Nowa moda czyli opcje
Nowa moda czyli opcje
Podobno Parlament Angielski dopiero po II wojnie światowej uchylił przepis nakazujący palić na stosie ludzi zajmujących się za pieniądze przewidywaniem pogody. Nie jestem pewien czy przypadkiem nie zrobił (Parlament) błędu - ja tam do meteorologów nigdy przekonania nie miałem.
Dlaczego o tym piszę? Ano w weekend trochę poczytałem prasę, osobliwie o tzw. opcjach, które urastają do miana nowej klęski na miarę co najmniej biblijnego potopu. Prasa pisze o tym z lubością, zupełnie taką samą jak do niedawno o lustracji czy agentach. Po zapoznaniu się z tym wszystkim dochodzę do wniosku, że polski parlament powinien możliwie śpiesznie uchwalić przepis pozwalający palić na stosie ludzi zajmujących się tzw. inżynierią finansową. Choć z drugiej strony - może po prostu mamy idiotów byznesmenów a szczególnie tzw. dyrektorów finansowych. Narzekają teraz, biedaczki, że bank ich oszukał. Pierwsi naiwni! Ja tak sobie myślę, że gdyby do mnie przyszedł przedstawiciel banku i mi zaproponował "interes życia" polegający na tym, że za coś warte 3.20 zł za sztukę będą mi płacić 3.50 zł to bym faceta kazał natychmiast wyrzucić za drzwi. Toż to śmierdziało szwindlem na odległość - któż proponuje interes na którym traci i to z własnej nieprzymuszonej woli? No kto? Ano tylko ten kto ma możliwości aby upupić złotówkę. A do tego podobno potrzebne są naprawdę niewielkie pieniądze. No i teraz pytanie - czy tego ci nasi byznesmeni i finansiści ze spółek i innych firm nie wiedzieli? A jeśli nie wiedzieli to oznacza to, że brakuje im kwalifikacji, głupki po prostu. Tylko dlaczego tyle im się za tą głupotę płaci - this is the question - powiedział Szekspir. Ale to już nie moja sprawa, ja stary jestem i w dodatku inżynier. *)
*) Co charakteryzuje inżyniera? Ano np. to, że nie przyjdzie mu do głowy aby wałek o średnicy 100 mm próbować osadzić w otworze o średnicy 50 mm. Twierdzić, że to możliwe oznacza kompromitację zawodową. Tysiące ludzi o kwalifikacjach ponoć finansistów uwierzyło, że można zjeść darmowy lunch (a ich guru czyli Friedman twierdził, że nie można). Głupki i tyle - na stos ich!
_________________
Dlaczego o tym piszę? Ano w weekend trochę poczytałem prasę, osobliwie o tzw. opcjach, które urastają do miana nowej klęski na miarę co najmniej biblijnego potopu. Prasa pisze o tym z lubością, zupełnie taką samą jak do niedawno o lustracji czy agentach. Po zapoznaniu się z tym wszystkim dochodzę do wniosku, że polski parlament powinien możliwie śpiesznie uchwalić przepis pozwalający palić na stosie ludzi zajmujących się tzw. inżynierią finansową. Choć z drugiej strony - może po prostu mamy idiotów byznesmenów a szczególnie tzw. dyrektorów finansowych. Narzekają teraz, biedaczki, że bank ich oszukał. Pierwsi naiwni! Ja tak sobie myślę, że gdyby do mnie przyszedł przedstawiciel banku i mi zaproponował "interes życia" polegający na tym, że za coś warte 3.20 zł za sztukę będą mi płacić 3.50 zł to bym faceta kazał natychmiast wyrzucić za drzwi. Toż to śmierdziało szwindlem na odległość - któż proponuje interes na którym traci i to z własnej nieprzymuszonej woli? No kto? Ano tylko ten kto ma możliwości aby upupić złotówkę. A do tego podobno potrzebne są naprawdę niewielkie pieniądze. No i teraz pytanie - czy tego ci nasi byznesmeni i finansiści ze spółek i innych firm nie wiedzieli? A jeśli nie wiedzieli to oznacza to, że brakuje im kwalifikacji, głupki po prostu. Tylko dlaczego tyle im się za tą głupotę płaci - this is the question - powiedział Szekspir. Ale to już nie moja sprawa, ja stary jestem i w dodatku inżynier. *)
*) Co charakteryzuje inżyniera? Ano np. to, że nie przyjdzie mu do głowy aby wałek o średnicy 100 mm próbować osadzić w otworze o średnicy 50 mm. Twierdzić, że to możliwe oznacza kompromitację zawodową. Tysiące ludzi o kwalifikacjach ponoć finansistów uwierzyło, że można zjeść darmowy lunch (a ich guru czyli Friedman twierdził, że nie można). Głupki i tyle - na stos ich!
