O ile pamiętam to w filmie zbiegali tam w kilka minut prosto z Kasprowego.
Coś jak wejście na Kazalnicę "przez Mnicha" w "Prowokatorze" - co ostatnio gdzieś Zygmunt przypomniał.
A ja tam byłam na swojej pierwszej "tatrzańskiej" wycieczce. Miałam 3 lata, był to chyba luty, piękna słoneczna pogoda.
I kiedy rodzice zajęci byli konsumpcją ciastek ja weszłam w ubraniu pod "prysznic", czyli lejącą się z dachu wodę.
Trzeba było mnie natychmiast odwieźć bryczką do domu i przebrać.
Jak wiadomo większość heksogenu szła na potrzeby armii i kopalni.
Racja, którą otrzytmali filmowcy nie wystarczyłaby na Kalatówki, dlatego też podjęto decyzję o wysadzeniu obiektu zastępczego.