Chciałabym zaprezentować okolicę w której bawiłam podczas weekendu. Jest to znakomite miejsce dla początkujących wspinaczy i nie tylko. Miejsce owo znajduje się w Tannheimer Tal a cała wyprawa zaczyna się w Nesselwängle. Dodam że przedsięwzięcie polecam takim trochę wygodnickim wspinaczom a więc świster odpada, bo on gdzieś sypia w kolebach, na twardych kamolach z WHP pod głową. Wiadomo że jak się jedzie na wspinanie to mnóstwo rzeczy trzeba ze sobą zabrać. Dla mnie najważniejszy jest aparat fotograficzny,( mam canona 350d i dwa obiektywy) żeby robić fotki w najbardziej lufiastych miejscach i wywoływać później na forum okrzyki grozy i oczywiście wzbudzać podziw za odwagę itp. Na drugim miejscu ważna jest dla mnie kosmetyczka, przyznam że na ostatniej wyprawie zajmowała mi pół mojego szturmowego plecaka. Polski wspinacz będzie musiał dodatkowo zabrać słownik niemiecko- polski a to też waży. Nie wspominam śpiwora, ciuchów, żarcia, medykamentów i mnóstwa innych jakże potrzebnych pierdółek. Acha, zapomniałabym – szpej. Oczywiście. A dlaczego dla wygodnickich? Otóż na dolnej stacji windy materiałowej zostawiamy samochód, ( proszę nie zapomnieć wykupić w automacie tzw.Parkschein. Na trzy dni – 3 euro)podchodzimy pięć metrów z całym naszym ładunkiem do budynku i wsadzamy wszystko do windy. Wykonujemy telefon do schroniska i cały ten bagaż zostaje wywieziony na górę. A my z buteleczką mineralnej i aparatem wędrujemy w górę upajając się widokami i ciesząc się na czekającą nas przygodę w ścianach szczytu o trochę głupawej nazwie – Gimpel. Dochodząc do schroniska rzuca nam się w oczy od razu dziwna rzecz, która zjeżyłaby takiemu Maestro resztkę włosów na głowie. Na tarasie przed schroniskiem całe zastępy wspinaczy i wspinaczek ubierają stringi, obwieszają się wszelkiego rodzaju żelastwem i w tym stroju zasuwają około 30 min pod ściany. W schronisku zakochane parki mogą wybrać sobie nawet pokój dwuosobowy, podczas gdy inni zadowolą się tzw. Matratzenlager. Nocleg w pokoju kosztuje 20 jewro a materacowni 10 jewro. Można także spać na zewnątrz, przed schroniskiem a raczej za, na karimatce w śpiworku ( no, to już bardziej dla świstera). Jeść można schroniskowe jedzonko, bardzo smaczne i podane przez przemiłych kelnerów albo wcinać własne, które windą możemy przecież wywieźć w nieograniczonych ilościach. Generalnie panuje luzik . Następnie udajemy się na spotkanie z przygodą. Jeszcze w domu zaopatrujemy się w topo dróg, które wydają się nam dostępne, w Internecie można co nieco znaleźć. Do dyspozycji mamy drogi od 3+ do 9. Roboty jest tu od groma. Do wyboru mamy kominy, zacięcia, ściany, przewieszki, kanty.
My wybieramy sobie taką np. skromniutką ale ładniutką.
http://www.bergsteigen.at/de/touren.aspx?ID=1692
oraz taką, nieco trudniejszą, dla orłów z podciętymi skrzydełkami.
http://www.bergsteigen.at/de/touren.aspx?ID=1691
Nie byłam na wszystkich drogach ale te na których byłam to też takie trochę dla wygodnickich. Bardzo dobrze obite, stanowiska porządne, w wygodnych miejscach, czerwone strzałeczki pokazujące przebieg drogi a nawet klepsydry nadające się do zrobienia przelotu zaznaczone czerwoną farbą. Zyć nie umierać. A więc nic dla hardcorowców co tylko na własnej i takich którzy aby żyć ryzykują śmierć. Oczywiście w górach zawsze może się coś zdarzyć, kamol spaść na głowę a tam kamole nieźle latają ( a więc nic dla takich co kasku zapominają) przy zejściu można się poślizgnąć, ale i tu dobre duchy zadziałały – przy zejściu w trudnych miejscach można skorzystać z haków i albo ubezpieczyć bojaźliwego ( to mnie!) albo generalnie zjechać komfortowo. Należy jednak mieć ze sobą połówkę bo zjazdy są ok. 40- 55 metrowe. Na drogi z których można zejść wystarczy 50 m. A więc wracając do punktu wyjścia – w górach zawsze może się coś zdarzyć ale w tym przypadku sama wspinaczka została ubezpieczona maksymalnie.
Po szczęśliwym skończeniu drogi możemy udać się na spacer na Rote Flüh, skąd podziwiamy panoramę Tannheimer Berge a twardziele idą jeszcze kawałek dalej i wyłażą ferratą o nazwie Friedberger klettersteig na Schartschrofen, taką sobie górkę. Później wracamy do schroniska, wydając po drodze same ochy i achy, bo wszędzie wokół nas kozice. One wprost uwielbiają kocioł Gimpla, o tej porze roku znajdują tam pierwszą zieloną trawkę. Ale chyba nie tylko o to im chodzi. One po prostu kochają nas – wspinaczy .
Gimpelhaus
Idziemy pod ścianę, jedną z wielu

^
A tam zajęte…
Widoczek ze stanowiska
Koniec zimy HWDN
No …dotarłam
Zwierzęta i ludzie
Widoczek przed łykiem piwa w schronisku
Uszba