Dzisiaj się nie mam czym pochwalić w sensie rekreacji na rowerze

...
Konieczność odbycia dość smutnej wizyty w Szpitalu Górniczym w Sosnowcu, zmusiła nas do wypadu na Jurę samochodem.
Krótko i z zegarkiem w ręku, ale widoki – jak zwykle piękne.
Mnóstwo ludzi, skałki oblepione wspinaczami....wiadomo …. weekend i przepiękna – z temperaturą niczym w lecie - pogoda

.
Najpierw Rzędkowickie Skały i tatmtejszy Okiennik – z zewnątrz
i od środka.
Mimo wczesnowiosennej szarości , skąpane w słońcu skałki prezentują się urokliwie

.
Potem tradycyjny spacer od zamku Mirowskiego
do Bobolickiego – tzw. Grzędą.
Zamek już prawie odbudowany, można go zwiedzać (wstęp – 10 zł).
Niestety, nie mieliśmy na to czasu...innym razem.
Z drugiej strony są rusztowania, być może jeszcze prace nie całkiem skończone.
A tu brama im. Laseckich – od nazwiska właścicieli zamku i terenu.
Z tablicy informacyjnej można się dowiedzieć, że była zarośnięta i zasypana śmieciami.
Po uporządkowaniu ukazało się istne cudeńko, które nazwał swoim imieniem....
Widok z Bramy na zamek.
No i tyle tylko wiosny pod skałkami...
Do południe piękne, potem już nie specjalnie.
W dodatku w drodze powrotnej z Sosnowca, paskudny wypadek i korek na kilka kilometrów.

…..Jak trzeba jechać, żeby z drogi wypaść i wylądować w lesie na połowie wysokości dość grubego drzewa, które zostało ścięte, niczym brzoza w Smoleńsku ?

....
Ala

.