_________________
Jestem gorszego sortu...
Markizie to jest piękny temat dla plebsu.
"Zagraniczne banki niszczą polskie firmy". Jak pięknie to brzmi.
Pawlak chyba chce skończyć z rynkiem finansowym w Polsce i cofnąć (a i tak jesteśmy w tej kwestii zacofani) do epoki wymiany za paciorki.
Tekst, który gdzieś już napisałem:
Cwaniacy, czy idjoci?
Jak coś kupuję, to raczej wiem co to jest, jak
tego używać i jakie są konsekwencje zakupu. Jeśli
czegoś nie wiem, to zdaję sobie sprawę z ryzyka.
Staram się je zidentyfikować i oszacować. Jeśli
cena ryzyka jest za duża to do transakcji nie
dochodzi. Tak się kupuje na Allegro.pl.
Skoro ja tak rozporządzam swoim jakże małym
budżetem, to czy prezesi finansowi wielkich firm
stosują bardziej ułomne sposoby?
Kto tutaj z wypowiadających wie co to w ogóle jest
opcja? Do czego służy?
Czy prezesi finansowi też tego nie wiedzą? Jeśli
tak, to jakaś parodia. Czyli idioci.
Chociaż pewnie znaczna większość to tacy "domowi"
spekulanci, którzy narazili na straty firmę, po to
by mieć dobre wyniki i wielkie premie. Czyli
cwaniacy.
Żałujecie ich?
"Zagraniczne banki niszczą polskie firmy". Jak pięknie to brzmi.
Pawlak chyba chce skończyć z rynkiem finansowym w Polsce i cofnąć (a i tak jesteśmy w tej kwestii zacofani) do epoki wymiany za paciorki.
Tekst, który gdzieś już napisałem:
Cwaniacy, czy idjoci?
Jak coś kupuję, to raczej wiem co to jest, jak
tego używać i jakie są konsekwencje zakupu. Jeśli
czegoś nie wiem, to zdaję sobie sprawę z ryzyka.
Staram się je zidentyfikować i oszacować. Jeśli
cena ryzyka jest za duża to do transakcji nie
dochodzi. Tak się kupuje na Allegro.pl.
Skoro ja tak rozporządzam swoim jakże małym
budżetem, to czy prezesi finansowi wielkich firm
stosują bardziej ułomne sposoby?
Kto tutaj z wypowiadających wie co to w ogóle jest
opcja? Do czego służy?
Czy prezesi finansowi też tego nie wiedzą? Jeśli
tak, to jakaś parodia. Czyli idioci.
Chociaż pewnie znaczna większość to tacy "domowi"
spekulanci, którzy narazili na straty firmę, po to
by mieć dobre wyniki i wielkie premie. Czyli
cwaniacy.
Żałujecie ich?
Naiwność i głupota.
Ja tak zdroworozsądkowo:
Powiedzmy, że kurs euro wynosi 3.20 zł. Podpisuję opcję na 3.50 zł i sprzedaję wyprodukowany towar na eksport. Dopóki kurs euro jest poniżej 3.50 to wychodzę na dodatkowe zyski, oczywiście po umniejszeniu o opłatę dodatkową dla banku, którą walę w koszty i zmniejszam podatek dochodowy. Jest ślicznie! I co, mam uwierzyć, że tak będzie zawsze, że bank do usranej śmierci BĘDZIE DO MNIE DOPŁACAŁ? W ŻYCIU - oni muszą wyjść na swoje i z dodatkowym zarobkiem po zbilansowaniu tych strat, które ponieśli. No i robią numer, że euro leci do 4.70 i zaczyna się płacz, że ich, głupawych menadżerów, oszukano. Sami się dali wyprowadzić na rzeź jak ostatni głupcy. Z tym, że banki też powinny się opamiętać bo jak doprowadzą do upadku zbyt wielu firm to z kim będą prowadzić interesy? Z księdzem Klejnem od fary?
