
...i od razu lece na Szklarke. Zdążam w ostatniej chwili. Na kwatere wracam już po ciemku.

Następnego dnia słońce wlewa się do pokoju, więc trzebaby iść. Po to w końcu przyjechałem, tylko najzwyczajniej w świecie mi sie nie chce
Łapię PKS do Jeleniej a stamtąd do Karpacza i około 9.00 wychodze na szlak. W planach było wejście na Śnieżkę doliną Łomnicy ale nie miałem tyle siły (pracowite lato)
Zaczynam w Białym Jarze i kieruję się nad Mały Staw.
Po drodze skałki.



Dzisiaj śnieg i mróz a ja się wtedy martwiłem jesienią


Piwo



W górę. Tutaj sobie odpuszczam i lecę dalej. Tylko coś mi tam nie pasuje. Czekaj, czekaj...

A właśnie - gdzie góry?

Nie dzisiaj.



Stamtąd przylazł.





Przełęcz Karkonoska. Zalatuje Czechami - restauracja czy jakiaś inna galeria. Drgoa asfaltowa, nawet czeski PKS dojezdza. Są jeszcze korty tenisowe i mnóstwo ludzi. Uciekam dalej w stronę Śnieżnych kotłów.










Po około 8 godzinach marszu zwlekam się z Łabskiego Szczytu na kwatere. Wycieczka w połączeniu z remisem ze Słowenią zwala mnie z nóg i zasypiam około 22.00.














