Taka właśnie budzi wenę twórczą w poetach i malarzach.
To zdecydowanie najpiękniejsza pora roku – w górach zwłaszcza....
Ubiegłoroczna – kapryśna, deszczowa i brzydka - nie pozwoliła Pieninom pokazać swoich uroków turystom.
W tym roku też się na to zanosiło...
Na szczęście prognozy pogody nie sprawdziły się i zamiast deszczowej pierwszej połowy października, mieliśmy piękną, słoneczną, suchą i dość ciepłą..
Nie można było przegapić takiej okazji
Telefon do naszej gospodyni, szybkie pakowanie i wczesnym popołudniem witamy urocze, skąpane w słońcu Krościenko.
Dni już krótkie, za późno, żeby się gdzieś dalej wybrać, ale chociaż na Sokolicę przez Czertezik i Sokolą Perć damy radę przed zmrokiem.
Znajome już teraz widoki cieszyły oczy kolorami.
Jesień wyciągnęła paletę barw, powoli i delikatnie zaczęła swoją malarską pracę.


Sosenkę ozdobiła bukiecikiem kwiatków.....

We wtorek, w pochmurny ranek, spacer po szczawnickim parku i do schroniska Bereśnik.

A tam...cóż za miła niespodzianka

Chyba nasz dobry nastrój rozgonił chmury i do Szczawnicy wróciliśmy razem z Bartkiem i Asią przy słonecznej, choć chłodnej pogodzie
Przez następne dni było już tylko słońce.
W takich warunkach wędrówki po pienińskich szlakach były kolorowe i piękne
Zajrzeliśmy do Czerwonego Klasztoru przez Leśnicę i Przełęcz pod Klasztorną Górą.








Na środku asfaltu Drogi Pienińskiej wygrzewał się zaskroniec, wzięty przez wystraszonych turystów za żmiję.
Patrzył spokojnie i litościwie swoimi gadzimi oczami, w których była prośba, żeby mu krzywdy nie zrobić.
Podzieliłam się swoimi spostrzeżeniami z grupką obserwujących i po zrobieniu zdjęć, delikatnie przeniosłam go głębiej na trawnik, gdyż groziło mu niechybnie rozjechanie przez rowerzystów.


Pozazdrościliśmy licznym wycieczkom rowerowym i sami też taką sobie zrobiliśmy


W piątek poszliśmy na Radziejową. Tu jesień już śmielej zaszalała z paletą barw.
Na takim miękkim dywanie można się poczuć jak za dawnych,




Tatry w przepięknych mgiełkach wyglądały bajecznie,



tak samo jak zachód słońca, który nas spotkał na czerwonym szlaku nad Rezerwatem Biała Woda.

W piątek przyjechali Roman z Beatką i synkiem (forumowi Ermen i Camzik) i w kolejnych dniach przemierzaliśmy razem pienińskie dróżki.
Było super




Widoczne z Łapszanki Tatry w ciepłych promieniach zachodzącego słońca zapierają dech...

A to już z kolejnej wycieczki - Czorsztyn, Majerz, Macelak, Przełęcz Szopczańska.


Tu już nie było żartów. Na środku drogi prowadzącej z Przełęczy Szopczańskiej leżała żmija.
Świdrujące złowrogo ślepia, przy próbie przesunięcia – nadymała się i syczała .
To nie spokojny, poczciwy zaskroniec....
Na szlaku sporo turystów i dzieci, nie byłoby ciekawie, gdyby jakieś dziecko niechcący ją nadepnęło
Jakoś udało się delikatnie przegonić ją z tego miejsca.


W poniedziałek Romek i Beatka pojechali zajrzeć w Tatry, a my z Grani Małych Pienin – na Przełęcz pod Tokarnią i przez Leśnicę do Szczawnicy.
Przepiękny widokowy szlak.



I znów wspólna wycieczka we wtorek, gdzie innym szlakiem (a częściowo bez) doszliśmy na Przełęcz pod Klasztorną Górą.
Na Haligovcach ledwo co opadły poranne mgły.

Na polance rosło kilka ziemowitów.
Miło spotkać takie piękne kwiaty wśród pożółkłych naokoło traw.





Beatka i Roman wyjeżdżali po południu do domu, więc tu nasze drogi (nie bez żalu) się rozeszły.
Oni wrócili do samochodu, który został w Leśnicy, a ponieważ nam się nie spieszyło poszliśmy Drogą Pienińską.
Niesamowite, jak przez kilka dni zmieniły się barwy - z delikatnie jesiennych, na bajkowo kolorowe.

Oświetlone ostrymi promieniami słońca robiły wrażenie.







W środę my wracaliśmy do domu i żeby nie stracić pięknego dnia, poszliśmy raniutko na Trzy Korony, popatrzeć na jesienne mgły z góry.
Na szlaku ani jednej żywej duszy...no może tylko dwie sarenki, które szybko uciekły gdy usłyszały stukot naszych kijków.
Na dole mglisto, wyżej promienie słońca przebijały się przez gałęzie drzew.
A na szczycie...prawdziwy spektakl...
Zmieniający się na naszych oczach biało - kolorowy krajobraz po prostu przykuł nas do tej małej platformy i przez bite trzy godziny patrzyliśmy na to wspaniałe widowisko.
Byliśmy sami i nikt nie przeszkadzał nam w jego odbiorze.
Po godzinie jedenastej zaczęły przychodzić wycieczki i powoli my też musieliśmy swoją zakończyć.












Przepiękne zakończenie naszego dziewięciodniowego pobytu w jesiennych Pieninach zafundowała nam Matka Natura.
Mam nadzieje, że w przyszłym roku kapryśna ostatnio aura, pozwoli nam te cudeńka znowu zobaczyć.
A teraz liczę po cichutku na choć kilka takich pięknych, pogodnych dni w drugiej połowie października.
A dlaczego....hm....wiadomo....
Dziękuję bardzo Beatce, Romkowi i Pawełkowi, za piękne wycieczki, oraz miłe chwile spędzone razem na pienińskich szlakach i nie tylko.....
Było wspaniale i mam nadzieję, że uda się zrealizować nasze pienińskie, zimowe plany
Dziękuję też Barkowi i Asi za rozjaśnienie tego pochmurnego dnia na Bereśniku i dotrzymanie towarzystwa w drodze powrotnej do Szczawnicy
Ala





