FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
na deser Sinjavina i Durmitor
Autor Wiadomość
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Śro 29 Wrz, 2010   na deser Sinjavina i Durmitor

19.09.10
Opuszczamy Biogradski Par Narodowy i ruszamy w kolejne góry. Ich opis jaki znajdujemy w informatorze wziętym z informacji turystycznej w Kolasinie kilka dni wcześniej, nie wskazuje na nic szczególnego. O takie trawiaste pagórki, które łączą Biogradską Górę z Durmitorem. W miejscowości Mojkovac rozpoczynamy naszą przygodę z Górami Sinjavina.
Szlakiem z Mojkovaca mamy zamiar dotrzeć do Rużicy, w której znajduje się pielgrzymi kościół, usytuowany wśród charakterystycznych, zielonych wzgórz Sinjaviny, po których porozrzucane są liczne, wapienne głazy.
Nasz informator zwraca również uwagę na dużą gościnność mieszkających tam pasterzy, którzy zapraszają do katunów (osad pasterskich) na kafu (kawę) lub rakiję.
Z tą wiedzą ruszamy na szlak. Oczywiście na dzień dobry szlak postanawia nas opuścić i my błądzimy po krzakach, usiłując na prowizorycznej mapie zorientować się, jak mamy iść. (niestety nigdzie nie można na razie dostać dobrej mapy Sinjaviny)
Na szczeście udaje nam się dotrzeć do szlaku i przez pewien czas będziemy cieszyć się jego obecnością ;) Powoli zaczynają się pierwsze widoki – przez chwilę możemy popatrzeć jeszcze na Biogradską Górę. Mijamy pierwszą wioskę, za którą gubimy szlak i idziemy z lekka na azymut ścieżką wydeptaną przez krowy. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo odsłaniają nam się piękne widoki na Sinjavinę, a szlak i tak odnajdujemy. Spotkanego po drodze pasterza dopytujemy się jeszcze o drogę do Rużicy i idziemy we właściwym kierunku. Jesteśmy wprost zachwyceni tymi pagórkami, które wypiętrzają się na wysokość powyżej 2000metrów.
Mijając samotnie stojący dom, od siedzącej przed niej kobiety słuszymy pytanie:
- Kafu?
Hmm...przed chwilą wprost marzyłam o kawie. Długo nie trzeba było nas namawiać. Zostajemy ugoszczeni sokiem z cytryną (witamina C była wtedy potrzebna), słonym, białym serem, świeżo pieczonym chlebem oraz kawą po turecku. Po prawie godzinie jaką tam spędziliśmy, dowiadujemy się, że pasterze spędzają tam ok. 5 miesięcy w roku, że zimy są tam bardzo śnieżne (do 2 metrów śniegu) oraz że w górach tych bardzo rzadko pojawiają się turyści, a jeśli już to są to Czesi. Hmm jakoś nas to nie dziwi ;) Dostajemy też radę: nigdy nie chodzić po Sinjavini jak jest mgła, jeśli nie zna się dobrze licznych dróg, jakie przecinają te góry. Na dowidzenia robię sobie zdjęcie z przemiłą gospodynią i idziemy do Rużicy. Pogoda zaczyna się coraz bardziej psuć. Po 40minutach marszu naszym oczom ukazuje się widok na murowany kościół, stojący na jednym z sinjavińskich wzgórz. Ucinamy sobie jeszcze pogawędkę z serbskim pasterzem i udajemy się pod pielgrzymi kościół. Można tam rozbić namiot, jest też wiata z ławami i stołami. My rozbijamy namiot pod wiatą, gdyż przychodzi burza z mocno porywistym wiatrem. Burza szaleje całą noc, a dzięki wiacie nie odfrunęliśmy z naszym całym majdanem.

Biogradska Góra z Sinjaviny


Sinjavina w różnych odsłonach












z wizytą w katunie (i to nie ostatnią)


Katun Mulce


Katun Rużica


Kościół pielgrzymi...burza coraz bliżej


cisza przed burzą, owce wracają do domu...



