Miało być zupełnie inaczej, mieliśmy w Lublinie przesiąść się w pociąg do Zaklikowa, mieliśmy wiele pomysłów na trasę i miejsca do odwiedzenia, mieliśmy przeciąć Lasy Janowskie, Puszczę Solską i pociągnąć brzegiem Tanwii,a wyszło i tak po swojemu. Z przesiadki wyszły nici, bo do Lublina dojechaliśmy z godzinnym opóźnieniem, a że na czekanie na inne połączenie szkoda życia, więc wsiedliśmy na rowery i na nich dojechaliśmy na Roztocze. Wyszło to całkiem przyjemnie, bocznymi dróżkami, przez podlubelskie pagóry i Krzczonowski Park Krajobrazowy, pizzę turobińską, wał Roztocza, fragment Centralnego i Jastrzębiej Zdebrzy, deszcz tamże, podeszczową lessową katastrofę przed Szperówką unieruchamiającą rowery i wyciskającą przekleństwa, a wreszcie nocne asfaltowe kryterium przez Szczebrzeszyn i Topólczę. A wszystko po to, by po 23 zrzucić mokre graty w zatłoczonym przez LAF Rysiu i popędzić w miasto po nagrodę
Ślad:
http://www.everytrail.com/view_trip.php?trip_id=1232625






Dzień drugi zaczynamy od oceny zakwasów i strugania rowerów z częściowo już zaschniętego lessowego mułu. Słonko miło grzeje, więc zanim wyjedziemy mokre szmaty wędrują na przyszkolny murek.
Na początek trasy velostrada do Florianki, tam małe zdziwienie, zamiast koników stadko owiec, a w międzyczasie wąsacz na skuterku goli nas z czterech zeta od siodełka.
Dalej łapiemy zielony, w lesie sporo wody, ciężki do jazdy mokry piach, więc Górecko witamy z radością. Tam zespoły pieśni i tańca, tłum na parkingu, tłum wokół kościoła, tłum i w karczmie, bo to podczas festynu jedyne miejsce z piwem.
Za chwilę Tarnowola, za trzy chwile Fryszarka, a po pięciu Borowe Młyny i popas przy kanapkach. Potem koszmarną po zrywce drózką kurs na Rudę Różaniecką, tam ruinka i pięknie odnowione za dotację schronisko PTSM. Jeśli zawiaduje tym ta sama miła pani, co kilka lat temu, musi być przeszczęśliwa
Tam się rozbijamy, znaczy namiot, ogniseczko, piweczko, krajobrazik, jest dobrze
Ślad:
http://www.everytrail.com/view_trip.php?trip_id=1232628







W nocy jakieś ulewy, nawet grzmoty, ale noc ciepła, a na śpiwór kapie tylko trochę.
Rano na dzień dobry wdrapujemy się (dosłownie) na Wielki Dział, bunkry tam są, my ich nie widzimy, ale i tak jest zaje...dwabiście!
Na stacyjce przeprowadzmy szybką analizę SWOT roztoczańskich pociągów, zagrożeń wychodzi nam najwięcej, ale widok SA 134 wywołuje uśmiechy. Cudeńko, co i wygląda, i jeździ, i tylko personel jakiś taki w dół odstający.
http://www.everytrail.com/view_trip.php?trip_id=1232629









