Pedofile atakują
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Pedofile atakują
Czterolatek ma rozumieć, czym jest akceptowalny seks, a dwunastolatek - potrafić "komunikować się w celu uprawiania przyjemnego seksu". Tak wynika z konferencji współorganizowanej przez MEN - informuje "Rzeczpospolita".
Na konferencji współorganizowanej przez resorty zdrowia, edukacji i WHO przedstawiono propozycje zmian w edukacji seksualnej - pisze "Rzeczpospolita". Największą zmianą miałoby być rozpoczęcie edukacji seksualnej przed czwartym rokiem życia, bo "rozwój seksualności rozpoczyna się w momencie urodzenia".
Standardy WHO określają, co w dziedzinie seksu powinny umieć dzieci w kolejnych przedziałach wiekowych. Między 9. a 12. rokiem życia dziecko powinno nauczyć się już "skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne w przyszłości". Powinno też umieć "brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne".
WHO radzi, by dziecko miedzy 12. a 15. rokiem życia potrafiło samo zaopatrywać się w antykoncepcję. Zdaniem WHO młodzieży w wieku powyżej 15. roku życia można dodatkowo wpoić "krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp."
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... wanie.html
***
Gdy ktokolwiek będzie próbował "edukować seksualnie" mojego syna potraktuję go tak samo jak każdego innego zboczeńca.
Na konferencji współorganizowanej przez resorty zdrowia, edukacji i WHO przedstawiono propozycje zmian w edukacji seksualnej - pisze "Rzeczpospolita". Największą zmianą miałoby być rozpoczęcie edukacji seksualnej przed czwartym rokiem życia, bo "rozwój seksualności rozpoczyna się w momencie urodzenia".
Standardy WHO określają, co w dziedzinie seksu powinny umieć dzieci w kolejnych przedziałach wiekowych. Między 9. a 12. rokiem życia dziecko powinno nauczyć się już "skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne w przyszłości". Powinno też umieć "brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne".
WHO radzi, by dziecko miedzy 12. a 15. rokiem życia potrafiło samo zaopatrywać się w antykoncepcję. Zdaniem WHO młodzieży w wieku powyżej 15. roku życia można dodatkowo wpoić "krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp."
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... wanie.html
***
Gdy ktokolwiek będzie próbował "edukować seksualnie" mojego syna potraktuję go tak samo jak każdego innego zboczeńca.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
przecież sam się wyedukuje, skoro ja i moi rówieśnicy to potrafiliśmy bez internetu w czasach, gdy szokował goły cyc Oleńki w "Potopie", to tym bardziej sam tez da radę. Czy starsze siostry kolegów się aż tak bardzo zmieniły ?
.
A czy będzie myślał tak, jak się tego "oczekuje", czy też może użyje czasem mózgu, to już jego osobnicze predyspozycje i Twoje wychowanie o tym zdecyduje, a nie szkoła. Szkoła dla zdolnego ucznia była, jest i pozostanie instytucją, w której nieudacznicy próbują bezskutecznie przekonać normalnych ludzi do niezrozumiałych teorii innych nieudaczników.
A czy będzie myślał tak, jak się tego "oczekuje", czy też może użyje czasem mózgu, to już jego osobnicze predyspozycje i Twoje wychowanie o tym zdecyduje, a nie szkoła. Szkoła dla zdolnego ucznia była, jest i pozostanie instytucją, w której nieudacznicy próbują bezskutecznie przekonać normalnych ludzi do niezrozumiałych teorii innych nieudaczników.
luknij na moje panoramy i galerie
Na szczęście w Polsce poziom nauczania matematyki, fizyki i języka polskiego jest już tak wysoki, ze teraz można wziąć się za kolejne sprawy, z którymi rodzice zwyczajnie sobie nie poradzą. Państwo słusznie rości sobie prawo do wychowywania sobie obywateli. Ci sami obywatele płacą przecież podatki i należy ich odpowiednio ukształtować.
