Ja się przyznam, że byłam na Giewoncie w lipcu ub. roku (służbowo, z wycieczką - tłumaczę się ) i nie było wcale tak tragicznie. Na szczycie na raz jakieś 30-40 osób, na podejściu i na zejściu żadnych "korków", a był to pogodny dzień w środku lipca.
Tak ze chyba jest to dzień pielgrzymki albo coś takiego.
Tam zawsze są tłumy, ale jeśli mam być szczera to jeszcze takiego armagedonu to nie widziałam.
Kiedy to zdjęcie zostało zrobione? W któryś z długich weekendów?
Byłem raz, jeszcze w latach 60-ych a może na początku 70-ych - w miarę normalnie. Potem próba na początku lat 80-ych (chyba 83), wymuszona towarzysko. Ponure przypuszczenia, że może tak być już od Kalatówek, potwierdzone na przełęczy (WKP). Widok toczka w toczkę jak ten. Żadna rocznica, żadne święto, normalny dzień. Zbuntowałem się i zostałem, coś mnie tknęło na dole i włożyłem do plecaka kryminał, jakieś 300 str. Nim znajomi powrócili z katorgi (czyli wejścia na Giewont) zdążyłem prawie cały przeczytać. Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały, goryczki pachniały - to były jedne z najmilszych godzin spędzonych przeze mnie w Tatrach. Ludzie, chodźcie na Giewont? Tylko nie na sam szczyt. Jak po drodze upatrzycie sobie z boku jakieś fajne miejsce, w miarę miękkie i z oparciem to pozostańcie - przyglądając się procesji będziecie mieli niezapomniane widowisko. No i niezapomnijcie zabrać dobrego kryminału bo oglądanie ceperiady jednak nuży.
oCzNiK pisze:Jeszcze jacyś chętni na wycieczkę na Giewont ??
Żartujesz ? Jak będę tak szła w sierpniu to się zabiję..
Normalnie masakra.
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.
Janek pisze:Nie martw się, sprawimy Ci ładny pogrzeb! Nawet z orkiestrą.
Dziękuję Milo Janku z Twojej strony I tylko żywe kwiaty na grobie
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.
I oczywiście gałązka kosodrzewiny.
No dobra, pochowaliśmy już Madziulę , to ja powiem, że moje przeżycia sprzed lat z 15 sierpnia nie były aż tak traumatyczne. jak te po obejrzeniu fotki.
Ostatnio zmieniony czw 25 cze, 2009 przez krzymul, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.