Dziękuje za wszelkie info.
Jeśli temat jest w złym dziale, proszę o przeniesienie.

Dodam jeszcze coś od siebie. Byłem na Czerwonych w zeszłym roku na początku kwietnia. Ja akurat sprzęt mam, ale nastawiałem się, że przejdę sobie to na luzie bez zbędnych ceregieli. Nic bardziej złudnego! Czerwone Wierchy zimą to:Michał pisze:A Czerwone Wierchy?
Tylko jak są świetne warunki i pogoda nie ma szans się zepsuć, czerwonym szlakiem z Kir. Przy takich warunkach można także pójść na Ornak od Iwaniackiej Przełęczy, przy podejściu zazwyczaj jest trochę głębokiego zapadania się (kosodrzewina). Co jeszcze... może Czarny Staw Gąsienicowy? Albo Rusinowa Polana+Gęsia Szyja. Tomanowa Przełęcz. Dobrą propozycją jest Grześ - jak będzie stabilna pogoda i w porządku śnieg można z niego dalej zaatakować Rakoń (powrót tą samą trasą).Michał pisze:A Czerwone Wierchy?
gb pisze:Wchodzenie w lutym na Grzesia
GB, mówiąc delikatnie - popadasz w skrajności. Czekan na Grzesia? Weź przestań - chcesz żeby się wszyscy z Michała śmiali?gb pisze:bez czekana i raków

A my byliśmy w lutym ub. roku na Grzesiu, bez raków, czekanów, tylko z kijkami. Pogoda ładna,dwójka lawinowa. Szlak do Przełeczy Bobrowieckiej - bajkowy i całkiem przyzwoity, wyżej trochę gorzej, ale dało sie podejść w miarę spokojnie. Widoki piękne. Dalej nie szliśmy, bo było za póżno, musieliśmy wracać, a i tak od Polany Huciska po ciemku. Kilka fotek:gb pisze:Wchodzenie w lutym na Grzesia - a tym bardziej Czerwone Wierchy - bez czekana i raków, z samymi kijkami teleskopowymi może być - powiedzmy - nieco niebezpieczne...







Mamy szczęście w górach do takich zwierzęcych towarzyszy ... Szedł z nami od połowy Chochołowskiej i nie chciał się wrócić, póżniej gdzieś zniknął i znalazł się na szczycie Grzesia. Całkiem sympatyczna psinka - zjadł mi połowę "obiadu" i poszedł w swoją stronęgosieńka pisze:A co tam robi pies????