Masz rację Dagomar, oprócz szkoły urzędowej, domu rodzinnego jest jeszcze tzw. szkoła życia obywająca się bez programów i referencji WHO. Ale to wiemy my, ludzie w swoich latach a nie nasi młodzi koledzy, którym wydaje się, że potrafią DOBRZE pokierować losami swojego potomstwa. Nie neguję ich dobrych chęci i nawet szczerze życzę powodzenia ale i niejako na zapas obawiam się frustracji, które ich czekają, jeśli coś nie wyjdzie, szczególnie na tym odcinku seksualnym tak bardzo indywidualnym i nie poddającym się sztywnym regułkom. I tu mylą się zarówwno twórcy tego programu, choć zapewne chcą jak najlepiej a i Mefisto a pewnie i Żabi Koń. Młodzi ludzie są różni i wszelkie próby ich ukształtowania wg. sztywnego wzorca ukształtowanego przez rodziców (bardzo często działających na zasadzie "nie pamiętał wół jak cielęciem był") lub jeszcze gorzej państwo (bo to pierwsza i święta zasada ustrojów i organizacji totallitarnych) nie prowadzi do niczego dobrego.
Wasi synowie, drodzy koledzy, równie dobrze mogą się okazać osobnikami bojącymi się dziewczyn i w efekcie spędzącymi życie samotnie lub z największym trudem znajdą sobie partnerkę jak i okazać się facetami do których dziewczyny lgną jak do miodu i zaliczą ich przed ślubem kilkanaście albo i kilkadziesiąt a po ślubie będzie jak będzie. Przyczym nie będzie to miało prawie wogóle wpływu na to jakimi będą uczniami, studentami, inżynierami, informatykami, lekarzami itd itd a nawet i alpinistami. To oczywiście warianty skrajne a zazwyczaj jest coś pośrodku. Taka już jest natura ludzka.
Wszelka nadmierna ingerencja rodziców w życie dzieci zazwyczaj źle się kończy. Znam jeden taki przykład - pewien muzyk z gatunku symfonicznych, mierniutki kompozytor, średni wykonawca, niezły populatyzator i teoretyk a zarazem człowiek na tyle inteligentny aby wiedzieć, że jego osobista kariera jako muzyka okazała się być fiakiem postanowił się "odkuć" i wychować córkę przynajmniej na laureatkę konkursu szopenowskiego. Problem był jednak w tym, że dziewczyna nie miała do tego ani talentu ani chęci, co tata nie był uprzejmy zauważyć albo raczej nie chciał zauważyć. Niestety jednak dobrze wiadomo, że przy odrobinie chęci można nauczyć muzyki (a także malarstwa, rzeźby, pisarstwa i innych dziedzin sztuki) nawet szafę dębową z tym jednak, że później jakość tej sztuki jest właśnie "szafodębowa" o czym można się z łatwością przekonać otwierając terlewizor, idąc na koncert, na wystawę lub kupując książkę lub czytając pismo, zarówno drukowane lub jeszcze gorzej elektroniczne (w tym ostatnim brak jest wszelkich zapór, wystarczy kupić komputer). Tatuś dziewczynkę dręczył precyzyjnie - chodziła wpierw do podstawowej szkoły muzycznej, potem średniej i nawet ukończyła wyższą, oczywiście cały czas wolny spędzając przy fortepianie pod czujnym okiem tatusia. Oczywiście marzenia o konkursie szopenowskim skończyły się tak jak się skończyć musiały - bo była "szafodębowa".
Finał - o dziwo pozytywny - nauczyła się innego zawodu, okazała się być w nim dobra, wyszła za mąż, ma dzieci, tyle, że te wszytkie etapy zostały przesunięte w czasie. Z tatusiem stosunki ma poprawne i mogłyby być jeszcze lepsze gdyby tatuś nie truł jej ustawicznie, że z własnej winy nie święci triumfów na światowych salach koncertowych - głupiec niczego nie zrozumiał a szczególnie tego, że maksymalnie spieprzył jej młode lata.
