Czeska recepta

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Czeska recepta

Post autor: Janek »

Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

No coś kiepsko działa ten link - trzeba wejść na "czarno na białym" i tam wyszukać "Czesi płacą za recepty"

W największym skrócie - Czech idąc do lekarza musi wykupić kwitek równowartości ok. 5 zł. Taki sam kwitek musi wykupić do każdej recepty, też 5 zł, a na recepcie, nie może być więcej niż dwie pozycje, oczywiście trzeba też zapłacić normalną cenę leku.
Idąc do szpitala trzeba wykupić kwitek na jedzenie, wartości ok. 16 złotych za dzień pobytu.

Te opłaty nie dotyczą dzieci i młodzieży oraz w suma ich w roku nie może przekroczyć kwoty odpowiadającej naszym 800 złotym. Skrajnie biedni mogą być z tych opłat zwolnieni.

Łączna suma tych opłat wpływających nie do budżetu lecz bezpośrednio do przychodni i szpitalów nie jest znacząca w stosunku do sumy nakładów na służbę zdrowia, ale wprowadzenie tych opłat wprowadziło znaczące skutki:
- ilość wizyt w przychodniach spadła o 40% (o dziwo, dzieci i młodzieży też, choć nie płacą) - zaoszczędzony czas lekarze mogą poświęcić na bardziej wnikliwe badanie pacjenta.
- średni czas hospitalizacji w szpitalu spadł o 2 dni
- ilość recept do refundacji spadła bodajże o 25% (tu nie jestem pewien a nie chce mi się sprawdzać)

Ponoć Czesi są generalnie zadowoleni z tego, bo jakość obsługi znacznie wzrosła, jednakowoż rząd, który toi wprowadził przegrał wybory. Kolejny rząd zmiany podtrzymał.

Odważy się ktoś u nas?
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Janek pisze:No coś kiepsko działa ten link - trzeba wejść na "czarno na białym" i tam wyszukać "Czesi płacą za recepty"

W największym skrócie - Czech idąc do lekarza musi wykupić kwitek równowartości ok. 5 zł. Taki sam kwitek musi wykupić do każdej recepty, też 5 zł, a na recepcie, nie może być więcej niż dwie pozycje, oczywiście trzeba też zapłacić normalną cenę leku.
Idąc do szpitala trzeba wykupić kwitek na jedzenie, wartości ok. 16 złotych za dzień pobytu.
To wydaje mi się głównie ma służyć celowi aby do przychodni chodzili i korzystali z porad lekarskich ludzie rzeczywiście chorzy, a nie emeryci, którzy lubią sobie tam posiedzieć.

W mojej obecnej sytuacji jestem jak najbardziej "za" takim rozwiązaniem, gdyż do lekarza chodzę 3-4 razy w roku, wtedy kiedy jest mi to rzeczywiście potrzebne (głównie dotyczy wizyt w poradni rehabilitacyjnej z powodu rehabilitacji kręgosłupa - która na dodatek rzeczywiście przynosi skutek pozytywny). Na te 15-20 zł mnie stać, problemem jest dla mnie raczej brak czasu.

Sądzę jednak że z opłaty powinni być jednak wyłączeni chorzy przewlekle, którzy muszą co jakiś czas odwiedzać specjalistę. Nie branie leków może spowodować pogorszenie się stanu ich zdrowia, a to z kolei może spowodować większe koszty.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:Odważy się ktoś u nas?
Za mało pobierają podatku "zdrowotnego" ?
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzymul pisze:Za mało pobierają podatku "zdrowotnego" ?
Tu nie rzecz w wysokości "zdowotnego", to jest psychologiczne oddziaływanie na pacjenta aby bez potrzeby nie zawracał głowy, bo są tacy co lubią zawracać głowę lekarzowi bez potrzeby. Znam kilu lekarzy rodzinnych, czyli tego pierwszego kontaktu - opowiadają, że jest mnóstwo ludzi w starszym wieku, ale zupełnie w dobrym stanie. Jakby się pokazali lekarzowi raz na kwartał to byłoby w sam raz, a oni co miesiąc a bywa, że częściej. No i jakby mają zawiedzione miny, że im lekarz nic nowego nie powiedział (a po wyjściu pyskują, że doktorowi się badać nie chce). Takich to 5 zł mogłoby znakomicie "uleczyć" z niepotrzebnego zawracania głowy.
Basia Z. pisze:Sądzę jednak że z opłaty powinni być jednak wyłączeni chorzy przewlekle, którzy muszą co jakiś czas odwiedzać specjalistę. Nie branie leków może spowodować pogorszenie się stanu ich zdrowia, a to z kolei może spowodować większe koszty.
W mojej przychodni wcale nie muszę się meldować do lekarza aby dostać kolejną receptę. Moj stałe leki są wpisane na mojej karcie i jak trzeba nowych to przychodzę do recepcji z karteczką na której jest napisane co potrzeba i na drugi dzień odbieram receptę. Opakowania moich są takie, że muszę to robić raz w miesiącu.