20.09.10Magla i kisz
„Lepiej nie chodzić po górach jak jest magla.” Wychodzimy z namiotu i co widzimy? Jedno, wielkie NIC. Wokół nas jest tak, jakby ktoś rozlał mleko. Mgła utknęła nad górami i postanowiła się nie ruszyć nawet o metr. Zrezygnowani postanawiamy zejść z gór Sinjavina i zdesantować się w Durmitor. Nie chcemy opuszczać tych pięknych i przjaznych gór, ale nie widzimy też szans na poprawę warunków. W Katunie Rużica dopytujemy się pasterza o drogę do miejscowości Bistrica, która znajduje się na trasie do Żablijaka. Pasterz kilka razy tłumaczy nam drogę i dba o to, żebyśmy obrali odpowiedni kierunek, na właściwej ścieżce. Zaleca dopytać się jeszcze o drogę w kolejnym katunie, co też czynimy. Zaglądamy do domu, z którego wychodzą dwie starsze panie, z radosnym okrzykiem: „turyści!” Po chwili grzejemy się w ciepłym wnętrzu ich domu, jedząc ciepły chleb z kajmakiem (biały ser o konsystencji masła, mający podobny smak jak nasza bryndza), biały, słony ser, kajmak z ziemniakami (ciekawe, ale bardzo smakowite połączenie) oraz pijąc kawę po turecku. Robimy pamiątkowe zdjęcie, bierzemy od pań adres, aby wysłać im zdjęcia. Najedzeni i ogrzani schodzimy stromą, skalistą i śliską ścieżką do Bistricy.
Łapanie stopa do Żablijaka zajmuje nam trochę czasu, ale jak już go złapiemy to narzekać nie możemy. Kierowca zapowiada, że może nas zawieść do miejscowości 5km przed Żablijakiem, bo tam tylko jedzie. Dobre i to. Po drodze nagle się zatrzymuje i mówi, żebyśmy zeszli kawałek na dół. Kiedy widzi nasze wahanie, idzie z nami i...wychodzimy na wiszący most w kanionie Tary, tuż nad krystalicznie czystymi wodami rzeki. Później robi nam również postój przy słynnym moście na Tarze. Autostop plus zwiedzani – czad :D Kiedy zbliżamy się do Żablijaka, pyta się, czy kiedykolwiek byliśmy w tej miejscowości. Mówimy, że nie. Na co stwierdza: „wiecie co, może padać” i zawozi nas do centrum Żablijaka. Tam udajemy się na camping Ivan Do, gdzie z nadzieją patrzymy w niebo oczekując poprawy pogody :)

był kisz (deszcz), jest magla...


z wizytą w kolejnym katunie


czekając na stopa..


nad Tarą


21.09.10 Spacerem po Durmitorze
Poranek budzi nas piękną pogodą i...przymrozkiem. Cały camping jest z lekka zdziwiony, że wszystko jest zmrożone. Po wysuszeniu a raczej rozmrożeniu namiotu ruszamy na szlak. Nasz cel na dziś do Bobotov Kuk i nocleg przy Jeziorze Skrcko. Słońce przyświeca, jednak w cieniu nadal jest bardzo zimno. Powoli pniemy się ku górze, zdziwieni tym, że nie musimy biegać w poszukiwaniu oznakowań szlaku. Niby idzie się nam dobrze, ale jakoś tak bez polotu. Niby nam się wszystko wokół podoba, ale nie ma tego WOW. Myślami nadal jesteśmy w Sinjavini, z której wcale nie chcieliśmy się tak szybko zbierać.
Wychodzimy na przełęcz pod Bobotovem i oboje stwierdzamy, że wcale nie chce nam się wychodzić na ten najwyższy szczyt Durmitoru. Tomek wyskakuje strzelić panoramkę, na położony obok szczyt Lucin Vrh. Ja siedzę na przełęczy i w upalnym słońcu spisuję wspomnienia i przemyślenia z ostatnich paru dni. Dołącza do nas na górze grupka Polaków, która miała pojechać na tydzień w Tary, ale zła pogoda spowodowała, że wylądowali w Czarnogórze ;)
Ruszamy w dalszą drogę, żegnając Bobotova. Przez ciekawie uformowaną przełęcz Samar idziemy do Skrcko jezero, gdzie obok schroniska rozbijamy namiot (4,5euro od osoby, można się rozbijać tylko obok schronisk, lub w wyznaczonych miejscach). Z opiekunem schroniska spędzamy wieczór siedząc przy kominku, rozmawiając o górskich i nie tylko górskich sprawach.

