dziecko-lina-rodzic
dziecko-lina-rodzic
Zapewne nieraz widzieliście jak dziecko przywiązane liną do rodzica chodziło po trudniejszych i niebezpieczniejszych szlakach. Ja spotkałem się z taką sytuacją przy na wejściu na Rysy. Byłem trochę zaskoczony. Po jakimś czasie pomyślałem, że gdyby rodzic potknąłby się i spadłby to spadłby razem z dzieckiem. Ja osobiście bałbym się, bo dość że mogę spaść sam, to jeszcze razem z moim dzieckiem. Ale to tylko moja opinia. Może ktoś z was wiązał się z kimś młodszym liną? Jakie mieliście wtedy odczucia i jaką czuliście odpowiedzialność?
No cóż ja właśnie w taki sposób prowadziłam mojego duuużo młodszego brata na końcówce podejścia na Giewont.Czułam się przez to pewniej bo mój braciszek należy do osób,których wszędzie pełno i które przez własne nogi potrafią się przewrócić(czasami), tzw. żywe srebro ,idzie ze mną i niby uważa ale już zagaduje innych z tyłu lub przodu. Może to nie zabrzmi skromnie ale swych ruchów jestem raczej pewna i raczej-powtarzam-raczej nie odpadłabym z łańcucha,więc był to jakiś sposób na zachowanie bezpieczeństwa.Wróciliśmy cało i zdrowo, a za rok to może i na Zawrat się wybierzemy 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Sam nie wiem co o tym myśleć. Piotrze, o wypadek ojca cz mamy nie obawiałbym się aż tak bardzo. A jeśli masz dzieci, szczególnie mniejsze, to wiesz, że ich wyobraźnia co do możliwych zagrożeń jest niewystarczająca. Zastanawiam się tylko, jaka jest górna granica wieku (wagi?) do której można taką technikę stosować.
Iwona a jak ty asekurujesz brata? Ma jakąś uprząż, czy po prostu robisz mu pętlę z liny?
pozdrawiam
Marcys
Iwona a jak ty asekurujesz brata? Ma jakąś uprząż, czy po prostu robisz mu pętlę z liny?
pozdrawiam
Marcys
mam inne zdanie aniżeli Tasior. wg mnie jest to najbardziej cywilizowana forma turystyki z dzieciakami (no zawsze można wpakować babe do plecaka)... ostatnio rozmawialiśmy na zawracie z takim małżeństwem z małą córeczką... bardzo konkretni i odpowiedzialni rodzice... córeczka przywiązana do tatusia - a matula z tyłu luzem...ojciec na moment nie puszczał łańcucha i to mi się najbardziej podobało... zminimalizował ryzyko jak się dało... a gdybanie co by było gdyby tatus fiknął jest nie na miejscu - no bo ryzyko w górach jest zawsze... a co by było gdyby ktoś ponad tobą puścił się łańcucha i wywalił całym impetem w ciebie???
co innego jeśli chodzi o to czy JA bym zabrał SWOJE dziecko na taką eskapadę... nie wiem - nie zastanawiałem się nad tym...
powtarzam widziałem wiele dzieciaków na trudniejszych odcinkach i muszę przyznać, że sposób tatuś lina dziaciak mama pasi mi najbardziej...
ps. po wiejściu na zawrat owa rodzinka skręciła bez namysłu w lewo i dziarsko uderzyła na OP...
co innego jeśli chodzi o to czy JA bym zabrał SWOJE dziecko na taką eskapadę... nie wiem - nie zastanawiałem się nad tym...
powtarzam widziałem wiele dzieciaków na trudniejszych odcinkach i muszę przyznać, że sposób tatuś lina dziaciak mama pasi mi najbardziej...
ps. po wiejściu na zawrat owa rodzinka skręciła bez namysłu w lewo i dziarsko uderzyła na OP...
Marcys oczywiście mam dla brata uprząż,bo wydaje mi się,że zawiązana lina na brzychu po odpadnięciu dziecka i w momencie szarpnięcia mogłaby zrobić mu krzywdę.Jaka jest górna granica wieku...hmmm...nie wiem,mój brat ma 8 lat (chudzinka-raczej
) i po tegorocznej wycieczce doszłam do wniosku,że mogę już mu zaufać i spróbować poprowadzić bez liny.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Zawsze z ciekawością patrzę na rodziców,którzy niosą swoje maleńkie pociechy w specjalnych nosidełkach-osobiście raczej bym się na to nie robiła ale hmmm nie wiem (różnie się w życiu układa) Starsze i chętne w góry to i owszem.U mojego 8 letniego brata zauważyłam podobieństwo do siebie-oboje lubimy trasy z łańcuchami a nie monotonne długie spacery przez doliny 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Moi znajomi byli w tym roku w Tatrach z 6-tygodniową (sic!) córeczką i też taszczyli ją ze sobą w nosiełku (byli m.in. na Giewoncie) - dziecko wyglądało na naprawdę zachwycone wycieczką
(o ile w tym wieku można mówić o zachwycie
)
Jak znam życie, moje ewentualne dzieci in spe też będą w ten sposób zsuwać po szlakach
.
