizacja w latach 1936 - 1939, właściwie aż do dnia wybuchu wojny) w czasach tzw. "sanacji" (która to nazwa może się kojarzyć i to nie bez przyczyny z "ubecją" - w Berezie Kartuskiej nie sami komuniści siedzieli, również byli premierzy i ministrowie, dość dalecy od KPP). Ówczesny prezydent, Ignacy Mościcki, choć sam profesor i technik światowej sławy, niezbyt się COP-em przejmował, ponoć uwielbiał uroczyście przecinać wstęgę do nowych budynków starostw, oraz polowanka w Białowieży".
Ale jednak wtedy znalazł się taki ktoś jak minister inżynier Eugeniusz Kwiatkowski, budujący państwowe a nie prywatne przedsiębiorstwa przemysłowe, czyli wg takiego Korwina - Mikke i innych wręcz komunista z nożem w zębach, który to wszystko pociągnął.
Jak postudiować trochę historię dwudziestolecia to łatwo zauważyć, że idea COP-u wcale, szczególnie na początku nie miała zbyt wielu entuzjastów, szczególnie na szczytach władzy. Defilady konnicy znacznie łatwiej było organizować a i bardziej malownicze były, zupełnie jak te chodniki.
Minister Kwiatkowski nie był jednak sam, miał olbrzymie wsparcie w świecie nauki, szczególnie w środowisku naukowo - technicznym. A także i w prasie - tu brylował Melchior Wańkowicz i nie tylko on. Jak poczytać teraz teksty Wańkowicza, szczególnie jego reportaże z placu budowy, to "łza się w oku kręci" - wypisz wymaluj artykuły reportażowe z wielkich budów "Planu 6-letniego".
Poświęcam dość dużo czasu na media telewizyjne, trochę mniej prasowe i słowo daję, że jakoś nie mogę sobie przypomnieć aby poświęcono więcej czasu niż standardowe kilkadziesiąt sekund na otwarcie jakiejś nowej fabryki, powstanie i wdrożenie wynalazku lub wyrobu itp. Za to drętnych dyskusji "ideolo" z których i tak wiele nie można zrozumieć bo panie i panowie politycy się wzajemnie przekrzykują, od metra i ciut, ciut.Czasami o jakimś osiągnięciu medycznym, bo to się dobrze "sprzedaje". Za to jak się dwa samochody zderzą, bandzior da komuś po ryju, lekarz przyjdzie pijany na dyżur, lub mamuśka porzuci noworodka w śmietniku - prawi się godzinami, taki czarny PR.
Wracając do tego kamyczka do ogródka pana profesora - wymienia on kilkanaście nazwisk rozmaitych ekspertów, roi się też od nich w telewizji, na ogół nazwy ich pracodawców są kompletnie nieznane, człowiek się dziwi, że tyle tych katedr, instytutów, ośrodków itp jest. Wszyscy jakoś doskonale wiedzą co nie jest tak jak być powinno ale nic z tego nie wynika. Jakoś sobie nie przypominam aby profesor Kozak lub inny ekspert zamieścił w prasie list otwarty do premiera Tuska, lub teraz Kopacz z ostrzeżeniem _ Panie premierze, źle się dzieje, przepuszczamy pieniądze na bzdety, głównie na te symboliczne chodniki.
Takie infoormacje jak choćby o prezydencie Rzeszowa, facecie wystawionym przez SLD w skrajnie pisowskim otoczeniu, zdołał zmienić miasto z c.k. zapyziałej dziury w nowoczesny ośrodek miejski i wcale nie tylko z chodnikami, z trudem się przebijają do szerszej opinii publicznej.
Jestem gorszego sortu...
W Rzeszowie postawiono na przemysł lotniczy i teraz kto chce studiować związany z tym kierunek to idzie na uczelnię do Rzeszowa. A tak przy okazji to samo miasto też się zmieniło nieprawdopodobnie na plus.Janek pisze:
Takie infoormacje jak choćby o prezydencie Rzeszowa, facecie wystawionym przez SLD w skrajnie pisowskim otoczeniu, zdołał zmienić miasto z c.k. zapyziałej dziury w nowoczesny ośrodek miejski i wcale nie tylko z chodnikami, z trudem się przebijają do szerszej opinii publicznej.