poranek na campingu Ivan Do




w drodze na Bobotov Kuk




kamienna pustynia


ciekawe formy skalne




drogowskaz


nasz cel w dole


Planinarski dom



22.09.10
Pogodny poranek, sprawia, że na początku dnia mamy sporo energii. Szkoda, że za chwile będziemy cierpieć na jej braki. Ruszamy z powrotem do Żablijaka przez szczyt Pannincy. Wrrr...kolejna na tym wyjeździe, dająca w kość trawiasta kopka. Dodam, że skończyły nam się zapasy wody (obok schroniska woda jest tylko ze stawów, a my jakoś nie byliśmy przekonani do picia jej bez gotowania), słońce przypiekało a szlak jest poprowadzony bardzo stromym zboczem, na krechę do góry. Jak dwie żaglówki bez wiatru wdrapujemy się na kopkę. Ja stosuję system stu kroków – jak zrobię sto kroków pod górę, będę mogła odpocząć. Nawet pomaga, bo w końcu wyczołguję się na szczyt Planninicy. Widoki całkiem zacne.
Schodzimy do Żablijaka przez uroczą dolinę Alisnica. Ze dwa razy szlak postanawia nas opuścić, ale jakoś sobie radzimy i docieramy do miejscowości.
Dzień miał być z założenia lajtowy, ale my nie byliśmy w stanie usiedzieć na miejscu...ale o tym za chwilę ;)

poranek w Durmitorze


na mozolnym podejściu


na Planninicy


polski akcent na szczycie – Harnasie od Basi Z. też tu były


tam byliśmy wczoraj – przełęcz Samar


w Dolinie Alisnica


pierwsze oznaki jesieni w Dumitorze
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
bibi777


Dołączył: 27 Wrz 2010
Skąd: Ł./W.
Wysłany: Śro 29 Wrz, 2010   

A co dostaniemy na Kolacje ? :)
_________________
Człowiek potyka się o kretowiska, nie o góry.
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Śro 29 Wrz, 2010   

kolacji nie będzie ;) ale to wyjaśnię później :) w każdym razie deser jeszcze nie jest skończony ;)
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

22-23.09.10Powrót do Sinjaviny
Po zejściu z Durmitoru, podjęliśmy bardzo szybką decyzję o tym co dalej. Wracamy w Sinjavinę. I choć miejscowi na wieść, gdzie się wybieramy, stwierdzali, że tam nic nie ma, to my byliśmy szczęśliwi. Wracamy do miejsca, gdzie nie ma komerchy, taxówek za 10 euro i turystów. Za to są piękne, puste góry, życzliwi, bezinteresowni ludzie i poczucie prawdziwej wolności.
Udajemy się do miejscowości Njegovouda, skąd „pieszki” idziemy do Pribranci, gdzie spędzamy noc.
Rano znad Durmitoru przychodzi mgła. My odkrywamy, że nasza mapa nie zaznacza tego, że do miejscowości, przez które na początku dnia musimy przejść, wiedzie „piękny asfalt”. Szybko wychodzimy ponad poziom mgły i cieszymy się promieniami słońca, które później, na sinjavińskich drogach, będzie bardzo męczące.
Udaje nam się nawet znaleźć szlak, który doprowadza nas do Katunu Gomile. Tam otwierają się piękne widoki na Sinjavinę. Tu pasą się owce, tam krowu, tu biegają konie. Istna sielanka. Robi się mniej sielankowo, gdy po 2h marszu drogą wyznaczoną przez szlak, słyszę taki tekst:
„Yyy...ruda...dlaczego od 2h cały czas idziemy i ciągle mamy 10km do celu?” Co ciekawe nasz dystans do celu, jakim był kościół w Rużicy, zaczął wzrastać. Po analizie mapy i tego co pokazał gps, okazało się, że idziemy po jakimś gigantycznym łuku. Później, idąc na azymut, wychodzimy na właściwą drogę. Niestety zmęczenie daje o sobie znać, słońce też swoje zrobiło. A my trafiamy do Katunu, w którym na dzień dobry ugoszczeni jesteśmy kuflem lodowatej wody i kieliszkiem (nie jednym zresztą) rakiji. Dalsza droga do Rużicy staje się jakaś przyjemniejsza i lżejsza, a humory nam dopisują, gdyż znów spędziliśmy trochę czasu z czarnogórskimi, życzliwymi pasterzami.
Do Rużicy docieramy gdy zachodzi słońce i na szczęście nic nie zapowiada, że jutro będzie mgła.