PS.
Mój lekarz mi ostatnio powiedział, że gdyby wszyscy pacjenci po 50 byli tacy jak ja to NFZ nie wiedziałby co robić z pieniędzmi.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

u nas co druga osoba w poradni, to samotna babina, której się nudzi i chodzi tam dla zabicia czasu, nic nie kosztuje, a ludzi się spotka, lekarzowi opowie o problemach, a przecież w tym wielu zawsze coś dolega. Po zerwaniu achillesów musiałem wziąć zabiegi rehabilitacyjne i to musiałem wziąć w konkretnym czasie, ani wcześniej, ani później.
90% pacjentów to byli ludzie, którzy te zabiegi traktowali, jak fryzjera, albo kosmetyczkę i po odbyciu jednego cyklu natychmiast przybiegali za skierowaniem i zapisywali się w kolejce na następne, przecież ludzi starszych, a do tego w większości grubasów zawsze coś strzyka w kościach.
Kolejka jest jedna, po jaką cholerę były by mi te zabiegi pół roku po zdjęciu gipsu ??
Więc zapłaciłem, za dudki miejsce znajdzie sie wszędzie i zawsze. Za okulistę i olulary płacę (mógłbym wszak jechać do sąsiedniego miasta po parafkę urzędnika NFZ, który zgodzi się z lekarzem, że mam wadę wzroku) i w tej sytuacji otrzymam 12.50 dopłaty do szkieł. Mógłbym czekać pół roku do okulisty. Za dentystę płacę. Owszem, operację miałem zrobioną dobrze, fachowo i natychmiast, w dodatku bez żadnej łapówki (fakt, że teściowa była tam 20 lat ordynatorem oczywiście nie miał żadnego znaczenia ;-)
Przecież jakbym te pieniądze sobie odkładał na konto, zamiast wpłacać do ZUSU, uzbierał bym dotąd na 3 życia, 3 poziom i magiczny miecz na dokładkę.
Jeszce jedno: poziom marnotrawstwa w publicznej służbie zdrowia jest imponujący, te szpitale są goyowe zmarnować kazde pieniądze.
A więc
1. opłata za każdą usługę (n.p. w Stanach suma ubezpieczeń nie może w/g prawa przekroczyć 90% finansowania opieki zdrowotneej , 10% musi zapłącić chory z własnej kieszeni)
2. sprzedanie większości służby zdrowia i przekształcenie pozostałych (instytuty n.p.) w spółki prawa handlowego, nawet ze 100% udziałami Państwa, by przynajmniej był jasny przepływ pieniędzy
3. rozpędzenie NFZ, podział i wyłączenie jego pieniędzy z budżetu
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

W mojej przychodni wcale nie muszę się meldować do lekarza aby dostać kolejną receptę. Moj stałe leki są wpisane na mojej karcie i jak trzeba nowych to przychodzę do recepcji z karteczką na której jest napisane co potrzeba i na drugi dzień odbieram receptę. Opakowania moich są takie, że muszę to robić raz w miesiącu
Nie we wszystkich tak jest, w mojej tak było, ale do czasu. Komuś to przeszkadzało i po każdą receptę trzeba się meldować do lekarza.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

dagomar pisze:u nas co druga osoba w poradni, to samotna babina, której się nudzi i chodzi tam dla zabicia czasu, nic nie kosztuje, a ludzi się spotka, lekarzowi opowie o problemach, a przecież w tym wielu zawsze coś dolega. Po zerwaniu achillesów musiałem wziąć zabiegi rehabilitacyjne i to musiałem wziąć w konkretnym czasie, ani wcześniej, ani później.
90% pacjentów to byli ludzie, którzy te zabiegi traktowali, jak fryzjera, albo kosmetyczkę i po odbyciu jednego cyklu natychmiast przybiegali za skierowaniem i zapisywali się w kolejce na następne, przecież ludzi starszych, a do tego w większości grubasów zawsze coś strzyka w kościach.
Mam bardzo podobne spostrzeżenia.
Każdemu jego Everest...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

krzymul pisze:Za mało pobierają podatku "zdrowotnego" ?
Tak, procentowo trochę za mało, kwotowo -odpowiedz sobie sam.

