Dość często spotykamy psy w Tatrach, biegające samopas, bez właścicieli. Kilka razy towarzyszyły nam w wędrówkach i nie chciały zawrócić.
Jeden poszedł z nami na szczyt Grzesia, inny - towarzyszył nam w Dolinie Lejowej do Przysłopu Komniarskiego.
Kiedyś spotkalismy tez psa nad Smreczyńskim Stawem.
Ostatnio kręcił się taki dość zaniedbany owczarek coli, koło schroniska w Chochołowskiej. Widzieliśmy go w lutym br. i ostatnio w kwietniu, jak byliśmy "na krokusach" - pechowych zresztą....

.
Ale jeden, spotkany na Polanie Olczyskiej przyprawił mnie o lekki dreszczyk. Dość spory, kudłaty, czarny z postawionymi uszami. Oczy miał okropne - jedno ciemne, drugie jasne - wyglądał diabolicznie, w dodatku nie biegł koło nas, tylko zaroślami .....
Nie boję się psów, ale tego się trochę wystraszyłam.
Prowadzone na smyczy przez właścicieli też kilka razy widzieliśmy, nie wiadomo, czy to byli turyści, czy miejscowi, ale przepisy chyba obowiązują wszystkich...
Ala

.