Ale to wszystko zależy od lokalnych włodarzy miasta.
Jak ja słyszę, że prezydent miasta finansuje lokalny klub piłkarski (no bo kibice to wyborcy) - to szkoda gadać. No bo podobno klub "promuje miasto". Tylko, że jak w ogólnopolskich mediach cokolwiek słychać o tym klubie to zwykle przy okazji kibolskich rozrób. Ładny PR.
Uzupełniając z górskiego podwórka:
Jak podjęto decyzję o budowie kolejki na Kasprowy Wierch to w ówczesnych mediach zrobił się straszny raban szczególnie w środowisku inteligenckim. Protestowali nie tylko ekolodzy lub zieloni (te terminy nie były wówczas w użyciu, raczej mówiło się przyrodnicy) lecz również profesorowie wszelkich specjalności, artyści, pisarze itp. Decyzji nie zdołano storpedować, miała zbyt mocnych poprzeczników z zięciem prezydenta na czele, ale opinia publiczna w całym kraju została poruszona. Podobnie był z budową tz. "ceprostrady" z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz.
Dziś, z perspektywy lat można się zastanawiać czy do końca te protesty były słuszne, ale nie o to chodzi - były i wzbudziły silne namiętności w opinni publicznej.
Teraz o sprawach na prawdę ważnych nie mówi się wcale, co najwyżej przy kampanii wyborczej jak trzeba uruchomić hejt aby komuś przypierdolić.
Jak podjęto decyzję o budowie kolejki na Kasprowy Wierch to w ówczesnych mediach zrobił się straszny raban szczególnie w środowisku inteligenckim. Protestowali nie tylko ekolodzy lub zieloni (te terminy nie były wówczas w użyciu, raczej mówiło się przyrodnicy) lecz również profesorowie wszelkich specjalności, artyści, pisarze itp. Decyzji nie zdołano storpedować, miała zbyt mocnych poprzeczników z zięciem prezydenta na czele, ale opinia publiczna w całym kraju została poruszona. Podobnie był z budową tz. "ceprostrady" z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz.
Dziś, z perspektywy lat można się zastanawiać czy do końca te protesty były słuszne, ale nie o to chodzi - były i wzbudziły silne namiętności w opinni publicznej.
Teraz o sprawach na prawdę ważnych nie mówi się wcale, co najwyżej przy kampanii wyborczej jak trzeba uruchomić hejt aby komuś przypierdolić.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Bo to prawda. Wiesz jaka jest najbardziej poszukiwana umiejętnośc - pisanie wniosków unijnych. Najlepszy model biznseowy? Wyhaczyc dotację i uciągnąć 2 lata. Nie musze chyba dodawać, że to zabija przedsiębiorczość i uzależnia jak pomoc z opieki społecznej.Janek pisze: Jednak chciałbym przypomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno temu a może nawet i nadal królował pogląd, że im mniej państwa (a więc i samorządu, bo tak naprawdę to nie żaden samorząd tylko władza niższego szczebla) w gospodarce to tym lepiej - rynek wszystko sam załatwi, pobudzi innowacyjność, stworzy miejsca pracy itp - takie tam liberalne bajeczki i pobożne życzenia. Rzeczywistość to bezlitośnie skorygowała.
Oczywiscie - skoro już mamy taki model to trudno trzeba te dotacje brać bo to nam ukradzione pieniądze, ale naprawdę trzeba umieć je wydawac mądrze.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Nie jest to tylko nasza specjalność. To Unia stworzyła reguły tej gry, więc czemu się dziwisz?mefistofeles pisze:Wiesz jaka jest najbardziej poszukiwana umiejętnośc - pisanie wniosków unijnych. Najlepszy model biznseowy? Wyhaczyc dotację i uciągnąć 2 lata. Nie musze chyba dodawać, że to zabija przedsiębiorczość i uzależnia jak pomoc z opieki społecznej.