Inaczej - bo tu nie ma prostych odpowiedzi: system jest w stanie skonsumować każde pieniądze, zdaję sobie z tego sprawę.
Ale my na ochronę zdrowia wydajemy naprawdę mało.
W powiązaniu ze złym systemem i okropnymi, pazernymi konowałami (np. moja pensja brutto w podstawowym miejscu pracy to 4 tys brutto za etat - ja wiem że w Polsce to uchodzi za niezłą pensję ale zaręczam wam że w wielu krajach - do których poziomu aspirujemy, podanie powyższych dochodów jako zarobków lekarza powoduje komentarze typu - "niezła dniówka" - naprawdę) - to daje to co mamy.

Jeszcze inaczej: lekarzy jest u nas w sam raz ilościowo, są rozpaczliwie źle wykorzystywani systemowo, wykształceni teoretycznie są nieźle, praktycznie- w ogóle (to znaczy to co umieją, umieją dzięki samym sobie, po studiach wychodzą zieloni jak szczypiorek), są nisze w których i zarobki i jakość usług są na poziomie światowym, są obszary rozpaczy, ogólnie - jest dostatecznie (biorąc pod uwagę przeciwskuteczność systemu i jakość finansowania: niektórzy znający systemy zachodnie mówią że jest fenomenalnie w istniejących warunkach).
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

dagomar pisze:Przecież jakbym te pieniądze sobie odkładał na konto, zamiast wpłacać do ZUSU, uzbierał bym dotąd na 3 życia, 3 poziom i magiczny miecz na dokładkę.
Zdajesz sobie sprawę że powtarzasz rytualną, ograną jak mantra i piramidalną bzdurę, bo wystarczy- Boże uchowaj - jedna porządna choroba hematologiczna czy jedna porządna sepsa by kilkuletnie składki zdrowotne prezesa dużej firmy poszły się jebać.

To są Dagomar ubezpieczenia. Kto jak kto ale osoba z Twoją inteligencją naprawdę nie powinna nawet szeptać o jakimś porównywaniu składek zdrowotnych do kumulującego się kapitału itp.
SORy, śmigłowce LPR, karetki czy hematologów potrafiących w razie potrzeby dać leczenie za 30 tysięcy miesięcznie - trzeba utrzymywać, by móc ich użyć w razie potrzeby. Składka zdrowotna to nie tylko grosze dla lekarza POZ. To jest przede wszystkim utrzymywanie systemu. Lepszego czy gorszego, ale istniejącego.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:Zdajesz sobie sprawę że powtarzasz rytualną, ograną jak mantra i piramidalną bzdurę, bo wystarczy- Boże uchowaj - jedna porządna choroba hematologiczna czy jedna porządna sepsa by kilkuletnie składki zdrowotne prezesa dużej firmy poszły się jebać.
Jak znam życie to zaraz usłyszysz kolejną piramidalną bzdurę, że jakaś "hamerykańska" firma w Polsce ufundowała swoim pracownikom super dodatkowy fundusz i wszystko jest ślicznie i ta POowska komuna wszystko psuje.

PS.
Oglądałeś może wczoraj (poniedziałek) Arłukowicza u Lisa. Może Ty zrozumiałeś o co mu chodziło bo ja ani w ząb. Kiedyś mówił klarownie a teraz... słuchać hadko - jak mawiał pan Podbipięta. Jakieś wojewódzkie zespoły ekspertów, które mają określać ile i gdzie w województwie ma być łóżek internistycznych, chirurgicznych, onkologicznych itd. A na pytanie Lisa, kto i w jaki sposób ma dzielić fundusze nie odpowiedział. Facet się chyba pogubił.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

