Mój małżonek ostatnio stwierdził że "w tym domu to się nic nie robi tylko bez przerwy pakuje i rozpakowuje bagaże"
Mnie zaś to szykowanie do wyjazdu sprawia niesamowitą radość, bo wiem że zakończy się widokiem Tatr.
Trafiło się trochę ładnych dni a tęsknota znów zaczęła dawać o sobie znać.......telefon do gaździny i słowa które zawsze miło usłyszeć "bardzo sie ciesze, przyiżdżojcie, cekom na wos, przyiżdżojcie"
Postanowiłam, że to będzie taki listopadowy lajcik, pospacerujemy trochę, popatrzymy, odpoczniemy...jednym słowem luzik kompletny.
Spacer pierwszy.
Jak na lekką przebieżkę – to oczywiście nad Morskie Oko.
Pogoda jak marzenie, pięknie oszroniała okolica, ciepło jak na listopad no i pustki na tym gwarnym zazwyczaj deptaku.
Jak spacer, to spacer – nie pójdziem wysoko
Popatrzymy sobie na to górskie oko.
1.

Nad stawem oczywiście głęboki cień i chłodek ale za to widoki ….... odbicia - cudowne.
Oczywiście poszliśmy jeszcze wyżej ceprostradą - prawie do Dolinki za Mnichem.
Za czwartym zakrętem dziadek poszedł dalej
Hej !!! .....to miał być spacer...staruszku nie szalej...
2.

Czas nie pozwolił na dalszą wędrówkę ale i tak ta ceprostrada była poza wycieczkowym programem.
Spacer drugi.
Ledwo góry z mroku wychyliły głowy
Dwa szczęśliwe dziadki idą na Kasprowy.
Słoneczko im świeci, więc mina radosna
Kopa lat na karku, ale w sercach wiosna.
3.

Mimo że wysoko – trasa się nie dłuży
A piękny krajobraz dobrze temu służy.
4.

5.

6.

Gdzieś na Myślenickich dziewczynę spotkali
I tak sobie dalej razem wędrowali.
7.

Okazało się, że dziewczyna przyjechała z Angli – gdzie obecnie mieszka i pracuje – na tydzień w Tatry bo tęsknota za nimi gryzła ją nie do wytrzymania .
Może ogląda tą relację – pozdrawiamy serdecznie przemiłą, zakręconą góromaniaczkę Anię
8.

Na szczycie była jakaś wycieczka emerytów.
Panie ogromnie zdziwione, wręcz zaszokowane moim widokiem wyłaniającym się ze szlaku, zapytały mnie czy ja tu weszłam
Kiedy odpowiedziałam, że tak – trzy godzinki i po sprawie - otrzymałam gromkie brawa od całej grupy a potem następne, gdy dodałam że nie zjeżdżamy kolejką tylko po posiłku i krótkim odpoczynku będziemy schodzić z drugiej strony Kasprowego - przez Gąsienicową do Kuźnic.
9.

Pierwszy odcinek szlaku z zamrożonym śniegiem, śliski ale mieliśmy małe raczki i kijki więc nie było najgorzej.
Na zboczach Beskidu pasło się liczące kilka sztuk stadko kozic.
Zimowo wybarwiona ciemna sierść dość dobrze kamuflowała je na zacienionych łączkach.
10.

