A proszę bardzo!Iwona pisze:baaaaardzo proszę o obszerną relację z trasy(ze szczegółami ) plizzz
Wynajęcie przewodnika na Gerlach jest możliwe np. w Smokowcu w biurze "Satur". Trzeba się zapisać najlepiej na weekend, bo mogą dołączyć jeszcze inne osoby i będzie nieco taniej. Ponoć można za jeszcze mniejsze pieniądze znaleźć kogoś w Śląskim Domu. Przyjemność ta kosztuje średnio sto kilkadziesiąt złotych od osoby, ale wrażeń nie zapomnicie do końca życia.
Początek września 2001. Pobudka o 3.50
Po niecalej godzinie podejścia doszliśmy do ścian Gerlachu. Przewodnik związał nas linami. (Przypomniało mi się, jak to Wawrzyniec Żuławski pisał, że kiedyś powiązał jakichś uratowanych turystów i popędził ich w dolinę jak cielęta na postronku.) Zresztą asekuracja (lotna, w pozostałych idących z nami grupach w pewnych miejscach była sztywna!) nie jest moim zdaniem zupełnie potrzebna - dla niezbyt strachliwych oczywiście.
Wchodzimy w ściankę zwaną Wielicką Próbą. Spokojnie, nie dotknąłem nawet łańcucha, nie ma szczególnej ekspozycji. Z godzinę podchodzimy dużym żebrem ponad Wielickim Żlebem. Woda leje się na łeb kubłami. Straszna ulewa, ale idziemy niewątpliwie na adrenalinie.
Przełączka Nad Kotłem, jesteśmy na grani Gerlachu i schodzimy nieco na jej drugą stronę. Trawersujemy zbocze wąską zanikającą percią, przewijamy się przez liczne rynny i żeberka, to w górę, to w dół. Nie trafiłbym sam
Bez wątpienia najtrudniejsze miejsce to spory głaz wystający ze ściany. Nie da się go ominąć. Trzeba się mocno złapać i dać wielkiego kroka w lewo. Nie wspomnę o tym, że jest nieco powietrza pod nogami. (Przewodnik mówił, że wprowadził na Gerlach ośmiolatka, ciekawe tylko, jak dzieciak dał sobie z tym kamyczkiem radę.)
Żleb Batyżowiecki. Idziemy nieco w górę i zaraz czujemy walnięcie wiatru. Stoimy przy krzyżu na szczycie. Ziąb jest nieziemski, przewodnik każe kręcić szybko rękoma na rozgrzewkę. Towarzysz z grupy żłopie piwko. Dobrze, że nie wziąłem szampana i kieliszków starodawnym zwyczajem, bo nie chciałoby mi się go otworzyć
Schodzimy mozolnie Żlebem Batyżowieckim, z drugiej strony masywu. Pod koniec w dół przez małą pionową ściankę. Nie wiem, czy to jest oficjalny wariant, czy też wersja naszego przewodnika, bo pytał, czy chcemy przez tę ściankę (a potem to już możemy na Batyżowiecki), czy też trąby jesteśmy i idziemy inaczej
Na dole w Batyżowieckiej wszyscy chcą sobie zrobić zdjęcie z Elwirą, jedynym rodzynkiem. Elwira uśmiecha się od ucha do ucha. Jest drugi raz w Tatrach (!) To osoba nie bojąca się nowych wyzwań.
W schronisku stawiamy porządne piwo naszemu przewodnikowi Ivanowi.
Od Śląskiego Domu w górę szliśmy jakieś 4,5 godz., w dół ok. 3,5 godz.
Każdy przeciętnie sprawny człowiek może wejść na Gerlach (i zejść z niego), pod warunkiem, że nie spanikuje.
Na Gerlachu byłem w 2001. Ostatnio dowiedziałem się, że jakiś maniak ochrony przyrody pozdejmował wszystkie łańcuchy. A były prawie nowe, chromowane. Ponoć policja słowacka śledztwo prowadzi, bo przewodnicy mogą utracić główne źródło utrzymania w sezonie letnim.
Za długi post przepraszam, humanistą jestem z wykształceniem ścisłym