komorfil pisze:osoba z Twoją inteligencją naprawdę nie powinna nawet szeptać o jakimś porównywaniu składek zdrowotnych do kumulującego się kapitału
nie do końca zrozumiałeś
Mnie po prostu zżyma, że moje pieniądze są marnowane, trwonione, że żywię stada urzędników NFZ, stada administracji źle zarządanych szpitali, funduję pogaduszki kum w poradniach, różne drogie badania dla hipochondryków...(znam osobiście), zwolnienia lekarskie dla wszystkich, którzy mają na to ochotę, w tym prawie wszystkich "uciekających" na długotrwałe zwolnienia przed zwolnieniem z pracy.
Naprawdę nie mam nic do ludzi chorych
Ale do chorych systemów jak najbardziej.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

@Komorfil

Wracając do Arłukowicza w rozmowie z Tomaszem Lisem - mówił wiele i zresztą słusznie o znaczeniu dla polskiej medycyny Instytutów i Szpitali Klinicznych podległych bezpośredniu Ministrowi a zaraz potem jakie są zadłużone, czym jakby był zdziwiony. Nie rozumiem tego, ile może ich być, tych Instytutów i Szpitali Klinicznych? Powiedzmy, że 25. Sporo ale nie do tego stopnia aby Minister nie mógł mieć co miesiąc na swoim biurku dokładnego zestawienia wyników bilansowych strat lub zysków, ilości wykonanych procedur w stosunku do ustaleń z kontaktem z NFZ itd. A mając takie dane minister może podejmować działania - kogo trzeba pochwalić, kogo trzeba wyrzucić, domagać się od Ministra Finansów dodatkowej kasy lub podejmować inne działania. "Obudzenie" się w listopadzie, że kasa się skończyła a długi urosły lawinowo to objaw kompletnej indolencji.
Przykro mi to pisać, bo miałem dużo sympatii do Arłukowicza i sądziłem, że wreszcie po dwudziestu kilku latach marazmu dokona jakiegoś przełomu.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

nigdy lekarz nie będzie dobrym ministrem zdrowia, polityk też będzie ministrem kiepskim, nadawał by się bystry urzędnik, ale z Konstytucji i charakteru ludzkiej duszy wynika, że tak się za III, a pewnie i za IV, czy V Rzeczypospolitych nie stanie
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:
czym jakby był zdziwiony. Nie rozumiem tego, ile może ich być, tych Instytutów i Szpitali Klinicznych? Powiedzmy, że 25. Sporo ale nie do tego stopnia aby Minister nie mógł mieć co miesiąc na swoim biurku dokładnego zestawienia wyników bilansowych strat lub zysków, ilości wykonanych procedur w stosunku do ustaleń z kontaktem z NFZ itd.
ale Janku, piszesz jakbyś nie znał tego kraju od podszewki. To nie o to chodzi że łatwo mieć takie raporty. Zapewne nie ma zwyczaju by je zamawiać. Albo żeby je czytać. Albo żeby wyciągać wnioski.
A mając takie dane minister może podejmować działania - kogo trzeba pochwalić, kogo trzeba wyrzucić, domagać się od Ministra Finansów dodatkowej kasy lub podejmować inne działania.
skąd myśl że w krajach o podobnej do polskiej tradycji kultu prowizorki, szabelki i "jakoś to będzie" - należy i będzie się wyrzucać osoby nieskuteczne? Janku- Ty to przecież z racji doświadczenia powinieneś wiedzieć - wyrzuca się osoby NIEWŁAŚCIWE a nie: nieskuteczne, takie które się nie sprawdziły, mierne itp.