Przykład oczywiście jest skrajny ale pouczający - obyście się uszczegli czegoś podobnego w swoich rodzinach. Tak na marginesie - mnóstwo podobnych przypadków jest w rodzinach lekarskich, prawniczych i naukowych, w których dzieci zostały zmuszone do kontynuowania zawodu rodziców, nawet wtedy jak nie mają do tego najmniejszych predyspozycji. Jeśli idąc do lekarza traficie na takiego, nawet pełnego dobrej woli ale bez tej "iskry bożej" w tych zawodach koniecznej, to jest wysoce prawdopodobne, że trafiliście na kogoś takiego co to musiał być taki jak tata lub mama a w efekcie z tego wyszedł lekarz "szafodębowy".
Wasi synowie, drodzy koledzy, równie dobrze mogą się okazać osobnikami bojącymi się dziewczyn i w efekcie spędzącymi życie samotnie lub z największym trudem znajdą sobie partnerkę jak i okazać się facetami do których dziewczyny lgną jak do miodu i zaliczą ich przed ślubem kilkanaście albo i kilkadziesiąt a po ślubie będzie jak będzie. Przyczym nie będzie to miało prawie wogóle wpływu na to jakimi będą uczniami, studentami, inżynierami, informatykami, lekarzami itd itd a nawet i alpinistami. To oczywiście warianty skrajne a zazwyczaj jest coś pośrodku. Taka już jest natura ludzka.
Wszelka nadmierna ingerencja rodziców w życie dzieci zazwyczaj źle się kończy. Znam jeden taki przykład - pewien muzyk z gatunku symfonicznych, mierniutki kompozytor, średni wykonawca, niezły populatyzator i teoretyk a zarazem człowiek na tyle inteligentny aby wiedzieć, że jego osobista kariera jako muzyka okazała się być fiakiem postanowił się "odkuć" i wychować córkę przynajmniej na laureatkę konkursu szopenowskiego. Problem był jednak w tym, że dziewczyna nie miała do tego ani talentu ani chęci, co tata nie był uprzejmy zauważyć albo raczej nie chciał zauważyć. Niestety jednak dobrze wiadomo, że przy odrobinie chęci można nauczyć muzyki (a także malarstwa, rzeźby, pisarstwa i innych dziedzin sztuki) nawet szafę dębową z tym jednak, że później jakość tej sztuki jest właśnie "szafodębowa" o czym można się z łatwością przekonać otwierając terlewizor, idąc na koncert, na wystawę lub kupując książkę lub czytając pismo, zarówno drukowane lub jeszcze gorzej elektroniczne (w tym ostatnim brak jest wszelkich zapór, wystarczy kupić komputer). Tatuś dziewczynkę dręczył precyzyjnie - chodziła wpierw do podstawowej szkoły muzycznej, potem średniej i nawet ukończyła wyższą, oczywiście cały czas wolny spędzając przy fortepianie pod czujnym okiem tatusia. Oczywiście marzenia o konkursie szopenowskim skończyły się tak jak się skończyć musiały - bo była "szafodębowa".
Finał - o dziwo pozytywny - nauczyła się innego zawodu, okazała się być w nim dobra, wyszła za mąż, ma dzieci, tyle, że te wszytkie etapy zostały przesunięte w czasie. Z tatusiem stosunki ma poprawne i mogłyby być jeszcze lepsze gdyby tatuś nie truł jej ustawicznie, że z własnej winy nie święci triumfów na światowych salach koncertowych - głupiec niczego nie zrozumiał a szczególnie tego, że maksymalnie spieprzył jej młode lata.
Przykład oczywiście jest skrajny ale pouczający - obyście się uszczegli czegoś podobnego w swoich rodzinach. Tak na marginesie - mnóstwo podobnych przypadków jest w rodzinach lekarskich, prawniczych i naukowych, w których dzieci zostały zmuszone do kontynuowania zawodu rodziców, nawet wtedy jak nie mają do tego najmniejszych predyspozycji. Jeśli idąc do lekarza traficie na takiego, nawet pełnego dobrej woli ale bez tej "iskry bożej" w tych zawodach koniecznej, to jest wysoce prawdopodobne, że trafiliście na kogoś takiego co to musiał być taki jak tata lub mama a w efekcie z tego wyszedł lekarz "szafodębowy".
