tytuł trochę nietrafiony, bo jednak problem dotyczy bardziej Podhala, a nie samych Tatr. Ale rzeczywiście kwestia bilbordów oraz innych ulicznych reklam w Polsce jest mało unormowana, samowolka ich stawiania widoczna jest nie tylko na południu, ale także w wielu innych miejscach.
Inna sprawa, że z badań wynika, że ludziom się bilbordy podobają, gdyż...sprawiają, że miasto jest bardziej kolorowe...
Mnie się nie podobają, a poza tym nieraz stawiają w takich miejscach, że utrudniają pojazdom włączanie się do ruchu. Powinni za to karać, a nie cieszyć się, że kolorowo.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Obawiam się że problem nie szybko znajdzie uregulowanie, chyba że jakiś polityk będzie miał w tym swój interes, albo problem sięgnie dna i wszystko juz zostanie zaklejone.
W Polsce jeszcze nikt nie poniósł odpowiedzialności za "zaniechanie", za to każda inicjatywa znajduje oponentów.
kiedyś zrobiono taki projekt, że oczyszczono komputerowo Warszawę ze wszystkim ulicznych reklam. Nagle okazało się, że miasto nie jest aż tak chaotyczne i że jest schludnie i czysto. Ale dla wielu, żeby miasto miało charakter, musi być pstrokate i kolorowe.
Ostatnio rozmnożyły się np. różne się oczojebne ekrany - i to często tuż przy drogach. Jaki to może mieć wpływ na bezpieczeństwo ruchu to chyba łatwo się domyślić bez wykonywania specjalnych badań. A gdyby taki mrugający ekranik ktoś walnął mi naprzeciw okien to chyba poszedłbym z nim (tym kimś i jego ekranikiem) na wojnę.