Wiadomo, że nie warto, bo przysłowiowym patykiem na wodzie pisane i zmieniają się czasem dwa razy dziennie.
Jednak jak człowieka dopadnie „ciąg”, a tęsknota przesłoni zdrowy rozsądek i wszystkie prawdy oczywiste – uczepi się wszystkiego, byle jak najszybciej znaleźć się w miejscu, które nie daje o sobie zapomnieć ani na chwilę.
W prognozach 20 dni słoneczka pod rząd...nieprawdopodobne, a jednak okazało się możliwe
W poniedziałek w nocy małżonek wrócił od córki znad morza, a już we wtorek w południe jechaliśmy ku wierchom.... Tatrom moim cudownym
Mój biedny mąż z tą swoją ostrogą dokuczliwą
Nic to, na jedną z pierwszych wycieczek wybraliśmy się Doliną Smutną na Przełęcz Smutną w Zachodnich Tatrach.
Nazwa trochę nieciekawa i tak samo o niej pisze Nyka w swoim przewodniku.
Nieprawda....jest bardzo ładna i żadnego smutku tam nie zaznałam – wręcz przeciwnie, byłam zachwycona.
Ale w ciepłych, słonecznych promieniach, przy wspaniałej widoczności nazwa ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością...i dobrze.






Miało być tylko na Przełęcz, ale poszliśmy jeszcze wyżej w stronę Rohacza Płaczliwego.
Niestety czas i ostroga nie dały szansy na wejście.




Tatrzańskie serce.....
Ja swoje już dawno tu zostawiłam, a teraz znalazłam takie wśród górskich kamieni.
Był to dzień moich urodzin i poleciałam w fantazję, że to kamienne serce jest wspaniałym prezentem urodzinowym dla mnie od Tatr
Co roku chcę takie

Niestety, było zbyt ciężkie, żeby je targać ze sobą i po nacieszeniu się nim zostawiłam w miejscu, w którym znalazłam.
Może ktoś inny też będzie miał radość jeśli je wypatrzy....

Wycieczka piękna, ale okupiona cierpieniem mojego małżonka, ta nieszczęsna ostroga dała mu popalić i następne dwa dni musiałam iść w góry sama
No trudno.... poszłam....no bo jak tu siedzieć w domu w taka pogodę,,,,,
Przez Kondratową, Siodłową Turnię, Grzybowiec do Strążyskiej.




W następnym dniu kółeczko:Jaworzynka, Przełęcz Karb do Czarnego Stawu Gąsienicowego i powrót przez Skupniów Upłaz do Kuźnic.


Na Małym Kościelcu spotkałam ciekawego starszego pana – jak ze starej fotografii - z którym trochę pogadałam.
Okazało się, że ma 90 (!) lat , od dawna chodzi po górach i w dodatku jeszcze pracuje jako księgowy – prowadzi firmę swojej znajomej.
20 dni w miesiącu spędza nad dokumentami, pozostałe 10 - w górach.
Muszę przyznać, że wzbudził we mnie wielki podziw.
Schodziliśmy nad Czarny Staw razem i wcale nie musiałam na niego czekać.
Dawna kultura, bardzo miłe towarzystwo.
Nieczęsto można dziś spotkać w górach kogoś takiego.



Pięta małżonka przez te dwa dni trochę wydobrzała, więc wybraliśmy się nad Czarny Staw pod Rysami i jak się uda to jeszcze na Bulę.
Nigdy nie jeździmy wozami, ale teraz – z powodu wyższej konieczności – trzeba się było trochę podeprzeć
Zaskoczył mnie fakt, że konie tak się rwały do swojej ciężkiej pracy, aż trzeba je było dość mocno trzymać, bo jeszcze wszyscy nie wsiedli
Podczas drogi wypytałam górala, czy konie dostają pić (nigdy tego nie widziałam), ile razy dziennie robią tą trasę i inne takie.
Na Włosienicy wszyscy szybko wyskoczyli z wozu i poszli, a ja – w dziwnym poczuciu jakieś winy – głaskałam dość długo aksamitne końskie łepetyny.




