W sobotę miała być nie najgorsza pogoda, więc postanowiliśmy znaleźć jakiś bezpieczny cel.
Padło na Grzesia.
Pojechaliśmy w składzie: Golanmac, GoAway, Marek i Kilerus.
Na parkingu w Chochołowskiej dołączają do nas Sofia i Aanka.
Wędrówka przez tą niemalże tak piękną jak groźną dolinę mija nam na rozmowach o ostatnich wydarzeniach w kraju i za granicą.
W schronisku popas i gorszenie pielgrzymki.
Zasuwamy w końcu na Bestię. Szlak przetarty jakby stada ludzi tam poszły. Poszły.
Szlak prowadzi pięknym widokowym lasem, a gdy wyprowadza z niego, to możemy podziwiać piękne białe niebo.
Wchodzimy w końcu na przedwierzchołek i przygotowujemy się do ataku.
Dziewczyny nie są w stanie wejśc, więc na prowizorycznych noszach zrobionych ze stelaży plecaków wciągamy je na szczyt.
Ze szczytu widoki zapierające dech w piersiach na jakieś 20m.
Tutaj Sofia postanawia zostać i nacieszyć się nimi, a my zasuwamy przedeptanym traktem na Rakoń.
Ciągle nas mijają pielgrzymki wracające z Rakonia.
Po drodze rozwiewa się i pojawiają się widoki, które niedługo zakręcą nam w głowach i popchną do strasznego czynu.
Na Rakoniu, wraz z Maćkiem i Krzyśkiem starujemy dalej po śladach.
Nie mu tu o czym pisać, bo nie ma się czym chwalić. Wiem, że to jest ostatnia taka akcja. Nigdy więcej.
Ze szczytu szybko schodzimy. Na Rakoniu reszty już nie ma, więc zasuwamy żeby ich dogonić. Mnie jednak wcina na troszkę, żeby porobić foty, bo kroi się niezły zachód słońca.
Zejście z Grzesia i przejście doliny znowu mija nam na rozmowach o wydarzeniach w ubiegłym tygodniu w polityce. Aanka ma problemy z żołądkiem.
No i spadamy w niewyraźnych humorach do Krakowa.
Tyle!
Dzięki za wycieczkę wszystkim. Reszta fot pojawi się niebawem. Myślę, że znajdą się też całkiem fajne.



Panoramka:









