Najbardziej lubię piątki.
Hmm...cały czas marzą mi się podróże w góry , inne góry , inne wyprawy to póki co muszę zmierzyć się z rzeczywistością i cieszyć z dotychczasowych atrakcyjnych wypadów.
Bo wszystkie moje wyjazdy to krótkie, ale intensywne Wyprawy, Wędrówki i jak dla mnie przez duże "W"
I pomyśleć że już od wtorku zanurzę się po uszy w górskich przestrzeniach
To jedna z najmilszych chwil gdy zostawiam wszystkie obowiązki a tylko myślę jak i co zapakować .
Dobry kierowca to wypoczęty i wyspany kierowca, więc w naszej podróży przewidziany był nocleg w Bratysławie.
Informacja dosyć istotna dla zmotoryzowanych : paliwo na Słowacji nieco droższe niż w Austrii
Jedziemy dwoma samochodami a docelowo i bezkolizyjnie jesteśmy na miejscu w Ruperting miejscowości oddalonej ok.12 km od znanego małego kurortu alpejskiego Schladming .
To małe i urokliwe miasteczko posiada własny browar i leży na granicy dwóch landów :Styrii i Ziemi Salzburskiej.
Powierzchnia Niskich Taurów jest większa niż całe Tatry Polskie i Słowackie. I jak tu wybrać trasy do wędrówek i czym się kierować ? Przewodników żadnych o Taurach nie czytaliśmy , można nawet powiedzieć więcej ,że nie było czasu ich szukać, tylko ogólne informacje wyggoglane z internetu .
Dlaczego Niskie Taury? A dlaczego nie? zobaczyć coś innego , nowego to uczucie z pewnością zna każdy
Wieczory po kolacji stały się swoistym rytuałem gdy zasiadaliśmy wspólnie przy stole sącząc schłodzone "napoje" , rozkładaliśmy mapę planując trasy dnia następnego.
Padały pytania ...toczyła się dyskusja...a i tak wszystko co na nas czekało było nieznane ...
Czym kierowaliśmy się wybierają daną trasę
To niczym uzasadniona decyzja wyboru, tak trochę na chybił trafił , trochę intuicji a przede wszystkim rozwagi , bo omijaliśmy trasy eksponowane ferratami .
No cóż zwykli z nas łazikowi wędrowcy
Dzień pierwszy : Planai 1906 m. Krahbergzinken 2134 m.
=====================================
Wędrówka jak krótka rozgrzewka w celu 'aklimatyzacji" lajtowo bo wjechaliśmy kolejką linową na 1828 m pod samo schronisko Schladmininger Hutte .
Zachwyciłam się bezchmurnym niebem i jak dobrze mi tu , że nigdzie nie muszę się spieszyć

[/URLIdziemy na szczyt a na szczycie tłok , rezygnuję z kolejki do księgi wpisowej a krzyż oblegany prawie jak u nas Giewont , kilka zdjęć ze szczytu , a pieczątkę stawiam na ku pamięci na mapie .
[URL=http://www.fotosik.pl]



Niedosyt obcowania z górami doskwiera okrutnie i decydujemy iść wyżej na Rauhenberg 2268m.
Idziemy to przecież tylko "kawałeczek" ...






i ten niewinny 'kawałeczek" okazał się całkiem całkiem wredną ekspozycją
łańcuchy i zabezpieczenia oraz przepaściste urwiska z jednej strony a z drugiej stromy stok...
miejsca tyle , że noga za nogą idzie ...
a o tym żeby było usiąść ..nie mam mowy ...
brrr mój lęk wysokości pierwszy dał za przegraną-wygraną i nie namyślając się wiele : powiedziałam "dosyć ja wracam ".


Poczułam jak w jednej chwili runęło moje marzenie-odwaga ...a tak bardzo chciałam pokonać ten jeszcze jeden "schodek" ...
i trudno się z tym pogodzić ale zrozumieć ..?
To nie bohaterstwo, ale dojrzałość ..chwila nieuwagi i po wszystkim...mam rodzinę i jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie....
Nie dociekałam , ale pozostała trójka również po dość krótkim czasie zawróciła może czy bardziej z solidarności ? .
Ta piękna widokowo trasa jest odpowiednia nie dla mnie, ale bardziej dla wspinaczy ! których notabene na forum nie brakuje
Wg mapy doszliśmy do przełęczy Seerieszinken
Wracamy tą samą trasą w dół , która lekko odbija przez las .
Mamy tu atrakcje iście kulinarne , z pewnością koleżanka Aura śpiewająco i fachowo określiłaby nazwy a ja z pewnością podałabym na talerzu smakowitą potrawkę


Po drodze trochę trujących akcentów roślinnych


i typowo wysokogórskich

A z miłym akcentem pożegnała nas łąka pachnących goździków..

Dzien drugi :Gollinghutte 1641 m. Gollingscharte 2326m.
====================================
Samochód zostaje na parkingu 1079 m.
Jest to długa trasa prowadząca na najwyższy szczyt Taurów Niskich : Hochgolling 2862 , ale wiemy , że wejście jest nieosiągalne z prostej przyczyny : brak czasu ..
Mieszkanie w hotelu i dojazd samochodem na parking i dopiero rozpoczynana wędrówka ogranicza bardzo czas przejścia na trasach. Chciałoby się pójść i dalej i wyżej a patrzysz na mapę i czas nie pozwala bo trzeba wrócić na parking po samochód.
Na tym wyjeździe nie rozważaliśmy alternatywy noclegu w schronisku . Może kiedyś ...pokuszę się na przejście od schroniska do schroniska jak w Tatrach ..?
Nocleg ze śniadaniem w schronisku 10 euro ..
Pogoda trzyma się jak szalona prawie 30 st.Cels.
Zaczęło się niewinnie :przejście spokojne wzdłuż doliny Untertal .
Po jednej stronie pasą się krowy i młode byczki , nieco dalej po drugiej stronie koniki , odnoszę wrażenie , że idziemy zielonym kanionem colorado.



Sielanka skończyła się prawie nagle i ostro pniemy sie pod górę , kamieniście pod górę , łagodne zakosy pod górę i w dół , ale za to takie widoki:





Po drodze roślinność bardzo różnorodna , dużo trujących roślinek .
Kamienie , kamienie , kamienie .....
Warto zwolnić i popatrzeć...wszystko takie dzikie , gołe , urwiste i odarte z roślinności i tylko ...malutki człowiek



Widok na drugą stronę , który odsłania schronisko ..gorąco i pięknie , cały czas słońce pali , wzdycham głęboko ...pić i pić ...



Pora wracać

Po drodze świstaki przemykają między kamieniami ,
zatrzymuję się aby pstryknąć kilka fotek ,
sympatyczny zwinny pozuje do zdjęcia wypinając się w prawo to w lewo , przemyka ciut do przodu , do tyłu i staje na łapkach , pociera swój pyszczek ...merda ogonkiem ..
rozkoszniak z niego , umilił nam tę kamienistą drogę



Przerwa na zimne piwko

Powrót do hotelu o 21tej , temperatura 21 st.cels.
Dzień trzeci : jedziemy na lodowiec Kitzsteinhorn poszusować na nartach
===============================================
Informacji w internecie o lodowcach wręcz zapewniających , że cały rok można jeździć na nartach było kilka .
Skoro tak, to mój mąż, który nie odpinałby desek przez okrągły rok
Jedziemy do Kaprun raniutko skoro świt , przecież na stokach najlepsze warunki panują z rana. J
esteśmy na parkingu..spoglądam na lewo , robię fotkę i robi mi się smutno ....bo powróciła pamięć o tragicznym zdarzeniu z 2000 roku..

Rozczarowanie przyszło szybko przy kasie : z informacją Nie ma warunków do jazdy na nartach .
O my naiwnacy przy tych upałach....
jedziemy na górę : jedną gondolą , potem przesiadka na drugą gondolę a następnie kolejką na samą górę.
Temperatura na górze 3000 m 25 st.celsj.20 sierpnia .





Wraz z innymi , których tego dnia nie brakowało na górze podziwiamy te Widoki Cuudne !






Warto było mimo wszystko popatrzeć i poleniuchować
Na małym stoku dzieciaki i nie tylko
obok leżaczki ...kawa, zimne piwko....czyż życie nie jest piękne ?


Po drodze "zwiedzamy" ten kurort narciarski ,
to typowe austriackie miasteczko perfekcyjnie uporządkowane pod linijkę ..
Dzisiejsza totalna "wyrypa" to przerwa od trekingu ,
ale jestem zadowolona , zrelaksowana , dzień był zwyczajnie udany i pora wracać.
Po drodze nie wytrzymałam , samochód stop i znowu fota na imponujący masyw góry Dachstein..

Po kolacji deser ...powinnam się ciut odchudzić ..
ale co tam z lubością wbijam widelczyk w porcję ciasta z wiśniami ..mniam
CDN...
























































