Z wielką niecierpliwością czekałam, aż wszyscy bawiący tam w okresie świąteczno-noworocznym wyjadą i w górach zrobi się przyjemnie pusto.
Nieczęsto można pochodzić po niezaludnionych szlakach, ale czasem się to udaje i wtedy radość z obcowania z tatrzańską przyrodą jest podwójna.
No i jeszcze pogoda...taka, jaka się marzy każdemu...
Ostatnio rozpieszczała, jak będzie teraz ?
Nie zapowiadało się zbyt dobrze, duże mrozy, pochmurno, śnieg, ślisko na drogach...
W dodatku mężowi ledwo przeszła świąteczna grypa - niestety na mnie - no i mój stan zdrowia nie był najlepszy
W takich wypadkach rozsądek jest na przegranej z góry pozycji.
Ponieważ bardzo chciało mi się zobaczyć Tatry - swoim zwyczajem "zaczarowałam" pogodę
No i niezła ze mnie czarodziejka - co widać na wszystkich zdjęciach
A zdrowie ..... - jakoś to będzie.... spakowałam manatki i we wtorek rano ruszyliśmy w moim najbardziej ulubionym kierunku.
Drogi faktycznie śliskawe, ale przecież to zima, a mnie niosło jak na skrzydłach - kto by się takimi drobiazgami przejmował...
Naszym zwyczajem, nie dojechaliśmy tak od razu na kwaterę. Pogoda piękna, stanęliśmy na Głodówce, bo dopiero tam ukazały się - wcześniej niewidoczne szczyty - zza woalki mgieł.
Wyglądały tak tajemniczo i zachwycająco...



Nie mogłam sobie również darować widoku zimowej Doliny Białej Wody przy tej pogodzie.







Dość mrożnie , minus 15 stopni, ale bezwietrznie, więc nie zwracałam na to uwagi - wkoło tak cudnie, co tam mróz....
Za to Cesta Svobody bardzo śliska i po ślimaczej jeżdzie dotarliśmy o zmroku do naszych gospodarzy w Nowej Leśnej. W nocy miało być minus 20.
A nazajutrz - błękit błękitniejszy od błękitu

Ten widok daje mi chęć do życia i nim ładuję swoje akumulatory.
Wybraliśmy się do Popradzkiego Plesa.
Początek wycieczki nienajlepszy.
Jak to na Śląsku godają - dzień się zaczął wielką hają
Z powodu tragicznego guzdralstwa mojego małżonka, spóżniliśmy się na elektriczkę, no i puściły mi nerwy
Jednak widoki, jakie ukazały się na miejscu spowodowały, że wszelkie gniewy i urazy odpłynęły w niebyt i skupiliśmy się na tym co przed nami.
Góry łagodzą obyczaje
Bajecznie, cudownie, przepięknie...












Wyższe szlaki pozamykane, ale mąż wypatrzył, że do rozstaju nad Żabim Potokiem można iść niebieskim szlakiem.
W okolicy kręcił się pracownik TANAPu, który pilnował, czy turyści nie łamią przepisów.
Pogadaliśmy z nim miło, upewniłam się czy faktycznie można, udzielił nam wskazówek co do chodzenia po zimowych górach i ruszyliśmy.
Nawet się nie spodziewałam, że pójdziemy w głąb Doliny Mięguszowieckiej zimą, bo latem tam jeszcze nie zdążyliśmy dotrzeć.
A jest piękna, otoczona potężnymi zboczami, gdzie królowała biel i błękit.
Początkowo szlak był dość dobrze przetarty, ale potem ścieżka coraz węższa, a pod koniec tylko pojedyncze ślady Smolika and Co. kiedy ostatnio szli nad Hińczove Pleso
Niezbyt wielu turystów tu się zapuszcza, zresztą szlaki puste, tylko sporo narciarzy w okolicach tras można było spotkać.







Wreszcie doszliśmy do rozstajów i po napatrzeniu na wspaniałą okolicę, zadowoleni z nowo poznanego miejsca, wróciliśmy do Popradzkiego Plesa, ale jeszcze nam było mało, więc zimowym zielonym szlakiem poszliśmy do Szyrbskiego.
Dni teraz krótkie, 16.30 - już prawie ciemno, ale za to można popatrzeć na góry w promieniach zachodzącego słońca.

Wspaniały dzień, mimo fatalnego początku
Ala
c.d.n.






