Każdemu jego Everest...
To jest cwaniactwo. W dodatku bezpieczne.mefistofeles pisze:Bo to prawda. Wiesz jaka jest najbardziej poszukiwana umiejętnośc - pisanie wniosków unijnych. Najlepszy model biznseowy? Wyhaczyc dotację i uciągnąć 2 lata. Nie musze chyba dodawać, że to zabija przedsiębiorczość i uzależnia jak pomoc z opieki społecznej.
Profesor Kozak ubolewa - mówiąc przykładowo - konstruujmy i wytwarzajmy samochody a nie np. skęcajmy z gotowych elementów przykładowo - pompę wodną lub paliwową.
Też chciałbym, ale to wymaga kolosalnych pieniędzy.
I kawałek dalej pisze - przedsięwzięcie innowacyjne sfinansowane z środków unijnych moe się nie udać, nie zrażajmy się tym, może kolejne się uda, albo następne.
Święta racja, każdy inżynier Ci to powie. Konstruując głowicę do kosiarki do poboczy,skarp i rowów (wyprodukowaliśmy - mówię o firmie, w której pracowałem - przeszło 1000 sztuk, jakaś połowa z nich po 20 latach nadal jest w użyciu) trzy kolejne okazały się do niczego, dopiero czwarta wyszła (podpieprzyliśmy Niemcom na Targach Poznańskich ich bijak tnący aby się dowiedzieć z czego jest zrobiony, wynik był sporym zaskoczeniem.
W obecnym systemie to jest niemożliwe - jak ci nie wyjdzie to cię oskarżą o nieudolność, lub jeszcze gorzej - o kradzież. Kto ma ochotę zaryzykować? Dlatego uczelnie i instytuty wolą zabiegać o granty na bezpieczne bzdety, bo się coś zarobi a głowa spokojna. Natomiast jak nawet wykukasz kasę na rokujący duże nadzieje grant a potem ci nie wyjdzie, to wylatujesz z roboty.
Dlatego w skali globalnej jesteśmy kooperantem państw "starej Unii" a nie konkurentem lub chociażby partnerem. Oczywiście są wyjątki, choby PESA, ale to kropla w morzu.
Dlatego polski inżynier, ale taki od inowacji a nie rzemiosła ma coś w głowie to wypieprz na zachód bo tam mu zapłacą porządnie a nie tyra za grosze grantowe w uczelni lub instytucie. Pion badawczo-konstrukcyjny w polskich fabrykach nie istnieje, wszystko przychodzi gotowe z Zachodu.
Owszem są wyjątki, np. kilka stosunkowo niewielkich firm produkujących kosmetyki, ale to kropla w morzu.
Dlatego zamiast pieprzyć głupoty o wolnym rynku co to niby załatwia wszystko, poczytajmy historię COP-u i wyciągnijmy wnioski. W COP powstały fabryki zaprojektowane przez polskich inżynierów i podjęły produkcję rzeczy, które były owocem polskiej myśli technicznej. I to były fabryki państwowe, bo żaden krajowy i zagraniczny nie chciał ryzykować kasy. Licencji było niewiele.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Mało jest takich przykładów jak w Bydgoszczy, gdzie PESA ma umowę z lokalną uczelnią techniczną i razem opracowują nowe technologie. U nas nauka jest totlanie oderwana od biznesu. Jak czytam o jakichś patentach na grafen to płakać mi sie chce bo wiem, że to zostanie zmarnotrawione gdy nie sti za tym przemysł. Bo uczelnie sobie a przemysł sobie. To musi współgrać.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Dla mnie przykładem degrengolady jest to co się stało z firmą H. Cegielski w Poznaniu. Boli mnie to bo to moja pierwsza praca. Przecież to firma wręcz synbol polskiego przemysłu, coś takiego jak Rolls-Royce w Anglii.mefistofeles pisze:Mało jest takich przykładów jak w Bydgoszczy, gdzie PESA ma umowę z lokalną uczelnią techniczną i razem opracowują nowe technologie. U nas nauka jest totlanie oderwana od biznesu. Jak czytam o jakichś patentach na grafen to płakać mi sie chce bo wiem, że to zostanie zmarnotrawione gdy nie sti za tym przemysł. Bo uczelnie sobie a przemysł sobie. To musi współgrać.