Na całej trasie ani żywego ducha, cudownie pusto i cicho.
Dopiero na Królowej Równi dogonił nas młody turysta który wracał z Orlej Perci.
Pogadaliśmy miło, zbałamuciliśmy na Przełęczy pod Kopami przy zdjęciach i podziwianiu panoramy o zachodzie słońca...a było co podziwiać.
Cała okolica okryła się delikatnym tiulem mgieł z pod którego widoczne były wyraźnie zarysowane kontury pagórów a nad nim szczyty Babiej i Pilska.
No i te ciepłe kolory nieba....
Zapadający dość szybko zmrok przywołał mnie do rzeczywistości ale i tak spod Kopy Magury trzeba było schodzić przez las i całą Jaworzynkę po ciemku o czołówkach.
No i dyrdać do Zakopanego z bucika bo żadnego busa o tej porze nie było.
Turystów poza nami – też nie.
Spacer trzeci.
Na kolejny spacer zgoda na dwa głosy
Pójdziemy odwiedzić nosalowe nosy.
Już wieczorem poprzedniego dnia nad górami zaczęły się tworzyć chmury oznaczające nic innego – jak tylko halny. Jakiś dziwny zresztą, bo w nocy ani gałązka drzewa się nie poruszyła.
Ale nic to ....wobec tego trzeba gdzieś blisko i nisko, czyli kółeczko - Nosal, Polana Olczyska, Kopieniec, Polana pod Kopieńcem, Jaszczurówka i spacerkiem do chałupy.
Na Nosal od strony Bulwarów Słowackiego skrobała się grupa młodzieży, która chyba pierwszy raz była w górach, bo tak się męczyli że aż mi ich było żal.
Pewnie świeżo oderwani od komputerów kompletnie bez kondycji.
Minęliśmy ich na jednej trzeciej szlaku i zdążyliśmy dość długo posiedzieć na szczycie kiedy mocno utytrani tam dotarli.
Na Nosalu było kilka osób....ciepły weekend zachęcał do ruszenia tyłków spod telewizora.
11.

Na Polanie Olczyskiej Tajemniczy Malarz wyczarował przepiękne zimowe ogrody.
Trochę zdjęć „ogrodów” i wieczornej panoramy z Przełęczy Między Kopami tu:
viewtopic.php?p=226624#226624
12.

Mimo iż wał fenowy dalej straszył – zero wiatru i ostre słońce grzejące niczym w lecie.
13.

Spacer czwarty.
Kuźnice, Scieżka nad Reglami, Czerwona Przełęcz, Sarnia Skała, Strążyska i Scieżką pod Reglami do chałupy.
Na troszeczkę wyżej apetyty były
Lecz chmury halnego trochę przeszkodziły.
No fakt, wybraliśmy się na Przełęcz Kondratową, ale po drodze zmieniliśmy zamiar.
Wprawdzie był lekki wiatr, a tylko od czasu do czasu trochę mocniejsze podmuchy ale jakoś nie chciało mi się wierzyć, że pod tym wałem też tak będzie.
Zresztą widoki pewnie byłyby marne.
Skręciliśmy na szlak Nad Reglami. Tam już dawno dawno nie byliśmy no i wykombinowałam – całkiem słusznie – że będzie cicho i spokojnie.
Od wiatru było, ale parę osób tam się wybrało....no cóż, weekendowa ciepła niedziela...
14.

15.

Ooo....niespodzianka - szlak wyremontowany.... eleganckie schodki w miejsce pozarywanych kamulców.
16.

Na Sarniej też kilka osób podziwiało panoramę, posiedzieliśmy trochę i trzeba było się zbierać żeby za widoku dotrzeć do cywilizacji.
W poniedziałek gęsta mgła zasłoniła wszystko.
Taki dzień też się przydał na odpoczynek, zakupy i przechadzkę po kompletnie pustych, tajemniczo zawoalowanych ulicach Zakopanego.
Lubię takie klimaty.
Spacer piąty i chyba najpiękniejszy. Grześ.
Na Siwą Polanę podjechaliśmy autkiem około 9 rano.
Pusto, my jedyni, ale z budki czujnie wyskoczyła obsługa parkingu po opłatę.
Kasa TPN też otwarta czekała na turystów.
Chyba utarg był marny, w obie strony – na Grzesia i z powrotem - szliśmy sami jedni.
W nagrodę dostaliśmy przepiękny spektakl z mgiełkami na polanach.
17.

18.

19.

20.

Kogo można spotkać w listopadzie w Tatrach
Na górskich polanach mgiełkami zalanych ? ...
Cichuteńko...pięknie....słonecznie i pusto
Słychać tylko kroki.....
21.

22.

23.

24.

25.