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Ja nie zamierzam kierować losem mojego potomstwa, ja tylko nie życzę sobie by inni próbowali państwowym przymusem ten los wykolejać.Janek pisze:Ale to wiemy my, ludzie w swoich latach a nie nasi młodzi koledzy, którym wydaje się, że potrafią DOBRZE pokierować losami swojego potomstwa.
nie jestem entuzjastą szkół prywatnych, miałem trochę wgląd w to środowisko. Generalnie - fajnie, dzieciaki grzeczne, zero marginesu - ale niestety ycie takie nie jest i potem dzieciak przęzyje szok. Ale - jesli państwowa szkołą będzie programowo zajmowac się demoralizacją to nie będę miał wyboru i będę musiał syna posłać do pobliskiej szkoły katolickiej.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Oj tam, oj tam... A ja piszę żeby nie przymuszać właśnie.
Tutaj nie chodzi nawet o seks, tylko ogólnie o wychowanie, zasady i wartości. Często w opozycji do tego są popkultura i środowisko. Wiadomo, ze nikogo nie przestrzeże się przed "wybrykami młodości". Chodzi o to żeby efekty nie były za bolesne. Tak czy siak, pewne granice zostają jednak w głowie.
Moi rodzice też chcieli żebym był lekarzem i żebym nigdzie się z kumplami nie szlajał. Efekt był taki, ze skończyłem matematykę, a na studiach robiłem takie rzeczy, ze aż sam się zastanawiam jak to było możliwe. Było kilku taki wariatów. Zjeżdżanie w lodówce po schodach w bloku, robienie imprez z muzyką, którą słychać 3 km dalej, rzyganie na wykładzie, pływanie w Wiśle po półlitrze wódki, wkładanie fotela ze śmietnika do windy, spanie na kiblu ze spuszczonymi gaciami, to były klasyki gatunku. Na każdej porządnej imprezie coś takiego musiało być. Prawie wszyscy Ci ludzie dzisiaj mają dobre prace, nie raz dzieci, żony... Słowem porządni obywatele. Nie mniej jednak pewnych rzeczy nigdy by człowiek nie zrobił.
Tutaj nie chodzi nawet o seks, tylko ogólnie o wychowanie, zasady i wartości. Często w opozycji do tego są popkultura i środowisko. Wiadomo, ze nikogo nie przestrzeże się przed "wybrykami młodości". Chodzi o to żeby efekty nie były za bolesne. Tak czy siak, pewne granice zostają jednak w głowie.
Moi rodzice też chcieli żebym był lekarzem i żebym nigdzie się z kumplami nie szlajał. Efekt był taki, ze skończyłem matematykę, a na studiach robiłem takie rzeczy, ze aż sam się zastanawiam jak to było możliwe. Było kilku taki wariatów. Zjeżdżanie w lodówce po schodach w bloku, robienie imprez z muzyką, którą słychać 3 km dalej, rzyganie na wykładzie, pływanie w Wiśle po półlitrze wódki, wkładanie fotela ze śmietnika do windy, spanie na kiblu ze spuszczonymi gaciami, to były klasyki gatunku. Na każdej porządnej imprezie coś takiego musiało być. Prawie wszyscy Ci ludzie dzisiaj mają dobre prace, nie raz dzieci, żony... Słowem porządni obywatele. Nie mniej jednak pewnych rzeczy nigdy by człowiek nie zrobił.
Nie wiem czy akurat katolickiej, bo mi tam średnio po drodze, ale też czuję tę presję. Jest gorzej, czuję taką, ze nawet tą katolicką rozważam. Poza tym nie tylko chodzi o wciskanie jakiegoś światopoglądu, ale o sam poziom nauczania... Dno...mefistofeles pisze:Ale - jesli państwowa szkołą będzie programowo zajmowac się demoralizacją to nie będę miał wyboru i będę musiał syna posłać do pobliskiej szkoły katolickiej.
Re: Pedofile atakują
A konkretnie co zrobisz Mefi, wpadniesz z bejsbolem do szkoły ?mefistofeles pisze:Czterolatek ma rozumieć, czym jest akceptowalny seks, a dwunastolatek - potrafić "komunikować się w celu uprawiania przyjemnego seksu". Tak wynika z konferencji współorganizowanej przez MEN - informuje "Rzeczpospolita".
