Temat znów nam ucieka na boki i Iwoną będzie musiała sprzątać (pewnie nas skrzyczy)
Ale jak wszyscy to wszyscy i też się pochwalę, że na Giewoncie byłam tylko raz i było to dokładnie w dniu wizyty Papieża w Tatrach (czerwiec 1983).
Całe Tatry obstawione milicją, a myśmy jakimś dziwnym trafem się prześlizgnęli wchodząc do Kościeliskiej przez Staników Żleb.
Na dodatek o niczym nie wiedzieliśmy (w Tatry pojechaliśmy w zasadzie wprost ze spotkania z Papieżem w Katowicach na Muchowcu).
Doszliśmy na Ornak (dziwiąc się że w dolinie nie ma ludzi), a wtedy ówczesny chatar i nasz znajomy (z Zabrza) mówi nam - tu są manewry i nie wolno wchodzić dalej. W schronisku byliśmy sami. Następnego dnia mieliśmy w planie iść na Chochołowską ale w związku z "manewrami" zmieniliśmy plany i poszli na Czerwone Wierchy, a potem (cały czas zdziwieni że tak pusto i nie ma ludzi) na Giewont i na Konratową.
Dopiero po zejściu kolejnego dnia do Zakopanego dowiedzieliśmy się, jakie były przyczyny braku turystów.
Po prostu wszelkie wejścia na teren Tatr Zachodnich były obstawione i nikogo nie wpuszczali.
Ale Staników Żlebu nie obstawili - w sumie wyszło to nam całkiem niechcący.
Pozdrowienia
Basia