To wszystko dowodzi jednego - mamy wysoko opłacaną lecz głupawą kadrę zarządzającą. Gdyby to wszystko było w XIX wieku lub nawet w dwudziestoleciu to tym panom by nie pozostawało nic innego jak sobie w łeb strzelić. Nie mówiąc już, że za żadną cholerę by nie mogli zrozumieć tego o co tu chodzi bo takich zwariowanych produktów inżynierii finansowej nie było - wtedy było "porządniej" - jak ktoś popadał w tarapaty to dlatego, że zgrał się w Monte Carlo albo przepuścił kasę na kobitki. A i tak każda prostytutka i utrzymanka wychodzi w tym zestawieniu z bankami na porządną firmę bo one d.upy dawały akuratnie i fachowo.
Tak nawiasem - gdyby Polska była w sferze euro to ten cały proceder nie miał racji bytu.
PS.
Jak mnie w Liceum uczyli na czym polega kapitalizm to zawsze było tak - fabryka produkuje buty i sprzedaje je za x marek. Od tego potrąca koszty na materiał, maszyny, paliwa, płace itd. Różnica to wartość dodatkowa, czyli wyzysk klasy robotniczej (tak to nazywano). Jakie to było klarowne, o żadnych opcjach i lewarach nie było mowy.
W ekonomii soocjalistycznej było tak samo, tylko wartość dodatkowa została nazwana produktem dodatkowym i o dziwo nie była już wyzyskiem klasy robotniczej.
PS2
Ciekaw jestem opinii forumowego speca od tych spraw czyli MiG-a
Ja tak zdroworozsądkowo:
Powiedzmy, że kurs euro wynosi 3.20 zł. Podpisuję opcję na 3.50 zł i sprzedaję wyprodukowany towar na eksport. Dopóki kurs euro jest poniżej 3.50 to wychodzę na dodatkowe zyski, oczywiście po umniejszeniu o opłatę dodatkową dla banku, którą walę w koszty i zmniejszam podatek dochodowy. Jest ślicznie! I co, mam uwierzyć, że tak będzie zawsze, że bank do usranej śmierci BĘDZIE DO MNIE DOPŁACAŁ? W ŻYCIU - oni muszą wyjść na swoje i z dodatkowym zarobkiem po zbilansowaniu tych strat, które ponieśli. No i robią numer, że euro leci do 4.70 i zaczyna się płacz, że ich, głupawych menadżerów, oszukano. Sami się dali wyprowadzić na rzeź jak ostatni głupcy. Z tym, że banki też powinny się opamiętać bo jak doprowadzą do upadku zbyt wielu firm to z kim będą prowadzić interesy? Z księdzem Klejnem od fary?
To wszystko dowodzi jednego - mamy wysoko opłacaną lecz głupawą kadrę zarządzającą. Gdyby to wszystko było w XIX wieku lub nawet w dwudziestoleciu to tym panom by nie pozostawało nic innego jak sobie w łeb strzelić. Nie mówiąc już, że za żadną cholerę by nie mogli zrozumieć tego o co tu chodzi bo takich zwariowanych produktów inżynierii finansowej nie było - wtedy było "porządniej" - jak ktoś popadał w tarapaty to dlatego, że zgrał się w Monte Carlo albo przepuścił kasę na kobitki. A i tak każda prostytutka i utrzymanka wychodzi w tym zestawieniu z bankami na porządną firmę bo one d.upy dawały akuratnie i fachowo.
Tak nawiasem - gdyby Polska była w sferze euro to ten cały proceder nie miał racji bytu.
PS.
Jak mnie w Liceum uczyli na czym polega kapitalizm to zawsze było tak - fabryka produkuje buty i sprzedaje je za x marek. Od tego potrąca koszty na materiał, maszyny, paliwa, płace itd. Różnica to wartość dodatkowa, czyli wyzysk klasy robotniczej (tak to nazywano). Jakie to było klarowne, o żadnych opcjach i lewarach nie było mowy.
