Miałam już nie pisać relacji jesiennych, ale po zachęcających komentarzach niektórych forumowiczów, ośmieliłam się powrócić do wspomnień tej przepięknej jesieni w 2006 roku.
Kto lubi czytać takie wspominki i kogo nie nudzi - niech poczyta i poogląda...
Jak już pisałam, w ciągu tych trzech tygodni na przełomie IX i X/06 dość dużo szlaków tatrzańskich poznaliśmy. Niektóre wędrówki opisałam we wcześniejszych relacjach. Pogoda była niesamowita i mimo, że nie było kiedy odpocząć, na drugi dzień szliśmy w góry - no bo jak tu nie iść - cieplutko, błękitnie, kolorowo.... Bawią mnie przed wyjazdem życzenia znajomych, czy rodziny pt. "miłego WYPOCZYNKU" . Noo wypoczniemy, jak wrócimy szczęśliwie do domu
Kilka słów o wyprawie - Morskie Oko-Szpiglasowa Przełęcz-Dolina Pięciu Stawów-Siklawa-Roztoka.
Pogoda, jak widać na zdjęciach. Kolory jesieni nad Morskim Okiem zawsze budzą mój zachwyt, a ponieważ tym szlakiem szliśmy pierwszy raz - to już zupełny zawrót głowy...





Na temat szlaku ze Szpiglasowej do Piątki wiedziałam tylko tyle, co przeczytałam w przewodniku i internecie. Obawiałam się trochę tych łańcuchów, bo mój lęk wysokości trochę sie daje we znaki w niektórych sytuacjach. Żeby się dowiedzieć czegoś więcej, zapytałam idących stamtąd - młodej dziewczyny, a potem starszego turysty. Ona stwierdziła, że spokojnie i bez problemów, a on wprost przeciwnie - trzeba się dobrze nagimnastykować na tych łańcuchach i nie ma lekko...
No to się dowiedziałam. I bądż tu człowieku mądry...
Najgorzej było to, że pod górę wchodziła wycieczka młodzieży, którą trzeba było jakoś przepuścić przy tych łańcuchach. Niektórzy mieli strach w oczach i zarzekali się, że już nigdy w życiu... i żeby wiedzieli.....
No cóż, czasem się człowiek boi, ale wszystkie strachy i bóle ukoi - jak dobra matka - przecudna panorama gór, przy której zapomina się o wszystkim innym...



W połowie drogi zrobiliśmy sobie odpoczynek. Nieopodal siedziała para turystów, którzy w pewnym momencie poprosili o zrobienie zdjęcia. Z przyjemnością... i tak od słowa do słowa okazało się, że są z Zawiercia i mieszkają kilka ulic dalej. Jaki ten świat jest mały... Dalej szliśmy już razem. Ela i Zbyszek okazali się bardzo miłymi i sympatycznymi ludżmi, do dziś się spotykamy. Główny temat rozmów - oczywiście Tatry
Któregoś dnia wybraliśmy się do Doliny Gąsienicowej. Na szlaku sporo ludzi, więc nawet nie podchodziliśmy do schroniska, tylko od razu czarnym szlakiem w stronę Zielonego Stawu.





Na polanie, w kosodrzewinie na tzw. Grzędzie, zobaczyliśmy niedżwiedzicę Siwą z dwoma niedżwiadkami, które baraszkowały wesoło. Ona od czasu do czasu spoglądała na nas, obserwujących to niedżwiedzie towarzystwo przez lornetkę. Szkoda, że moim aparatem nie mogłam zrobić dokładnie misiów...Dość długo patrzyliśmy na ten sympatyczny widok
Na rozstaju szlaków chwila zastanowienia - gdzie dalej. Ocena czasu i zdecydowaliśmy iść na Przełęcz Karb. Szlak nie wydawał się trudny i taki też był.


Sama przełęcz wąska, miejsca tam nie za wiele, szłam na lekko "gumowych" nogach. Widoki robią wrażenie...


Zejście w stronę Czarnego Stawu podniosło mi trochę adrenalinę. Szczerze mówiąc, ucieszyłam się bardzo, jak znalazłam się w niższych partiach zbocza Małego Kościelca - wyjątkowo pięknie przystrojonego jesiennymi jagodzinami, niczym w kwitnącym ogrodzie. Następne przejścia tego szlaku nie budziły już we mnie takich emocji. Oswojenie z wysokością robi swoje - na szczęście.



Wieczorem przestudiowaliśmy mapę, żeby ustalić plan na jutro. Może Przełęcz Iwaniacka ? tam też jeszcze nie byliśmy. Rano - na busik do Kir. Jak zawsze piękna Dolina Kościeliska - z przyjemnością przemierzamy ten szlak (chociaż trzeba uściślić, że przyjemność jest wtedy, jak nie ma za wiele ludzi - czasem się zdarza). Tym razem nie było najgorzej, a wyżej na szlaku, już całkiem dobrze, bo pustawo. Większa część szlaku prowadzi lasem, ale "momenty" też są piękne... Przełęcz Tomanowa, zbocza Kominiarskiego i Ornaku..



Zeszliśmy szlakiem do Chochołowskiej i busikiem do Zakopanego. Ładna wycieczka.
Zajrzeliśmy także na piękną Rusinkę, gdzie "napadły" nas owce. Najwięcej uciechy miały dzieci ze szkolnej wycieczki, którym wyjadały z plecaków, niebacznie zostawionych na trawie. Moje drugie śniadanie też zjadły...


Z Rusinowej przez Polanę pod Wołoszynem do Wodogrzmotów - też piękny szlak. W potoku - ciekawe głazy, no i widoki na Dolinę Białej Wody.....



c.d.n. Ala










