Choćby taka W-4 czyli fabryka obrabiarek Cegielskiego. Już nie istnieje. A zatrudniała kiedyś około 1000 ludzi w tym ok. 100 w własnym biurze konstrukcyjnym. I produkowała obrabiarki sprzedawane do wielu krajów, na Zachód też. Swoistą pikanterią było to, że jak zmieniono swego czasu nazwę z HCP na ZISPO (czyli Zakłady im. Stalina Poznań) to na korpusach obrabiarek sprzedawanych na zachód dalej był nadlew HCP a nie ZISPO, bo jak pierwsze z takim nadlewem poszły to odbiorcy się dopytywali o co chodzi, bo taka marka im jest nieznana.
A teraz?
http://www.ozzip.pl/teksty/publicystyka ... eaktywacja?
HCP jest nadal spółką skarbu państwa, choć należałoby powiedzieć "była spółką" bo to jest ledwo dyszące cmentarzysko firmy. A rękę do tego przyłożyły wszystkie rządy po kolei.
PS.
Kilkanaście lat temu Rolls-Royce miał kłopoty. I wtedy rząd brytyjski mu pomógł wychodząc z założenia, że taka symboliczna wręcz firma nie może upaść.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ale który bo są dwa - jeden robi silniki lotnicze a drugi (ten od samochodów) kupiło BMWJanek pisze:ilkanaście lat temu Rolls-Royce miał kłopoty. I wtedy rząd brytyjski mu pomógł wychodząc z założenia, że taka symboliczna wręcz firma nie może upaść
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Typowe odchodzenie od tematu jak niewygodnymefistofeles pisze:ale który bo są dwa - jeden robi silniki lotnicze a drugi (ten od samochodów) kupiło BMW
Nie wiem, dawno temu to było i szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi.
Nie wiem też, czy to był rząd lewaków, czyli Labour Party (niechaj zgorzeją w piekle), czy "zacnych" Konserwatystów nazywanych też Torysami.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ale my się Janku akurat w tym temacie zgadzamy, że czasem państwo powinno interewniować. Tyle, że nie może to być zasadą (dla przykładu czasem ktś musi upaść boleśnie by inni wiedzieli, że nie mogą na pomoc liczyć z automatu). Ale inaczej trudno być konkurencyjnym na rynku europejskim gdzie najwięksi gracze mają silne wsparcie od panstwa.
Pisał o tym kiedys prezes Zaboklicki z PESA Bydgoszcz - że jak sprzedają pociągi np Czechom to ci Czesi chcą by PESA korzystała z czeskich poddostawców w miarę możliwości. Można? Można.
Pisał o tym kiedys prezes Zaboklicki z PESA Bydgoszcz - że jak sprzedają pociągi np Czechom to ci Czesi chcą by PESA korzystała z czeskich poddostawców w miarę możliwości. Można? Można.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Są marki symbole. Np. Rolls-Royce w Wlk. Brytanii, Ford w Stanach Zjednoczonych, Skoda w Czechach i H. Cegielski może nie tyle w Polsce co Wielkopolsce. Nie jesteś poznaniakiem to tego nie rozumiesz. Ta fabryka, założona zresztą przez nauczyciela języków klasycznych to przez blisko 150 lat symbol przeciwstawienia żywiołu polskiego pruskiej supremacji. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że w II połowie XIX wieku ludność niemiecka przekraczała 30% mieszkańców Poznania i gdyby nie wysiłek takich ludzi jak Cegielski, Marcinkowski, Libelt (z korzeniami niemieckimi), ks. Wawrzyniak, hr. Chłapowski, Maksymilian Zamoyski, Hr. Działyńscy, hr. Zamoyscy (z Kórnika) to Wielkopolska by się zniemczyła i po I wojnie byłby tam obszar plebiscytowy. Można powiedzieć, że istnieje ścisły związek między założeniem fabryki przez Hipolita Cegielskiego i Powstaniem Wielkopolskim. To nie tylko fabryka lecz również legenda i powinna być chroniona tak jak Wawel, Łazienki, Wilanów itp.