Jak znam życie, moje ewentualne dzieci in spe też będą w ten sposób zsuwać po szlakach
Hej, z sześciotyygodniowym maluchem nie wolno tak chodzić, bo on nie może siedzieć w nosidełku godzinami. Dziecko w tym wieku w ogóle nie powinno siedzieć, bo kręgosłup nie jest do tego przygotowany!!! A swoją drogą gratuluję kondycji mamusi - 6 tygodni po porodzie...
Co do kręgosłupa nie brałbym malucha na dłużej do nosidełka dopóki sam nie zacznie siedzieć.
pozdrawiam
Marcys
Co do kręgosłupa nie brałbym malucha na dłużej do nosidełka dopóki sam nie zacznie siedzieć.
pozdrawiam
Marcys
W 97 roku byłem z moim 15 letnim synem Tomkiem na OP. Pokonywaliśmy odcinek Zawrat - Kozia Przełęcz i w dół do Piątki. Nie myślałem wogóle o jakiejkolwiek lince z uprzężą dla niego. Uważałem że jest już w odpowiednim wieku na taką wyprawę. Po drodze jednak starałem się być w najbliższej odległości od niego ponieważ odczuwałem dużą troskę o niego i asekurowałem jego marsz. Po dojściu do stalowej drabinki przy Koziej Przełęczy wszedłem pierwszy na nią a potem zaraz Tomek powyżej mnie. Widziałem jak drżą mu stopy na stopniach drabinki. Dopiero w Dolinie Pięciu Stawów po zejściu tam powiedział mi że trochę się bał i miał lęk przestrzeni. Dwa dni później wystartowaliśmy na Rysy, również miał pewne obawy ale wyprawa była ok jak później stwierdził. Kilka lat później pojechał z kolegą w Tatry, weszli na Rysy, wyprawa była udana. Brakuje mi wyobraźni jakby to było tam wysoko w górach z małym dzieckiem na uprzęży.....mam mieszane odczucia.....chyba nie zdecydowałbym się na taką eskapadę, chyba że z małżonką
ale na to nie mógłbym też wtedy liczyć ponieważ Małgorzata nie drepcze po górach wogóle.
pozdrawiam
Jurek
pozdrawiam
Jurek
Dodam tylko, że ja osobiście nigdy nie widziałem w Tatrach dziecka na uprzęży i linie, a przecież sporo tam jeżdżę. Ale to chyba dobra koncepcja dla naładowanego energią małolata, tak samo jak nosidełko jest fajnym pomysłem na paroletnie dziecko. Czy lina, czy nosidło - zawsze zabierając dziecko w wysokie góry zwiększamy ryzyko, że "coś się wydarzy". No ale jaka jest alternatywa? Trzymać go w klatce?
Najgorzej jak jedno z rodziców nie przepada za górami - zwłaszcza matka. Wtedy ojciec ma niewielkie szanse na pośmiganie z bachorem przez 10 rokiem życia.
Najgorzej jak jedno z rodziców nie przepada za górami - zwłaszcza matka. Wtedy ojciec ma niewielkie szanse na pośmiganie z bachorem przez 10 rokiem życia.
- ale hardcore... nonono... zmień się... jestem zniesmaczony...Mariusz pisze:z bachorem przez 10 rokiem życia.
ktoś mi opowiadał kiedyś na szlaku, że dziecko się pewnego dnia im rozkleiło na szlaku i nie chciało ani w tą ani w tą stronę iść... a więc wypakowali wszystko z plecaka do reklamówek a dzieciaka wpakowali do owego plecaka... z 5 latkiem tak można - ale co z 10 latkiem zrobić???
zależy w jakim terenie, jak we w miarę łatwym, to zostaje metoda "na barana" - ma tę zaletę, że pozwala dziecku na regenerację zarówno fizyczną jak i psychiczną - wierz mi to nie jest gdybanie tylko doświadczenie, choć nie z 10 latakiem jeszcze...sKoTi pisze:ale co z 10 latkiem zrobić???
pozdrawiam
Marcys