Na konferencji współorganizowanej przez resorty zdrowia, edukacji i WHO przedstawiono propozycje zmian w edukacji seksualnej - pisze "Rzeczpospolita". Największą zmianą miałoby być rozpoczęcie edukacji seksualnej przed czwartym rokiem życia, bo "rozwój seksualności rozpoczyna się w momencie urodzenia".
Standardy WHO określają, co w dziedzinie seksu powinny umieć dzieci w kolejnych przedziałach wiekowych. Między 9. a 12. rokiem życia dziecko powinno nauczyć się już "skutecznie stosować prezerwatywy i środki antykoncepcyjne w przyszłości". Powinno też umieć "brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne".
WHO radzi, by dziecko miedzy 12. a 15. rokiem życia potrafiło samo zaopatrywać się w antykoncepcję. Zdaniem WHO młodzieży w wieku powyżej 15. roku życia można dodatkowo wpoić "krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp."
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... wanie.html
***
Gdy ktokolwiek będzie próbował "edukować seksualnie" mojego syna potraktuję go tak samo jak każdego innego zboczeńca.
Każdemu jego Everest...
Mam podobny przyklad... Matka- nauczycielka muzyki, dwójka dzieci, wtedy jej syn ode mnie starszy a córka młodsza.. w szkole jako nauczycielka dręczyła nas byśmy kultury i zachowania uczyli sie od jej dzieci, bo jej dzieci są dobrze wychowane dobrze ułożone i mają plany na przyszlość. itp. Syn skończyl szkołę plasyczną, potem pracował w ceramice ale nie ozdobnej , przy kibelkach
, córkę zawsze trzymała pod kloszem, nie mogła sie bawić z rówieśnikami z rodzin "prostackich" po szkole posłała ją do liceum z internatem gdzie pod okiem zakonnic miala sie uczyć i być grzeczną a potem miala juz wybrane studia... Niestety , traf chcial ze tam poznala towarzystwo narkomanów, uciekla od zakonnic, przyniosła matce dziecko, potem drugie, potem znalazła się w MONARze , po wyjściu znów przyniosla kolejne dziecko, do wszystkich matka zabrała jej prawo do opieki... A teraz? Syn nigdy się nie ożenil bo wszystkie dziewczyny były za proste i za głupie dla niego, juz nie pracuje bo też miał coś wspólnego z narkotykami , córka wróciła do domu do podchowanych dzieci i ..... nic juz sie nie dzieje
A tymczasem ja która mialam brać przykład z tamtych ... nie chwaląc się ale wyszłam i wychowałam dziecko lepiej .
Ostatnio zmieniony wt 23 kwie, 2013 przez luna19, łącznie zmieniany 1 raz.
Może coś się teraz zmieniło, ale za moich lat studenckich procent tzw, "puszczalskich" był wyraźnie wyższy wśród absolwentek szkół SS. Urszulanek w Poznaniu (tam conajmniej 80 % mieszkał w internacie) lub SS. Elżbietanek w Pobiedziskach k. Pzonania (tam 100% w internacie), niż wśród absolwentek szkół państwowych. Alemoże dlatego, że tam odstawiano dziewczyny, z którymi rodzice i szkoła nijak sobie nie mogli poradzić a było ich materialnie na to stać co też określało pewną grupę społeczną dosyć niespodziewanie zamożna w socjalistycznej rzeczywistości. Potem, jak już się wyszumiały podczas studiów, to zazwyczaj wiązały się na stałe z chłopakami nowych "elit" partyjno - rządowych.
Takie są lub były fakty a z faktami się nie dyskutuje.
No i proszę nie myśleć, że jestem wrogiem tzw. szkół katalickich.
Mój osobisty pogląd - szkoła kooedukacyjna na poziomie gimnazjum i liceum to najgłupsza rzecz jaka mogła się zdarzyć, głupsza tylko od pomysłu reaktywacji gimnazjum. Schemat 8 + 4 był dobry i niepotrzebnie przy nim pokombinowano a efekt przedłużenia obowiązkowej szkoły o jedną klasę jest żaden.