W ekonomii soocjalistycznej było tak samo, tylko wartość dodatkowa została nazwana produktem dodatkowym i o dziwo nie była już wyzyskiem klasy robotniczej.
PS2
Ciekaw jestem opinii forumowego speca od tych spraw czyli MiG-a
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Generalnie to albo bank jest pośrednikiem i szuka kogoś kto wystawi opcję albo stosuje delta-hedging. Zarabia na prowizjach.
Delta-hedging to ciągłe wyrównywanie portfela aktywów (np. walut) do wyceny kotraktu opcyjnego.
Zatem nie jest to tak jak w kasynie. Po prostu płacisz za możliwość zagrania.
Oczywiście bank też może być graczem (nie musi sobie płacić za grę).
Delta-hedging to ciągłe wyrównywanie portfela aktywów (np. walut) do wyceny kotraktu opcyjnego.
Zatem nie jest to tak jak w kasynie. Po prostu płacisz za możliwość zagrania.
Oczywiście bank też może być graczem (nie musi sobie płacić za grę).
Ostatnio zmieniony wt 24 lut, 2009 przez Kilerus, łącznie zmieniany 1 raz.
Ktoś napisał - "W kożdej rzeczy końca patrzaj"Kilerus pisze:Generalnie to albo bank jest pośrednikiem i szuka kogoś kto wystawi opcję albo zajmuje pozycje odwrotną, by osiągnąć zerowe ryzyko. Zarabia na prowizjach.
Zatem nie jest to tak jak w kasynie. Po prostu płacisz za możliwość zagrania.
Oczywiście bank też może być graczem (nie musi sobie płacić za grę).
ktoś inny:
"Kto wiatr sieje zbiera burzę"
jeszcze inny:
"ten się śmieje kto się ostatni śmieje"
W biblii jest coś o płaczu i zgrzytaniu zębów.
Pożiwiom - uwidim - mawiają Rosjanie
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
No jest ciekawą sprawą, że rynki o małej płynności są bardzo podatne na spekulacje.mefistofeles pisze:no, ok - a co jesli wystawca opcji ma mozliwości wpływania na kurs walut?
Dajmy na to taki wielki bank JP Morgan sprzedając struktury finansowe takiemu Raiffeisenowi (on odsprzedaje je firmom) ma spory przegląd rynku i może bawić się nim, bo obraca ogromnymi pieniądzami.
Są kontrakty, które zależą od średniej miesiąca, a inne od ceny oficjalnej z ostatniego dnia miesiąca. Na tych pierwszych ciężko spekulować. Na drugich już łatwiej. Na opcjach barierowych jeszcze pewnie fajniej się spekuluje.
Dlatego właśnie firmy powinny się hedgować (zabezpieczać), a nie spekulować, bo straty na hedgu pokrywane wtedy są poprzez rozrachunki (w praktyce nie do końca tak jest) ale to i tak nie do końca sprawia, że nie są podatne na spekulacje banku.
Bank może zagrać np. na wyłączenie barier (czyli na unieważnienie kontraktów) lub także na "zgnębienie" klienta.
Drugi problem dotyczy zobowiązania firmy wobec banku.
Dajmy na to, że firma zabezpiecza się przed spadkiem kursu i poświeca premię z tytulu wzrostu kursu. Takim sposobem jest zawarcie kontraktu terminowego forward. Wtedy bank będzie chciał od firmy jakiegoś depozytu zabezpieczającego. Co dziennie będzie odświerzał wycenę kontraku. Jeśli w połowie miesiąca sprawi, że wycena będzie bardzo ujemna, to wysokość depozytu zabezpieczającego moze być tak wysoka, że firma nie będzie mogła go wpłacić, bo wpływy wyrównujące kontrakty nastąpią dopiero na końcu miesiąca. Wtedy bank zamyka wszystkie transakcje i je rozlicza po kursie dla siebie korzystnym. Firma dostaje kopa. Czyli zabezpieczanie także może być niebezpieczne. szczególnie dotyczy to takiego okresu jak teraz. Życie
Tylko, że bankom raczej chyba nie zależy na gnębieniu klientów, bo jednak z kimś muszą robić transakcje.