Posiedzieliśmy trochę nad Czarnym Stawem, no i nastąpiła zmiana planu.
Zamiast na Bulę, poszliśmy w stronę Bańdziocha Mięguszowickiego, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo wprost na wąskiej, prowadzącej ostro w górę ścieżynie, wpadłam dosłownie na Włóczęgę.
Tym razem mnie udało się poznać forumowego kolegę i po moim zapytaniu „czy pan ma może na imię Mariusz ?” ...kilka sekund konsternacji i serdeczne przywitanie





Następny dzień trochę lajtowy, ze względów niestety oczywistych ;?...
Ale....czy trzeba się co dzień sterać?....
Taki lajcik też jest potrzebny i nawet fajny



To miejsce ma wyjątkową atmosferę.
Stary cmentarz na Pęksowym Brzyzku - nie sposób się tu nie zadumać czytając napisy na prostych krzyżach i mogiłach z ułożonych górskich kamieni.
Najbardziej wzruszają mnie groby ratowników, tu zawsze mgłą oczy zachodzą....

W jeden pochmurny dzień wstąpiliśmy do Wilii Oksza obejrzeć wystawę „Zakopane – pępek świata”.
Jak każda o takiej tematyce – ciekawa.

Pokój poświęcony twórczości Witkacego.

Ponieważ było jeszcze dość wcześnie poszliśmy Doliną Białego Potoku na Sarnią Skałę.
Trochę chmur plątało się po szczytach, ale za to można było się zachwycić przejrzystością Białego Potoku i jego kolorytem.




Kolejny dzień też jakiś niepewny, trochę chmur, trochę słońca.
Poszliśmy przez Liliową Przełęcz na Kasprowy, ale okazało się, że było więcej chmur, niż czystego nieba. Na graniach jednak wspaniały spektakl : góry, chmury i promienie słoneczne – po stronie słowackiej. Po naszej ściana mgły stojąca w połowie grani.
A już myślałam, że nic nie zobaczę



W następnym dniu już zdecydowanie stabilnie .
Ciepło, błękitnie więc wybraliśmy się na Czerwone Wierchy od przełęczy pod Kopą Kondracką, zejściem z Ciemniaka przez Adamicę.
Lubię szlak przez Tomanową, ale czasowo byliśmy trochę do tyłu.


Jak to się można czasem w górach zdziwić, a nawet zszokować...
Minęli nas młodzi łowcy adrenaliny, w tempie zadziwiająco szybkim, z nielekkim bagażem i zanim doszliśmy do lasu zdążyli zjechać ze szczytu Ciemniaka

Na Zawratowej Przełęczy byłam kiedyś od strony Dol. Pięciu Stawów. Daleko, ale droga bez trudności.
Od strony Gąsienicowej nie mam odwagi, bo tam szlak nie dla tych, co mają jakieś lęki...a ja mam – niestety....
Chciałam jednak podejrzeć przez lornetkę jak tam się idzie.
Doszlismy do miejsca, gdzie zaczynają się łańcuchy - podejrzałam i nie pójdę
Przynajmniej na razie...hm...a może i wcale i myślę, że świat się od tego nie zawali.





Czwarty dzień pod rząd....zamiast odpocząć poniosło nas na Krzyżne.
Daleko, wysoko, ostro i szybko, bo dzień krótki.
Dało nam popalić, zwłaszcza mężowskiej pięcie z ostrogą

Z Czerwonego Stawku zostały tylko dwa oka, zdziwione, gdzie też tą parę starszych ludzi niesie ?


Powolutku, pomalutku, po cichutku..... aż do skutku

Widoki przez ostre słońce przymulone co nieco, lecz jak zwykle wspaniałe.

\
Tu zawsze robimy sobie odpoczynek na obiadokolację. Takie uroczysko z wodospadem .
Fajne.

A ten widok niezmiennie robi na mnie duże wrażenie i to z każdej strony – głębia Doliny Roztoki

Po tej czterodniówce skończyło się tak, jak było do przewidzenia....następne dwa dni musiałam iść w góry sama
Wycieczki na przełomie września i października - to bajeczny sen.
W ciągu kilku dni wybarwiły się liście i jagodziny, zbrązowiały trawy.....
Królowa Jesień przyszła w Tatry z całą swoją paletą kolorów.
Tu dałam kilka zdjęć z Tatr Zachodnich, Rohackich Stawów, Doliny Cichej i Zadnich Koperszadów.
viewtopic.php?t=7723&sid=e8a8b4db125d42 ... 6f3a90766d
Dalszy ciąg relacji napiszę później.
Ala








