Smierć na mecie biegu na 10 km.

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Smierć na mecie biegu na 10 km.

Post autor: Janek »

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje, ... 01351.html

Jak mi się zdaje, to godne pochwały chęci i ambicje oraz masowość biegania, rozmijają się trochę z koniecznością stałej opieki lekarskiej, którą dysponują zawodowi sportowcy. A także, jak mi się zdaje, z świadomością jej potrzeby u samych biegaczy amatorów. Niech ten przypadek będzie za memento.
Jak stwierdził jeden z uczestników na wizji - "chyba zbyt szybko pobiegli".

PS.
To nie jest marudzenie starego ramola. Kiedyś, choć bez specjalnych sukcesów uprawiałem l.a. - miałem lekarską książeczkę zawodniczą i odnotowane w niej wyniki okresowych badań. Bez aktualnego wpisu dopuszczającego nie było ani treningu na klubowym stadionie ani (i przede wszystkim) prawa startu na zawodach. Jak to teraz wygląda, szczególnie w tych amatorskich zawodach? Tylko dyżurna karetka czy coś więcej?
Jestem gorszego sortu...
Wilczyca

-#2
Posty: 55
Rejestracja: sob 11 maja, 2013
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Wilczyca »

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/korz ... ykro/lq76f
Wyglada na to ze biegac każdy może. I to by było na tyle bo jak twierdzi Korzeniowski polskie prawo nie nakazuje badań przed takimi imprezami.
Ostatnio zmieniony ndz 06 paź, 2013 przez Wilczyca, łącznie zmieniany 1 raz.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janku, bardziej ad vocem:

Masz wiele racji zadając swe pytania, ale - może jestem przewrażliwiony- mam wrażenie, że pobrzmiewa w nich znana mi aż za dobrze, bardzo narastająca w ostatnich latach nuta zdziwienia że ludzie w ogóle chorują, w ogóle umierają.
Akurat zdaję sobie sprawę z niestosowności tych uwag do Ciebie - Ty jesteś z tej starej gwardii której rozumienie rzeczywistości znacznie bardziej mi odpowiada niż to co się słyszy obecnie, ale: moim zdaniem, zupełnie co innego fakt takiej czy innej "obstawy" imprezy (lub zgoła braku takiej obstawy), co innego fakt badania lekarskiego sportowca (doraźnego, regularnego, z wykonywaniem badań, bez wykonywania badań) - czy zgoła brak takiego badania, a co innego: fakt że ludzie umierają, także w okolicznościach jak tu omawiamy.
Jeszcze inaczej:
oczywiście że należy dążyć do tego, by był dostęp do rzetelnego nadzoru lekarskiego na ludźmi uprawiającymi sport na poziomie nieco bardziej wyczynowym niż krótka przejażdżka rowerem, by imprezy sportowe były zabezpieczane przez ratownictwo itp, ALE i tak nie będzie to mieć wielkiego przełożenia na sytuacje takie jak obecnie przez nas analizowana, bo takie sytuacje zdarzały się, zdarzają i zdarzać będą.

Jeszcze raz apeluję do wszystkich czytających - bo obserwuję (z wypowiedzi ludzi, z wpisów forumowych, z przekazów medialnych) - jakiś niewiarygodny, odklejony od rzeczywistości trend dotyczący zdziwienia że ludzie: nie poprawiają się pomimo leczenia, że zapadają na choroby, że umierają w trakcie biegu, pływania; to jest (przy zachowaniu proporcji) ten sam trend który nakazuje matce (a dawniej tego nie było) przybiegać do dyżurnego lekarza bo dziecko ma antybiotyk od 3 dni i nadal ma temp. 38 st i trochę inaczej kaszle.... W zeszłe święta w grudniu w czasie dyżuru miałem matkę z dzieckiem, która w ciągu 10 dni była u 6 (SZEŚCIU !!!) lekarzy, dziecku NAPRAWDĘ nic specjalnego się nie działo.

Wiem że wystawiam się od razu na atak, że chodzi o to by tuszować błędy, zamiatać pod dywan zgony pacjentów wynikłe z fuszerki.
Tak - zarzuty zawsze można odwrócić.
Ja tylko szczerze (zdaje się że Janek napisał kiedyś, że z moich wypowiedzi przeziera realna troska o to co robię) zwracam uwagę na praktyczny brak koincydencji jednostkowego zgonu ze "złym" systemem (i dotyczy to zgonu biegacza, medialnego zgonu Dominiki wiosną tego roku itd.).
System jest zły, tak, ale: w najdoskonalszym też czasem biegacze będą umierać.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Na moje pytanie częściowo odpowiedziała Wilczyca powołując się na Korzeniowskiego. Teraz już wiem - 10 km czy maraton, wsio rawno, każdy może pobiec, nawet nie przebadany. W biegu warszawskim uczestniczyło 12 tys. ludzi - zdaję sobie sprawę, że uprzednie solidne ich przebadanie byłoby dla organizatorów wręcz niewykonalnym zadaniem logistycznym.

Chodzi mi o co innego - coraz więcej ludzi bierze się za bieganie a także długie dystanse na rowerze. Sam znam kilka takich osób - jak się zapytałem czy oni to swoje bieganie poprzedzili zbadaniem stanu zdrowia, tak jak to jest w przypadku zawodowych sportowców i jak to było kiedyś (wypowiadam się o latach 50-ych bo tu mam pewne informacje) w stosunku do każdego członka klubu sportowego. wtedy w większości jeszcze autentycznych amatorów.

Zapytani, młodzi ludzie, wzruszyli ramionami - a po co, zdrowi jesteśmy!
A mnie się wydaje, że tak całkowicie zdrowych ludzi jest bardzo mało, nawet w młodym wieku, są tylko nieprzebadani i Ty, Komorfil, to doskonale wiesz

PS.
A zwariowanych mam, takich jak opisałeś jest wiele, mówi się o nich "dobra matka". A to, że spory procent z nich ładuje w ukochanego "dzidziusia" (wiek dzidziusia do ustalenia) całą kupę snikersów i innego świństwa to inna sprawa. Bo dzidziuś lubi!

PS2.
Niedawno przeczytałem, że McDonald wycofuje się z frytek i ma je zastąpić czymś zdrowym. Do 1 kwietnia daleko więc może to prawda. A jeśli prawda to jest to rewolucja większa od Październikowej
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

hahaha, już się zaczyna bicie piany, wiedziałem:


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... o_.html#MT


Pacjent zmarł w szpitalu. Powodem śmierci około trzydziestokilkuletniego mężczyzny było zatrzymanie akcji serca.
Na ogół powodem śmierci jest zatrzymanie akcji serca.
Sporadycznie: np. urwanie głowy, wtedy też zatrzymuje się serce, ale można uznać, że urwanie głowy ma tu "przewagę przyczynową".
To tak jakby napisać: przyczyną zawalenia się mostu było to, że jak już się zaczął zawalać, to istnieje grawitacja i ta grawitacja go ściągnęła w dół, no i właśnie dlatego się zawalił....

Według relacji dziennikarza, było to "szokujące przeżycie" -
Mało chłopina widział, albo musi tak pisać. Teraz wszystko w mediach jest szokujące.
Ludzie! Na jakim świecie my żyjemy? Tego się powoli nie daje w żaden sposób przyswoić!
Ja nie neguję tragiczności wydarzenia (o właśnie- tragiczne - to jest adekwatne). Ale SZOKUJĄCE???????? Co - szokujące?????

Opowiada, że drugi mężczyzna był reanimowany przez biegacza w koszulce "Biegnij Warszawo", a ratownik medyczny robił oddychanie usta-usta. - Ta cała sytuacja trwała około 20-25 minut. Oddaliłem się z tłumem. Po kolejnych 20 minutach zobaczyłem, że karetka przeciska się przez tłum i próbuje tam dojechać. Dziwiło mnie, że ratownicy, poza tym, że mają kamizelki, nie są w żaden sposób przygotowani do akcji ratunkowej - nie mają masek tlenowych, nie mają zastrzyków z adrenaliną, czegokolwiek.

hehehehehe.

Rozumiem, że ratownicy obecni na miejscu, nie z karetki. Jeśli tak to:

Ustawa, drodzy Państwo, Ustawa.
Masz czego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.
Mamy państwo prawa, mamy (no dobra - próbujemy mieć) - proceduralizację.
No to właśnie: ratownik poza systemem ratownictwa medycznego (czyli poza karetką, miejscem wezwania karetki i do progu SOR) NIE MOŻE NIC poza podstawowymi zabiegami resuscytacyjnymi, czyli tym co każdy może wykonać, tylko ratownik na ogół bieglej i pewniej.

Jeśli tam byli ratownicy, a nie byli jako członkowie zespołu wyjazdowego ratowniczego, to nie wolno było im użyć adrenaliny.
Ustawa! Prawo! Państwo prawa!
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Z innej beczki, ale też w związku z procedurami:

Dziewczyna chodziła do gimnazjum plastycznego. Chorowała i straciła rok. Odmówiono jej przyjęcia do Liceum Plastycznego, bo.... ukończyła 17 lat i zgodnie z przepisem "była za stara", rodzicom tłumaczono, że to względy pedagogiczne itd, jak chce to może sobie chodzić na Ognisko Plastyczne.
Skończyło się optymistycznie, rodzice odwołali się do Ministerstwa Kultury i minister Zdrojewski wyraził zgodę na odstępstwo od przepisu (ale 1.5 miesiąca roku szkolnego minęło).

Musiał aż minister? Nie mógł dyrektor szkoły? Mój szef za socjalizmu mawiał - "Jak przepis nie służy socjalizmowi, to należy przepis obejść!". I obchodził! Nic mu się nie stało.


PS.
Mam ponure podejrzenie, że z tą barierą 17 lat chodzi o to aby odrobinę starsza młodzież nie gorszyła małolatów - dziewczyna mogłaby dawać d***. Jeśli tak jest to znaczy, że ludzie typu Papieża Franciszka są potrzebni nie tylko w Watykanie.


Edit:
Policzmy - szkoła podstawowa + obowiązkowe gimnazjum to 6 + 3 czyli 9. Zgraja rozhisteryzowanych rodziców upomina się aby dzieci do szkoły szły w wieku 7 lat. & + 9 to 16. Czyli jedna odsiadka lub choroba plus niekorzystna data urodzenia (np. luty) i w majestacie prawa można sobie liceum wybić z głowy. Czyli jeszcze jeden argument aby dzieciaka posłać w wieku 6 lat do szkoły jak to chytrze knuje niegodziwy rząd.
Ostatnio zmieniony ndz 06 paź, 2013 przez Janek, łącznie zmieniany 1 raz.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Smierć na mecie biegu na 10 km.

Post autor: andy67 »

Janek pisze: Jak to teraz wygląda, szczególnie w tych amatorskich zawodach? Tylko dyżurna karetka czy coś więcej?
W amatorskiej (z założenia) lidze hokejowej, w której trochę grywam podpisujemy przed sezonem oświadczenie iż gramy na własną odpowiedzialność i zdajemy sobie sprawę z ryzyka, ale w razie czego nie będziemy sobie rościć itp. itd. I to jest w/g mnie ok, w końcu jesteśmy dorośli.

W latach 80-tych gdy dość intensywnie uprawiałem żeglarstwo regatowe to musiałem robić badania w przychodni sportowej co kwartał, jakbym co najmniej w kosmos miał lecieć :))
Ostatnio zmieniony ndz 06 paź, 2013 przez andy67, łącznie zmieniany 1 raz.
Każdemu jego Everest...
Wilczyca

-#2
Posty: 55
Rejestracja: sob 11 maja, 2013
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Wilczyca »

Ja myslę ze tak naprawdę to ludzie wcale nie chca sie badać. Jeżeli człowiek jet młody i zdrowy wydaje mu się niemozliwe aby coś mogło mu się stać.

Zresztą sama kiedy zaczynałam bawic sie we wspinanie a później również prace wysokościowe musiałam (23 lata temu) mieć wazne badania a miałam krótkowzrocznośc (-2,5) wiec lekarz nie był zbyt przychylny.
Wiec co zrobiłam? Na kolejna wizyte lekarską w innej przychodni poszłam w soczewkach kontaktowych a pani doktor która pownie sama miała kłopoty ze wzrokiem ich nie zauważyła (lub byc moze udała że nie widzi). Tym sposobem wilczyca syta owca cała no i sumarycznie obyło sie bez ofiar.
Podejrzewam ze taki sam jest sposób myslenia innych osób które nie maja ochoty podporzadkowywać sie zakazom, nakazom i powinnościom. ;-)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Państwo, Wilczyca, jak słusznie stwierdził jeden dziś niemodny klasyk to "aparat ucisku". Państwo demokratyczne, niestety a raczej na szczęście, też. I wydaje przepisy regulacyjne. Z grubsza trzech rodzai:
- strzegące obywateli przed brzydkimi uczynkami innych obywateli.
- porządkowe,
- strzegące obywatela przed nim samym.

Tzw. porządny obywatel nie protestuje przeciwko pierwszym dwom grupom. No bo przecież on ani nie kradnie lub morduje i nie chce aby go okradano lub mordowano (pierwsza grupa), lub rozumie potrzebę istnienia przepisów drogowych (druga grupa), bo byśmy się inaczej wszyscy pozabijali - choć w kwestii przepisu o max, szybkości już na ogół ma swoje zdanie. Ale przyłapany płacze lecz jednak płaci.

Swoje potrzeby w demonstrowaniu wolności realizuje w trzeciej grupie - np. buntując się przeciw obowiązkowym szczepieniom bo jacyś pseudoeksperci powiedzieli, że szkodliwe. A także, choć przepisu jak się okazuje brak, przeciw przebadaniu się przed znacznym wysiłkiem. "Ja niby jestem chory - co za bzdura".

Jeden mądry lekarz powiedział mi, że tak na oko jakieś 25% biegaczy i to nie tylko tych od maratonów ale tych wieczornych osiedlowych szkodzi sobie, bo... długa litania schorzeń.

Wiele lat temu PZW (Polski Związek Wioślarski) dopuścił się zaniedbań w badaniu zawodników. W końcu przywołano ich do porządku i wtedy się okazało, że stan serca połowy członków reprezentacyjnej "ósemki" wymagał natychmiastowego leczenia i rezygnacji z treningów i zawodów. A to były same chłopy jak dęby, na oko okazy zdrowia.

A pozory często mylą, w obie strony zresztą. Pewnie nie pamiętasz, za młoda jesteś, słynnego czeskiego długodystancowca Emila Zatopka - na bieżni w trakcie biegu wyglądal tak jakby za chwilę miał umrzeć. A miał całą kolekcję medali, olimpijskich też.
Jestem gorszego sortu...
Wilczyca

-#2
Posty: 55
Rejestracja: sob 11 maja, 2013
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Wilczyca »

Zatopka nie kojarzę.
Co do osiedlowych biegaczy to przeciez ludzi namawia sie na bieganie wiec czemu mieliby podejrzewć że to niezdrowe :))
Zreszta bieg był raptem na 10 km wiekszosc startujacych w nim osób pokonuje te trase moze 1x może 2x a może 3x w tygodniu i jest to dla nich norma wiec czemu mieliby miec choc cień przypuszczenia ze tym razem cos im sie stanie.
Wilczyca

-#2
Posty: 55
Rejestracja: sob 11 maja, 2013
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Wilczyca »

Ponadto nie wiem czy w takich podstawowych badaniach by coś konkretnego wyszło - może przerost lewej komory w EKG bo nie sadzę żeby w podstawowym badaniu ktoś robił EKG wysiłkowe a cała reszta znajac polskie warunki to i tak byłby "pic na wode fotomontaz".
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wilczyca pisze:Co do osiedlowych biegaczy to przeciez ludzi namawia sie na bieganie wiec czemu mieliby podejrzewć że to niezdrowe
Nie do końca. Owszem ruch jest konieczny, w każdym wieku. Ale jego rodzaj i stopień jego intensyfikacji już nie są obojętne Marsz z kijakami może być zbawienny, bieg niekoniecznie, Nie jestem też do końca pewien czy facet/facetka, który przez pięć dni siedzi murem na dupie przed komputerem 12 godzin albo i dłużej przed komputerem a w weekend daje sobie ostro w tyłek nie rujnuje sobie zdrowia. Starożytni zalecali umiar, we wszystkim, mieli rację.

No i jeszcze kwestia motywacji. Znam takich dwóch, koło 60 - ki. Dobrze zarabiają więc ich było stać na wymianę żon na młodsze roczniki. I teraz się katują na tej górce nad Koszalinem. Bo jak to mi mówią (kiedyś razem pracowaliśmy, tylko oni byli wtedy szczeniakami) - "Baby dupę trują, że brzuch, że oponka". No to biegają, pocą się i śmierdzą - na pół kilometra można wyczuć, że są gdzieś w okolicy. Ale o tym ile i co żrą to już cisza.

Wracając do biegania - na tym forum o tym cisza, ale spójrz na TG - kilku gentlemenów o niczym innym nie pisze i wciąż się przechwalają kolejnymi czasami, zupełnie jak na hossie na giełdzie. Jeśli ci panowie przebadali się solidnie (wydając na to trochę kasy - bo tu zgoda - na NFZ bym nie liczył) i wiedzą co i jak jest a w dodatku te badania co jakiś czas ponawiają, to wszystko OK, prawilno! Ale jeśli nie, bo po co, my przecie orły i sokoły, to "jak się masz głupi" jak mawiał dawno temu mój trener w sekscji lekkoatletycznej w AZS
Jestem gorszego sortu...
Wilczyca

-#2
Posty: 55
Rejestracja: sob 11 maja, 2013
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Wilczyca »

To o chłopaku który dziś zmarł:
"Biegacze, żeby oszczędzić Wam powodów do spekulacji napiszę kilka faktów o Tomku.
Tomek rozpoczął bieganie 2,5 roku temu. Biegał regularnie 3-4 razy w tygodniu, około 40km/tydz.
Był instruktorem narciarstwa.
Tego dnia czuł się dobrze. Chcieliśmy złamać 50 minut. Ale to 50 minut złamało jego"

Z komentarzy do tego artykułu, który zreszta gorąco polecam przeczytać.
http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=24&id=5878
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wilczyca pisze:Z komentarzy do tego artykułu
http://www.bieganie.pl/?s...&cat=24&id=5878
Bardzo ciekawy materiał. Spróbuję coś napisać, ale muszę to i owo przemyśleć a i pora zbyt późna.

Tylko jedno:
Z informacji medialnych wynika, że w większości krajów europejskich aby dostać kartę uczestnictwa w biegu tej rangi należy przedstawić aktualne świadectwo lekarskie. Zmniejsza to oczywiście ilość uczestników ale to sprzyja standardowi jakości warunków biegu - w komentarzach narzekano na tłok.

Wydajemy (tak, my wydajemy) grube miliony na osłonę przed kibolami na meczach piłkarskich. W tym świetle brak karetki na mecie przy tej ilości uczestników to skandal.

I proszę nie pisać, ile to osób ginie dziennie na drogach. To zupełnie inna sprawa.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:Zgraja rozhisteryzowanych rodziców upomina się aby dzieci do szkoły szły w wieku 7 lat.
mniej rzadowej propagandy.

A na serio - bieganie to nie jest sport rekreacyjny. Granica pomiędzy rekreacją a wyczynem jest tu już dosyć śliska i łatwo sobie zrobić kuku. Warto przy propagandzie zachęcającej do biegania o tym przypominać. Ale cóz - frekwencja na biegu to sukces organizatorów.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze:mniej rzadowej propagandy.
Tomek, chyba cała Europa zaczyna w wieku 6 lat a bywa, że i 5-ciu. Taka sama głupota jak fobia antyszczepieniowa.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze: Ale cóz - frekwencja na biegu to sukces organizatorów.
Ale o karetce się zapomina...

Wysłuchałem dziś ciekawej rozmowy z Marcinem Urbasiem, niedawnym reprezentantem Polski w konkurencjach biegowych. Powiedział m.in., że ludzie aktywnie uprawiający bieganie, nie takie "stadionowe" ale takie "uliczne", biegający każdego tygodnia te 20 do 50 km powinni przynajmniej raz na 6 miesięcy zrobić sobie pełne badanie krwi, EKG i przydałoby się tzw. "echo serca". W własnym interesie bo licho nie śpi, przy czym nie chodzi tutaj o zdarzenia tak ostateczne lecz normalne pogorszenie stanu zdrowia. Tymczasem szerzy się mit, że bieganie to podstawa zdrowia. Owszem tak, ale z umiarem i nie dla każdego. Wielu fizjologów uważa, że dla normalnego człowieka, nie sportowca pod specjalnym nadzorem lekarskim i przestrzegającym specjalnych diet, ilość 25 km tygodniowo to maksimum.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Hmm bieganie..cóż stało się ostatnio sportem niemalże narodowym, powoli przebijającym piłkę nożną, gdzie jednak też się biega. Z jednej strony podziwiam ludzi, którzy w biegach ulicznych biorą udział. Ja bym nie zapłaciła za to, żeby przez 5-10km niszczyła sobie stawy. Niestety teren na jakim odbywają się biegi, absolutnie mi nie odpowiada. Owszem, można kupić buty na asfalt, ale nie spowodują one tego, że noga będzie na nim inaczej pracować. Fenomenem jest dla mnie wysyp sklepów dla biegaczy. Kiedy jakieś 4lata temu kupowałam buty, które zresztą mam do tej pory, praktycznie nie było zbyt wielkiego wyboru. Teraz, gdy zastanawiałam się nad zmianą obuwia nagle się okazało, ze wybór jest ogromny, ale ceny również, więc biegam w starociach.
Ale do rzeczy, bo nie zaczęłam pisać tej wypowiedzi, by debatować na temat własnej garderoby.
Niestety w wielu przypadkach, bieg masowe wywołują coś w rodzaju efektu większości - oni mogą, ja też. Znam osoby, które bez przygotowania przebiegły 5tkę czy 10tkę. Później trochę cierpiały z powodu zakwasów i innych takich. Generalnie sporo osób porywa się z motyką na słońce. Wszyscy specjaliści od biegania mówią, by swoją przygodę zaczynać od marszu przeplatanego biegiem. Później zmniejszać odległości marszowe, a zwiększyć biegowe, aż do samego biegu. Odpowiednia rozgrzewka i rozciąganie po treningu, dieta i nawodnienie. Wiele osób o tym zapomina i biegnie "na żywioł".
Nie wiem czy osoba, która zmarła wczoraj zalicza się do tej grupy.
Z relacji kumpeli, która wczoraj biegła, wynika że panował tam trochę chaos organizacyjny.
"Wiesz biegnę sobie, a tu koleś na ulicy leży przykryty nrc-etą i gada przez komórkę."
"Pod koniec biegu karetki jeździły w tłumie biegaczy, nikt nic nie wiedział, ogólny chaos."
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:Wielu fizjologów uważa, że dla normalnego człowieka, nie sportowca pod specjalnym nadzorem lekarskim i przestrzegającym specjalnych diet, ilość 25 km tygodniowo to maksimum.
Pewnie tak jest. Dlatego wolę rower.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Tak sobie coś przypomniałem a potem poszperałem po googlach i się zdziwiłem. Dlaczego.

Otóż pamiętałem, że w pierwszej połówce komuny było coś takiego co się nazywało "Biegi Narodowe". Dystanse były różne, w większości znacznie krótsze, rozgrywane na ogół lokalnie, po szkołach, zakładach pracy, chyba były też jakieś imprezy centralne, powiatowe, wojewódzkie ale tu mi pamięć zawodzi a w googlach nie znalazłem.

Natomiast co było zaskoczeniem? Te biegi, podobnie jak odznaka SPO (Sprawny do pracy i obrony) były traktowane przez młodzież jako impreza zetempowska, partyjna. Może dlatego, że były, przynajmniej w szkołach, praktycznie obowiązkowe - chcesz, nie chcesz, masz startować i część, coś podobnego do pochodu na 1 Maja, zresztą chyba właśnie obie imprezy były w maju, może nawet równoilegle - tu mi pamięć zawodzi. A zaskoczeniem było to, że się z googli dowiedziałem, że instytucja Biegów Narodowych powstała w 1926 roku i była kontynuowana do początku lat 70-ych, nieprzerwanie za wyjątkiem czasu wojny.


Czyli nihil novi sub sole.

Można było mieć do tych "Biegów Narodowych" stosunek taki lub inny, ale jedno nie można im było zarzucić - nie śmierdziały komercją tak jak dzisiaj. Bałem się tego poprzednio napisać, ale skoro Ruda się odważyła...

Pod uwagami Rudej odnośnie biegania po asfalcie podpisuję się oboma rękoma jako ongiś czynny lekkoatleta a w dodatku nie wierzę w żadne specjalne buty do asfaltu.

Biegajcie, oczywiście po przebadaniu się, nie pojedyńczym ale okresowym, ale sądzę, że czas na wyjście z ulic i przejście w plener, bez tej całej pompy i hucpy. Ale wiem, że to wołanie na puszczy - od komercji nie ma na ogół odwrotu.

PS.
W czasach gdy ja biegałem sportowo (na krótkim dystansie), rekord Polski na 10 km było koło 30 minut. Teraz ci w Warszawie się zarżnęli aby osiągnąć czas 50 minut, to podobno jakaś cezura. Chłopaki z mojego klubu po rocznym treningu biegali "10" koło 35 minut. Wnioski?
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