Takie są lub były fakty a z faktami się nie dyskutuje.
No i proszę nie myśleć, że jestem wrogiem tzw. szkół katalickich.
Mój osobisty pogląd - szkoła kooedukacyjna na poziomie gimnazjum i liceum to najgłupsza rzecz jaka mogła się zdarzyć, głupsza tylko od pomysłu reaktywacji gimnazjum. Schemat 8 + 4 był dobry i niepotrzebnie przy nim pokombinowano a efekt przedłużenia obowiązkowej szkoły o jedną klasę jest żaden.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Mój starszy syn ukończył liceum o tradycjach świeckich (dawna szkoła TPD), młodszy syn chodził do liceum katolickiego i też je skończył acz z pewnymi problemami.mefistofeles pisze:Ja nie zamierzam kierować losem mojego potomstwa, ja tylko nie życzę sobie by inni próbowali państwowym przymusem ten los wykolejać.Janek pisze:Ale to wiemy my, ludzie w swoich latach a nie nasi młodzi koledzy, którym wydaje się, że potrafią DOBRZE pokierować losami swojego potomstwa.
nie jestem entuzjastą szkół prywatnych, miałem trochę wgląd w to środowisko. Generalnie - fajnie, dzieciaki grzeczne, zero marginesu - ale niestety ycie takie nie jest i potem dzieciak przęzyje szok. Ale - jesli państwowa szkołą będzie programowo zajmowac się demoralizacją to nie będę miał wyboru i będę musiał syna posłać do pobliskiej szkoły katolickiej.
Obie szkoły były na dobrym poziomie.
Różnic wielkich w wychowaniu w obu tych szkołach nie widzę, w obu byli nauczyciele dobrzy i źli (dobrych zdecydowanie więcej), w obu chodziło się na wagary i pokątnie paliło papierosy oraz przeżywało pierwsze zauroczenia, ale zdecydowanie nie było żadnych większych ekscesów. W obu szkołach maturę zdało około 95 % uczniów.
Ja wcześniej w latach 70 też ukończyłam liceum świeckie i indoktrynowano mnie na każdym kroku, a jednak zdecydowanie najważniejsze zawsze było to co mi przekazano w rodzinie. Nie w formie wykładów czy kazań, ale w formie postawy życiowej.
Nie sądzę aby było się o co bać.
Jeszcze jedno - mnie zszokował tytuł tego wątku, bo doprawdy nie rozumiem związku mniej lub bardziej dyskusyjnej doktryny pedagogicznej z pedofilą. Powiedziałbym raczej, że dziecko świadomie wyedukowane w problematyce seksu, nawet przedwcześnie, tutaj można dyskutować, jest mniej podatne na praktyki pedofilów - wystarczy poczytać relacje z afer pedofilskich aby się dowiedzieć w jakich środowiskach mają najczęściej miejsce.
Apeluję do założyciela wątku o zmianę jego tytułu bo jest nie tylko obrażający ale i mylny.
Apeluję do założyciela wątku o zmianę jego tytułu bo jest nie tylko obrażający ale i mylny.
Jestem gorszego sortu...
No właśnie generalnie mi się wydaje (aczkolwiek nie będę się upierał), że głównie problem polega na tym, że przechodzimy z tym wiekiem inicjacji do porządku dziennego. Gdybyśmy nie mówili, jak zakładać prezerwatywę (czyli w domyśle, że już niedługo możesz), a np. jakie złe konsekwencje może mieć za wczesna inicjacja seksualna, to byłoby o niebo lepiej.
To, że kilka osób nie wpadnie bo będzie umiało sobie kupić gumkę to nie jest żaden powód do radości, bo ważniejsza jest profilaktyka. Nie mówiąc już o tym jakie znaczenia ma to na wartości takie jak wierność i poczucie zaufania. Jaki ma to wpływ na jakość przyszłych związków takich osób.