Ta prowizorka i polskość w tym przypadku to dojmujące i niewzruszone przekonanie, że jednostki kliniczne "muszą" przetrwać. Skoro tak - to ZUPEŁNIE NIEWAŻNE jak są zarządzane. A skoro tak- to kryterium doboru zarządzającego może (nie piszę że z reguły jest!) pozamerytoryczne. To się nazywało polityka, czy jakoś tak...
Przykro mi to pisać, bo miałem dużo sympatii do Arłukowicza i sądziłem, że wreszcie po dwudziestu kilku latach marazmu dokona jakiegoś przełomu.
Ale przełom wymaga tego, by byli nim zainteresowani choć trochę ci od których cokolwiek zależy. Czy nie rozumiesz że system powoduje że osoby jakkolwiek w nim wyżej umocowane i mające cokolwiek do powiedzenia - mogą przyzwoicie żyć? Po co ma być przełom? Przepraszam, będę brutalny - czyżbyś sądził że system ma służyć tzw. "prostemu człowiekowi"? Nie piszę tu o ministrze - ja sądzę że on ma dobre chęci.
Piszę o całej rzeszy funkcjonariuszy systemu powyżej zwykłego lekarza a sporo poniżej ministra.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Nie wiem jak to jest z tym systemem, ale jeśli to znaczy, że w 1089 roku zamieniliśmy siekierkę na kijek, albo kijek na kijek, tylko z bardziej lichego drewna. Miałem rozmaitych szefów, lepszych i gorszych, ale do każdego mogłem pójść z swoimi kłopotami zawodowymi. A jeśli nie mógł udzielić pomocy to znaczyło to, że rzeczywiście nie może ale nie, że nie chce mu się lub ma wszystko gdzieś.

PS.
A ile może być tych jednostek bezpośrednio podległych ministrowi?
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:To nie o to chodzi że łatwo mieć takie raporty. Zapewne nie ma zwyczaju by je zamawiać. Albo żeby je czytać. Albo żeby wyciągać wnioski.
To co do cholery robi? To jest elementarny obowiązek każdego szefa.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Bardziej ogólnie i w nawiązaniu do tego co pisał Mefisto o "komunie".

Nie wiem jak to było wcześniej, bo sięgam świadomą pamięcią do lat 70. XX w.
Ale w tym okresie na średnim szczeblu zarządzania, czyli takim, które miało realny wpływ na to co się dzieje w gospodarce zatrudnieni ludzie byli jednak fachowcami - i to dobrymi fachowcami.

Jeżeli budowali drogi czy mosty, budowali Hutę Katowice czy inne "sztandarowe budowy socjalizmu" - to musieli coś umieć, bo inaczej most czy Huta Katowice by się zawaliły.

Ludzie z tego pokolenia niektórzy byli partyjni, bo ich do tego przymuszono, jeżeli chcieli aspirować do wyższego stanowiska (np. mój Teść - rocznik 1925, Powstaniec warszawski, absolwent Politechniki w Liege, dyrektor techniczny Koksoprojektu Zabrze), lub nie byli z rożnych przyczyn partyjni i pozostawali na podrzędnych stanowiskach wykonując całą robotę za innych (np. mój Ojciec - rocznik 1921 - żołnierz AK, absolwent AGH, na stanowisku specjalisty do spraw postępu technicznego w Zjednoczeniu Hutnictwa Żelaza i Stali).

W każdym radzie ludzie na takich średnich stanowiskach znali się na swojej robocie i chyba tylko dzięki nim to wszystko jakoś funkcjonowało.

Kiedy po roku 1989 nadeszła era "styropianu" niestety, stwierdzam to obecnie z ogromną przykrością - do władzy, nawet na takich średnich stanowiskach dorwali się ludzie bez przygotowania technicznego.
Jest tak dlatego, że obecnie nawet takie średnie techniczne stanowisko jest obiektem pożądania ze strony syna kuzyna żony kogoś kto w danym momencie ma władzę, nawet na najniższym szczeblu.

Stanowiska takie jak naczelnik wydziału w Urzędzie Miasta , dyrektor Sanepidu, czy dyrektor Urzędu Pracy - to wszystko są "łupy" z nadania politycznego, obojętnie która opcja w danym momencie rządzi.
Zapewne dyrektorzy klinik - również.

Nie znaczy to ze wśród nich nie ma około 30-40 % dobrych fachowców - na pewno tak jest, a może jest ich więcej. Ale jeżeli jest nawet dobry fachowiec to pracuje przez dwie kadencje pomiędzy wyborami a w trzeciej dojdzie do głosu kolejna opcja polityczna i ktoś go wyrzuci aby znaleźć miejsce dla kuzynki szwagra.

Smutne to.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Fachowców u nas nie brakuje, tylko w większości są zdemoralizowani.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

krzymul pisze:Fachowców u nas nie brakuje, tylko w większości są zdemoralizowani.
tzn co, uprawiają sex grupowy w biurze ? , a może po prostu chcą pracować, by utrzymać rodzinę i starają się to robić tak, by tej pracy nie stracić ?
ODPOWIEDZ