W Twojej Bydgoszczy procent ludności niemieckiej był jeszcze wyższy a jednak nie wytworzył się tam taki ruch społeczno - narodowy jak w Wielkopolsce. Obszaru plebiscytowego też nie było ale to skutek m.in. powstania wielkopolskiego, które rozszerzyło się Pomorze Bydgoskie.
Zapytaj pierwszego lepszego rodowitego Poznaniaka - jest wkurwionny tym co się stało z Cegielskim. Choćby dlatego, że jak nie ojciec, to wuj lub ciotka, dziadek, stryjeczny dziadek itp tam pracowali. Nigdzie w Polsce poza Śląskiem nie ma czegoś podobnego. Opór przeciw likwidacji kopalń, czasami wbrew geologicznym uwarunkowaniom, jest dla mnie, jako Poznaniaka doskonale zrozumiały. Przepracowałem w życiu prawie 50 lat, w tym tylko niespełna 4 lata w Cegielskim, ale nadal czuję się "cegielszczakiem". To nie była "zbrodnia" na fabryce, choć pewnie już w 1989 nieco przestarzałej, to była zbrodnia na czymś co ja nazywam "poznańskość".
W Twojej Bydgoszczy procent ludności niemieckiej był jeszcze wyższy a jednak nie wytworzył się tam taki ruch społeczno - narodowy jak w Wielkopolsce. Obszaru plebiscytowego też nie było ale to skutek m.in. powstania wielkopolskiego, które rozszerzyło się Pomorze Bydgoskie.
Zapytaj pierwszego lepszego rodowitego Poznaniaka - jest wkurwionny tym co się stało z Cegielskim. Choćby dlatego, że jak nie ojciec, to wuj lub ciotka, dziadek, stryjeczny dziadek itp tam pracowali. Nigdzie w Polsce poza Śląskiem nie ma czegoś podobnego. Opór przeciw likwidacji kopalń, czasami wbrew geologicznym uwarunkowaniom, jest dla mnie, jako Poznaniaka doskonale zrozumiały. Przepracowałem w życiu prawie 50 lat, w tym tylko niespełna 4 lata w Cegielskim, ale nadal czuję się "cegielszczakiem". To nie była "zbrodnia" na fabryce, choć pewnie już w 1989 nieco przestarzałej, to była zbrodnia na czymś co ja nazywam "poznańskość".
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ja to rozumiem, problem był taki, że Jak zapytasz kogokolwiek w Europie co produkuje Ford, RR czy Skoda to kazdy będzie wiedział. A jak zapytasz co produkuje fabryka Cegielskiego to usłyszysz "eeee, a co to?" Ja wiem, Ty wiesz, w Poznaniu wiedzą (acz też nie wszyscy, co najwyzej wiedzą, ze jest fabryka). Ale to nie jest niestety taka marka, którą każdy by kojarzył. I powiem ci, że gdyby kupił te fabryke jakiś duży gracz to z marki zostałoby tyle, że na zakładach byłaby tablica. Smutne, ale prawdziwe. Dziś siła marki jest przeliczna na pieniądze a nie na wartość historyczną. Rolls-Royce mógł być na krawędzi ale wartość samej marki była liczona w miliardach dolarów, nawet jeśli wartość zakładów wynosiła ułamek tego. Zakłąd bez marki byłby niczym, w tym akurat przypadku marka bez zakładu też. Ale w przypadku wielu marek zakład już nie ma większego znaczenia. Wiesz, że niektóre modele Porsche produkują na Słowacji? Te, które sie najlepiej sprzedają zresztą. Porsche jest tu tylko znaczkiem przykręcanym do auta bedacego bliźniekaiem Volkswagena, który wyjeżdża z tej samej fabryki. Ale znaczek winduje cene dwukrotnie.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun


