Wąsacz na autostradzie
Wąsacz na autostradzie
Dostałam link do ciekawego artykułu Marka Grocholskiego oraz do komentarza do tego artykułu na blogu Wojciecha Orlińskiego:
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127380,12142933.html
http://wo.blox.pl/2012/07/Wasacz-na-autostradzie.html
Marek Grocholski to naczelny "Tatr", nie znam Go osobiście, ale bardzo szanuję i cenię pracę jaką włożył w ten kwartalnik. Tu jednak jak sądzę - nie popisał się. Koniec jego artykułu jest co najmniej dziwny.
Niemniej kiedy czytam niektóre komentarze - to szeroko otwieram oczy ze zdumienia, że tacy ludzie w ogóle istnieją.
Jedyne co się ciśnie na usta (i na klawiaturę) to kompletny brak tolerancji. Tylko "ja jestem ważny, tylko mój sposób życia i widzenia świata jest słuszny, każde inne poglądy, każdy inny sposób życia to g.wno" - tak by to można podsumować.
Pan Wojciech Orliński (znany dziennikarz GW), którego bardzo cenię i regularnie czytuję jego felietony w "GW" też się tolerancją nie popisał.
Mój temperament polemiczny nie wytrzymał i też zabrałam głos w dyskusji (nie trudno odgadnąć nicka pod jakim pisałam).
A co Wy sądzicie na temat artykułu i na temat notki na blogu oraz na temat dyskusji (warto chyba przeczytać całość dyskusji, chociaż jest długa).
Szczególnie ciekawa jestem zdania tutejszych "adwersarzy" politycznych - Janka, Andy'ego, Krzymula, Mefista, ale dopiero po przeczytaniu całości (w tym polemiki).
Myślę, że akurat w tym wypadku polemiczna "linia podziału zdań" ułoży się inaczej niż zwykle.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127380,12142933.html
http://wo.blox.pl/2012/07/Wasacz-na-autostradzie.html
Marek Grocholski to naczelny "Tatr", nie znam Go osobiście, ale bardzo szanuję i cenię pracę jaką włożył w ten kwartalnik. Tu jednak jak sądzę - nie popisał się. Koniec jego artykułu jest co najmniej dziwny.
Niemniej kiedy czytam niektóre komentarze - to szeroko otwieram oczy ze zdumienia, że tacy ludzie w ogóle istnieją.
Jedyne co się ciśnie na usta (i na klawiaturę) to kompletny brak tolerancji. Tylko "ja jestem ważny, tylko mój sposób życia i widzenia świata jest słuszny, każde inne poglądy, każdy inny sposób życia to g.wno" - tak by to można podsumować.
Pan Wojciech Orliński (znany dziennikarz GW), którego bardzo cenię i regularnie czytuję jego felietony w "GW" też się tolerancją nie popisał.
Mój temperament polemiczny nie wytrzymał i też zabrałam głos w dyskusji (nie trudno odgadnąć nicka pod jakim pisałam).
A co Wy sądzicie na temat artykułu i na temat notki na blogu oraz na temat dyskusji (warto chyba przeczytać całość dyskusji, chociaż jest długa).
Szczególnie ciekawa jestem zdania tutejszych "adwersarzy" politycznych - Janka, Andy'ego, Krzymula, Mefista, ale dopiero po przeczytaniu całości (w tym polemiki).
Myślę, że akurat w tym wypadku polemiczna "linia podziału zdań" ułoży się inaczej niż zwykle.
Tak na szybko - pan Grocholski jawi się w swoim tekście jako dorosły niby gość z częstą u nas mentalnością typu "jakoś to będzie". A już końcówka tekstu mnie powaliła - cały świat jest winien temu że autor to ...
Reszty na razie nie czytałem.
edit - tytuł tekstu p. Grocholskiego jest moim skromnym zdaniem obraźliwy dla zdecydowanej większości jego rodaków.
edit2 - zamiast Orliński wstawiam Grocholski
Reszty na razie nie czytałem.
edit - tytuł tekstu p. Grocholskiego jest moim skromnym zdaniem obraźliwy dla zdecydowanej większości jego rodaków.
edit2 - zamiast Orliński wstawiam Grocholski
Ostatnio zmieniony śr 25 lip, 2012 przez andy67, łącznie zmieniany 2 razy.
Każdemu jego Everest...
To chyba nie p. Orliński a p. Grocholski.andy67 pisze:Tak na szybko - pan Orliński jawi się w swoim tekście jako dorosły niby gość z częstą u nas mentalnością typu "jakoś to będzie". A już końcówka tekstu mnie powaliła - cały świat jest winien temu że autor to ...![]()
Orliński właśnie to krytykuje.
Mi osobiście taka mentalność zupełnie nie przeszkadza, dopóki nie muszę z taką osobą na bieżąco współpracować.
Ale jeżeli ktoś jedzie na wakacje i przez swój brak przygotowania ma zepsute wakacje - to jego sprawa.
Nie rozumiem zupełnie odsądzania takiej osoby od czci i wiary.
Jednak sama zawsze przed wyjazdem spędzam sporo w Internecie, opracowuję perfekcyjne plany w czterech wariantach, rezerwuję noclegi, ale i tak zawsze pozostaje margines na przygodę.
Ano racja, "na szybko" pomyliłem zaklęciaBasia Z. pisze:To chyba nie p. Orliński a p. Grocholski.andy67 pisze:Tak na szybko - pan Orliński jawi się w swoim tekście jako dorosły niby gość z częstą u nas mentalnością typu "jakoś to będzie". A już końcówka tekstu mnie powaliła - cały świat jest winien temu że autor to ...![]()
Orliński właśnie to krytykuje.
Każdemu jego Everest...
A ja jednak trochę rozumiem - gdyż gość opisuje swoje wątpliwej jakości "przygody" w takim tonie jakby to cały świat był winien temu że autor to ....Basia Z. pisze: Ale jeżeli ktoś jedzie na wakacje i przez swój brak przygotowania ma zepsute wakacje - to jego sprawa.
Nie rozumiem zupełnie odsądzania takiej osoby od czci i wiary.
Gdybym napisał tu "relację" z podobnie "przygotowanej" np. "wyprawy w Tatry" to zostałbym zmieszany z błotem albo i czymś gorszym
Każdemu jego Everest...
Czyli również p. Orliński dał się nabrać?gb pisze:
Przecież to naprawdę jest opowiadanie, przypowieść, może nawet moralitet.
Myślę, że nie należy tego wszystkiego co Marek napisał brać zbyt dosłownie
pozdrawiam
gb
ps
Sądząc z komentarzy - Marek bezbłędnie udowadnia, że rozrywka intelektualna związana z czytaniem tekstu pisanego i NIEODNOSZENIEM jego interpretacji do napisanych słów, zdań, czy nawet opisanej historii - zanika...
Artykuł pana Grocholskiego... coż, podejrzewam, że wymyślony od początku do końca, tylko za bardzo nie wiem po co. Końcowa teza mocno naciągana. Zawsze jest coś co przekracza nasze możliwości, finansowe albo fizyczne. Powiedzmy, że chcę pojechać na kilkutygodniowy treking w Kenii oraz Tanzanii połączony z wejściem na Kilimanjaro. Spora kasa ale powiedzmy, że to nie problem, problemem jest mój wiek i możliwości fizyczne a nie chciałbym moim córkom sprawić na koniec wątpliwej wartości prezent w postaci ściąganiu z Afryki zwłok tatusia. Smutne, ale nie rozdzielam szat z tego powodu - jak to zdefiniował jeden mój kolega - "starość a raczej starzenie się to przedewszystkim świadomość kolejnych i narastających ograniczeń" (a to, wracając do tekstu Grocholskiego, dotyczy również samochodu). Tak nawiasem - trzeba rozróżnić dwie sprawy - samochód stary i samochód nie zadbany, przy czym całkowicie odrębnym zagadnieniem jest opłacalność tego zadbania.Basia Z. pisze:Szczególnie ciekawa jestem zdania tutejszych "adwersarzy" politycznych - Janka,
Znacznie ciekawsza jest dyskusja na blogu Orlińkiego ("Barbarka" - he, he - rozpoznałbym gdyby było podpisane np. Esterka) - nie mam akurat więcej czasu aby się wczytać w całość a inaczej nie idzie.
Na razie powiem krótko tak - moje wnuki (chłopacy - 15, 19, dziewczyna 20, trochę inaczej) - nijak nie potrafią zrozumieć, jak ich dziadek w ich wieku mógł żyć (i przeżyć) bez komórki, tudzież internetu a szczególnie fejsbuka - jak to określa Filanc - fejsdupy. A także samochodu (czytaj - dziadka samochodu). Oczywiście to nie znaczy, że potępiam używanie komórki, internetu, choć przyznam, że albo jestem zbyt głupi albo nadmiernie konserwatywny - nijak nie rozumiem "czaru" facebooka czy Naszej Klasy.
Jestem gorszego sortu...
Tak na marginesie - Basia może pamięta - kilka lat temu na 321 był opis, tym razem jak najbardziej prawdziwy, jak to trójka młodych ludzi, w tym jedna z wykształceniem technicznym, po zakupieniu auta na giełdzie, wprost, bez sprawdzenia, pojechała a raczej zamierzała nim pojechać w Alpy a problemy zaczęły się już w Sudetach...
PS.
Pan Grocholski powinien był przed napisaniem tego tekstu skonsultować problem z jakimś mechanikiem samochodowym - to co napisał na temat auta to kompletna abstrakcja.
PS.
Pan Grocholski powinien był przed napisaniem tego tekstu skonsultować problem z jakimś mechanikiem samochodowym - to co napisał na temat auta to kompletna abstrakcja.
Jestem gorszego sortu...
Dobry pomysł na kolejny nickJanek pisze: Znacznie ciekawsza jest dyskusja na blogu Orlińkiego ("Barbarka" - he, he - rozpoznałbym gdyby było podpisane np. Esterka) - nie mam akurat więcej czasu aby się wczytać w całość a inaczej nie idzie.
Ale to nie o to chodzi.Janek pisze: Na razie powiem krótko tak - moje wnuki (chłopacy - 15, 19, dziewczyna 20, trochę inaczej) - nijak nie potrafią zrozumieć, jak ich dziadek w ich wieku mógł żyć (i przeżyć) bez komórki, tudzież internetu a szczególnie fejsbuka - haj to określa Filanc - fejsdupy. A także samochodu (czytaj - dziadka samochodu). Oczywiście to nie znaczy, że potępiam używanie komórki, internetu, choć przyznam, że albo jestem zbyt głupi albo nadmiernie konserwatywny - nijak nie rozumiem "czaru" facebooka czy Naszej Klasy.
Problemem nie jest to, że jeden korzysta z facebooka, a drugi nie (ja osobiście widzę facebooka jako witrynę reklamową, stąd zamieszczam tam tylko to co chcę i co przedstawia mnie w korzystnym świetle - jako osobę aktywną, zaangażowaną zawodowo itd.), nie jest problemem również to, że jeden lubi naprawiać stare graty, a drugi je wyrzuca.
Problemem jest wg mnie całkowity brak tolerancji dla postawy i sposobu życia innego niż własny.
Przecież dla mnie sposobów życia jest tyle ile ludzi i kompletnie mnie nie rusza to, że ktoś sobie życie tak a nie inaczej układa. Zaś z postaw prezentowanych w dyskusji wynika, że ludzi inny sposób życia denerwuje.
Ale dlaczego? Mało mam powodów do zdenerwowania, aby się jeszcze denerwować się innymi ludźmi i tym co robią i co piszą.
Zabrakło (również moim zdaniem u p. Orlińskiego) umiejętności spojrzenia na cudze doświadczenia przez cudzysłów.
Dla mnie jest to tym bardziej dziwne, że w życiu "realnym" znam i spotykam właściwie tylko i wyłącznie osoby tolerancyjne wobec innych postaw życiowych.
Skąd się tacy "inni" wylewający własne frustracje biorą w Internecie?
Temat na doktorat dla psychologa.Basia Z. pisze:Skąd się tacy "inni" wylewający własne frustracje biorą w Internecie?
Tak trochę od rzeczy - wiele, wiele lat temu mieszkałem kilka dni na kwaterze w Zakopanem. Gospodarz (super znana familia podhalańska) pracował w Krakowie, ale nie codziennie, czasami i to wieczorem, posiadał stareńką "dekawkę". Przed każdym wyjazdem do Krakowa spędzał długie godziny nad przygotowaniem tej dekawki aby dojechała i wróciła. Dlaczego to robił - wszak mógł pojechać autobusem albo pociągiem? Może po prostu lubił pogrzebać przy samochodzie? Był to człowiek z wyższym wykształcniem ale raczej krańcowo odmiennym od politechnicznego, o uznanej renomie w Polsce.
Jestem gorszego sortu...
Ha !gb pisze:Nie nabrać...Basia Z. pisze:Czyli również p. Orliński dał się nabrać?
Naprawdę tytuł "Polak na autostradzie" - nie wiąże się nikomu z zakończeniem?
Wiem, że to trochę "chwyt poniżej pasa" - ale perypetie opisane przez Marka - to prawie dokładnie opis "sprawy smoleńskiej" - od początku do końca, tyle, że innymi słowami i z inną muzyką w tle...
Na to nie wpadłam !
Niezupełnie zgodnie z cytatem ale coś jest na rzeczy: ostatnio w mediach przetoczyła się dyskusja w sprawie reformy wieku emerytalnego. Co ciekawe - zabierali w niej głos i to z błyskiem w oczach, prawie wylącznie ludzie, których to absolutnie nie dotyczy. Aby nie być gołosłownym - moja starsza siostra (83) wielce się oburzyła jak stwierdziłem, że ja nie czuję się uprawniony do wzięcia udziału w ew. referendum, bo nie mam prawa decydować w sprawach, które mnie nie dotyczą. Młodzi ludzie, a znam ich sporo, raczej wzruszali ramionami - "panie, a co ja mogę wiedzieć na temat jak będzie wyglądał rynek pracy za 30 lat, na pewno inaczej niż teraz, ale jak, to nie wiem i podejrzewam, że nikt nie wie".gb pisze: to prawie dokładnie opis "sprawy smoleńskiej" - od początku do końca, tyle, że innymi słowami i z inną muzyką w tle...
Jestem gorszego sortu...
Po konsultacji z autorem tej przepięknej przypowieści (cokolwiek to znaczy) z pewnością łatwiej orzekać o co mu chodziło i dlaczego.gb pisze:Nie nabrać...Basia Z. pisze:Czyli również p. Orliński dał się nabrać?
Naprawdę tytuł "Polak na autostradzie" - nie wiąże się nikomu z zakończeniem?
Wiem, że to trochę "chwyt poniżej pasa" - ale perypetie opisane przez Marka - to prawie dokładnie opis "sprawy smoleńskiej" - od początku do końca, tyle, że innymi słowami i z inną muzyką w tle...
Co do skojarzeń ze Smoleńskiem itp. przypadkami - m. in. to miałem na myśli pisząc o postawie pt. "jakoś to będzie".
"Szlachta na koń siędzie - ja z synowcem na czele i jakoś to będzie"
Każdemu jego Everest...
Tylko z drugiej strony - perfekcyjne przygotowanie - to jedna sprawa, a i tak umiejętność twórczej improwizacji bardzo często się przydaje.gb pisze:od tego się zaczyna - a później, w zależności od scenariusza albo:andy67 pisze:"Szlachta na koń siędzie - ja z synowcem na czele i jakoś to będzie"
"znów się udało"
"jesteśmy "the best" - genialna improwizacja"
'gryźliśmy trawę"
.....
każdy z nas dopisze dziesiątki innych rozwiązań...
Czasem improwizacja jest jedynym rozsądnym wyjściem.
Pamiętam tę historięJanek pisze:Tak na marginesie - Basia może pamięta - kilka lat temu na 321 był opis, tym razem jak najbardziej prawdziwy, jak to trójka młodych ludzi, w tym jedna z wykształceniem technicznym, po zakupieniu auta na giełdzie, wprost, bez sprawdzenia, pojechała a raczej zamierzała nim pojechać w Alpy a problemy zaczęły się już w Sudetach...
Hmm, to zależy od okoliczności. Inaczej to wygląda w przypadku koleżeńskiej wyprawy, podczas której jedna osoba pełni funkcje kierownicze a inaczej gdy to jest standardowa wtcieczka organizowana przez powżne biuro podróży. Chociaż - jak mi powiedział dwa lata temu w Egipcie nasz pilot, zresztą świetny, zawsze są jakieś problemy, ale jego rzeczą jest, abyśmy my, klienci biura, nawet się tego nie domyślili.Basia Z. pisze:Czasem improwizacja jest jedynym rozsądnym wyjściem.
A przypadki chodzą po ludziach - w ubiegłym roku, trzy dni po powrocie z Chorwacji, jadąc samochodem nagle usłyszałem okropny hała, zupełnie taki jakbym za samochodem wlókł na sznurku blaszane wiadro - sprawa była jasna bez wychodzenia z auta - rura wydechowa się urwała - miałem 100 metrów do garażu, dojechałem, wyszukałem drut, podwiązałem i "ryczącym" autem pojechałem do naprawy. No i tu zaczynają się niuanse - pojechałem nie do serwisu Citroena ale takiego, o którym wiedziałem, że ma krajowe zamienniki (niczym nie odbiegające od fabrycznych) ale trzy razy tańsze - zapłacim 450 zł a nie ok. `1500, bo tyle kosztują francuskie elementy. No ale to było w Koszalinie, czyli miejscu dokładnie rozpoznanym, prawdopodobnie tak samo bym sobie poradził w każdym polskim mieście. Natomiast w Chorwacji byłbym skazany na serwis fabryczny i zabulił tą równowartość 1500 zł. I teraz pytanie - czy nie dość uważnie obejrzałem auto przed wyjazdem? Byłem na kanale, obejrzałem, opukałem, było dobrze a jednak...
