W wielkich białych poduchach, skrzących diamentami
Czyżbym się znalazła na innej planecie ? ..
Czy to nasz srogi Luty tak wokoło mami....
W lesie smreki wysokie, pięknie wybielone
Zachęcają uroczo do spacerów puszystych,
Gdzie uleci spojrzenie, w którąkolwiek stronę
Posypane milionami odłamków srebrzystych.
To hojna w tym roku zima nam nie żałowała
Swoich skarbów, co je trzyma zamknięte głęboko
Z czułością Tatry otuliła... przykryła... nasypała...
By - białe - cieszyły wszystkich miłośników oko.
Dziękuję ci Pani Zimo za te zbocza przyprószone
I za pejzaże grani białym puchem ozdobione.
Chociaż może ja jestem trochę niedzisiejsza
Myślę, że jednak w Tatrach jesteś NAJPIĘKNIEJSZA.
Zajechałam do Zakopanego sama - w dniu szarym, burym, ponurym ….. i od razu na dzień dobry zakopałam się w śniegu w samej bramie wjazdowej na plac.
No ładnie... wszędzie ogromne zwały, pod którymi schowały się chodniki ….
Przy pomocy Jędrusia - wnuczka Pan Zosi, który przybiegł z Rysia z odsieczą i łopatą, oraz kilku przypadkowych gentemanów, mój poczciwy Puntuś został wepchnięty na swoje miejsce postojowe.
NIC TO – OD JUTRA MA BYĆ ŁADNIE …. jeśli się pogoda sprawdzi oczywiście.
No …. przecież przyjechałam jako zwiastun pogody – co moja gaździna nie omieszkała zapowiedzieć gościom, którzy się nie mogli jej doczekać od kilku dni
1.

2.

Od następnego dnia – same radości ….
Pogoda jak ze snu, Haneczka wyzdrowiała i od razu wybrała się ze mną na - delikatną, nieforsowną po chorobie - wycieczkę na Halę Kondratową.
Mnie tam wszystko jedno gdzie pójdę na spacer – wszędzie było tak cudnie, że wprost trudno to opisać....
3.

4.

5.

6.

7.

8.

W górach ważni są ludzie i dla takich chwil warto żyć.
Gdy zbierałyśmy się z Hanią do powrotu, usłyszałam z tarasu pytanie czy jestem z Forum Tatry.prv.
Po potwierdzeniu – serdeczne, ciepłe przywitanie, dość długa rozmowa i oczywiście pamiątkowa fotka na koniec.
Okazało się, że Witek i Ania z Poznania to nasi dawni Forumowicze - niestety od jakiegoś czasu nie aktywni, ale zaglądają i czytają relacje.
Jeśli tą też czytają – to zapraszamy na Forum z powrotem
9.

Przemili ludzie, mam nadzieję, że jeszcze się w Tatrach zobaczymy
Na drugi dzień Hania miała obowiązki w domu, więc poszłam sama na uroczą białą Gąsienicową – obowiązkowy mój punkt programu zimą.
10.

11.

12.

Sporo ludzi kierowało się do Murowańca, więc ja - jak zwykle – przy szałasie w prawo ….
Tak sobie szłam...
13.

szłam …. i nawet spotkała mnie miła niespodzianka w postaci schodzących z Kasprowego Witka i Ani.
Znów pogadaliśmy długo i sympatycznie.
14,

potem dalej szłam....
15.

...aż wyszłam na Przełęczy Suchej na Kasprowym
Muszę przyznać, że widok tego zasypanego szlakowskazu bardzo mnie ucieszył, bo podejście w przepadającym śniegu do lekkich nie należało.... ale warto było.
Widoki jak zwykle piękne, powietrze jak “żyleta”
16.

17.

18.

19.

Połaziłam, odpoczęłam, a ponieważ było już po godzinie 16 , więc musiałam zjechać moją “ulubioną” kolejką .
O wiele większą przyjemność sprawiłoby mi zejście , ale dni jeszcze krótkie, za widoku nie dałabym rady...
W kolejnym dniu znów lekka wycieczka z Hanią – na Rusinkę. Tam o dziwo ludzi niezbyt wiele. Dzień wcześniej były ponoć tłumy.
20.