Ostatnio zmieniony wt 24 lut, 2009 przez Kilerus, łącznie zmieniany 2 razy.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
My powinniśmy się cieszyć, że nie mamy rozwiniętego rynku finansowego. Całemu rozwiniętemu systemowi finansowemu ostatnio się omsknęło i ponieśli ogromne straty. Za to w Polsce, gdzie nie jest rozwinięty, gładko przechodzi jak na razie. A tak w ogóle to cały ten rynek finansowy, to jest próba nalania z niczego, a że tego się nie da zrobić, to już Salomon wiedział.Kilerus pisze:Pawlak chyba chce skończyć z rynkiem finansowym w Polsce i cofnąć (a i tak jesteśmy w tej kwestii zacofani) do epoki wymiany za paciorki.
Don't shit, where you eat
tommer91 nie tak gładko - praktycznie każda firma z jaką mam kontakt, czy poprzez znajomych czy w inny sposób wtopiła mniej lub więcej na opcjach - kilku nawet z tego powodu grozi bankructwo lub przynajmniej postępowanie naprawcze - Janek ma rację - Ci menagerowie i dyrektorzy od spraw finansowych, którzy dali się wpuścić w maliny powinni odpowiedzieć głową za swoją nieudolność.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
W swoim poście pisałem o systemie finansowym, który w Polsce ma się dobrze. A to, że wiele firm wtapia pieniądze w opcje to jest inna sprawa. Też uważam, że managerowie itp. powinni odpowiedzieć za te opcje. Chyba w "Faktach" bardzo mądrze powiedziano, że firmy powinny zarabiać na własnej, podstawowej działalności, a nie na walutach.
Don't shit, where you eat
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
A bo widzisz. na Wschodzie managerowie popełnijaa teraz harakiri. Na Zachodzie - rezygnuja z premii. Polska leży pomiędzy Wschodem a Zachodem, więc managerowie rezygnują z harakiri.lukas_12 pisze:Ci menagerowie i dyrektorzy od spraw finansowych, którzy dali się wpuścić w maliny powinni odpowiedzieć głową za swoją nieudolność.
Ostatnio zmieniony wt 24 lut, 2009 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Pod koniec lat osiemdziesiątych kursowała w Polsce taka zagadka - czy w Polsce za dziesięć lat będą jeszcze pieniądze - prawidłowa odpowiedź - tak, wyłącznie.
I to co jest to jest jakieś echo tego zapytania.
PS.
Przed pierwszą wojną izraelsko - arabską samochód osobowy palił tak średnio około 15 litrów/100 km. Bo ropa była tania jak woda i konstruktorom nie chciało się kombinować a producentom walić pieniądze w postęp techniczny. Po tej wojnie kraje arabskie sięgnęły po swoją broń czyli ropę i wtedy drastycznie podrożała. Gdyby wtedy były tak rozwinięte instrumenty finansowe to by coś kombinowano i w efekcie autka by nadal od cholery paliły. OPEC jednak był bezlitosny i efekt - silniki zaczęły palić dwa razy mniej i to przy lepszych parametrach. Bo wtedy jeszcze myślano o tym z czego pieniądze lecą czyli produkcji, tych "pomidorach". A teraz - widzicie sami.
Trzeba wrócić do źródeł.
I to co jest to jest jakieś echo tego zapytania.
PS.
Przed pierwszą wojną izraelsko - arabską samochód osobowy palił tak średnio około 15 litrów/100 km. Bo ropa była tania jak woda i konstruktorom nie chciało się kombinować a producentom walić pieniądze w postęp techniczny. Po tej wojnie kraje arabskie sięgnęły po swoją broń czyli ropę i wtedy drastycznie podrożała. Gdyby wtedy były tak rozwinięte instrumenty finansowe to by coś kombinowano i w efekcie autka by nadal od cholery paliły. OPEC jednak był bezlitosny i efekt - silniki zaczęły palić dwa razy mniej i to przy lepszych parametrach. Bo wtedy jeszcze myślano o tym z czego pieniądze lecą czyli produkcji, tych "pomidorach". A teraz - widzicie sami.
Trzeba wrócić do źródeł.
Jestem gorszego sortu...