Oczywiście każdy se może myśleć o mnie same najgorsze rzeczy i zarzucać mi jakiś idealizm, ale staram się (powtarzam staram się) żeby pewne zasady były nie do ruszenia. Wolę być idealistą i żyć w tej wspaniałej ułudzie, że świat mnie nie zje na śniadanie, niż płynąć z prądem dając dupy na lewo i prawo. Może przez to nie zostanę prezesem wielkiej firmy, ale dzięki temu będę mógł spokojnie spać.
To, że kilka osób nie wpadnie bo będzie umiało sobie kupić gumkę to nie jest żaden powód do radości, bo ważniejsza jest profilaktyka. Nie mówiąc już o tym jakie znaczenia ma to na wartości takie jak wierność i poczucie zaufania. Jaki ma to wpływ na jakość przyszłych związków takich osób.
Oczywiście każdy se może myśleć o mnie same najgorsze rzeczy i zarzucać mi jakiś idealizm, ale staram się (powtarzam staram się) żeby pewne zasady były nie do ruszenia. Wolę być idealistą i żyć w tej wspaniałej ułudzie, że świat mnie nie zje na śniadanie, niż płynąć z prądem dając dupy na lewo i prawo. Może przez to nie zostanę prezesem wielkiej firmy, ale dzięki temu będę mógł spokojnie spać.
Pawle, problem wieku inicjacji seksualnej, szczególnie chłopców jest złożony i niejednoznaczny, historycznie również. Oczywiście panicz z dworu najczęściej szedł do łóżka ze swoją żoną dopiero po ślubie, z drugiej strony jednak nikt nie robił problemu jak tenże panicz sobie pofiglował z dziewczyną folwarczną i to mając lat "naście" zarówno on jak i ona. Jak dziewczyna zaszła i sama z włsnej inicjatywy nie pozbyła się ciąży, to dziewczynie znajdowano męża w jej sferze i coś tam dorzucano na otarcie łez a na wiosce plotkowano, że Jaś lub Marysia jakoś dziwnie podobni do młodego dziedzica. Nie jest też tajemnicą, że czasami przystojny chłopak z folwarku, szczególnie koniuszy lub stangret przypadał do gustu pani dziedziczce czego bywały żywe skutki, nawet wielce pożyteczne bo to był zastrzyk krwi, bardzo pozytywny zdrowotnie, wobec wiecznego kojarzenia się w obrębie kilku rodzin z sąsiedztwa lub wielkich rodów arystokratycznych.
Nie jest również tajemnicą, że w majętnych śrosowiskach mieszczańskich gdy zauważono nadmierne zainteresowanie nastolatka panienkami to przyjmowano fertyczną pokojówkę lub po prostu tata, wuj, starszy brat lub kuzyn prowadził szczeniaka do burdelu gdzie fachowy personel załatwiał to fachowo i bezpiecznie i jak nawet młodemu coś za pierwszym razem nie wyszło to nie popadał z tego powodu w kompleksy tak jak to teraz często się zdarza jak się to robi z koleżanką z gimnazjalnej klasy. Dagomar tu wspomniał o zasługach starszych sióstr kolegów - miał rację, nie sposób ich przecenić.
Nie jest również tajemnicą, że w majętnych śrosowiskach mieszczańskich gdy zauważono nadmierne zainteresowanie nastolatka panienkami to przyjmowano fertyczną pokojówkę lub po prostu tata, wuj, starszy brat lub kuzyn prowadził szczeniaka do burdelu gdzie fachowy personel załatwiał to fachowo i bezpiecznie i jak nawet młodemu coś za pierwszym razem nie wyszło to nie popadał z tego powodu w kompleksy tak jak to teraz często się zdarza jak się to robi z koleżanką z gimnazjalnej klasy. Dagomar tu wspomniał o zasługach starszych sióstr kolegów - miał rację, nie sposób ich przecenić.
Jestem gorszego sortu...
Jeżeli rodzice dziecka czy potem nastolatka są sobie wierni, okazują sobie miłość i czułość oraz pokazują, że mimo kłótni (które są w każdym małżeństwie) potrafią dojść do porozumienia a ponadto, że warto o związek dbać - to jest duże prawdopodobieństwo, że również ich dziecko w przyszłości będzie o swój związek dbało i będzie przestrzegać zasad odpowiedzialności za drugiego człowieka.