Na szczyt wkrótce po nas dotarła od strony Rakonia grupa słowackich turystów i zaraz zrobiło się wesoło i sympatycznie.
Przemili ludzie, pośmialiśmy się wspólnie i pogadali o górskich wędrówkach.
Poczęstowali nas owocami, przepysznym serem a na drogę wręczyli całą paczkę wspaniałych słodyczy, które zjedliśmy wieczorem z naszą gaździną.
Na końcu zaśpiewali dla nas – na dwa głosy, po polsku – naszą narodową pieśń pt „Góralu czy ci nie żal”
Tym występem rozbroili mnie zupełnie:
Goralu cici nie zialll
Odchodzić od stron ojcistich
Śwerkłowich lasow i halll
I tich potokow śrebdzistich
Goralu cici nie zialll
Goralu wroć siem do halll
A potem uściski rąk i te ich „majte se” „ahoj” ….
Schodzili do Zverovki, gdzie mieli swoje auto.
I jak tu nie kochać braci Słowaków....
Na znak przyjaźni i wielkiej sympatii (przynajmniej mojej) noszę przypiętą do szelki plecaka oznakę - skrzyżowane flagi Polski i Słowacji.
26.

27.

My też poszliśmy w swoją stronę bo czas naglił - a tu takie widowisko się zaczęło...
Chmurki i mgiełki tworzyły się i znikały, by za chwilę powstać w innych miejscach.
Niesamowicie to wyglądało no i zajęło nam trochę czasu.
28.

29.

Na Polanie Chochołowskiej ciąg dalszy przedstawienia, którego żadne zdjęcie nie odda.
Zresztą zupełnie inaczej to zjawisko wygląda jako ruchomy obraz niż w fotograficznym bezruchu.
30.

31.

Zachwycona mgiełkami wyłaniającymi się zza drzew w pewnej chwili pomyślałam czy to tak piękne przedstawienie nie skomplikuje mi powrotu do Zakopanego.
Trochę skomplikowało – od sanktuarium na Krzeptówkach do pomnika Zamojskiego na górnych Krupówkach było ciężko...ciemno i widoczność na kilka metrów .
W pewnej chwili - jakieś dwa metry przed maską samochodu zobaczyłam jeźdźca na koniu - oczywiście nie oświetlonego, co przyprawiło mnie o lekki stan przedzawałowy
Za pomnikiem wyjechaliśmy nagle i niespodziewanie w inny świat - zero mgły, czyściutkie wieczorne powietrze
Aż mi się ulżyło po tej jeździe z oczami przyklejonymi do szyby i atrakcjami typu jeździec na koniu - jak z horroru.
Spacer szósty. Kuźnice, Kalatówki Przełęcz Kondratowa
Wstał piękny poranek, niebiesko nad głową
Więc się wybierzemy dziś na Kondratową
Jeszcze dwa dni temu straszyły tam chmury
A dzisiaj spokojnie można ruszyć w góry.
No i ewentualnie Giewont był brany pod uwagę ale tylko przez męża, bo mnie tam jakoś nie ciągnie.
Środek tygodnia więc mimo że ciepło - pustki, które pozwalają głębiej przeżywać spotkanie z Tatrami.
Małżonek poszedł a ja posiedziałam samiutka na Herbaciarni, oczywiście – zgodnie z nazwą miejsca - przy gorącej herbacie z termosu..
Potem podeszłam jeszcze na Wyżnią Przełęcz skąd pogapiłam się długo i czule na Tatry
Uwielbiam ten stan duchowy – sam na sam z tatrzańskim majestatem.
32.

33.

34.

35.

Stały bywalec przyschroniskowej okolicy na Kondratowej – lisek Bartuś w zimowym futrze grubym i puszystym, czekał na smakowity kąsek od nielicznych turystów.
Dostał niestety
36.

Planowany wyjazd z pięciu dni przedłużył się do ośmiu....ale kto przypuszczał że w listopadzie będzie tak pięknie i spacery takie przyjemne....
A pobytu w tych cudnych górach i tak zawsze mi będzie mało.
Ala






