Wspomnienie
Wspomnienie
to jest niesamowite....w czerwcu tego roku byłem w tatrach z moją Justyną.....kiedy wracalismy z Mroźnej, Doliną Kościeliską do Kir.....przemoklismy do suchej nitki nie mielismy na sobie nic suchego....i cały fenomen polega na tym że gdybym normalnie u siebie w miescie tak zmókł, szlak by mnie trafił a tam wtedy....dziś to jest jedno z najwspanialszych moich wspomnien z tatr....polecam zmoknąc do suchej nitki a potem po powrocie do pokoju zafundowac sobie wspólny
gorący prysznic..........
-
MaŁa mySzA
-

- Posty: 142
- Rejestracja: pt 28 lis, 2003
- Lokalizacja: Wrocław
Też kiedyś przemokłam do suchej nitki.
To działo się w Górach Strzelińskich.
Bardzo fajne wspomnienia, z tamtym wypadem.
Pamiętam to, jakby się stało wczoraj.....
Ulewa.. Drogą, którą szłam z rodzinką lał się potok - woda ponad kostki.. Chowanie się w paśniku dla zwierzątek
Fajnie było
http://my.magma-net.pl/PIC0008.jpg nienajlepsza jakość ale i tak wszystko zostanie w pamięci
Pozdrawiam!
To działo się w Górach Strzelińskich.
Bardzo fajne wspomnienia, z tamtym wypadem.
Pamiętam to, jakby się stało wczoraj.....
Ulewa.. Drogą, którą szłam z rodzinką lał się potok - woda ponad kostki.. Chowanie się w paśniku dla zwierzątek
Fajnie było
http://my.magma-net.pl/PIC0008.jpg nienajlepsza jakość ale i tak wszystko zostanie w pamięci
Pozdrawiam!
W schronisku na Kondratowej jest dość przestronny prysznic i można tam śmiało pobierać prysznic w szerszym gronieZakopany pisze:polecam zmoknąc do suchej nitki a potem po powrocie do pokoju zafundowac sobie wspólny gorący prysznic..........
A co do wspomnień, to zawsze z pewną nostalgią przypominam sobie wędrówki po zmroku (najczęściej do lub ze schroniska), chyba ze względu na zupełnie inne postrzeganie świata i przestrzeni w takich warunkach.
Oczywiście moja wyobraźnia została pobudzonaZakopany pisze:polecam zmoknąc do suchej nitki a potem po powrocie do pokoju zafundowac sobie wspólny gorący prysznic..........
Wspomnienia te dotyczą pewnie "prysznica" a to, co było wcześniej ma już mniejsze znaczenie, ale każdy pretekst jest dobry
Tutaj nasuwa się być może nowy wątek, dotyczący higieny na przykład na tygodniowej trasie w terenie bez schronisk i możliwości umycia się.
Jeśli chodzi o przemoknięcie,to załapałam się na to coś wracając pewnwgo lipcowego dnia z Murowańca przez Psią Trawkę-z butów się prawie wylewała woda.Dobrze,że następnego dnia wracałam już do domku, bo nie miałabym w czym chodzić po górach-buty to jeszcze kilka dni mi schły po powrocie.
Ten wątek baaaaaaaaaardzo mnie interesuje więc czekam na Wasze posty, bo ja niestety jeszcze nie korzystałam ze schroniskowego nocowania.Piotr pisze:Tutaj nasuwa się być może nowy wątek, dotyczący higieny na przykład na tygodniowej trasie w terenie bez schronisk i możliwości umycia się.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Kiedyś w ulewny deszcz do Murowańca przybyła para z Zawratu - znakomicie wyposażona w sprzęt i ubranie ,po czym zaczęli wylewać litry wody z wnętrza kurtek i wyżymać polary. Na zdziwione pytania odpowiedzieli - spróbójcie spuszczać się po łańcuchach tak ,żeby woda się wam nie wlała albo rękawami ,albo za kołnierz. Sam tak nie zmokłem ,choć czasami byłem w podobnej sytuacji ,choć nie w taką ulewę ,jaka wtedy panowała :woda zlewała równo po wszystkim. Ciekawe byłoby takie doświadczenie ,bo do tej pory nie wiem ,czy to zmoknięcie było obiektywne ,czy subiektywne.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
EEEEEEEEEEEEEEe tam !!! Tak naprawdę to wszystko jedno jakiej proweniencji jest zmoknięcie. Chlupot wody w butach w każdym przypadku jest taki sam, o uczuciu zimna nie wspomnę. Wiem ci coś o tym albowiem w tym roku sam wykonałe3m spływ z Ceprowego tfu tzw. ceprostradą i wydaje mi się, że była to jedna z najtrudniejszych tras w Tatrach. Żadne OP Chłopek nieeeee Tylko spływ z Ceprowego. A lało tak, że z drzwi prawie nie było widać budki operatora wyciągu o całóej reszcie gór nie wspominając. Jeżeli chodzi o deszczowe wspomnienia, to zdarzyło mi się kiedyś zadziwić całe towarzystwo, też od lat wędrujące po górach: kiedy zczęło padać wszyscy starali się zakładać na siebie różne kurtki, peleryny, czy kto co tam miał. Ja zacząłem się .......rozbierać , upychając co się dało do plecaka. Efekt był taki, że kiedy deszcz ustał dysponowałem całkiem suchym kompletem ubrania. Dodam, że nawet w czasie deszczu było ciepło. Były takie lata mniej więćej 93- 96 kidy od maja do października w zasadzi prawie nie padało. POważne ulewy zaczęły się od 1997.