poranek z mgłą


machamy Durmitorowi



sinjavińskie przestrzenie










w katunie


trzeba mieć plecy ;)


na właściwej drodze do Rużicy






wieczornie..


Rużica wieczorem




24.09.10Na dowidzenia...
Poranek budzi nas wspaniałym wschodem słońca oraz....dzwonieniem krowich dzwonków ;)
Ruszamy w drogę do Mojkovaca, choć czynimy to niechętnie, gdyż jest nam w tych górach wyjątkowo dobrze. Nie umiem do końca wytłumaczyć, czemu tak strasznie zakochałam się w tych górach. Może przez to, że są takie puste, niekomercyjne, a mieszkający tam ludzie, nie traktują nas turystów jako maszynkę do robienia pieniędzy. Oni się autentycznie cieszą, że ktoś zagląda w ten rejon Czarnogóry, który omijany jest nawet przez tubylców.
Przed opuszczeniem Sinjaviny zaglądamy do katunu, w którym byliśmy kilka dni temu, żeby wziąć od przemiłej gospodyni adres, żeby wysłać jej zdjęcia. Przy okazji poznajemy jej męża oraz dopytujemy się o drogę zejściową.
Z lekkim smutkiem żegnamy się z Sinjaviną, ale mamy jeszcze wobec niej plany, które miejmy nadzieję uda nam się zrealizować w przyszłym roku...

poranek w Rużicy – wreszcie bez mgły!




pożegnanie z Rużicą


ostatnia wizyta w znajomym katunie


w drodze na dół...


Następnego dnia wyruszamy w podróż do Polski.
Mojkovac → Belgrad → Budapeszt → Bratysława → Trstena → Nowy Targ → Kraków → Kielce
Po 41h byłam w domu. I o ile przez wszystkie kraje jechało się super, o tyle w Polsce zaczęły się schody z transportem. Ale ważne, że szczęśliwie i bez większych komplikacji wróciłam do domu.
W sumie mieliśmy zostać do 1 października w Czarnogórze, ale front, który obecnie jest w Polsce, zaczyna się na Bałkanach i tam też pogoda zrobiła się paskudna. W Serbii nawet w pewnym momencie prószył śnieg...

A kolcaja? A kolcaji nie będzie
Było śniadanie, był obiad i deser. Ale kolacji nie będzie. Jakoś posiłek ten kojarzy mi się z końcem czegoś – ostatnim posiłkiem, końcem dnia. A ja nie chcę, żeby ta podróż się kończyła. Jest ona początkiem kolejnego etapu, kolejnej podróży. Może na razie nie jest to wędrówka do kolejnego kraju, pasma górskiego czy miasta. Póki co dalej wędruję przez życie, snując plany co dalej, gdzie by się wybrać, co zrobić. Mam nadzieję, że te trzy posiłki smakowały wam choć trochę tak jak mi.
Pozdrawiam ciepło,
ruda
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
krzymul



Dołączył: 08 Lis 2008
Skąd: Pipidówa
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

Nie chcemy ostatniej wieczerzy, chcemy kolację..., albo nie, kolacja jest nie zdrowa, jeśli by była tak obfita jak poprzednie trzy posiłki, to ciężko by było z zasnięciem, a i wątroba by mogła się obrazić. ;) :D
_________________
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

tak czy siak krzymul, kolacji nie będzie :D
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
Zakochani w Tatrach



Dołączył: 22 Paź 2007
Skąd: Zawiercie
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

ruda napisał/a:
Mam nadzieję, że te trzy posiłki smakowały wam choć trochę tak jak mi.

