Jak się patrzy na mapę Azji to można dojść do przekonania, że Nepal to mały kraik, taki azjatycki Luksemburg. To przez, że jest położony między dwoma krajami monstrualnie wielkim, Chinami i Indiami. Tymczasem wcale tak nie jest - ma powierzchnię ok. 141 tys. km2 (Polska 313), mieszka w nim 30.5 mil. ludzi (Polska 38,4) a średnie zaludnienie na km2 wynosi 208 osób (Polska 123). Jeśli jeszcze uświadomić sobie, że 80% powierzchni Nepalu to góry o wys. 6000 m npm, to łatwo można sobie wyobrazić jak straszne przeludnienie musi być na tych niższych obszarach. Jeśli się jeszcze wie, że rolnictwo nepalskie wytwarza 75% produkcji kraju, to już wiadomo jak trudne jest tam życie i jaka tam musi panować bieda. W krajach o podobnym charakterze jest rzeczą naturalną, że nadwyżka ludności z terenów wiejskich ciągnie do miast - Katmandu w 2001 miało 672 tys. mieszkańców, teraz 997 tys. To niemożliwe aby w ciągu niespełna 14 lat organizm miejski, nawet w kraju bogatym, mógł zabezpieczyć taki procent wzrostu, tak aby ludzie żyli w nim choć w miarę godnie.
I teraz właśnie ten kraj spotyka tak wielkie nieszczęście, naliczono już koło 5 tys. zabitych a łatwo można się domyślić, że to nie ostateczna cyfra, bo nie wiadomo co jeszcze kryją gruzy i ile osób rannych umrze z powodu braku miejsc w szpitalach, lekarzy, lekarstw, wody - właściwie wszystkiiego Nie trudno też się domyślić, że dochody z turystykii zagranicznej stanowiące istotny wpływ na funkcjonowanie Nepalu, drastycznie spadną.
Świat, Europa, żyją niepokojami w Ukrainie, Syrii, Iraku - to teeż straszne, ale w pewnym sensie na własne życzenie. W Iraku dżihadyści zrównali z ziemią Niniwę, w Syrii ucierpiała Palmyra, do niedawna źródła poważnych dochodów turystycznych, w dodatku robią to świadomie, w Katmandu zniszczona została "starówka", wpisana przez UNESCO do dorobku ludzkości, ale nie zniszczyli ją Nepalczycy, ale siły natury.
Dlaczego o tym piszę? Owszem, wiem, że do Nepalu płynie pomoc z całego świata, z Polski również (aż się boję, że usłyszę, że jakiś polityk z bożej łaski powie, że po co, że co to nas obchodzi, że mamy własne kłopoty np. z wydłużeniem wieku emerytalnego), że za kilkanaście dni albo kilka miesięcy emocje opadną a Nepal zostanie sam z z tym nieszczęściem a w dodatku sąsiadów, przynajmniej jednego, ma najłagodniej mówiąc nie najwspanialszych.
To straszny egzamin dla świata, szczególnie tego bogatego, nas również, bo w porównaniu z Nepalczykami jesteśmy bogaczami. Mimo wszytko mam nadzieję, że świat ten egzamin zda, ojczyźnie Himalajów to po prostu się należy. Jeśli nie pomoże Ameryka Płn. i Europa to kto?
