Łańcuchy
Technika zależy wyłącznie od sprawności ogólnej i rąk .Należy uczciwie zaznaczyć ,że przynajmniej połowa łańcuchów w Tatrach w normalnych warunkach pogodowych jest niepotzebna i dużo wygodniej wchodzi się obok po skale. Pewna przyzwoitość ,wynikająca z zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku wymaga ,by ,w miarę możliwości na jednym odcinku łańcucha od haka do haka była tylko jedna osoba (w pewnych miejscach dwie osoby mogą sobie nawzajem pourywać ręce).Pierwszeństwo jest sprawą względną - zależy od możliwości przeczekania po jednej ,lub drugiej stronie ,możliwości bezpiecznej mijanki ,no i zachowania płynności ruchu w obie strony.Tyle teoria ,która się sprawdza przy małym ruchu kulturalnych osób.
luknij na moje panoramy i galerie
w kilku natomiast miejscach przydałyby się ubezpieczenia, których nie ma aktualnie...jest kilka miejsc, gdzie, jesli jest ślisko, jest i groźnie...chocby nawet słynne wyjście na grzbiet idąc Kulczasem - Przełęcz nad Buczynową Doliną..... na samym grzbiecie jest dosć wąsko no i slisko..
moim skromnym zdaniem często łańcuchy nie sprawdzają się i o wiele bardziej pożyteczne w kilkunastu conajmniej miejscach byłyby klamry...
moim skromnym zdaniem często łańcuchy nie sprawdzają się i o wiele bardziej pożyteczne w kilkunastu conajmniej miejscach byłyby klamry...
Dagomar napisał w zasadzie wszystko, co trzeba wiedzieć o łańcuchach. No może poza tym, że w burzową pogodę zwiększają prawdopodobieństwo uderzenia pioruna w okolicy. W trakcie chodzenia po Kozim we wrześniu zauważyłem, że przy schodzeniu w dół o wiele łatwiej zsuwać się przodem opierając na rękach (tj. plecami do skały, twarzą do widoczków), niż zwisać tyłem trzymając się łańcucha. Nie dotyczy to pionowych kominków i ma zastosowanie przy suchej skale.

Wszystkoł adnie i pięknie, ale można schodzić twarzą do widoczków jak sie ma na plecach jakieś maleństwo 15 litrowe, a jak masz 80 l na plecach i złazisz tyłem do ściany to już nie jest tak wesolo. Plecak cały czas ociera się o skałę i czasami ciezko się z nim przedostać. Jednak z takim wielkim plecarem warto schodzić twarzą do skały trzymając się łańcuszka.
popieram, to jest właśnie moja metoda schodzenia po lodzie i lekkim śniegu.Nie wiem jak to by wyglądało z dużym plecakiemMariusz pisze:przy schodzeniu w dół o wiele łatwiej zsuwać się przodem opierając na rękach (tj. plecami do skały, twarzą do widoczków),
No niestety znowu wyraziłam się mało precyzyjnie- :wall: muszę nad tym popracować 
Sposób jaki wyżej opisywałam stosuję w miejscach,gdzie albo brak łańcuchów albo pomiędzy nimi jest jakaś przerwa i wtedy najpewniej się czuję schodząc "na tyłku"
Sposób jaki wyżej opisywałam stosuję w miejscach,gdzie albo brak łańcuchów albo pomiędzy nimi jest jakaś przerwa i wtedy najpewniej się czuję schodząc "na tyłku"
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
To i ja się samodoprecyzuję. 
W wielu miejscach na OP albo na Rohaczach łatwiej mi zsuwać się na rękach, plecami do skały, nawet jak obok wiszą łańcuchy. Warunek: sucha skała. Oczywiście są miejsca, gdzie pozostaje tylko klasyczne zejście łańcuchowe, twarzą do skały. Wreszcie duży plecak - oczywiście sprawia, że schodzenie "gębą do widoczków" jest trudne i bezsensowne.

W wielu miejscach na OP albo na Rohaczach łatwiej mi zsuwać się na rękach, plecami do skały, nawet jak obok wiszą łańcuchy. Warunek: sucha skała. Oczywiście są miejsca, gdzie pozostaje tylko klasyczne zejście łańcuchowe, twarzą do skały. Wreszcie duży plecak - oczywiście sprawia, że schodzenie "gębą do widoczków" jest trudne i bezsensowne.
Ja mam taką technikę, że trzymam się łańcucha i schodzę tyłem. Tak jest chyba najsprawniej. Jeszcze nie spotkałem się z takimi warunkami, żeby ta technika się nie sprawdziła. Gdy schodziłem z Rysów ktoś się spytał z jakiejś innej grupy jak ma schodzić. Ja powiedziałem, żeby schodził tyłem, na to pewien pan około 50 powiedział, że tyłem się nie schodzi. Nie wiem - może źle go zrozumiałem albo poprostu niepowinno się schodzić tyłem. Ale jakby na to nie patrzeć, to taternicy schodzą tyłem (na linach).
Dla mnie mało istotne jest jak się zaleca. Ja raz schodze tyłem, raz zjeżdżam na "tyłku" ( bez dużego plecaka ). Wszystko zalezy od tego,który sposób daje MI więcej pewności, bo to jest dla mnie najwazniejsze. Oczywiście w przypadku mokrych skał preferuje zejście tyłem, żeby nie zmoczyć tyłeczka, bo moze być później trochę zimno 
generalnie zgadzam się z andaluzją... u mnie tesh nie ma reguły choć przy trudniejszych miejscach zazwyczaj jest to tył...

- no tak ale narażasz inne części ciała na przeziębienie... mokry tyłek (pardon - tyłeczek) to najmniejsze złoandaluzja pisze:Oczywiście w przypadku mokrych skał preferuje zejście tyłem, żeby nie zmoczyć tyłeczka, bo moze być później trochę zimno