Nieziemskie wprost pyszności :D .

ruda napisał/a:
Ale kolacji nie będzie. Jakoś posiłek ten kojarzy mi się z końcem czegoś – ostatnim posiłkiem, końcem dnia. A ja nie chcę, żeby ta podróż się kończyła. Jest ona początkiem kolejnego etapu, kolejnej podróży. Może na razie nie jest to wędrówka do kolejnego kraju, pasma górskiego czy miasta. Póki co dalej wędruję przez życie, snując plany co dalej, gdzie by się wybrać, co zrobić

Pięknie to ujęłaś :) .

Życzę Ci sympatyczny Rudasku spełnienia wszystkich planów - tych życiowych i tych górskich.

Mam nadzieję, że jeszcze niejedną relację - z równym jak tą zachwytem - obejrzę i przeczytam :) .


Pozdrawiam serdecznie.


Ala :) .
_________________
Zakochani w Tatrach
 
 
Basia Z.



Dołączył: 11 Lis 2006
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

Piękna relacja, piękne zdjęcia i piękne góry, właśnie takie jakie lubię najbardziej - trochę połonin, trochę wapiennych skał i niesamowicie życzliwi ludzie.

Ech, pozazdrościć.

A koledzy z SKPG faktycznie tam byli :-)


B.
 
 
bibi777


Dołączył: 27 Wrz 2010
Skąd: Ł./W.
Wysłany: Czw 30 Wrz, 2010   

Basia Z. napisał/a:
Piękna relacja, piękne zdjęcia i piękne góry

Również się pod tym podpisuje...
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

Zakochani w Tatrach napisał/a:
Życzę Ci sympatyczny Rudasku spełnienia wszystkich planów - tych życiowych i tych górskich.

dziękuję Alu :)

Zakochani w Tatrach napisał/a:
Mam nadzieję, że jeszcze niejedną relację

ja mam nadzieję, że będę miała jeszcze o czym pisać i co fotografować :D

Basia Z. napisał/a:
trochę połonin, trochę wapiennych skał i niesamowicie życzliwi ludzie.

właśnie takie klimaty też mi bardzo odpowiadają, choć nie powiem, że wysokie, mniej dostępne góry też mają swój czar i urok.

Basia Z. napisał/a:
A koledzy z SKPG faktycznie tam byli

koła przewodnickie ogólnie kręcą się po Bałkanach. Np. w schronisku Wichren spotkaliśmy grupę przewodnickich beskidzkich z Krakowa.
Oprócz tego mieliśmy przyjemność czterokrotnie spotkać ekipę z KTG z Krakowa:
http://www.ktg.hg.pl/impr...a/bulgaria.html
(relacja z ich pobytu w bułgarskich górach, mam nadzieję, że się nie obrażą, że wrzucam linka ;) ). W każdym razie dzięki tej grupie mieliśmy nocleg w miejscowości Sandansky, za co w tym miejscu serdecznie im dziękuję :)
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
Szarotka



Dołączył: 07 Lut 2004
Skąd: Pięknoduchowo
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

ruda napisał/a:
z wizytą w kolejnym katunie

Co to są te katuny, że tak laicko zapytam :?
_________________
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

Katun = pasterska wioska

często nazwy własne tych miejsc zawierają słowo 'katun', np.
Katun Mulce, Katun Rużica


W ogóle co ciekawe, góry te w necie figurują od nieco inną nazwą czyli Sinjajevina. Nie słyszałam, żeby w Czarnogórze tak je określano, nawet w naszym informatorze istnieją jako Sinjavina.