Kilka dni temu, kilka minut po 21 dzwoni do mnie córka - stoi na parkingu podziemnym w supermarkecie - jak zapala auto (6 lat, w dobrym stanie) to gaśnie i rzyga paliwem na posadzkę. Mam przyjechać i ją odholować do zaprzyjaźnionego warsztatu za miastem. Ha, ale nie mam linki holowniczej (ale to drobiazg, na każdej stacji benzynowej kupię) tylko... ja nigdy w życiu nie wiozłem auta na holu. Ale tuż obok jest znajomy, pan Jurek, który w takich sprawach jest wręcz "noblistą". Pojechaliśmy, sholowaliśmy, nazajutrz się okazało, że to jakiś zatrzask od pompy paliwowej - w sumie 135 zł z robocizną. Za granicą to byłaby niezła zagrycha.
Dlaczego o tym piszę? Aby stwierdzić, że nieoczekiwane zdarzena bywają. Ale to co opisał pan Grocholski to normalne techniczne niechlujstwo i brak wyobraźni, które nie powinny się zdarzyć nawet najbardziej "zakutemu" humaniście. Jeśli to wszystko prawda to podziwiam spokój małżonki Grocholskiego - normalnie powinna go zabić - dlatego m.in. podejrzewam, że tekst jest wyssany z palca. No i jeszcze jedno - może to kwestia mojej osobowości - ale przy takich problemach z autem raczej nie potrafiłbym myśleć o urokach zabytków w okolicy...
Teza tekstu jest chyba taka - wy "nowocześni", nadziani młodzi ludzie, dobrze wynagradzani pracownicy wielkich korporacji, wy nie jesteście w stanie zrozumieć problemów nisko opłacanego humanisty itd itd - ha, ha - Marks i Lenin się kłania - nowa odmiana walki klas.
Przypomina mi się taki stary kawał - proboszcz wiejskiej parafii na spacerze spotyka 10-letnią Marysie prowadzącą krowę na postronku - pyta się - "a dokąd to Marysiu prowadzisz tą krowę". "A do byka, proszę księdza". Ksiądz się stropił i pyta "a nie mógł ojciec tego zrobić?". "Nie, proszę księdza, to musi być byk".
Podobnie jesat z wyjazdem zagranicznym na autostradę i w górskim terenie - trzeba mieć auto a nie atrapę auta - "to musi być byk".
Jestem gorszego sortu...
- ketivv
-

- Posty: 951
- Rejestracja: pn 28 wrz, 2009
- Lokalizacja: mama, tato, romantyczny nastroj, wino :-)
gb pisze:Wiem, że to trochę "chwyt poniżej pasa" - ale perypetie opisane przez Marka - to prawie dokładnie opis "sprawy smoleńskiej" - od początku do końca, tyle, że innymi słowami i z inną muzyką w tle...
to coś co powoli już zanika, "nasza ułańska fantazja"
nie krytykuję ludzkich zachowań, każdy ma prawo żyć jak chce - a to niekiedy dużo kosztuje
dla mnie wyjazd nieprzygotowanym autem mając pieniędzy na styk jest tą właśnie "ułańską fantazją"
- ketivv
-

- Posty: 951
- Rejestracja: pn 28 wrz, 2009
- Lokalizacja: mama, tato, romantyczny nastroj, wino :-)
Janek pisze:Ale to co opisał pan Grocholski to normalne techniczne niechlujstwo i brak wyobraźni, które nie powinny się zdarzyć nawet najbardziej "zakutemu" humaniście. Jeśli to wszystko prawda to podziwiam spokój małżonki Grocholskiego - normalnie powinna go zabić - dlatego m.in. podejrzewam, że tekst jest wyssany z palca.
"Ewa mówi: "Modliłam się: święty Krzysztofie, chociaż do Bratysławy". "To czemu nie poprosiłaś, żebyśmy dojechali do domu?""
jeszcze się dziewczynie oberwało
A licznie opisywane historyjki ludzi, czasami takich co zaledwie "polizali" Tatry w Alpy i to te czterytysięczne z wyjściem prosto po nocy spędzonej w samochodzie, bez aklimatyzacji itd - bo nie ma czasu, weekend krótki, a także szkoda pieniędzy na takie "luksusy".ketivv pisze:dla mnie wyjazd nieprzygotowanym autem mając pieniędzy na styk jest tą właśnie "ułańską fantazją"
Niefrasobliwość ma zawsze dwa źródła - albo skrajna głupota albo skrajny brak wyobraźni, najczęściej oba razem.
PS.
Dziwię się GW, że puściła ten "kit".
Jestem gorszego sortu...