To są jakieś elementarne podstawy.
I nauki w szkole bym to w ogóle nie mieszała.
To się wynosi z domu.
To są jakieś elementarne podstawy.
I nauki w szkole bym to w ogóle nie mieszała.
To się wynosi z domu.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
gb - powiem tak - nic do tego ani Tobie ani państwu ani nikomu innemu. I jedyne o co prosze to aby to uszanować i się nie wpieprzać.gb pisze: ile lat ma Twój syn, i kiedy (to znaczy gdy ile lat będzie miał) masz zamiar go "edukować seksualnie"??? O sposób tej edukacji nawet nie spytam - będzie on z pewnością jedynie słuszny...
A związek jest, bo jest to prawie dosłowna realizacja postulatów organizacji walczacych o prawa pedofilów (tak, sa takie).Janek pisze:Jeszcze jedno - mnie zszokował tytuł tego wątku, bo doprawdy nie rozumiem związku mniej lub bardziej dyskusyjnej doktryny pedagogicznej z pedofilą
Oczywiście, ale tratkowano to jako problem. Obecnie taktyka jest inna - żadnego prblemu nie ma, wystarczy dać im gumki. A gówno, że tak powiem.Janek pisze:Pawle, problem wieku inicjacji seksualnej, szczególnie chłopców jest złożony i niejednoznaczny, historycznie również.
Przekazanie dzieciakowi wiedzy "gumka chroni przed niechcianą ciążą" zostanie w 90% przypadków odebrane "bez gumki mogę się pieprzyć bez obaw". A gdy okaże się, że gumka pęknie albo się zsunie i jednak brzuszek się pojawi zaczynają się prawdziwe dramaty. Jeśli przekaz będzie "nie uprawiajcie seksu a jak już to w gumce" to odbiór będzie "uprawiajcie seks w gumce" i tyle. Jeśli będzie się uczyć o tym dzieci 12 letnie to zostanie to przez nich odebrane jako "skoro już nam o tym mówią to znaczy, że możemy to robić".
Dlatego cały nacisk edukacji w tej materii powinien być kierowany na to by maksymalnie wiele osób zniechęcić do przedwczesnego podejmowania współżycia a nie do instrukcji obsługi i to w zupełności wystarczy.
Zresztą - wystarczy popatrzeć w dane statystyczne by zauważyć, że edukacja seksualna nie zmniejszyła ilości niepożadanych skutków współżycia w krajach gdzie ją w prowadzono, co więcej - często ilość tych zdarzeń wręcz wzrosła.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Sęk w tym, że takich domów/rodzin jest tylko jakiś procent, podejhrzewam, że niewielki. A nawet w tych "wzorcowych" problem edukacji seksualnej jest wstydliwie pomijany i w dalszym ciągu nastolatek/nastolatka większość wiedzy zdobywa od kolegów/koleżanek, teraz doszedł jeszcze internet. Ja chodziłem do elitarnego liceum a jak sobie przypominam te gadki na przerwach to włos się jeży.Basia Z. pisze:To są jakieś elementarne podstawy.
I nauki w szkole bym to w ogóle nie mieszała.
To się wynosi z domu.
Z drugiej strony ta szkoła, która teraz jest, w której wiedzę wtłacza się nie przez myślenie ale testy też się do tego nie nadaje - kwadratura koła.
Tak nawiasem - czy jeszcze istnieje harcerstwo a jeśli tak to jaki jest jego zasięg oddziaływania i profil? Jakoś nie zauważam młodych ludzi w mundurach harcerskich. Jeśli to anachronizm to co w zamiast? W lecie nad morzem widuję kolonię dziecięce ze znudzonymi panienkami, które za marne grosze podjęły się roli wychowawczyń. Czy ktoś widział obozy typu dawnego harcerskiego w górach na szlaku, jak mi się zdaje to nawet OAZ-y wyginęły.
Jestem gorszego sortu...