Inna sprawa, że w Czarnogórze szlaki, informatory i ewentualne mapy, powstają dzięki Austriakom:
http://www.bjelasica-komo...ourism_engl.pdf
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
dabo


Dołączył: 20 Maj 2008
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

Piękna wycieczka i świetna relacja.
Ale się pozmieniało w ostatnich latach. Gdy tam byliśmy, poza tłumami przy Czarnym Jeziorze i jedną grupką pod Bobotov Kukiem, w górach spotykaliśmy tylko pasterzy. Schronisko przy jeziorze Skrcko było otwarte, ale bez obsługi ani nikogo innego. BTW woda była w kranie przy samym schronisku, chociaż odkryłem ją dopiero w nocy, gdy już wybierałem się z butelką do jeziora, po długim i bezskutecznym przeczesywaniu okolic w poszukiwaniu jakiegoś źródełka.
A Sinjajevinę pamiętam jako jedno z najpiękniejszych miejsc w jakich byłem.
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

dabo napisał/a:
BTW woda była w kranie przy samym schronisku, chociaż odkryłem ją dopiero w nocy, gdy już wybierałem się z butelką do jeziora, po długim i bezskutecznym przeczesywaniu okolic w poszukiwaniu jakiegoś źródełka.

owszem, kran nadal stoi tak jak stał, ale woda z niego nie leci ;)

Obsługa w tym schronisku jest tylko kilka miesięcy w roku. Z tego co tam tłumaczył obecny pracownik schroniska, a jednocześnie pracowniek Parku Narodowego Durmitor, to jak tylko się na jesieni pierwszy śnieg pojawia, on zwija manatki i zmiata do domu.
Notabene ciekawa postać z tego gościa - w 1981r. pływał wzdłuż polskiego wybrzeża na sowieckim statku, znał doskonale takie miasta jak Gdańsk, Gdynia itd. Teraz z morza przerzucił się na góry...
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
Dragan



Dołączył: 31 Sty 2007
Skąd: Okolice Torunia
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

Cooo?, nie będzie kolacji? No to słuchaj http://www.youtube.com/watch?v=W990xtlyNMM ;)
_________________
"Czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie..." (P.Bukartyk)
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Pią 01 Paź, 2010   

no kolacji nie będzie, ale obiecuję jeszcze w przyszłości zaserwować jakieś smakowite kąski ;)
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
świster


Dołączył: 05 Mar 2008
Wysłany: Sob 02 Paź, 2010   

Ehh, fajnie się musi tak z Rudą wędrować - na pewno nudno nie jest :)

Ładne zdjęcia.
 
 
ruda



Dołączył: 23 Lis 2005
Skąd: Kielce/Wawa
Wysłany: Sob 02 Paź, 2010   

świster napisał/a:
Ehh, fajnie się musi tak z Rudą wędrować - na pewno nudno nie jest

czy nie jest nudno, to nie mnie to oceniać, tylko trzeba by się Tomka zapytać o zdanie ;) ale biorąc pod uwagę nasze niektóre ostrzejsze wymiany zdań, to oboje na nudę narzekać nie mogliśmy :P
_________________
http://balkanyrudej.wordpress.com/
http://podrozerudej.wordpress.com/
http://beta2.bywajtu.pl/
 
 
 
włóczęga


Dołączył: 12 Maj 2005
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 03 Paź, 2010   

Zawsze marzyła mi się taka wyprawa i zawsze się bałem.
A szkoda, bo jak widzę po zdjeciach - bardzo by mi te góry odpowiadały.
Zazdroszczę ci, ale chyba już tam nie pojadę. Chyba, że ktoś ze znajomych mnie namówi. :-)
 
 
krzymul



Dołączył: 08 Lis 2008
Skąd: Pipidówa
Wysłany: Nie 03 Paź, 2010   

włóczęga napisał/a:
Zawsze marzyła mi się taka wyprawa i zawsze się bałem.

A popatrz jaka Ruda odważna, a jaka silna ! :think: ...ten plecak to większy od niej i pewnie z 50 kg waży. ;) :D
_________________
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group