21.

22.

W następnych dniach moja kochana Góralka Hanka miała znów sprawy lekarskie, więc sama wędrowałam po utartych, lecz zawsze innych i pięknych tatrzańskich szlakach.
Popatrzyłam na zmienione oblicze Doliny Chochołowskiej...
23.

24.

25.

i przecudnie białą, zasypaną Polanę .
26.

Portret najładniejszej z tego miejsca - moim zdaniem – góry w Tatrach Zachodnich.
27.

Przygotowałam sobie siedzisko na żerdzi ogrodzeniowej przy kapliczce, bo po ławach nie pozostało nawet wspomnienie.... posiedziałam dość długo w ciszy i świętym spokoju. Dołem trochę turystów się kręciło odśnieżoną drogą, a tu ścieżynka wydeptana na dwa buty...
Na tej ścieżynce prowadzącej w stronę schroniska pierwszy raz zobaczyłam lawinową łapkę z ostrzeżeniem przed lawinami, co mnie dosyć zdziwiło szczerze mówiąc.
Skąd tu lawiny ???
Za parę metrów jednak zobaczyłam z jeszcze większym zaskoczeniem dość spore lawinisko, na którym opalały się trzy paniusie. Powiedziałam im, że “pod łapką” to niezbyt szczęśliwe miejsce do opalania - i choć popatrzyły na mnie tak, jakby po raz pierwszy usłyszały słowo “lawina” pozbierały się i poszły w inne miejsce korzystać ze słonecznego solarium.
28.

Dość długo nie mogłam się zdecydować na opuszczenie Polany w cudownej zimowej odsłonie, ale rzut oka na zegarek tą decyzję przyspieszył.
29.

30.

31.

32.

Polazłam niespiesznie na Siwą...
33.

Tu muszę wspomnieć o tamtejszym “cudzie parkingowym” sama nie wiem czym spowodowanym. Jeszcze nie dawno trzeba było wyłożyć całe 20 zł, a teraz tylko połowę tego.
W dodatku powstało kilka miejsc postojowych na wcześniejszym odcinku dojazdowej drogi, gdzie cena za zostawienie autka na cały dzień wynosi 5 zł (słownie: pięć złotych). Fakt, że trzeba przejść ze dwieście metrów dalej, ale ponieważ nie szłam wysoko w góry, te dwieście metrów nie robiło mi żadnej różnicy.
Jeszcze nigdy w tamtych okolicach za taką cenę samochodu nie zostawiałam
Zajrzałam nad Smreczyński Staw, gdzie można było solidnie wygrzać kości w ostrym lutowym słońcu ….
34.

35.

36.

... potem jeszcze na polanę obok schroniska....
37.

A także na Małą łąkę, gdzie już samo dojście niesamowicie pięknym zimowym lasem na długo pozostanie mi w pamięci.
Cicho wszędzie...biało wszędzie....
38.

39.

40.

41.

Miałam zamiar wracać przez Grzybowiec i Strążyską, ale jeszcze podkusiło mnie by zajrzeć na Przysłop Miętusi.
42.

Tam spotkałam bardzo fajnych turystów i przesympatyczną grupę młodzieży, z którymi na pogawędkach zbałamuciłam niestety zbyt dużo czasu.
Tyle razy obiecywałam sobie, żeby nie trzymać kilku srok za ogon naraz, bo w końcu wszystkie mi uciekną ….
Nie mogłam sobie jednak odmówić przyjemności kontaktu z taką wspaniałą młodzieżą.
Przez Grzybowiec pójdę następnym razem.....
43.

Wracałam sama, ale przy wylocie doliny spotkałam moich miłych turystów z Przysłopu, którzy zabrali mnie samochodem do Zakopanego.
Wspaniale i jak zwykle za szybko przeleciał mi tydzień w Zakopanem.... ale bardzo miałam ochotę odwiedzić moje kochane słowackie “stare kąty”.
Violi nie było, ale w środę miała wrócić z wojaży, więc we wtorek spakowałam manatki i ułożyłam sobie plan na pobyt u sąsiadów..... lecz o tym napiszę później

Ala




